czwartek, 24 kwietnia 2014

Kosmici są wśród nas.

Miałam jak zwykle napisać coś innego. To miał być inny temat. Jednak jak to w życiu często bywa, pojawiło się coś nowego. Pojawił się on. Kto taki zapytacie?
 I będziecie mieć odpowiedź. Nie na początku, ale na końcu. Chyba, że sami się wcześniej domyślicie, zgadniecie, wpadniecie na trop. Doszłam do wniosku, że nie warto tak wszystkiego podawać na tacy jak psu jedzenie na misce, bo przecież psami nie jesteście, tylko moimi ukochanymi czytelnikami bez których jak każdy bloger żyć nie potrafię.
Przejdźmy jednak do rzeczy. Usłyszałam go i zobaczyłam, choć do końca nie wiem, czy to właśnie jego zobaczyłam, na facebooku oczywiście. Coraz częściej przekonuję się jaka to kopalnia wiedzy ten portal. Tak więc ujrzałam go, a z nim jego ,,wspaniałe,, poglądy,,. Są tak wspaniałe, że na facebooku ma aż 244 zwolenników w polskiej grupie, w organizacji poza naszym krajem ma ich 21.977. Może nie jest to tak bardzo dużo, bo inni guru, mistrzowie mają ich o wiele więcej. Jestem jednak pewna, że ta liczba szybko się zwiększy.
Nie wiem niestety, nie doczytałam skąd mistrz ów pochodzi, ale na pewno nie jest z Ziemi. Jego nauki są udostępniane dzięki channelingowi. Nie podam tu na razie nazwiska osoby, która kontaktuje się z mistrzem. Byłoby wszystko jasne już teraz, a tak dopiero na końcu. Myślę, że będzie bardziej smaczne, czytaj ciekawsze to, co piszę.
Wracając do naszego ,,super,, mistrza. Co jest w nim takiego odurzającego, że ludzie jak za przeproszeniem owce lub krowy idą za nim? Ma swoją czarodziejską fujareczkę i bez skojarzeń seksualnych proszę. Tym bajkowym instrumentem jest nie jak sobie myślicie, to co tam myślicie, ale jego przesłanie. Główna nauka dla nas. Można ją streścić w 2 słowach: bądź sobą. A co to znaczy?
Wprawdzie nie wszystko rozumiem, co mówi, bo tak gada jak intelektualista po 5 fakultetach, ale spróbuję Wam przybliżyć jego założenia związane z głównym credo. Nie będę ich dokładnie cytować. Wolę opowiedzieć własnymi słowami. 
Otóż według mistrza bycie sobą jest naszym celem głównym tu na Ziemi. Jakim sposobem mamy tego dokonać? To zależy wyłącznie od nas. My jesteśmy celem, nasze bycie sobą realizujemy w dowolny sposób, jaki podpowiada nam nasze serce. Prawda, że brzmi pięknie. Pięknie, dopóki nie przyjrzymy się temu z bliska jakbyśmy patrzyli przez lupę albo polali litery cudownym płynem, który sprawia, że widzimy coś, czego wcześniej nie było. Wcześniej czyli wtedy, gdy zobaczyliśmy tylko słowa: bądź sobą. 
Co się za nimi kryje? Powiem Wam jak ja to rozumiem.
 Jestem tu i teraz w pełni sobą. Zabiłam sąsiada, który mi od dawna przeszkadzał. Puszczał tylko swoją hałaśliwą durną muzykę. Moje serce mi już od dawna mówiło, zrób coś z tym idiotą. Moralność nie pozwalała. Serce płakało i się dusiło. W końcu on, mistrz mi powiedział. Bądź sobą. Słuchaj swojego serca. Zrobiłam więc to zgodnie z jego zaleceniem i wreszcie mi ulżyło. To nieważne, że posiedzę sobie trochę w więzieniu i tak jestem szczęśliwa postąpiłam jak dyktowało mi serce.
I co Wy na to? Co powiecie? Że co, że serce tak nie może? Nie może mi podyktować zbrodni? Jeśli tak uważacie, to chyba nie znacie mojego serca i serca wielu innych, co ze mną siedzą teraz w tym więzieniu. Im też serce coś podyktowało. Oczywiście, oczywiście Bóg mieszka w sercu, ale czasem może go być bardzo mało. Jego głos jest bardzo cichutki. Do mnie jakoś nie dociera. Inny głos jest silniejszy. Ten co mi mówi zabij go, ulżyj sobie. Ja to robię i nie mam wyrzutów sumienia. Nie mam ich ani trochę. Znalazłam sposób, by w pełni zrealizować bycie sobą.
Nie tylko to jest cudowne u naszego mistrza, że mówi nam bądź sobą.
 Zwyczajnie zgodnie z jego zaleceniem nie byłabym sobą i bardzo, by mi to dokuczało, gdybym nie wspomniała o jeszcze jednym, czymś, co mistrzowi zapewni wielu zwolenników na pewno. Takiej prostej zwyczajnej myśli.
 Czy niejedzenie mięsa uczyni Cię uduchowionym? Czy rzeczywiście masz z mięsa rezygnować? Nasz mistrz wie co odpowiedzieć, żeby podobać się większości. 
Ta większość to jasne nie my weganie, wegetarianie, a jeszcze gorzej bretarianie. Większość je mięso. Czasem próbuje rezygnować, ale się nie udaje i wtedy jest im trochę głupio. Jak wszyscy z nas próbują znaleźć sobie wytłumaczenie, dlaczego mi się nie udało. Dlaczego muszę jeść mięso? Nie wystarcza już zwykła odpowiedź. Muszę jeść, bo mi słabo. Trzeba czegoś innego, czegoś co poprawi nam samopoczucie w sposób zdecydowany. 
Wtedy właśnie nasz mistrz z kosmosu się pojawia i mówi, jedz kochanie, to nic nie szkodzi, a dlaczego nie szkodzi? Nie ma w tym nic złego. Jesteś drapieżnikiem. Zjadanie mięsa to rodzaj wymiany energii między tobą, a nieżywym zwierzakiem. Wcale nie jest to zła energia. Dlaczego? A dlatego Kochani, że dla wielu zwierząt to naturalne, że są zjadane i wtedy oddają Wam swoją najlepszą energię.
Czy właśnie tego nie chcieliby usłyszeć niedoszli wegetarianie?
Oczywiście, że tak. Mięso nie ma wpływu na moje uduchowienie, na mój poziom. To, co jem, jest bardzo dobre. A Ty głupi weganie, weganko, wegetarianko wysilasz się niepotrzebnie. Niepotrzebnie zapychasz się niesmaczną paszą. Jeśli to robisz, nie znasz mojego mistrza albo znasz i nie rozumiesz. Poza tym zjadasz roślinki, które przecież też są życiem. Ja mięsożerca, czytaj były wegetarianin aż płaczę, gdy je obieram.
Chyba już więcej nauk mistrza nie będę przytaczać i omawiać. Podałam najważniejsze z mojego punktu widzenia. Te, które mi się najbardziej ,,podobają,,.
Dziwię się, nie krytykuję, tylko dziwię, że ludzie tak bardzo lubią informacje channelingowe. Nie zadają nigdy pytań w stylu, czy ten, z którym rozmawiam jest tym, za którego się podaje. Może być przecież każdym i mówić, co mu ślina na język przyniesie, a dokładnie, gadać to, co dla niego jest dobre, niekoniecznie dla Was. Jesteście podejrzliwi na facebooku, ale w przypadku istoty z channelingu ani trochę. Od razu zakładacie, że mówi absolutną prawdę, zwłaszcza gdy ona jest tym, co chcielibyście usłyszeć.
Nie byłabym sobą, gdybym tego nie napisała, a najważniejsze przecież to bycie sobą w każdej chwili.
I na koniec obiecana na początku informacja. Kim jest tajemniczy kosmita? 
Jak się nazywa? To nasz ,,mądry,, Bashar.
P.S. A dlaczego niby kosmici mają być mądrzejsi od nas?

Tag: Fantastyczne


piątek, 18 kwietnia 2014

Nie lubię świąt wielkanocnych.


























 Teraz narażę się Wam wszystkim, zwłaszcza wiernym katolikom i tradycjonalistom. Myślę, że Ci właśnie będą krzyczeli głośno. Jak można nie lubić świąt i jeszcze się tym chwalić? Właśnie jak można? A przecież rodzice mnie wychowali tak jak Was na katoliczkę i tradycjonalistkę. W dzieciństwie wszystkie święta lubiłam i tak jak Wy się z nich cieszyłam.
Tylko, gdy zaczęła się ta głupota z oblewaniem wszystkich po kolei, miałam dość, ale tylko tego jednego dnia świąt. Przez wiele lat siedziałam w domu, nawet wtedy gdy miałam psa, żeby od nikogo nie oberwać wiadrem wody po głowie. Naprawdę nic miłego. I nie rozumiem kto i po co to wymyślił. Anglik na lekcji angielskiego nie bardzo wiedział o co chodzi. Oni nie mają takiego kretyńskiego zwyczaju. I nie mówcie mi tu nic o płodności, którą się w ten sposób czci.
Czy każda kobieta chce mieć dzieci? To tylko Wasze ograniczone wyobrażenia. Sądzę nawet, że nie wymyślone przez kobiety tylko przez facetów, co to im się wydaje, że uwiążą każdą jak sukę do kaloryfera swoimi dziećmi. Tym zawsze mówię mojej duszy nikt nie uwiąże i nic kompletnie, a już na pewno nie dzieci.
Zwyczaj oblewania jest tylko jednym z powodów, dla których świat nie lubię ani trochę.
Drugi to jakaś mania sprzątania, jakby innych okazji nie było. Niby dlaczego w święta akurat mam mieć czyste okna, czyste firanki i zasłony, wypastowaną podłogę, wytrzepany dywan, wytarte kurze i umyte wszystkie mebla. Pytam się, czy bez tego świętować nie mogę i nie mówcie mi tu nic o dobrej energii, która dzięki temu krąży w całym domu. Ja i tak znajdę tę energię w swoim totalnym bałaganie i to ode mnie nie od jakieś energii, zależy jak się czuję.
Obżarstwo to kolejny powód, dla których świąt nie lubię. Znów zadam pytanie, czy moja radość i szczęście mają zależeć od tego ile smaków poczuję na języku. Totalna bzdura. Dlatego w święta mam ochotę stosować głodówkę. Jeść tylko sam ryż i kaszę albo pić soki. Na pewno nie jajka. Wybaczcie, ale dla mnie mają one nieładny zapach. Te ugotowane oczywiście, nie schowane w naleśnikach i ciastach. Jak widzę takie gotowane to zaraz sobie przypominam wieś, gdzie spędziłam naprawdę dużo czasu. Widziałam dość dobrze nie tylko jak się kurze na pieńku obcina głowę i jak się zabija świnię, chociaż wujek mówił nie patrz. Widziałam też skąd wychodzą jajka. Takie super milutkie miejsce dla wszystkich facetów, którzy sobie marzą o seksie analnym.
W każdym razie ja jajek jeść nie będę, żeby je nawet sam papież poświęcił.
Następny powód mojego niezadowolenia to ogólny niesmak związany z tzw. święceniem potraw. Po pierwsze to ja nie potrzebuje dobrych słów księdza, bo sama w sobie mam wiele dobrych słów, którymi mogę modlić się do Boga w sposób bezpośredni. I jestem pewna, że On poprzez moją modlitwę poświęci każde moje jedzenie.
Po drugie najważniejsze, co święcą księża. W zasadzie wszystko, co im się w koszyku położy, a ja nie zgadzam się na święcenie przerobionych zabitych ciał zwierząt. Równie dobrze możecie sobie zjeść swoich krewnych po śmierci.
Co Was powstrzymuje? Tabu jedzeniowe, które w naszym kraju obowiązuje również w przypadku psów i kotów, a Chińczycy je jedzą, może wiedzą, że mądrość mają taką samą jak kury i świnie. Je też można oswoić i wołać po imieniu.
Tylko tutaj wszyscy o tym nic nie wiedzą. Tak, niewiedza jest czasem bardzo wygodna. Ja niestety w pewnym momencie ją odrzuciłam i teraz proszę nic mi się nie podoba.
Ostatni powód. Wszyscy oczekują od świąt nie wiadomo czego, że gwiazdka im spadnie z nieba, że będą tacy szczęśliwi, a to nie tak. Nie potrafisz się cieszyć każdego dnia? To w święta tym bardziej nie będziesz potrafił, bo zbyt wiele chcesz od nich. Najpierw naucz się cieszyć chwilą, tym co jest tu i teraz, a potem spróbuj w święta.
Nie powiedziałam nic o zmartwychwstaniu. Ale co mogę powiedzieć. Wiem, że data narodzin Jezusa została sfałszowana i przebiegle z marca przeniesiona na grudzień, żebyśmy mogli przy okazji święcić narodziny światła.
Nie wiem jak było z Jego śmiercią. Wiem jednak, że zmartwychwstanie świetnie się kojarzy z odradzającym się na wiosnę światem przyrody i pewnie tak jak wiele innych rzeczy zostało przekręcone przez ,, mądrych ,, księży.
Na koniec dodam, że nie jest to krytyka katolików i tradycjonalistów. Tylko, tylko, powtarzam dwa razy, żebyście zrozumieli, moje poglądy.
Nie zgadzacie się z nimi, to piszcie komentarze zamiast bezmyślnego gapienia się w ekran.
P. S. Wesołych świąt wszystkim życzę.

Tag: Fantastyczne

sobota, 12 kwietnia 2014

Czy podniecają mnie 80 letni faceci?




Na samym początku obiecałam sobie, że nie będę pisać o seksie, a teraz myślę sobie, że od czasu do czasu coś Wam podrzucę. W zasadzie w tym miejscu muszę koniecznie podziękować bohaterowi jednego z moich poprzednich tekstów. Pamiętacie wspaniałego zmyślonego lub nie Feliksa?
 Feliks nauczył mnie pisać o seksie. Naprawdę wielkie dzięki. Już nie ma zbędnych blokad i mogę podzielić się z Wami odpowiedzią na pytanie dotyczące starszych facetów, o wiele starszych ode mnie.
Na razie trochę powijam w bawełnę, a odpowiedź oczywiście znajdziecie na końcu. Na pewno nie teraz.
Zacznijmy od tego czy każdy facet może mnie podniecić. Każdy czyli taki np. wysoki i o super regularnych rysach twarzy, miłej dla oka sylwetce, blondyn , a może brunet, a może taki np. Mulat. Swoim super wyglądem pewnie tak, ale... Jest takie jedno małe ale, niestety. Facet, który powie do mnie ,, dawaj dupy ,, albo ,, prześpij się ze mną ,, żadnych szans u mnie nie ma. Żadnego chamstwa nigdy nie tolerowałam i tolerować nie będę. Ta pierwsza odzywka jest dla mnie takim właśnie chamstwem, niczym więcej. Druga kojarzy mi się ze spaniem, nie z seksem. Wybaczcie, ale spać to ja śpię sama i wcale nie dlatego, że jestem samotna. Zwyczajnie seksu nie łączę ze spaniem, ale z miłością pełną uwagi i skupienia. Na pewno nie na pograniczu snu i jawy, bo jak mam między tymi stanami wybierać, zawsze Kochani sen wybiorę o wiele ciekawszy niż seks na granicy jawy.
Niestety faceci mają to do siebie, że popełniają takie błędy. Często są wśród nich ci modelowi przystojniacy. Mają takie fantastyczne ciała i co z tego, jeśli w środku pustka i tylko z takim o seksie porozmawiasz, o niczym więcej. Nic nie czyta, co najwyżej komentarze na facebooku i trochę pewnie jeszcze artykuły, które tam udostępnia. Gdy jednak zapytać o coś, co nie ma nic wspólnego z seksem, okazuje się, że nie ma ochoty dalej rozmawiać. Nie ma, bo o czym niby jeśli on zna się tylko na różnych technikach sprawiania sobie przyjemności. 
Tak więc, nie tylko ciało może mnie podniecić, a szczerze mówiąc, same ciało mi nie wystarcza ani trochę. Nie masz ze mną sensownych tematów do rozmowy, jesteś spalony. Niczym mnie nie podniecisz. Dla mnie musi być to coś, co sprawia, że zaczynam szaleć. Jakaś magia. Coś niezwykłego.
Niektórzy to mają i nie zawsze są to znani artyści, sławni ludzie. Czasem z pozoru przeciętni, ale tylko z pozoru. Zaczynasz z nim rozmawiać i od początku cię wciąga. Mówią inaczej albo zwyczajnie tworzą atmosferę. Za takim nie wiadomo kiedy pójdziesz w ogień. Stracisz wszystkie zasady, żeby z nim pobyć przez chwilę. Zapomnisz o całym świecie. Zagubisz się w nim całym. Zakręci ci się w głowie.
A teraz pytanie zasadnicze czy to zależy od wieku? Czy trzeba mieć 20, 30, 40, a może 80, żeby mieć w sobie to, coś, co innym zawróci totalnie w głowie? I czy wszyscy owo coś na pewno zauważą? Czy pójdą na to wszystkie kobiety? 
Teraz już czas na odpowiedzi. Masz w sobie to, coś magicznego i czy na wszystkich działa tak samo?
Niestety. Chyba, że jesteś sławnym człowiekiem. Tacy mają większe szanse. Ci z pozoru zwykli różnie działają na różnych ludzi. Może to syndrom starej duszy. Jedni pójdą za tobą do piekła, innych po prostu wkurzysz. Niewielu przejdzie obok ciebie całkiem obojętnie.
I twoje ciało ani wiek nie mają z tym nic wspólnego, więc... 
Każdy facet, który ma w sobie taką magię może, ma szansę doprowadzić mnie do orgazmu. Nawet ci starsi faceci.

Tag: Seks

wtorek, 8 kwietnia 2014

Rio Grande- ogromna rzeka dzieląca ludzi.


Zobaczyłam ją z daleka, chociaż nie miała w sobie nic takiego. Może to właśnie pozorne nic sprawiło, że się nią zainteresowałam. Podeszłam bliżej i...
Niestety nie będzie to moja kolejna przygoda internetowa. Jeśli tak myślicie, to będziecie rozczarowani, bo to będzie zwyczajna opowieść o niezwyczajnej książce. Taką dla mnie była i dziwię się, że jakoś wcześniej na nią nie wpadłam. Zaraz powiem o jaką książkę chodzi. To jest, jeśli ktoś czytuje książki, to już wie. Oczywiście jeśli czytuje czasami tzw. trudną literaturę. Naprawdę nie dla wszystkich. Stąd tak różne przeciwstawne recenzje od pełnych zachwytu do złości na lekturę, która nie dała oczekiwanej akcji, sensownych, zdaniem niektórych, dialogów. Zero seksu. Nie ma morderców. Nie ma złodziei. Żadnych narkotyków, detektywów i romansów. Osoba, która oczekuje właśnie tego rzuci czym prędzej taką książkę do śmieci i powie o bohaterze zwyczajnie rozlazły dupek. 
Niestety nie każdy może czytać takie książki. Tutaj zamiast ciepła i jasnych dialogów norweskie zimno. W końcu nie każdy lubi zimę. Nie musi lubić. Większość woli pławić się w słońcu. Nie myśleć ani trochę, bo po co. Od myślenia głowa boli i nie tylko. Człowiekowi może się czasem zrobić smutno. Po co komu taka książka. Takie czytają krytycy i dziwacy tacy jak ja. Może jeszcze ktoś. Nie wiem.
Miała to być zwykła recenzja pewnej książki, ale pomyślałam sobie takie znajdziecie sobie. Wszędzie ich pełno. U mnie musi być coś innego. 
Ciekawskim powiem, że książkę ujawnię na końcu. Na razie będę pisać o swoich wrażeniach, przemyśleniach, refleksjach po przeczytaniu tej książki. 
Już Wiecie nie czytam byle czego. W czytaniu kieruje się intuicją. Zazwyczaj mnie nie zawodzi. I tak np. wiele lat temu odkryłam książki Murakamiego. Nikt jeszcze o nim nic nie wiedział. W bibliotece była tylko jedna jego książka ,,Przygoda z owcą,,.  Tym razem odkryłam książkę dawno po czasie. Przez krytyków została dostrzeżona w 2008 roku. Zdobyła tytuł książki roku. A ja odkryłam ją dopiero teraz w 2014 roku. Wyciągnęłam z zakurzonej półki pełnej nieczytanych, albo bardzo rzadko czytanych książek. Na początku miałam wątpliwości, bo krytykom to ja nie dowierzam. Często nagradzają całkiem marne książki. Taki np. ,, Śnieg ,, Pamuka. Do dziś nie wiem, co takiego było w tej książce, oprócz wszechobecnej polityki, za którą ja akurat nie przepadam. 
Wracając jednak do tej ostatniej książki. Jest z pozoru zwyczajna i trochę nudna, bo co ciekawego może być w bohaterze, który tylko wspomina swoją matkę, czasy, gdy zachwycał się komunizmem i oczywiście młodą blondynkę, z którą kiedyś był. Nie wiadomo kim była ta blondynka i czy to ona została później jego żoną, a jeszcze później postanowiła się z nim rozwieść. Co takiego było w matce, że nasz bohater tak bardzo za nią tęskni. W każdym razie bohatera z matką łączy i dzieli wielka rzeka. Rio Grande. Po jednej stronie Meksyk, po drugiej USA.
Czuje, że bohater jest kimś takim jak ja. Jest często tak, że brakuje mi słów. Ja jestem tu, moja mama tam. Gdzieś daleko. Mimo to cały czas próbuję być w jakiś sposób z nią tam gdzie ona. Nawet jeśli nie rozumiem. Staram się też z innymi ludźmi. Staram się mówić ich językiem, oczywiście jeśli chcę, jeśli mi zależy. Bohater podobnie stara się z tymi, z którymi chce, a z innymi różnie bywa.
Zajrzyjcie po prostu do książki i sami oceńcie, czy można ją czytać, czy może Was oszołomić tak jak mnie swoją zwyczajnością, a jednak niezwykłością.
Co to za książka? Jeszcze nie Wiecie?
Oczywiście . Per Peterson ,, Przeklinam rzekę czasu ,,. Po więcej szczegółów zwróćcie się do mądrzejszych ode mnie.

Tag: . Książki, Psychologiczne    
 

niedziela, 6 kwietnia 2014

Szacunek.



Po ostatnim mało poważnym tekście, pomyślałam sobie czas na coś bardzo poważnego, chociaż jak wiecie poważna nie jestem i już chyba nie będę.
Kilka dni temu, gdy szłam sobie na przystanek autobusowy, zobaczyłam coś, co mi na dłużej zostało w głowie i burzyło moje myśli. Tak już jest jak zobaczę coś nieodpowiedniego albo się wściekam albo płaczę. Naprawdę jestem uczuciową istotą. Tym razem też tak było. Och, gdybym miała kij ze sobą lub chociaż 1 granat pod ręka, to zaraz by mi niewątpliwie ulżyło, a tak złość tylko wysadzała mi mózg od środka.
Wracając jednak do zdarzenia, które zobaczyłam.
 Po drugiej stronie ulicy chodnikiem obok osiedlowych bloków szła kobieta. Wokół niej skakał mężczyzna niczym kogut bardzo napalony na to, żeby wreszcie skoczyć jej na plecy i ją rozdziobać swoim mocnym dziobem. Krzyczał tak głośno, że trudno byłoby nie usłyszeć, co mówi. Chociaż bardzo chciałam tego nie słuchać, ponieważ nie znoszę typowo polskich przerywników zaczynających się na k. Nie mam nawet zamiaru napisać tego słowa, dając Wam do zrozumienia, że czegoś takiego to ja nie toleruje i z pewnością usunę każdy komentarz z tym słowem.
 Znów jednak oddaliłam się od kobiety i faceta koguta. Skakał więc, wymachiwał rękami jak torreador przed bykiem czerwoną szmatką, powtarzał moje nielubiane słowo i wrzeszczał. Coś w tym rodzaju ,, mówiłem ci, że masz natychmiast wyjść z tego sklepu. Mogłaś wyjść. Nie było klientów. To ja muszę czekać na ciebie, nie wiadomo jak długo,,. Kobieta się nie odzywała. Szła sobie jakby nigdy nic i paliła papierosa. Podziwiałam ten spokój, a jednocześnie naprawdę nią pogardzałam.
Dlaczego? I tu dochodzi do głosu mój szacunek. Jeśli pozwalam komukolwiek na takie zachowanie wobec siebie, to czy mój szacunek dla siebie jeszcze istnieje, czy też może został zjedzony przez faceta koguta. Nie mogę powiedzieć: że mam szacunek dla swojej osoby, jeśli pozwalam drugiej, żeby wskakiwała mi na plecy lub na głowę. W takim przypadku o szacunku nie może być mowy. Moje dalsze refleksje prowadziły do niestety, pogardy do kobiety, która zamiast wysłać faceta kopniakiem na księżyc, pokornie słucha, co on ma do powiedzenia. Nie rozumiem dlaczego z idioty robi nietykalnego idola. Nie chce mu się narazić, bo w domu dostanie od niego paskiem po dupie? Po co siedzi z takim pod jednym dachem i w dodatku w jednym pomieszczeniu, zapewne malutkim? Po co idzie z nim do łóżka? Czy po to, żeby on potem przyszedł po nią do pracy, kazał jej natychmiast iść do domu, bo jemu powiedzmy zachciało się nagle seksu analnego? Nie mogę zrozumieć tej pokory wobec głupiego faceta. Może dlatego, że sama nie jestem, nie bywam pokorna. U mnie taki kogut nie miałby szans, zero powodzenia, bo już jako dziecko na wsi potrafiłam trzasnąć koguta w tyłek, gdy rzucił się na moje plecy.  Nigdy z kimś takim nie mogłabym iść do łóżka. Zwyczajnie dlatego, że żaden cham mnie jeszcze nie podniecił. Na pewno nie podałabym mu obiadu, chyba, że z trutką w środku, żeby padł i żeby mieć wreszcie święty spokój. W tej sprawie, nie wiem jak w innych mam dużo szacunku dla siebie. Myślę sobie, że gdyby kobiety nie pozwalały sobie na coś takiego, wszystkie chamy by wyginęły, ulegając transformacji w miłych mężczyzn. Takich, co to zdarzają się w czułych filmach dla kobiet.
W zasadzie to ja nie muszę narzekać i mówić o braku szacunku wobec siebie. Żadnego chama nie znałam i nie znam bliżej.
Oczywiście szacunek, jaki w sobie mamy to nie tylko ten wyrażający się w naszej postawie wobec chamideł pospolitych. Jeśli mamy go, to moim zdaniem potrafimy współodczuwać. Rozumieć, że ktoś starszy ledwo stoi w autobusie, podczas, gdy my rozpieramy się wygodnie na siedzeniu, a jak rozumieć tzn. ustąpić mu miejsca. Rozumieć, że ten portier z szatni, w której zostawiamy ubranie też jest człowiekiem. Ma prawo być smutny i zły na mnie, że mu tym ubraniem głowę zawracam. 
Uważam, że mówiąc o szacunku, nie można przemilczeć miłości , niekrzywdzenia siebie i drugiego człowieka, pokoju, który nie mógłby istnieć bez szacunku. Właśnie wtedy gdy tracimy szacunek, możliwa jest wojna. Wroga zazwyczaj się nie widzi jako drugiego człowiek tylko wroga, którego zabite ciało możemy rzucić psom na pożarcie.
 I jeszcze istoty mniejsze i zależne od nas czyli zwierzęta, mając szacunek, nie będziemy ich śmierci nazywali zdychaniem, jakby na nic więcej nie zasługiwały, tylko na takie pogardliwe słowa.  Nie będziemy się nad nimi znęcali. Wyrzucali je jak zwyczajne śmieci, wtedy gdy przestają być potrzebne i zwyczajnie zawadzają.
Tak, szacunek pozwala nam żyć w pokoju i zbliżyć się do bezinteresownej miłości.
Jest jak temat rzeka. Można pisać i pisać, a i tak woda się nie wyczerpie. Dlatego zostawiam Was z szacunkiem i pędzę dalej do następnego tematu.

Tag:  Psychologiczne

czwartek, 3 kwietnia 2014

Słodkie kłamstwa.


Był już. Dzień kłamstwa i niewinnego żartu, ale ja jakby trochę jestem do tyłu. Tak to jest, gdy zamiast siedzieć na swoim blogu i pisać konkretne rzeczy lub całkowicie pozbawione konkretów, wysiaduje na facebooku i gadam z nieznajomymi znajomymi, Jeśli może być coś takiego, tacy znajomi, to tylko tam, uwierzcie wszyscy Ci, którzy jeszcze nie dotarliście do gościnnych bram tego portalu społecznościowego. Tu wszystko jest możliwe i trwa wieczny Prima Aprilis. Sami siebie i innych tu oszukujemy. Zakładamy maski i gramy role jak w prawdziwym teatrze, co nie znaczy, że w życiu ich nie gramy. Chyba jednak w mniejszym, o wiele mniejszym stopniu. W końcu po to jest takie miejsce, żeby wreszcie poczuć się swobodnie i przedłużyć Prima Aprilis na cały rok. Ja przynajmniej tak odbieram jeden ze swoich ulubionych portali. Ulubionych, bo lubię sobie od czasu do czasu pograć.    Czy mam przez całe życie być poważną osobą, która w odpowiednim wieku założy barchanowe majtki, bo innych już nie wypada i brązową kieckę do ziemi? Nie, nic z tego. Ja taka nie będę
I dlatego zaczęłam rozmawiać na czacie z pewnym przystojnym facetem. Na początku było nawet nieźle. Miał fajne zainteresowania i wydawał się ciekawym człowiekiem. Ale dlaczego mam to tak beznamiętnie opowiadać. Lepiej będzie jak przytoczę Wam pewną rozmowę.
To był póżny prima aprilisowy wieczór. Pora jak najbardziej odpowiednia na słodkie kłamstwa. On dał się wciągnąć. W końcu nie każdy i nie przez cały czas pamięta, że wieczór czy noc prima aprilis trwa cały czas, zwłaszcza tutaj na facebookowym czacie. Zacznijmy od początku. Wyobraźcie sobie jak siedzę w kuchni przy swoim laptopie ubrana w stary sweter i granatowe spodnie dresowe.
Ja: Witaj Feliksie.
Feliks: Witaj, powiedz, co masz na sobie?
Ja: Białe koronkowe figi, czarne rajstopy i do tego króciutki niebieski sweterek.
Feliks: Może byś kamerkę włączyła?
Ja: Od czego masz wyobraźnię.
Feliks: Ja jestem wzrokowiec i chcę cię zobaczyć.
Ja: Wolisz mieć wszystko pod nosem nie możesz fantazjować?
Feliks: Nie mam ochoty fantazjować jak bym widział, to co innego.
Tak wtedy to już nie byłaby fantazja, ale niestety przykra rzeczywistość mojego starego swetra i granatowych spodni.
Ja: To problem, kamerki tu nie będzie. Chcesz, żeby mój mąż zobaczył, co ja tu wyprawiam.
Sięgnęłam po najcięższy argument. Mąż to mąż, zawsze się można zanim schować.
Feliks: To włącz ją kiedy męża nie będzie w domu.
Moja broń niestety zawiodła.
Ja: Wolę być twoją kobietą przez telefon niż przez kamerkę.
Feliks: A może się kiedyś spotkamy?
Ja: Czemu nie, przyjedź tu do mnie.
Feliks: Gdzie się spotkamy?
Czy ja wiem gdzie, ale do głowy mi przychodzi pewna myśl z książki.
Ja: Znajdę jakiś hotel.
Feliks: Przez cały dzień lub noc jesteś moja.
Pewnie, nic innego nie mam do roboty.
Ja: Całą noc nie, może godzinkę lub dwie.
Feliks: Trzy.
Ciekawe, kto zrobi obiad i wyjdzie z psem na spacer.
Ja: Dobrze, a czym mnie zaskoczysz.
Feliks: Pokażę ci jaki fajny jest seks analny.
O, kurczę. Prawie spadłam z krzesła z wrażenia. Jeszce trochę, a dostanę zawału i odwiozą mnie karetką na sygnale do najbliższego szpitala.
Ja: Ciekawe.
Feliks:  Wszystkie moje kobiety to lubiły.
Coś takiego. Na szczęście do jego kobiet nie należę.
Ja: A może by tak coś innego np. seks oralny.
Feliks:Też lubię.
Ja: Super, to kiedy się spotkamy?
O, rany już się znudziłam. Jak te call girls to wytrzymują. Ja zwyczajnie wysiadam. Chyba trzeba skończyć tę głupią gadkę.
Feliks: Najpierw pokaż się na kamerce.
Kurczę, ten znowu swoje. Ciekawe, co by powiedział jakby ujrzał ten mój stary sweter i spodnie.
Ja: Na razie póki co, nie mam kamerki. Muszę sobie kupić.
Jedyny ratunek brak kamerki.
Feliks: To nie ma o czym gadać. Zgłoś się do mnie jak będziesz miała. Pokażesz się i wtedy się spotkamy. No, to lecę, pa.
 Gość trochę nie logiczny. Przecież sam proponował spotkanie, ale w zasadzie dobrze, że rozmowa się skończyła. Prima Aprilis przeminął z wiatrem i chce mi się spać. Na dzisiaj mam dość udawania i rozmów na czacie.
Ja: Jak sobie kupię to ci dam znać, pa.
Mam nadzieję, że nikogo nie zgorszyłam tym śmiesznym tekstem. Śmiesznym dla mnie, bo takie puste gadki mnie śmieszą. Na prawdę nie lubię gadać o niczym i tracić czas, a jednak czasami  sobie żartuję, kłamię, udaję inną niż jestem w rzeczywistości. Dla mnie prima aprilis może trwać, a razem z nim facebook i moi znajomi.
P. S. Oczywiście wszystko zostało przeze mnie zmyślone, a może nie. Zdecydujcie sami.

Tag: Seks