środa, 9 lipca 2014

W słońcu mózg mi się lasuje.

I stąd ten temat. Wcale nie łatwy. Wcale do upału nie pasuje.
Powinnam raczej napisać coś lekkiego. Przepis na ciasto jagodowe. Seks w gabinecie z dwoma przystojnymi lekarzami, bardzo młodymi w dodatku albo ciąg dalszy łóżkowych przygód Feliksa.
Tak, na pewno wrócę do tych tematów.
Jednak na razie, ponieważ byłam na słońcu i mózg od upału przestał pracować, napiszę o czymś zupełnie poważnym. Może niezupełnie. Wszystko zależy jak na to spojrzeć.
W każdym razie obiecuję nie przynudzać, a co z tego wyjdzie zobaczymy.
Zacznijmy od filmu.Tu jest ten film.


Tak, słowo kwantowy jest ostatnio bardzo modne. Kwantowa filozofia, fizyka, magia, a ja dodam od siebie kwantowe śniadanie, spacer kwantowy i sen kwantowy, ubranie, szafa.
Widzicie jak łatwo się to wymyśla. 
Jeszcze trochę, a sama książkę napiszę na temat kwantowy.
Jak słowo modne, to się będzie dobrze sprzedawała. Szybko stanę się sławna.
Wróćmy jednak do tematu.
Po pierwsze. Nie bierzcie mnie poważnie, bo jak się odzywam, to gówno wiem. 
Zresztą mózg mi się zlasował na słońcu i teraz już same głupoty mogę pisać. Niestety.
Jak by mi się mózg nie zlasował, to już wiecie, pisałabym o czymś innym, a tak tylko kwanty wszędzie widzę, chociaż z fizyki miałam pałę, bo jak wiecie z innego mojego tematu, na fizykę nie chodziłam.
Jednak ta fizyka w porównaniu z tym wykładem nudna była jak....
Sami sobie dopiszcie jak co.
W końcu ja jestem oddzielny świat. Zupełnie inny i moje porównania nie będą pasować do Waszych, do Waszej wyobraźni. Jeśli obejrzeliście film dokładnie, to wiecie, że moja rzeczywistość jest inna niż Wasza. Inna jest wyobraźnia.
Ciekawe. Dlaczego nie uczyli nas tego w szkole. Po prostu zbyt to szalone.
Można o tym myśleć, gdy człowiekowi mózg się zlasuje tak jak mnie dzisiaj albo wczoraj.
Kto to wie dokładnie.
Nauczycielom zazwyczaj mózg się nie lasuje. Może czasami, ale bardzo rzadko, stąd zwykła fizyka w szkołach niekwantowa. Ta druga zbyt niebezpieczna, żeby o niej opowiadać i jeszcze jej uczyć.
Myślenie według ustalonego schematu jest o wiele lepsze.
Jak się ma za dużo wolności, to człowiek szaleje jak ja na słońcu.
Nagle jak po jakieś wizji z kosmosu, zdaje sobie sprawę, że mówię innym językiem.
Niby tym samym, ale innym. Nikt nie rozumie tego, co mówię.
Ja za to nie rozumiem innych.
Prawda, że szalone i taka właśnie jest filozofia kwantowa i pewnie taka jest też fizyka i wszystko inne, co się tak nazywa. Słowo klucz to kwantowy.
Pamiętajcie jak będziecie drzwi otwierać.
A jak będziecie z sąsiadką lub z sąsiadem rozmawiać, pamiętajcie, że jesteście w Wieży Babel.
Może był kiedyś jeden zrozumiały język. Teraz jest ich wiele. Każdy ma swój.
Trudno uwierzyć? Trudno, gdy żyjemy jak automaty i nad niczym się nie zastanawiamy. 
Coś komuś mówimy albo niecierpliwe czekamy aż ta druga osoba przestanie mówić i wtedy my wreszcie możemy. Słuchamy siebie i nikogo poza tym. Niestety tak właśnie jest.
Na nic się zda bluźnienie na faceta, który o tym głośno powiedział.
Na nic się zda nasze głupie obrażanie się.
Nie. Jest inaczej. Wiem lepiej. I to lepiej to nasze bariery, które nie pozwalają nam niczego usłyszeć, a tym samym niczego się nauczyć. Zamknięci w swoich bańkach krążymy wciąż w koło. Wokół tych samych uznanych poglądów, swoich wyobrażeń.
Tak właśnie jest. Czy nam się podoba, czy nie.
Zgadzam się, a Wy możecie się nie zgadzać.
Dla mnie jednak oczywista prawda jest taka, że do każdego z Was inaczej dotrą moje słowa i to nie ode mnie, ale od Was będzie zależało, czy poczujecie się obrażeni, znudzeni, wściekli, radośni, podnieceni itp. itd.
Tę część wykładu rozumiem bardzo dobrze.
Potem zaczyna się fizyka i sławne kwanty.
Czym są? Jak się zachowują? Czy rzeczywiście zależą od obserwatora? Czy istnieją poza obserwacją?
Wcześniej sławne pytanie. Kim jestem?
Kiedyś myślałam, że wystarczy powiedzieć Atmą. Niestety nie wystarczy.
Można drążyć ten temat jak temat kwantów bez końca.
Co to jest Atma? Jaką Atmą jestem? Jak ktoś potrafi zadawać pytania i kwestionować odpowiedzi nie dojdzie z tym szybko do ładu.                            
To jednak tylko moje ograniczone zdanie.
Filozofia ma to do siebie, że lubi zadawać pytania, na które przeważnie nie ma odpowiedzi, a ta kwantowa jest chyba jeszcze gorsza. 
Odpowiedzi się mnożą jak kwanty w całej przestrzeni.
Są te uświadomione czyli obserwowane, zauważone i te nieświadome. 
Co? Kwanty oczywiście.
Nie wiem po co w tym wszystkim gadka o polityce, ale to jest już mój problem.
Jak widać w filozofii kwantowej mieści się wszystko od najbardziej mnie interesujących pytań z samej filozofii aż do kursu dolara, niestabilności gospodarki USA, wiedzy naszych polityków.
Jest też ciekawe dla mnie stwierdzenie. Może to nie wiedza jest nam potrzebna, ale my wiedzy.
Ja bym do tego dodała na pewno jesteśmy potrzebni wiedzy szkolnej, bo nam ta wiedza, to znaczy mnie ta wiedza nie jest potrzebna. 
Jednak wiedza o szczęściu jest mi potrzebna, lecz tego nie uczą w szkole. Niestety.
Na pewno filozofia kwantowa jest kontrowersyjna. Każdy może ją inaczej zrozumieć, bo każdy widzi i słyszy inaczej.
Nie dziwią mnie więc wcale takie, a nie inne komentarze pod filmem na YouTube.
Ile to ludzi się obraziło na ,,niestosowane,, poglądy pana Daniela.
Dla mnie wszystkie one brzmią śmiesznie.
Ludzie, o co tu się obrażać? O to, że ktoś gada inaczej niż tego oczekujecie. Inaczej widzi świat.
Pomyślcie, gdyby widział tak samo, czy byłoby to ciekawe i co najważniejsze, czybyśmy się czegoś nauczyli? Czy moglibyśmy spróbować wyjść poza swoje ramy.
Tak sobie myślę.
Dlaczego? Po prostu mózg mi się zlasował, a Wy Kochani dojdźcie do swoich własnych konkluzji.
P.S. Chyba jestem zbyt leniwa, żeby wszystko dokładnie opisywać, więc rzuciłam tylko parę swoich zlasowanych myśli.


3 komentarze:

  1. Nie napiszę mądrego komentu, bo mnie też się mózg zlasował. Ale się wzruszyłam tym co napisałaś. Przypomniały mi się te piękne wagary na fizyce, kiedy chodziliśmy na słoneczko na łąki przy torach. Przypomniała mi się moja przestraszona mama, która zapomniała dosłownie jak się nazywa, gdy poszła na ,,poważną rozmowę" w mojej sprawie z naszą wyżej wymienioną nauczycielką fizyki. Myślę, że sami fizycy nie wiedzą jak wyglądają najmniejsze składowe materii i energii. Im się wydaje, że wiedzą ale w praktyce posiadają jedynie modelowe wyobrażenia. Widzą jakieś kulki pomalowane na różne kolory itp. czy jakieś rysunki i schematy tylko dlatego, bo ktoś kiedyś przygotował takie modele i akurat przyszło im się na nich uczyć. Nikt tego nie wie jak naprawdę ,,wygląda" świat w skali ,,mikro mikro mikro". Nie znamy natury materii, energii, natury świata. Tak naprawdę nawet nie możemy wykluczyć, że nie jesteśmy jedynie programami komputerowymi o zaawansowanym poziomie w jakimś superkomputerze, którym wydaje się że żyją. Nasza pani od fizyki przedstawiała nam na lekcjach wyświechtane regułki i wzorki i nie ma co się dziwić, że woleliśmy chodzić ,,na tory". Nawet straszenie nie pomagało. A może nie chciało nam się słuchać tych krzyków i straszenia? Nikt tego nie lubi. Jeżeli ,,w fizyce jest coś interesującego", w historii tej nauki, to akurat tego się nie uczy. Najciekawsze wynalazki np. Tesli są ukrywane przed opinią publiczną przez wojsko. My nawet jeżeli byśmy chcieli, to nie mamy dostępu do wiedzy o ,,tej fizyce" która jest naprawdę interesująca. Mnie na przykład interesuje co na prawdę badają w wielkim zderzaczu hadronów. Wydaje mi się, że korzystając z wiedzy (również utajnionej ) o dawnych cywilizacjach, chcą odtworzyć ich technikę. Może chcą opracować możliwości ,,teleportowania " przedmiotów i ludzi na dalekie odległości. Dlaczego w okolicy zderzacza umieszczono ,,pomnik" - figury dawnych bogów z terenów Indii wychodzących z czegoś podobnego do zderzacza? Dlaczego dawny kalendarz Majów, swoją ,,formą plastyczną " przypomina mi zarys ,,przodu" zderzacza? Nikt nie wyrzucał by takich gigantycznych pieniędzy, gdyby chodziło jedynie o poszerzenie wiedzy ,,o jakiejś cząstce elementarnej, o jakimś tam bozonie ". A wszyscy teraz topią kasę w podobnych konstrukcjach. Nawet w Rosji jest odpowiednik europejskiego zderzacza. Może tu chodzi o możliwość kontaktu z innymi cywilizacjami. O jakiś rodzaj kosmicznego internetu lub portalu do szybkiego przemieszczania?

    OdpowiedzUsuń
  2. Robaczkowa dziękuję za komentarz.
    Myśl, że każdemu w słońcu mózg się lasuje. Tak już jest.
    Teraz niby trochę chłodniej, ale pewnie za chwilę znów będzie to samo.
    Pamiętam tę fizyczkę i swoją ocenę na koniec roku.
    Ja fizyki nigdy nie lubiłam, ani nauczycieli od fizyki. Nigdy się tego nie uczyłam, bo po co.
    A z tym programem w komputerze możesz mieć rację. Wszystko jest możliwe.
    Również z tym portalem. Nas zawsze interesowały podobne tematy. Szkoła była i nadal jest nudna. Ciekawe tylko, czy jeszcze żyje nasza kochana fizyczka.
    Teraz chętnie bym sobie z nią porozmawiała. Tak jak z większością tych nauczycieli. Zawsze najmądrzejszych i najlepiej wiedzących.
    Usiąść z nimi i pogadać. To byłoby interesujące.

    OdpowiedzUsuń
  3. Przepraszam za błąd na początku. Za szybko czasem piszę i nie patrzę na to, co piszę.
    Miało być myślę, a nie myśl.

    OdpowiedzUsuń