sobota, 15 marca 2014

Uważność w moim wykonaniu-cz.1.

Jak się łatwo o tym czyta. Wydaje się, że Ty sam to potrafisz. 
Wystarczy tylko odłożyć książkę i zacząć. Chyba nie ma nic prostszego, a jednak....
 
 

To nie reklama środka do zmywania naczyń.



Jest jak z jazdą na łyżwach, gdy tylko patrzysz jak inni pięknie jeżdżą, a potem sam, sama zakładasz łyżwy, chociaż jeździć na nich nie potrafisz. I co, zaraz ryjesz nosem ziemię,bo nogi gdzieś uciekają.Tak samo jest z uważnością. Czytasz, wydaje się łatwa. Nabierasz zapału i szybko zaczynasz działać. Szybko też kończy się Twoje działanie. Okazuje się, że nie potrafisz tak jak ten mądry facet, autor książki. Potrzeba czegoś więcej niż przelotny entuzjazm. Czego? Nie dowiecie się tego ode mnie, chyba, że przeczytacie to gdzieś między wierszami. Naprawdę nie wiem, co zrobić, żeby być uważnym.
Tylko sobie myślę o tym. Dlaczego nie umiem tak jak Thich Nhat Hanh pozmywać naczyń. Może gdyby przyjechał tutaj do mnie z tłumaczem, żebym mogła go zrozumieć, a on mnie, byłoby inaczej. Jednak nauka wymaga nauczyciela. Bez tego nie jest łatwo. Wyższa szkoła jazdy. Nie znasz zasad, żadnych reguł i co jak sobie poradzisz. Same książkowe mądrości nie zawsze coś dają.
Owszem przeczytałam tekst o zmywaniu naczyń i...? Nadal leżą brudne w zlewie, a ja omijam je wzrokiem.To potrafię doskonale, zamiast zauważać,nie zauważać.W końcu jeżdżę autobusem i wiele razy muszę w sposób świadomy nie patrzeć, nie widzieć: ludzi z wyraźnym brudem, liżących się nastolatków, babć i dziadków szukających wolnego miejsca i wiele innych mniej lub bardziej nieprzyjemnych rzeczy
Wracając do naczyń i uważności. Thich pisze tak: ,, ...pogląd, że mycie naczyń jest nieprzyjemne, może powstać tylko wtedy, kiedy ich nie zmywasz.,, Ja zmywam, zmywałam i będę zmywać, choć z dużym  opóźnieniem i niechęcią. Dalej Thich pisze tak: ,, Lubię bez pośpiechu wziąć każdy talerz do ręki. Jestem wtedy w pełni świadomy talerza, wody, każdego ruchu  moich rąk.,, Już samo zanurzenie rąk w ciepłej wodzie, jest dla naszego mistrza czymś cudownym. Jak do tego doszedł? Na pewno nie poprzez czytanie książek na ten temat. Pobyt w klasztorze od 16 roku życia go tego nauczył. Codzienna praktyka pod okiem nauczyciela. Na pewno nie dyskoteki i inne swawole. Palenie, picie, objadanie się, oglądanie telewizji i siedzenie na facebooku. Nie łudźcie się, ale to nie pomaga.
Wkładam ręce do wody i co czuje, złość, że nie jestem gdzie indziej. Nie lubię tej wody i tych naczyń. Myślę, tak jak nie powinnam czyli kiedy to się skończy, kiedy zacznie się coś innego. Dopiero, gdy pozmywam czuję ulgę.Tak samo jest z innymi rzeczami np. z czekaniem na przystanku. Kiedy wreszcie ten autobus przyjedzie. Nie chcę tu już stać. W tym momencie nie potrafię być uważna. Mnie się ta chwila nie podoba. Nie chcę, żeby trwała i uciekam w swoje myśli, do swojej głowy. Już mnie tu nie ma, a do uważności nie tędy droga. Trzeba umieć zaakceptować daną chwilę, siebie w tej chwili i innych wokół. Nie odwracać się tylko spojrzeć, zobaczyć swoje uczucia i zapytać dlaczego są takie, czy mogą być inne, czy ja mogę być inna.
Nieźle się rozpisałam. Ci co nie wiedzą mówią, ci co wiedzą milczą, ale od każdej zasady są wyjątki.
Skąd wzięłam Thicha Nhata Hanha?  Oczywiście tylko z książek. Nie znam go osobiście. Jest mnichem buddyjskim wyświęconym w wieku 16 lat. Wie zatem sporo. Napisał trochę o byciu uważnym. Moja ulubiona książka jego autorstwa to ,, Każdy krok niesie pokój,, i tam jest cały tekst o zmywaniu naczyń. Na pewno warto po tę książkę sięgnąć i po inne jego autorstwa.
Wciąż się zastanawiam, choć nie wiem dlaczego tak mnie to pociąga,
 jak być bardziej uważną i polubić zmywanie naczyń.
 P. S. Czuję że temat niewyczerpany. Napiszę jeszcze c.d.

Tag: Medytacja, Religie 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz