poniedziałek, 4 lipca 2016

Listopadowe wiersze.

Dlaczego listopadowe, przecież jest lipiec?
Dlatego, że są smutne, a listopad z tym uczuciem mi się kojarzy.
A skąd smutek w lipcu?
Po pierwsze, smutek zawsze może się pojawić niezależnie od pory roku. 
Po drugie i najważniejsze, obejrzałam niewesoły film.
Jaki? Na końcu na pewno pojawi się tytuł albo wcześniej się domyślicie.



 Korytarz pusty.
Drzwi pozamykane.
Wszystko
dalekie i bliskie
gdzieś tam,
za murami.
Siedzę w bieli
ścian, kołdry,
łóżka i plastiku.
Jestem sama
ze swoimi uczuciami.
Jeszcze wierzę,
że powrót do świata
jest możliwy.
Przejdę przez to.
Słowa mi pomagają.
Tworzę je
na papierze,
oknie, na ścianach,
w powietrzu,
w głowie.
W końcu zasypiam
zmęczona.



Jaki jest mój czas?
Stoi czy płynie?
Pełznie jak wąż.
Za dzień, za dwa
za godzinę, za minutę,
za sekundę
zawiśnie mi na szyi.
Pociągnie mnie 
w mrok.
Stracę swój zwykły słuch
i wzrok.
Co zyskam?
Siebie jaką byłam
bez ciała,
bez pragnień,
bez słów.
Nie wiem,
co myśleć.
Zaczynam się bać.

Ból roztrzaskuje
mnie na pojedyncze atomy.
Wydaje się,
że wszystkie wyją.
I słowa giną.
Jestem już tylko krzyczącą
chwilą
rozciągniętą w czasie,
ciemną nieskończoną 
głębią rozpaczy.
Niech będzie koniec.
Mam dość.
Jęczę i płaczę.


 
 Przede mną droga
daleka 
i jeszcze nie odkryta.
Idę,
choć nie wiem jak.
Ciało przecież zostawiłam.
Porzuciłam lęk
i płacz.
Coś nowego się zaczyna.
Ty, który cierpisz
bo mnie nie ma,
nie przeklinaj.
Ja jestem
na drodze.
Wspinam się,
odchodzę
do krainy słów
i wiecznych bajek.

P.S. To były refleksje po filmie ,,Dowcip,,.
        Polecam tym, którzy lubią bardzo poważne tematy
        i mają dość odwagi, by zanurzyć się w ponurych uczuciach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz