wtorek, 5 lipca 2016

Zakochany pan Śmierć.

Było już poważnie, a teraz na wesoło o śmierci.
Można tak? Można. 
Spójrzcie na ilość filmów i książek traktujących temat z przymrużeniem oka.
Nie jest to więc nic nowego i odkrywczego, 
a jednak z pewnością inna opowieść filmowa.


Zdjęcie ze strony.  

Opowieść bardziej pasująca do lenistwa lipcowego 
niż moje poprzednie smutne wiersze.

Opowieść dla tych, którzy lubią sobie usiąść w głębokim
fotelu z torebką czipsów lub z czekoladą albo i z jednym i drugim.
( Uwaga może się to skończyć zbędnymi kilogramami lub
udławieniem się na śmierć z powodu nagłego ataku śmiechu).

Główni bohaterowie na zdjęciu,chociaż nie wszyscy.
Jest jeszcze jedna ważna postać: chorąży Zoltan.

Zacznijmy jednak od tych na zdjęciu.
Ten w seledynowej barwie swojego garnituru to pan Śmierć
i duch japońskiego piosenkarza z lat 50, Tomy Tani.
Ta obok niego to Liza, która w dniu swoich 30 urodzin
postanawia znaleźć swojego przyszłego męża.

Przez cały czas pojawiają się nowi chętni do ręki i ciała Lizy.
Zazdrosny Tomy dwoi się i troi, by pokrzyżować im plany.
Na każdego dmucha swoim śmiercionośnym oddechem.
Mężczyźni zainteresowani Lizą padają jak muchy.

Zadowolony Tomy skacze w rytm japońskiej muzyki pop.
Liza płacze, a chorąży Zolan z policji ją obserwuje.

Czy Liza morduje swoich niedoszłych kochanków?
Czy jest przeklętą wróżką z japońskiej bajki?
A co z uczuciami wobec niej samego Zoltana z pozoru
zimnego mężczyzny, który lubi fińską muzykę?
I co z samą Lizą? Czy ulegnie miłości Tomego Śmierci?

Jeśli jesteście naprawdę ciekawi, na pewno film obejrzycie.
Ci, którzy już widzieli, wiedzą jak się potoczyła ta historia.

A jakie są moje wrażenia?
Punkt ostatni i najważniejszy.

Miałabym wątpliwości polecając ten film jako super interesujący.
Dla mnie to taka bajka dla dorosłych, zabawna bajka.

Ciekawa z pewnością jest atmosfera opowieści.
Węgry z lat 70 i nie pasująca do tych czasów wizja 
alternatywnego McDonaldsa, który jest głównym miejscem
towarzyskich spotkań i randek bohaterki oraz japońskie tło
w postaci japońskiej bajki o przeklętych kobietach, napisów
i muzyki w tle. Dosyć oryginalne połączenie.
Jednak całość trochę płaska i nie do końca w moim stylu.

P.S. Jest to film węgierski ,,Liza, lisia wróżka,,.


 
 

 

 
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz