wtorek, 22 lipca 2014

Czy istnieje jakiś dowód?

Czy latem czytacie książki?
Czy raczej tylko leżycie na plaży, chodzicie po górach lub zwyczajnie pracujecie bez przerwy?
Ja czytam na okrągło bez względu na porę roku, pogodę i wiele innych mniej lub bardziej sprzyjających warunków. Czytam, gdzie się da i jak się da. Wszędzie.
Kiedyś musiałam podróżować z wielką torbą pełną książek, a teraz wszystko to mieści się w małym czytniku. Jest tu cała moja elektroniczna biblioteka.
Nie o tym jednak chciałam pisać. Niezupełnie o tym. Tylko o mojej ostatniej lekturze.
Ciekawi jesteście, co to było?


Książkę poleciła mi koleżanka, dla której była dowodem. 
Dowodem na co? Dlaczego była dowodem?
Najpierw odpowiem na drugie pytanie. 
Książka była dowodem, ponieważ zgadzała się z poglądami mojej koleżanki. 
Ona wierzyła i wierzy, że bohater tam był i wrócił.
Wszystkim nam dał nadzieję na coś, co będzie, ale czy na pewno dla wszystkich 
jest to dobra nadzieja?
Nie wiem. To jest moja najlepsza i bardzo ogólnikowa, wymijająca odpowiedź.
Owszem wierzę, że tak może być. Jednak to wiara, nie wiedza.
Stąd moje nie wiem, bo nie byłam, a jak byłam, to i tak nic nie pamiętam.
Chciałabym, żeby tak było, ale czy tak jest? Trudno powiedzieć.
Moja wiara to nie to samo, co wiedza. Nigdy jej nie mylę z wiedzą.
Wierzę w to, co chce wierzyć, ale nie jest to żaden naukowy pewnik.
Na pewno nie należę do ludzi, którzy wierzą, więc wiedzą.
Wróćmy jednak do pierwszego pytania, bo coś mi się wydaje, że swoimi powyższymi uwagami zamąciłam Wam tylko w głowie niepotrzebnie.
Książka, o której tu piszę miała być dowodem. Dowodem na istnienie Nieba i Boga.
Książka ta jest dowodem dla jej autora Ebena Alexandra.
Myślę, że teraz już wiadomo, o co chodzi. Wiadomo o jaką książkę.
Kim jest Eben autor i bohater?
Przede wszystkim jest człowiekiem, który zapadł w śpiączkę z powodu nagłego zapalenia mózgu. Jest też lekarzem neurochirurgiem, który kiedyś pogniewał się na Boga. 
Nie wierzył.
To, co przeżył w śpiączce, przywróciło mu wiarę. Uznał to za dowód.
Moja koleżanka i inni podobnie myślący uważają to za dowód.
Ja nie. Kiedyś owszem. Takie relacje z przeżycia śmierci klinicznej były dla mnie dowodem.
Teraz nie. Dlaczego?
Proste. Zbyt wiele zadaję sobie pytań. Takich na przykład. 
Czy przeżycia ludzi związane ze śmiercią kliniczną są rzeczywiście potwierdzeniem 
istnienia Nieba i Boga? 
Czy może raczej potwierdzeniem wiary tych osób? 
Chociaż z drugiej strony są wśród nich też ateiści. 
Dla nich to nie jest potwierdzenie wiary tylko coś innego. 
Co? Czy na pewno jednak oni, ci zatwardziali ateiści przeżywają to samo, co ci wierzący? 
O co tu właściwie chodzi? Jak to jest naprawdę? 
Dlaczego w wizjach po śmierci tak mało mówi się o negatywnych przeżyciach? 
Jeśli istnieje Niebo i jest na to dowód, to chyba Piekło też musi być i dowód na jego istnienie? Dlaczego o tym nikt nie mówi?
Produkuje się, pisze się książki tylko o aniołach i anielskich wizjach świata po śmierci?
A przecież istnieją jeszcze demony. Dlaczego o nich nic nie wiem?
Takie właśnie pytania przychodzą mi do głowy, gdy czytam te wszystkie słodkie relacje po śmierci. Relacje tak podobne do siebie jak 2 krople wody. 
Tak podobne, że aż nudne i wręcz niemożliwe dla mnie do przyjęcia.
Dlaczego niemożliwe, bo wyobrażam sobie potencjalnych samobójców, którzy czytają te wszystkie dowody. Wyobrażają sobie swoje lepsze życie po drugiej stronie. 
Czy jednak jest ono lepsze?
Dla wierzących dowody są niepotrzebne, bo oni wierzą.
Ateiści też wierzą, choć w coś zupełnie innego, więc dla nich też niepotrzebne.
Komu są więc te dowody potrzebne?
Takie pytania teraz sobie zadaję po kolejnym dowodzie. Dowodzie, który przez kolegów Ebena został odrzucony i nazwany halucynacją. Tym dla naukowców są takie dowody.
Zbędne. Chyba, że sami przeżyją coś podobnego. Wtedy na pewno swój własny dowód napiszą.
Dla mnie, choć wierzę w Boga, te relacje nie są dowodem, a książka była kiepską lekturą.
Czekam wciąż na taką, która pokaże mi również ciemną stronę drugiego świata, tą w której spotkam tych drugich pomijanych milczeniem.
Czekam na relację inną od pozostałych, taką, która nie będzie zachętą dla samobójców. 
Czekam i nie wiem, czy się doczekam. 
Czy osoby, które przeżyły coś innego chcą o tym pisać?
Czy chcą się tym chwalić? Może prawdziwa wiedza jest dobrze ukryta, a nam zwykłym śmiertelnikom od czasu do czasu rzuca się jak psu biednemu jakieś ochłapy.
Macie i cieszcie się, że istnieje Niebo i wszyscy tam traficie.
W każdym razie książka jest słaba. Szkoda na nią czasu.
Żaden przekonujący dowód dla mnie na razie nie istnieje i to jest moje osobiste zdanie na ten temat. Wy możecie mieć inne.

P.S. Książka, o której napisałam, to ,,Dowód,, Ebena Alexandra, jeśli jeszcze tego nie wiecie.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz