środa, 17 września 2014

Jesienne nastroje.

Zbliża się jesień. O tej porze dni są coraz krótsze i słońca niewiele, a jak jest to nie takie
na pewno jak latem. Coś się kończy, coś się zaczyna.
Ogarnia mnie bardziej romantyczny nastrój i dlatego dzisiaj zamiast super ciekawych relacji z życia Feliksa i jego wspaniałej wróżki, moje wiersze. Te stare, kiedyś Wam
przeze mnie obiecane i zupełnie nowe.


Jesienią tak jak w maju przychodzi miłość
i jak pająk w swoją sieć cię łapie znienacka.
Trzyma mocno.
Nie możesz się uwolnić.
Nie możesz oddychać.
Kładziesz się na trawie
i nagle ona cię całuje.
Spadają liście,
deszcz pada,
słońce się pokazuje,
ale ty tego nie widzisz,
nie czujesz.
Jest tylko ona
i jej namiętność nieskończona.







Jesienią czas mi się bardzo dłuży.
Czekam na ciebie.
Widzę liście spadające z drzewa,
gdy wiatr wieje
i zegar, który bije.
Mijają sekundy, minuty, godziny,
wieki.
Tak to czuję, gdy czekam na ciebie
spragniona twojego dotyku
i ust błądzących po moim ciele.
Spragniona jak ziemia słońca,
którego teraz tak niewiele.
Niby jest, ale go nie ma.
Prawie go nie czuję,
tylko zimno wszechogarniające.
Czekam, marznę jak róża,
którą ktoś zostawił,
zapomniał,
odszedł.
Światło dnia szybko blednie.
Róża już nie rośnie,
już się nie rozwija.
Pytam ciągle,
kiedy wrócisz.
Kiedy znów będziesz ze mną?
W odpowiedzi deszcz tylko szumi.

Jesienny seks z tobą jest jak słońce w południe.
Mocno mnie grzeje.
Rozbieram się i czuję swoje serce.
Ty podchodzisz do mnie
i wtedy razem nasze serca biją.
Obejmujesz mnie.
Całujesz. Ja ciebie całuję.
Jesteś moim światem.
Wchodzisz we mnie jak słońce pod skórę.
Drżę.
Chcę, żeby ta chwila trwała bez końca.
Obejmuję cię, a ty całujesz moją szyję.
Kochają się nasze ciała.
Kochają się nasze dusze.
Twoje nogi i moje.
Twoje biodra i moje uda.
Twoje ręce, moje piersi.
Twoja szyja,
nos, oczy, usta
wszystko się łączy
i wznosi jak motyl do nieba.

Dotykam chwilę codziennie.
Chwytam ją jak linę,
obronną tarczę przed dołem,
w którym kryje się ciemność.
Powoli krok po kroku
wychodzę na zewnątrz.
Otwieram drzwi szeroko
i wpuszczam światło,
a ono wnika we mnie głęboko.
Zapala się mała iskierka.
Bezszelestnie, zupełnie cichutko
staję się wielka.

P.S. To trochę sobie poważnie pomarudziłam. Następnym razem napiszę coś w innym stylu.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz