czwartek, 30 czerwca 2016

Czy znasz siebie w 100 procentch?

Jakiś czas temu obejrzałam pewien film dokumentalny.
Myślę, że większość z Was już ten film widziała czyli nic nowego pod słońcem.
Jaki film? O czym?
Dlaczego zrobił na mnie duże wrażenie?
O tym za chwilę Wam opowiem.

































Zanim przejdę do treści filmu jedno małe wspomnienie.

Pojechałam kiedyś nad jezioro z ludźmi, którzy tak jak ja
ćwiczyli tai-chi.

Gdy znalazłam się na miejscu, byłam przerażona rozmiarem
pokoju. 
To nie był pokój. To była duża sala.
Wszyscy mieliśmy spać na tej sali, materac przy materacu.
W rogu jedna mała szafa.

Bezskutecznie próbowałam się przenieść w jakieś inne mniejsze
miejsce na terenie budynku, w którym byliśmy.
O przeniesieniu się do innego budynku nie było mowy.
Wokół czegoś takiego nie było.
Tylko cicha, miła wieś.

Byłam pewna, że wytrzymam góra dwa dni i zwieję do domu.
Tymczasem, przyzwyczaiłam się i zostałam.
Inna osoba uciekła.

Dlaczego to wspominam?

Film, który obejrzałam jest o warunkach, w jakich ludzie żyją.
Co się z nimi dzieje, gdy te warunki się zmieniają.

Ci dotychczas spokojni stają się agresywni.
Są tacy, którzy wpadają w histerię.
Nikt nie jest już taki sam.

O co chodzi i o kogo?
O grupę studentów w eksperymencie stanfordzkim.
O ludzi, którzy przed wejściem do eksperymentalnego 
więzienia śmiali się do siebie. 
Cieszyli się z łatwego i szybkiego zarobku.
Nie sądzili, że będzie trudno, że wyjdą stamtąd jako inne osoby.

Nie ma w tym nic niezwykłego.
Jedynie potwierdzenie tezy, że otoczenie ma nas duży wpływ.
Dostosowujemy się do wymagań danej roli, a może
pojawia się w nas nowa osobowość.

I tak stajemy się strażnikiem, ofiarą, katem.
W każdym razie kimś innym, dotychczas sobie nieznanym.

A czy jest możliwe mimo wszystko pozostać sobą?
Czy możemy nie ulec wpływowi środowiska?
I najważniejsze: kim naprawdę jesteśmy?

Te i inne pytania budzą we mnie ciekawość i wyobraźnię.
Już widzę siebie w roli okrutnego strażnika
lub buntującego się więźnia albo zwyczajnego,
co wszystko znosi ze spokojem.
Jest grzeczny i potulny.

Jaka bym była?
Czy miałabym odwagę poddać się eksperymentowi?

Teraz mówię nie, ale czy naprawdę?
Może jednak chciałabym poznać siebie z innej strony?

W każdym razie film polecam.

,,Cicha furia - stanfordzki eksperyment.,,

P. S. O samym eksperymencie wiele już napisano 
i dlatego nie podałam jego szczegółów.
Nie o to mi chodziło, a jedynie o wrażenia
po filmie i pytania.
Więcej znajdziecie m.in.tutaj
 


 
 


 

2 komentarze:

  1. Słyszałem już o tym filmie, ale nie widziałem. O samym eksperymencie też czytałem już dawno oddzielnie. Jako młody człowiek powiedziałem w wojsku otoczeniu - czyli fali swoje wyraźne NIE - i dostałem po dupie, że hej, bardzo mocno od życia. (Używam słów dosadnych i prawdziwych, ale przepraszam za wyrażenie. :) )
    Otoczenie ma znaczenie i wpływa na nas, a my możemy częściowo lub stopniowo wpływać na nie; wiele na pewno zależy od pewności siebie, inteligencji, możliwości w danej sytuacji, od pozycji, od wartości, jakie wyznajemy i od priorytetów, którymi się kierujemy.

    Stanowiska i funkcje strażnik//więzień są przykładami dość ,,ostrej'' sytuacji, dość krańcowej, gdzie mamy np. nie -2 i +2, tylko mamy -11 i +11. Dwa bardzo dalekie bieguny na huśtawce. To założenie nie do końca mi się podoba, nie fascynuje mnie, tzn. nie widzę tutaj specjalnie odkrywczego badania. Człowiek od zawsze (każdy) ma w sobie coś z bestii i oprawcy, a także z misjonarza i opiekuna. Okoliczności chwil i zajść są ważne, a także setki innych składowych. Osobiście wolałbym pochylić się nad takimi rozważaniami i eksperymentem, ale w formie bardziej stonowanej czyli owszem, sporo dramatyzmu, ale w sytuacji nie ekstremalnej, tylko delikatnej, a przynajmniej łagodniejszej; np. rozgrywka psychologiczna pomiędzy instruktorem i kobietą-uczestniczką treningu survivalowego.

    Znasz film G. I. Jane Ridleya Scotta?

    OdpowiedzUsuń
  2. Niestety tego filmu nie znam.
    Odkrywcze było to, że człowiek może tak bardzo utożsamić się z rolą,
    zapomnieć kim jest i jaka jest rzeczywistość.
    Sam profesor nagle przeistoczył się w naczelnika więzienia.
    Przestał dostrzegać krzywdę testowanych ludzi.
    To już nie byli dla niego studenci i eksperyment.
    Tylko więźniowie słusznie karani.
    Dopiero spostrzeżenie dziewczyny z zewnątrz ocuciło go i sprawiło, że przerwał eksperyment. Wreszcie dostrzegł, że dzieje się coś złego.

    OdpowiedzUsuń