środa, 2 lipca 2014

Kawałki ciała na torze.

Nadszedł czas na podróże i opowiadania o podróżach.
Są w końcu wakacje i większość z nas gdzieś wyjeżdża, a jak nie wyjeżdża 
to marzy o podróży.
Gdzieś daleko, jak najdalej od szarzyzny dnia codziennego i od samego siebie, 
tego zapracowanego, nieszczęśliwego, zagubionego. 
Na pewno gdzieś tam jest to wymarzone miejsce. Miejsce dla nas. Miejsce, dzięki któremu odpoczniemy i z nową energią wrócimy do pracy, do szkoły, do domu.
Czy rzeczywiście istnieje takie miejsce? Czy warto go szukać? Czy warto podróżować?


Zwykle latem marzą mi się podróże, wyjazdy, nowe miejsca, nowi ludzie. Nigdy zimą.
Być może jest to wpływ grupowego myślenia, zbiorowej świadomości.
Wszyscy latem biorą urlopy. Planują wyjazdy. Myślą o wyjazdach. Wtedy stają się one takie atrakcyjne dla większości. Mało jest osób, które wolą zostać tam, gdzie są, w tym samym miejscu wbrew temu, co na ten temat myślą inni. Wbrew reklamom i zachętom do wyjazdu płynącym z każdej strony.
Tego lata też wyjechałam. Razem z innymi wsiadłam do pociągu. Udało mi się znaleźć miejsce w przedziale. Miejsce siedzące, niestety, nie leżące, a podróż długa mnie czekała, więc to leżące byłoby najlepsze. Nie ma jednak tak dobrze o tej porze roku. 
Już miejsce siedzące jest czymś wyjątkowym.
Większość stoi na korytarzu.
Jestem zadowolona ze swojego miejsca, ale tylko na początku. Na samym początku.
Godziny mijają i wieczór powoli przechodzi w noc głęboką i ciemną.
 Jednak tu, gdzie jestem, hałas.
Zgrzyty, trzaski, głośne rozmowy, śmiechy, telefony, mp3 i inne bzdety zajmujące czas.
Bez nich ludzie by nie wytrzymali tej super długiej, całonocnej podróży.
Ja też nie wytrzymuję. Czuję swoje nogi, ręce, głowę, oczy i całą resztę. 
Wszystko niepotrzebne. Wszystko zbyt ciężkie i za długie, żeby się położyć na tym małym wydzielonym mi skrawku do siedzenia. Moje ciało jęczy ze zmęczenia. Ciała innych, tych obok też jęczą. Ich właściciele robią, co mogą, żeby się uspokoiły. Najczęściej zapychają je jedzeniem i piciem.
To naprawdę interesujące. Ile ludzie potrafią zjeść i wypić w pociągu. Zupełnie jakby ich żołądki poszerzały się w trakcie podróży do rozmiarów całego wszechświata.
Dlaczego mój żołądek działa w inny sposób? Nie chce jeść. Chce się położyć. 
Moja głowa już nie może znieść swojego ciężaru. Przytulam się do drzwi przedziału, bo do kogo mam się przytulić.
Jestem tu sama, chociaż obok inni ludzie. Jakiś grubas i jakaś para. Wcześniej zajęta sobą to znaczy ona nim, on nią. Teraz marzą już tylko o spaniu. Wszyscy o tym marzą.
Myślę o ludziach w bydlęcych wagonach jadących w jedną stronę bez biletu. 
Im było o wiele gorzej.
Wcale mnie to nie pociesza, że ja mam lepiej i nie jadę do jakiegoś obozu, ale do wspaniałego miejsca, miejsca marzeń. To miejsce w tym pociągu blednie i znika.
Już o niczym nie myślę. Zamykam oczy.
Na początku pod powiekami widzę ciemność. Potem widzę ją. Ma tylko 20, może 18 lat. 
W każdym razie nie dużo. Dla niej jednak, to bardzo wiele. Zdążyła przeżyć wielki smutek. Smutek, z którym sobie nie poradziła. Jak zwykle banalna historia. Jedna z wielu takich samych. Głupia, taka do śmiania, gdy się stoi z boku jak ci panowie w wysokich czarnych butach, którzy siłą wyprowadzili ją z domu i  zawieźli do szpitala. Po drodze wszyscy się śmiali. Jakie ty możesz mieć problemy idiotko? My to, co innego?
Obraz się urywa, tak nagle jak się zaczął. To tylko sen o jakimś tam smutku jakieś dziewczyny.
Myślę o tym tylko przez chwilę, bo już jest dzień i za oknem malowniczy krajobraz. Góry.
Jeszcze tylko jedna stacja i będę na miejscu. Będę odpoczywać. Zapomnę o pociągu, o ludziach i hałasach. Najpierw będę tylko ja i moje łóżko. Potem ja i góry. Już to widzę wszystko oczami duszy.
Nagle wstrząs. Pociąg hamuje. Staje gdzieś w polu między jedną stacją i drugą.
Wszyscy biegają. Ci na korytarzu. Podróżni i wbici w mundury pracownicy kolei.
Coś się stało. Ktoś wpadł pod pociąg. Nie, gorzej. Ktoś rzucił się pod pociąg.
Pociąg dalej nie pojedzie. Wszyscy wkoło zbierają informacje. Tylko ja siedzę i myślę o dziewczynie ze snu. Teraz sobie przypominam więcej szczegółów. Miała na imię Magda.
Chłopak rzucił ją dla innej. Dla niego nie była kimś ważnym. Jeszcze jedną dziewczyną, którą zaliczył i później chwalił się nią przed kolegami. A dla niej on był całym światem.
Nikt jej nie powiedział, że to nie ma sensu i nie nauczył innego życia. Ludzie współczuli albo się śmiali. W końcu nie było innego wyjścia tylko to jedno. Raz się nie udało. Musiała odsiedzieć swoje w szpitalu i tam jej pilnowali. Gdy wyszła, wiedziała, że zrobi to inaczej i bardzo skutecznie.
Udało się. Teraz niepotrzebne kawałki jej ciała zbierają.
Teraz my tu siedzimy i narzekamy, bo nie możemy stąd odjechać.
Jedni jedzą. Inni bawią się swoimi grami. Inni kręcą się wkoło jak nakręcane zabawki i informacje zbierają.Kiedy odjedziemy? Kiedy się stąd ruszymy? 
Dlaczego to tak długo trwa?
Nikt nie myśli o dziewczynie. Owszem wszyscy pytają. Kto to był?
Jakaś dziewczyna. Jaka? Dlaczego to zrobiła? To małe miasteczko. Nie ma pracy.
Zresztą nikt i tak nie chce wiedzieć, bo i po co. Jedziemy na wakacje, na urlopy.
Niepotrzebne są nam cudze zmartwienia, cudze problemy.
I tylko ja siedzę i myślę o niej.
W końcu po bardzo długim czasie, gdy wszyscy całkiem zwątpili, że ruszymy, że gdzieś jeszcze dojedziemy, ruszamy.
Dziewczyna gdzieś tam zostaje. Wreszcie jest daleko za nami.
Teraz już wszyscy wiedzą, że ta trasa jest pechowa. Tutaj często zdarzają się wypadki różnego rodzaju. Ludzie lubią się tu rzucać pod koła. Tutaj zazwyczaj kończą swoje życie.
Jestem zbyt zmęczona, by się nad tym zastanawiać.
Tym razem pozostawiam pytania bez odpowiedzi. 
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz