środa, 22 października 2014

Jaka jest nasza pamięć?

Jesienią,  gdy dni robią się coraz krótsze, jest zimno i pada, warto znaleźć czas dla siebie. Nie tylko na łóżko, faceta, kawę, ale również na pytania i odpowiedzi.
Mówiąc warto, mam na myśli głównie siebie.To ja przede wszystkim lubię jesienny czas spędzać na spacerach, wśród swoich książek,  wśród swoich pytań i poszukiwań właściwych odpowiedzi. Wam tego nie mam zamiaru narzucać. Wolę raczej opowiedzieć
o swoim sposobie na prawie codzienne mroki. Oczywiście mroki w porównaniu z tym światłem, jakie było kiedyś, latem.
Zadaję sobie pytania i jedno z nich dotyczy pamięci. Co chcemy, a czego nie chcemy pamiętać i dlaczego?































Pytanie przyszło mi do głowy po pewnej rozmowie z mamą.
- Pamiętasz- zapytałam- moje koleżanki z podstawówki, te, które przyszły zaraz po moim wyjściu?
- Jakie koleżanki?- Mama była zdziwiona.
- Te z podstawówki. Dzwoniły do drzwi, a ty byłaś pewna, że to ja znowu po coś wracam. Coś im krzyknęłaś ze złością. Jakiś wyraz na ch lub k.
- Co ty gadasz?! Ja nigdy nie bluźniłam ani na Ciebie, ani na twoje koleżanki.
Mama była oburzona. Nie pamiętała, a przecieź jeszcze nie tak dawno mówiła o tym,
ale czy to na pewno było nie tak dawno. Ja też nie pamiętałam, kiedy mama to mówiła. Kiedy wspominała tamto wydarzenie. Kiedy je jeszcze pamiętała. Teraz sobie tego nie przypomnę, a ona nie przypomni sobie tamtego. Nie przypomni sobie jak wysłała mnie
po coś, może do sklepu, jak się wracałam, a potem jak przyszły dziewczyny i ona pewna, że to znów ja, coś krzyknęła. Jedno z tych brzydkich słów, słów, których podobno nie używała. Na pewno zabraniała mnie ich używać. Ja musiałam być grzeczną dziewczynką, taką co siedzi zawsze ze złączonymi nogami, żeby przypadkiem jej majtek nie było widać
i nawet molestującemu ją facetowi nie powie wstrętna cholero odpierdol się natychmiast,
a jedynie piśnie sobie cichutko.
Nie o molestowaniu jednak chciałam pisać.
Miało być o pamięci. O łatwości, z jaką niektóre rzeczy zapominamy lub zmieniamy
w swojej pamięci. To drugie robimy podobno po to, żeby całkiem nie zgłupieć lub nie załamać się i powiesić na żyrandolu. Nasza pamięć nas przed tym chroni, chociaż nie zawsze. Ja do dziś pamiętam rzeczy, których nie chcę pamiętać. Dlaczego moja pamięć mi je często podsuwa jakby w ten sposób znęcała się nade mną?
I tak pamiętam wujka jak zabijał świnię, jak ona się darła. Pamiętam jak listonosz na wsi, tam, gdzie byłam, gdzie spędzałam wakacje, dotykał moich piersi i jak go walnęłam w to super wrażliwe miejsce. Pamiętam, że szybko uciekł i już więcej mnie nie dotykał. Pamiętam zbyt wiele i dlaczego?
Dlaczego tak nie inaczej działa moja pamięć? Utkwiły w niej bzdury i śmieci. Rzeczy, które szybko należałoby wywalić. Tylko jak to zrobić.
Odpowiedź znajduję w artkule z ,, Gazety Wyborczej,, p.t.Bagaż dobrych wspomnień.
Jak zwykle nie jest to ta odpowiedź. Nie ta, na którą czekałam. Dla mnie jest w niej za dużo słodkiej teorii. Dla mnie. Wam może się przyda. Może Wy skorzystacie.
Ja raczej nie będę zapisywać, co mnie dobrego spotkało, bo z takich pozytywnych pamiętników już dawno wyrosłam. Naprawdę nic mi to nie dawało. Jedynie smutną świadomość,  że danego dnia miłe było zjedzenie kawałka czekolady, a innego siedzące miejsce w zatłoczonym autobusie. Uwierzcie, nie chcielbyście o tym pisać.
Wchodzenie w dawne przykre wspomnienie też nie wydaje mi się dobrym pomysłem. Moim zdaniem to coś dla masochistek.
I tak wracam do pytania. Co z tą moją pamięcią? Dlaczego podsuwa mi zdechłe ryby zamiast ciastek z kremem? Gdzie się podziały te wszystkie urocze dni, wieczory, noce? Dlaczego nie pamiętam ich tak dobrze jak tej zażynanej świni? Dlaczego tak jak moja mama nie zmieniam treści swoich wspomnień?
Może, gdy będę miała tyle lat, ile ma teraz moja mama, usiądę w bujanym fotelu i w swoich wspomnieniach zobaczę zamiast świni kota, który ociera się o moje nogi, a listonosz wcale mnie nie dotknie, tylko się uśmiechnie.
Czas zmieni moją pamięć.
W końcu nie doszłam do żadnych sensownych odpowiedzi. Na pewno dla każdego pamięć jest inna. Moja jest dosyć upierdliwa. Chociaż, zdarza się, czasami bywa miła. Podsuwa mi wtedy pod nos te miłe chwile. Podsuwa mi jak psu kość. Weź sobie popatrz.
Ciesz się, że nie masz jeszcze Alzheimera.

P.S Tak. Zdaję sobie sprawę, że pominęłam całą masę rad dotyczących radzenia sobie ze złymi wspomnieniami. Zrobiłam to celowo. Nie chciałam napisać jeszcze jednej porady psychologicznej, a jedynie umieścić swoje luźne refleksje na temat pamięci.
A to dwa ciekawe linki: blog Michała Pasterskiegoblog o hunie.














Brak komentarzy:

Prześlij komentarz