środa, 27 sierpnia 2014

Jak żyć w prosty sposób?

Na to pytanie najlepiej odpowiada autorka pewnej książki.
Jakiej? Oczywiście odpowiedź wszyscy otrzymacie trochę dalej.
Na razie powiem ogólnie o spojrzeniu tej pani na życie i o jej blogu.
W zasadzie najwięcej powiem o tym ostatnim czyli o blogu, który kiedyś odkryłam i bardzo mi się spodobał. Spodobała mi się jego treść tak bardzo bliska moim własnym odczuciom na ten temat i poglądom. Teraz oczywiście bardzo chciałabym przeczytać jej książkę 
i porównać z tym, co czytałam na blogu. Tak, przyznałam się, książki jeszcze nie czytałam, ale z pewnością wkrótce ją przeczytam.


Jakiś czas temu oglądałam film o pani, która w swoim domu zgromadziła mnóstwo rzeczy. Było ich tak wiele, że ona nie mogła już normalnie żyć. Z trudnością wchodziła do swojego domu. Przedzierała się wydeptanymi wśród wielu rzeczy alejkami zupełnie jak w wielkim lesie, zachwaszczonym ogrodzie, na polu pełnym dzikiej wysokiej trawy. Do żadnego miejsca nie dochodziło się w normalny sposób. Kuchnia i łazienka też były zajęte wszystkimi możliwymi zebranymi przez tę panią przedmiotami. Mimo to ona nadal nie chciała wyrzucić żadnej ze zgromadzonych przez wiele lat rzeczy. Może zresztą nie były to lata. Może pani wszystko zebrała o wiele szybciej, powiedzmy przez kilka miesięcy. 
Nie pamiętam tego dokładnie jak również tytułu filmu, nazwiska bohaterki.
W tej chwili jednak nie to jest ważne. Tylko pytanie. Czy my sami nie zachowujemy się w podobny sposób? Czy nie gromadzimy tak jak tak pani wszystkiego, co się da. 
Nie chodzi tu tylko o rzeczy materialne, ale również te subtelne niewidzialne gołym okiem, które mamy w swojej głowie.
Co by było, gdybyśmy odchwaścili, uporządkowali swój dom, swoje otoczenie, swoje wnętrze?
Dla mnie to pytanie czysto teoretyczne, bo chociaż blog o zasadach prostego życia bardzo mi się spodobał i pewnie również spodoba mi się książka, nie potrafię żyć w taki sposób. Nie potrafię obejść się bez większości moich ubrań, które tylko wiszą w szafie i sprawiają dobre wrażenie. Nie potrafię wyrzucić lub najlepiej oddać innym swoich dawno przeczytanych książek i żeby tylko książek. Są jeszcze komiksy, do których przecież nie zaglądam, ale nadal czuję do nich wielki sentyment.
W końcu przecież przypominają mi czasy, kiedy je czytałam. Czasy dzieciństwa i młodości, wydające się z pewnej perspektywy najwspanialszym okresem w moim życiu. Podobnie wygląda moje przywiązanie do zwyczajnych zdjęć tych papierowych, których też nie oglądam, ale nie mogę się z nimi rozstać. Pocztówki, bibeloty, głupawe pamiątki z różnych miejsc. Starocie.
Jak widać nie jestem wcale lepsza od tej pani. Pewnie jedyna różnica między nami to ta, że nie mam tak jak ona zbyt dużo pieniędzy do wydawania na rzeczy potrzebne czy niepotrzebne.
W każdym razie blog o prostym życiu, o życiu pozbawionym zbędnych przedmiotów, życiu bardziej uporządkowanym jest jak najbardziej godny polecenia dla takich ludzi jak ja.
Jego autorka słusznie zwraca uwagę, że nie na tym szczęście polega, żeby mieć coraz więcej, ale żeby korzystać z tego, co już się ma. Zamiast od razu kupować następny błyszczący gadżecik lub te tanie, okazyjne rzeczy, zadać sobie pytanie, a nawet dwa pytania.
Czy jest mi to naprawdę potrzebne? Czy mogę żyć bez tego?
Na pewno w pierwszej chwili powiemy tak, bo nasze oczy sycą się już obrazem tego czegoś, co oglądamy. Czy jednak musimy ulegać impulsom i pragnieniom? Czy musimy postępować tak jak od nas tego oczekują markety i wszelkie inne sklepy, media, reklamy?
Autorka mojego ulubionego blogu mówi poczekaj. Nie ulegaj. Najpierw głęboko odetchnij, policz do 10, a przede wszystkim wyjdź ze sklepu, bo tutaj w tym kolorowym otoczeniu nie podejmiesz właściwej decyzji. 
W podobny sposób potraktuj też to, co masz w głowie. Czy rzeczywiście musisz obejrzeć wszystkie premiery w kinie, przeczytać wszystkie nowe książki, pojechać w podróż dookoła świata, żeby być szczęśliwym? Czy w ogóle musisz gdzieś wyjeżdżać albo zaliczać panienki jedna za drugą albo facetów i uczyć się wszystkiego, co tylko się da?
Drogą do szczęścia nie są rozbuchane żądze i pragnienia, ale coś innego.
Co? Umiejętność cieszenia się tym, co się ma i życia w tu i teraz.
Dobrze, że jest ktoś taki tutaj w Polsce jak moja autorka, której nazwisko i blog zaraz ujawnię.
O niej samej nie powiedziałam zbyt wiele. Z tego, co pisze, realizuje podane przez siebie zasady prostego życia. Nie robi wielgachnych i w większości niepotrzebnych zakupów 
i zastanawia się nad tym, co czytać, co oglądać. Na pewno nie rzuca się na wszystko, co się błyszczy i dobrze wygląda.Nie rzuca się na każdą sklepową okazję. 
Na jej blogu znajdziecie nie tylko rady dotyczące tego jak pozbyć się niepotrzebnych rzeczy, ale również jak z prostych składników zrobić dobre ciasto i przede wszystkim jak być zamiast tylko mieć. Jak żyć w tym opanowanym przez materializm świecie.
I to jest najważniejsze. Umiejętność życia, a ja już nie będę marudzić, 
tylko odsyłam do bloga.
Prosty blog. Autorką jest Anna Mularczyk Mayer. Jej książka to ,, Minimalizm po polsku,,







2 komentarze:

  1. Dziękuję Aniu za te słowa, cieszę się, że moje pisanie przydaje Ci się. I mam nadzieję, że lektura książki będzie przyjemna. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Napisałam to, co myślę, choć trochę może nieskładnie. Myślę, że lektura będzie miła tak jak Twój blog. Też pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń