piątek, 2 maja 2014

Czy jest nam potrzebna edukacja szkolna?Społeczne, obyczajowe

Z okazji minionych egzaminów szóstoklasistów i gimnazjalistów i zbliżającej się matury znów zadałam sobie to pytanie. Po co? I dalsze pytania z tym związane. Dlaczego? Dla kogo? Co nam to daje? Czego właściwie powinniśmy się uczyć? Czego uczy obecna szkoła?
Czy zastanawiacie się nad tym zdając egzaminy lub kibicując swoim dzieciom?
Ja wiele lat temu też się nad tym nie zastanawiałam. Po prostu chodziłam do szkoły i uczyłam się tego, co zadali. Niezupełnie tak do końca, bo pamiętam, że w szkole podstawowej przeczytałam wiele książek pod ławką tzn. to nie ja siedziałam pod ławką, tylko książka tam sobie leżała. Nie wiem, czy jeszcze są takie ławki, ale kiedyś były z półką pod spodem i tam można było sobie trzymać dowolną książkę. Oczywiście tak, żeby się nauczyciel nie zorientował. Ja sobie tak te książki trzymałam i nigdy na lekcji się nie nudziłam. Rezultat był taki, że miałam najgorsze oceny, ale za to mnóstwo przeczytanych książek. Gdy poszłam do szkolnej biblioteki, pani tylko wyjmowała kolejne książki, żeby usłyszeć ode mnie, już to czytałam. Przy jednej się zawahałam, bo tytułu nie pamiętałam. Wkrótce jednak okazało się, że i tę też czytałam.
Teraz miło się to wspomina, ale wtedy nie było mi miło. Patrzyłam z zazdrością jak inni w nagrodę za piękne stopnie dostają fajne książki, których na prawdę wówczas nigdzie nie było. Przyznacie, że trudne do uwierzenia.
Tak więc pierwsza szkoła nauczyła mnie doskonałego wymigiwania się od, moim zdaniem, głupiej, nudnej nauki. W następnej szkole, średniej dalej uczyłam się nieuczenia czyli omijania jak się dało wszelkich obowiązków związanych z nauką. Tutaj też byłam najgorsza. Wcześniej lubiłam angielski, ale pisanie testów, robienie pracy domowej i w związku z tym brak czasu dla siebie sprawił, że przestałam się uczyć tego języka. Już taka jestem z przymusu, na ocenę nic nie zrobię.
Nie chodziłam na fizykę, bo mnie to nie interesowało, a mogłam nie chodzić, bo fizyka zwykle była pierwszą lekcją, więc spałam sobie dłużej. Nieważne, że potem musiałam zdawać egzamin z tego przedmiotu, żeby przejść do następnej klasy i tak było warto nie być na żadnej lekcji.
Nie wiem po co i dlaczego poszłam na studia. Teraz myślę sobie, że dlatego, że w pracy się nudziłam. Ciągle to samo i żadnych wakacji. Tylko miesiąc urlopu z łaski. Miałam rodziców. Oni mieli pieniądze, więc zaczęłam się bawić w studiowanie. Poza tym wydawało mi się, że mogę być nauczycielką w szkole.
Ach, dwa miesiące wakacji, dwa tygodnie ferii i mnóstwo wolnego po drodze. Dopiero na praktykach w szkole na trzecim roku studiów i potem na czwartym, zdałam sobie sprawę, że ja nauczycielką na pewno nie będę. Nie znoszę tych wszystkich bzdurnych lektur obowiązkowych i gramatyki, wypracowań, sprawdzania zeszytów i stania przed całą gromadą małych i zupełnie dużych dzieciaków. I po raz pierwszy przeżyłam depresję z powodu źle wybranego kierunku studiów, ale przede wszystkim dlatego, że musiałam zaliczyć praktyki, żeby skończyć studia.
I po co to całe długaśne wspominanie? A po to Kochani, żeby uświadomić sobie i Wam, dlaczego na temat szkoły mam takie, a nie inne zdanie. Dlaczego nie powtarzam za innymi rodzicami i opiekunami jednego wspaniałego zdania. Wy macie dobrze, a ja męczyłam się strasznie. Słyszałam to nawet w wersji z kozą czyli musiałam kozę paść na wsi, ale się uczyłam, nie to, co ty mój synu leniu do kwadratu.
Ludzie dlaczego wy już nic nie pamiętacie. Jak kiedyś było naprawdę i jak jest teraz i że wszystko zmieniło się na niekorzyść obecnych uczniów. Czy ja kiedyś miałam egzamin po szóstej klasie?
 Nie. Takich egzaminów nie było, a egzamin sprawdzający wiedzę przed przyjęciem do szkoły średniej można było świetnie ominąć, idąc na początku do innej szkoły, a po skończeniu 1 klasy, przenosząc się zwyczajnie do 2 klasy w innej szkole. Ja przynajmniej tak zrobiłam, chociaż w dalekiej przyszłości i tak okazało się, że to nie miało sensu, bo i tak nigdy dobrej pracy nie miałam, a przecież głównie o to chodzi.
Szkoła jest właśnie po to, żeby zdobyć odpowiedni papierek, który jest naszą wejściówką do tej właściwej pracy, dającej satysfakcję i pieniądze. Innego sensu w obecnej szkole nie widzę ani trochę. Co mi po wiedzy z wyższej matematyki, fizyki, chemii. I tak nie jest mi to w życiu do niczego potrzebne. Nie jestem nauczycielką ani naukowcem. Podobnie ma się sprawa z plastyką, polskim, angielskim i każdym innym przedmiotem. Nigdzie nie wyjeżdżasz. Nie masz obcojęzycznych przyjaciół. Nie czytasz książek w oryginale. To po co ci angielski, niemiecki i inne języki. Chyba tylko po to, żeby zaimponować przyszłemu pracodawcy, który prawie zawsze udaje super wymagającą osobę, żeby mieć najlepszych wokół siebie, a sam wcale nie musi być idealny. Oczywiście możecie powiedzieć, nigdy nic nie wiadomo co, kiedy może się przydać.
Na tej samej zasadzie mam wiele rzeczy w szafie. Prawie wszystkie to tzw. przydasie. Nie wyrzucę, bo może się jeszcze przydać i dopiero na łożu śmierci stwierdzę, nie to już się nie przyda, a może nawet wtedy będę mówić, że się przyda. To samo jest z przedmiotami w szkole. Każdy nauczyciel ci to powie i każdy wzorowy uczeń. Wszystko to nam się przyda. Dziwne, że mnie się nic nie przydało oprócz pisania, czytania i podstawowego liczenia. Całą istotną wiedzę zdobyłam i zdobywam poza szkołą.
A jaka powinna być szkoła, żeby mi się podobała? Już od 4 klasy podzielona na zainteresowania.
Tylko nie mówcie, że dzieci w tym wieku nie wiedzą, co lubią. Te, co nie wiedzą mogą mieć wszystkie przedmioty. Te jednak, co już wiedzą niech uczą się tego, co lubią.
 I znów powiecie, że zainteresowania się zmieniają. Fakt, ale przecież z wybraną przez siebie grupą przedmiotów nie musimy wiązać się na całe życie. Zawsze powinna być możliwość ich zmiany. Najlepiej żadnych ocen, żadnej rywalizacji, żadnych egzaminów. Ci, którzy uczą się tego, a nie innego są na bieżąco sprawdzani w miejscach pracy czyli mogą połączyć teorię z praktyką. Jasne, że jest to tylko mój szkic całkiem niedopracowany. Szkic nowej i bardzo moim zdaniem idealnej szkoły. Niestety jak to w życiu ideały często się nie sprawdzają, więc i ten może by nie wypalił.
Co poza tym jeszcze. Wartości ludzkie. Właśnie tego powinniśmy się uczyć w szkole.
A co to takiego i skąd to wzięłam, bo na pewno taka mądra nie jestem, żebym sobie to sama wymyśliła. O wartościach mówił mój Mistrz. Ważna dla mnie osoba i dlatego piszę Go z dużej litery. Teraz na pewno nie powiem kto to taki. Reklamować nie będę swojego Nauczyciela, a jedynie wartości ludzkie krótko wspomnę. Są to: prawda, pokój, miłość, niekrzywdzenie, prawość inaczej po prostu dharma.
Podobno, gdyby szkoły uczyły właśnie tego zapanował by pokój na świecie.
 Ja powiem tylko, że w różnych miejscach na świecie są już szkoły uczące wartości. My jak zwykle jesteśmy ,,daleko za murzynami,,. Ani jednej tego rodzaju szkoły i czy w ogóle jakaś tutaj będzie. Jestem pesymistką więc powiem, że nie.
Od lat się uczymy, my, potem nasze dzieci w takich samych szkołach z nie do końca lub wcale niepotrzebną wiedzą. Zmienia się tylko ilość egzaminów, ilość barier postawionych dla tych, którzy nie mają forsy na własny interes, a chcieliby mieć dobrą pracę.
Nie każdy Kochani będzie sobie siedział w wygodnym fotelu. Najbardziej potrzebni są ci, którzy nie zadają pytań i robią, co im się każe. Np. zmywają naczynia lub sprzedają mięso lub siedzą na kasie w wielkim markecie. Nie trzeba im zbyt dużo płacić, bo i tak nigdzie nie odejdą. Nie mają odpowiedniego papierka z odpowiedniej szkoły, to i gdzie się przeniosą.
Sito egzaminacyjne wspaniale spełnia swoje zadanie i dostarcza prostych robotników, takich którymi można rządzić. Ich stworzenie jest głównym zadaniem szkoły. Im więcej ludzi myślących schematami, tym lepiej dla państwa. Kreatywni indywidualiści nie są potrzebni.
Po co, żeby rozwalili istniejący system. Takich wcale nie chcemy, ale przyznać się do tego nie przyznamy. Zawsze każdy nauczyciel powie Wam jaka szlachetna i wspaniała jest obecna szkoła.
Powiedziałam już wszystko i nic więcej nie powiem. Dodam tylko czarno na białym. Mój tekst nie jest krytyką, a jedynie przedstawieniem moich poglądów na temat szkoły. Wy możecie mieć inne.
Nie musicie zgadzać się ze mną.

Tag: Społeczne, Obyczajowe

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz