niedziela, 5 października 2014

Parę słów o relacjach w związkach.

Zawsze trudny i zawsze aktualny temat. 
W końcu tu na Ziemi, czy nam się to podoba, czy nie, musimy żyć w różnych związkach. Chyba, że uda nam się znaleźć odosobnione miejsce gdzieś w jaskini albo w lesie, 
a może izolatkę w szpitalu.Tego ostatniego raczej nie polecam, zresztą przedostatnich 
też nie. Mokry, zimny las i równie mokra i zimna, w dodatku ciemna jaskina to z pewnością nie są miejsca dla tych, co lubią swoje fotele, łóżka,  poduszki,  dostęp do internetu 
i telewizji. A w szpitalu z pewnością lekarze się postarają odpowiednio uprzykrzyć Wam życie, żebyście wrócili do domu i oddali potrzebną również innym, nie tylko Wam, izolatkę.
Tak więc prędzej czy później wracamy do punktu wyjścia czyli do relacji w związku, 
w którym jesteśmy.  Co z tym związkiem zrobić lub czego nie robić, żeby wreszcie mieć święty spokój? Jak odejść od partnera? Czy pozwolić partnerowi odejść?
I jak sobie poradzić z Ciotką Paszczaka, z marudnymi dziećmi itp. itd.?
Pytań jest wiele, tak jak wiele jest związków i różnych problemów z tym związanych. 
Gdzie szukać odpowiedzi i fachowej pomocy?





Pewnie większość z Was odpowie, jak to gdzie, w internecie.
Tutaj można znaleźć wszystko, więc znajdzie się też odpowiedniego specjalistę.
Ja zwróciłam uwagę na Małgorzatę Przygońską. Dlaczego?
Czy rzeczywiście jest taka wspaniała? Komu i jak pomogła?
Po kolei odpowiem na wszystkie pytania.
Pierwsze jest dosyć łatwe. Wystarczy wpisać na YouTube hasło relacje w związkach i już nam filmy z nią wyskakują. Są aż cztery, jeśli dobrze policzyłam, bo ja z matematyki kiepska niestety.
W każdym razie filmy są. Jeden z Porozmawiajmy TV. Pozostałe z Niezależnej Telewizji. Wystarczy jednak obejrzeć jeden, żeby mieć pogląd jako taki na temat tej pani. Jako taki, poniewaź niewiele tak naprawdę można powiedzieć o kimś, tylko na podstawie paru filmików na YouTube.
Teraz już wiecie powiem niewiele i Ci z Was, co czytać nie lubią, nie będą narzekać na zbyt długi tekst tzn. taką mam nadzieję.  Nie tyle na to, że nie będziecie narzekać, ile na to, 
że tym razem uda mi się napisać coś krótkiego i sensownego.
Wracając do tematu. Pani Małgorzata pomaga tym, którzy mają w swoich związkach problemy i chcą pomocy. Brak pieniędzy jest dla niej wymówką tych, którzy pomagać sobie nie chcą. A propo słyszałam już coś podobnego na kursie Silvy. Widocznie to taka gadka prowadzących warsztaty, kursy przygotowana dla tych, którym ciężko wyciągnąć 
z kieszeni pieniądze, Nie masz. Nie chcesz dać, tyle ile my bierzemy czyli pomocy też nie chcesz. Bardzo miła, pozytywna gadka, ale znów mówię za dużo.
W każdym razie na panią Małgorzatę zwróciłam uwagę z powodu filmu na YouTube. Właśnie tam, na tym kanale często znajduję ciekawe filmy stąd nic dziwnego, że trafiłam akurat na nią.
Pani Małgorzata robi dobre wzrokowe wrażenie. Mówi ciekawe rzeczy np. o tym, 
że przyciągamy do siebie te kobiety i tych mężczyzn, z którymi mamy do przerobienia coś ważnego i niekoniecznie miłego. Nie spotykamy się po to, żeby przeżyć wspólne szczęście,  ale po to żeby realizować swoje wzorce wyniesione z rodziny i pracować nad przykrymi doświadczeniami ze swojego życia. Mówiąc w skrócie,  małżeństwo i jakikolwiek związek z partnerem to nie zabawa, ale praca, praca i jeszcze raz praca.
Jedyne,  co nam pozostaje oprócz powieszenia się na drzewie lub samotności w kopcu na ziemniaki,  jeżeli pod ręką nie mamy nic innego, to oczywiście zgłosić się na warsztaty prowadzone przez panią Małgorzatę. Tam poznamy siebie. Rozwiniemy świadomość związku nie tylko małżeńskiego i partnerskiego, ale również swoich innych związków 
np. z niegrzecznym synem lub niegrzeczną córką, wszelkimi Ciotkami Paszczaka czyli wszelkimi upierdliwymi osobami.
Pani Małgorzata niewiele mówi o samodzielnym radzeniem sobie z innymi ludźmi. 
Jej sposób na innych to odkrycie swojego wzorca np. mama się rozwiodła, to i ja się rozwiodę. Już to mam we krwi, w genach zakodowane i dopóki nie zaakceptuję tego wzorca czyli faktu, że taki wzorzec mam ten wzorzec nie da mi spokoju i przejdzie na moją córkę. Z drugiej strony, jeśli nie uświadomię sobie, że noszę w sobie potrzebę bycia ofiarą, zawsze tą ofiarą będę. To wszystko jest takie trudne, że rzeczywiście bez pomocy pani Małgorzaty nie da rady. Skąd np. mam wiedzieć, co było, a czego nie było w mojej rodzinie. Nikt dla mnie pamiętnika nie prowadził. Nikt z przeszłości nie pomyślał, żeby mi ułatwić moje obecne życie. Ja też ze swej strony niewiele zrobiłam i do tej pory nie wymyśliłam machiny czasu, która by mnie do moich przodków przeniosła. Czy jednak dałabym radę sama bez pani Małgorzaty, która najlepiej wie, co i jak ze sobą połączyć, co odjąć, co dodać, żeby było dobrze?
Nie odpowiedziałam jednak na zadane na początku pytania. 
Czy ona jest taka wspaniała i komu pomogła?
Z tego co mówi przede wszystkim pomogła sobie m.in po śmierci męża. 
Potem zaczęła pomagać innym. I dobrze i w porządku. Naprawdę nie ma się czego czepiać i jej metod też nie, bo ich nie znam tzn. nie doświadczyłam ich na własnej skórze.
Jednak, mimo to czuję dziwny niesmak. Skąd się on wziął i dlaczego?
Teraz nadszedł czas,  żeby odpowiedzieć na to pytanie?
Po pierwsze filozofia tzw. new age. Myślenie, że jeśli nie mam pieniędzy na wrsztat, to nie chce sobie pomóc.  Jeśli mam raka, sama jestem temu winna. Jeśli mam męża, który mnie bije, to mam zapotrzebowanie na bycie ofiarą itp. itd. 
Czy rzeczywiście życie jest tak proste jak sugeruje nam ten sposób myślenia?
W tym miejscu polecam Wam książkę ,, Smiertelni, nieśmiertelni,, Ken Wilbera. Główna bohaterka, żona Wilbera powoli umiera na raka i najpierw próbuje oczywiście raka pokonać. Ostatecznie godzi się ze swoją chorobą, ale nie to jest ważne, ale m.in. to, co mówi o zrzucaniu winy na nią za jej chorobę czyli ty sama chciałaś mieć raka, więc go masz. Niestety nie pamiętam dokładnie jej słów. Chodziło o to, że z jednej skrajności przechodzimy w drugą albo winimy Boga albo siebie. A może ani jedno, ani drugie, a może trochę tego, trochę tamtego.
W każdym razie nie dajcie sobie wmówić, że nie macie na warsztat pieniędzy,  bo nie chcecie sobie pomóc.  Ja bym odwróciła to w drugą stronę. Nie chcesz dostosować opłaty do moich możliwości finansowych czyli sam nie chcesz mi pomóc. 
Teraz metody. Czy rzeczywiście ktoś, kto łączy tyle różnych metod jak pani Małgorzata jest bardzo dobry i z NLP, z ustawień Hellingera, z matrycy krystalicznej, koloroskopu, vedic art, huny ? Czy może średnio dobry z każdej metody? Czy zupa z tylu składników jest dobra czy taka sobie i jakie ma działanie? To już zadanie dla Was, dla tych, którzy czują potrzebę zjedzenia zupy i mają na nią pieniądze.
To by było na tyle.
Ostatnia rada. Zanim oddacie komuś swój problem zastanówcie się, czy naprawdę nie możecie rozwiązać go sami i czy dana osoba na pewno Wam pomoże, bo niestety bywają też przypadki uzależnień od psychoterapeutów lub pseudo cudotwórców. 
Chodzicie i wydaje Wam się, że jest wspaniale. Przestajecie chodzić i wszystko wraca do starej normy. Jest dokładnie to samo, co na początku, a super psycholog, wróżka, terapeuta pieniędzy już Wam nie chce wrócić.
Miejcie się więc na baczności i nie wierzcie każdemu i we wszystko.

P.S. Niestety nie udało mi się tego napisać w sposób krótki i treściwy.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz