niedziela, 6 kwietnia 2014

Szacunek.



Po ostatnim mało poważnym tekście, pomyślałam sobie czas na coś bardzo poważnego, chociaż jak wiecie poważna nie jestem i już chyba nie będę.
Kilka dni temu, gdy szłam sobie na przystanek autobusowy, zobaczyłam coś, co mi na dłużej zostało w głowie i burzyło moje myśli. Tak już jest jak zobaczę coś nieodpowiedniego albo się wściekam albo płaczę. Naprawdę jestem uczuciową istotą. Tym razem też tak było. Och, gdybym miała kij ze sobą lub chociaż 1 granat pod ręka, to zaraz by mi niewątpliwie ulżyło, a tak złość tylko wysadzała mi mózg od środka.
Wracając jednak do zdarzenia, które zobaczyłam.
 Po drugiej stronie ulicy chodnikiem obok osiedlowych bloków szła kobieta. Wokół niej skakał mężczyzna niczym kogut bardzo napalony na to, żeby wreszcie skoczyć jej na plecy i ją rozdziobać swoim mocnym dziobem. Krzyczał tak głośno, że trudno byłoby nie usłyszeć, co mówi. Chociaż bardzo chciałam tego nie słuchać, ponieważ nie znoszę typowo polskich przerywników zaczynających się na k. Nie mam nawet zamiaru napisać tego słowa, dając Wam do zrozumienia, że czegoś takiego to ja nie toleruje i z pewnością usunę każdy komentarz z tym słowem.
 Znów jednak oddaliłam się od kobiety i faceta koguta. Skakał więc, wymachiwał rękami jak torreador przed bykiem czerwoną szmatką, powtarzał moje nielubiane słowo i wrzeszczał. Coś w tym rodzaju ,, mówiłem ci, że masz natychmiast wyjść z tego sklepu. Mogłaś wyjść. Nie było klientów. To ja muszę czekać na ciebie, nie wiadomo jak długo,,. Kobieta się nie odzywała. Szła sobie jakby nigdy nic i paliła papierosa. Podziwiałam ten spokój, a jednocześnie naprawdę nią pogardzałam.
Dlaczego? I tu dochodzi do głosu mój szacunek. Jeśli pozwalam komukolwiek na takie zachowanie wobec siebie, to czy mój szacunek dla siebie jeszcze istnieje, czy też może został zjedzony przez faceta koguta. Nie mogę powiedzieć: że mam szacunek dla swojej osoby, jeśli pozwalam drugiej, żeby wskakiwała mi na plecy lub na głowę. W takim przypadku o szacunku nie może być mowy. Moje dalsze refleksje prowadziły do niestety, pogardy do kobiety, która zamiast wysłać faceta kopniakiem na księżyc, pokornie słucha, co on ma do powiedzenia. Nie rozumiem dlaczego z idioty robi nietykalnego idola. Nie chce mu się narazić, bo w domu dostanie od niego paskiem po dupie? Po co siedzi z takim pod jednym dachem i w dodatku w jednym pomieszczeniu, zapewne malutkim? Po co idzie z nim do łóżka? Czy po to, żeby on potem przyszedł po nią do pracy, kazał jej natychmiast iść do domu, bo jemu powiedzmy zachciało się nagle seksu analnego? Nie mogę zrozumieć tej pokory wobec głupiego faceta. Może dlatego, że sama nie jestem, nie bywam pokorna. U mnie taki kogut nie miałby szans, zero powodzenia, bo już jako dziecko na wsi potrafiłam trzasnąć koguta w tyłek, gdy rzucił się na moje plecy.  Nigdy z kimś takim nie mogłabym iść do łóżka. Zwyczajnie dlatego, że żaden cham mnie jeszcze nie podniecił. Na pewno nie podałabym mu obiadu, chyba, że z trutką w środku, żeby padł i żeby mieć wreszcie święty spokój. W tej sprawie, nie wiem jak w innych mam dużo szacunku dla siebie. Myślę sobie, że gdyby kobiety nie pozwalały sobie na coś takiego, wszystkie chamy by wyginęły, ulegając transformacji w miłych mężczyzn. Takich, co to zdarzają się w czułych filmach dla kobiet.
W zasadzie to ja nie muszę narzekać i mówić o braku szacunku wobec siebie. Żadnego chama nie znałam i nie znam bliżej.
Oczywiście szacunek, jaki w sobie mamy to nie tylko ten wyrażający się w naszej postawie wobec chamideł pospolitych. Jeśli mamy go, to moim zdaniem potrafimy współodczuwać. Rozumieć, że ktoś starszy ledwo stoi w autobusie, podczas, gdy my rozpieramy się wygodnie na siedzeniu, a jak rozumieć tzn. ustąpić mu miejsca. Rozumieć, że ten portier z szatni, w której zostawiamy ubranie też jest człowiekiem. Ma prawo być smutny i zły na mnie, że mu tym ubraniem głowę zawracam. 
Uważam, że mówiąc o szacunku, nie można przemilczeć miłości , niekrzywdzenia siebie i drugiego człowieka, pokoju, który nie mógłby istnieć bez szacunku. Właśnie wtedy gdy tracimy szacunek, możliwa jest wojna. Wroga zazwyczaj się nie widzi jako drugiego człowiek tylko wroga, którego zabite ciało możemy rzucić psom na pożarcie.
 I jeszcze istoty mniejsze i zależne od nas czyli zwierzęta, mając szacunek, nie będziemy ich śmierci nazywali zdychaniem, jakby na nic więcej nie zasługiwały, tylko na takie pogardliwe słowa.  Nie będziemy się nad nimi znęcali. Wyrzucali je jak zwyczajne śmieci, wtedy gdy przestają być potrzebne i zwyczajnie zawadzają.
Tak, szacunek pozwala nam żyć w pokoju i zbliżyć się do bezinteresownej miłości.
Jest jak temat rzeka. Można pisać i pisać, a i tak woda się nie wyczerpie. Dlatego zostawiam Was z szacunkiem i pędzę dalej do następnego tematu.

Tag:  Psychologiczne

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz