środa, 24 sierpnia 2016

Dobra zmiana?

Czy mieliście kiedykolwiek 
ochotę zmienić coś w oglądanym filmie?
Ja tak i właśnie w tym, o którym opowiem.
Dlaczego?
I czy ktoś dokonał wymarzonej przeze mnie zmiany,
a jeśli tak to, czy jest to dobra zmiana?


Było jak z tym drogami, to znaczy 
ja to sobie tak wyobrażam.
Najpierw była jedna droga,
a potem powstały następne.
Niby takie same, ale inne.

I film najpierw jeden.
Po jakimś czasie inny,
podobny, lecz nie identyczny.

Ten drugi poszedł w kierunku,
w jakim chciałam zmienić 
film numer jeden.
Nie miałam pojęcia, 
że już ktoś go zmienił.

Teraz w dodatku zamiast pojedynczego
filmu, mamy cały serial,
ale po kolei, od początku.

Wczoraj obejrzałam film
z klimatem, który zostawił
we mnie niedosyt.
Dlaczego?

Fabuła rozwinęła się nie tak
jakbym chciała i zamiast
podróży w czasie był człowiek
psychicznie chory.

Mimo wszystko do samego końca
wierzyłam bohaterowi.
Byłam pewna, że to o czym 
mówi jest prawdą.
Chciałam, żeby było prawdą.

Zdecydowanie wizja więzienia
w przyszłości i garstki ocalonych
po epidemii ludzi bardziej mi
odpowiadała niż obraz
bogatej wyobraźni 
chorego umysłu.

Jak się okazało, nie tylko
ja byłam tym rozczarowana.
Znalazł się ktoś, 
kto zrealizował pomysł z epidemią
i stworzył z tego serial.

Powinnam więc być zadowolona.
Tymczasem czuję niesmak.
I dlaczego?

Dawny klimat gdzieś znikł
i ma co się dziwić.
W końcu nowy film
jest o czymś innym,
chociaż bohaterowie,
ci sami, ale też nie do końca.

W poprzednim grany przez Bruce
Willisa James Cole jest
jakby bardziej rzeczywisty.
Obecny James bardziej sztuczny,
dostosowany do filmu
komercyjnego.

Zaletą tego nowego filmu
na pewno jest przejrzystość
fabuły. Od początku do końca
wiadomo o co chodzi.
O epidemię, 
która zniszczy świat.

James, przybysz z przyszłości
ma zmienić przeszłość
i stworzyć nową przyszłość,
taką bez epidemii.

Wiadomo, że w pierwszym
odcinku nie może mu się
udać coś takiego,
bo przecież nie jest to już
pojedynczy film, ale cały serial.

W wersji pierwotnej James
też walczy o epidemię
czyli nową lepszą wersję świata.
Ta wersja jednak jest bardziej
poplątana. Przez cały czas
przewija się w niej sen bohatera.

Sen o jakimś zabitym człowieku.
Na początku nie wiemy,
kim jest ten człowiek,
gdzie został zabity
przez kogo i dlaczego.

Sen jest kluczem do zrozumienia
filmu, ale nie tylko również
podobne, prawie takie same sceny
w różnych światach, 
tym z przeszłości i tym z przyszłości.

Oglądając film nie zwróciłam
na nie uwagi, cały czas sądząc,
że to co mówi bohater jest autentyczne.
Oczekując szczęśliwego zakończenia
jego misji ratowania świata.

Dopiero krótka refleksja
po filmie pozwoliła mi zrozumieć
jego prawdziwą i dobrze ukrytą
jak dla mnie treść.

Świat przyszłości jest światem
urojonym. Bohater nie na próżno
siedzi z drugim bohaterem
w szpitalu psychiatrycznym.
Nie na próżno u boku bohatera
pojawia się pani doktor z tego
właśnie psychiatryka.
I sen też nie jest pozbawiony sensu.

Wszystko mimo całej gmatwaniny
tworzy spójną, logiczną całość.
Pozostawia w widzu ślad.
Odróżnia się od innych filmów
tym, że mamy ochotę wrócić
do przedstawionego obrazu.

Tak więc moje narzekanie
na treść było nieuzasadnione.
Początkowe narzekanie,
gdy oglądałam i chciałam
przesunąć obraz na inną drogę,
jak się okazuje łatwiejszą,
pozbawioną kamieni
niedomówień,
konieczności myślenia.

Ten nowy film pozbawiony
jest tych kamieni.
Zamiast tego łatwa i słodka
fabuła. Dokładnie to,
czego mogą oczekiwać widzowie.
Modny temat o zagładzie świata
z powodu epidemii i bohaterze,
który ratuje świat, chociaż czy
uratuje jeszcze nie wiem.
Tylko się domyślam.

Sądzę, że tak, bo dla
mnie to kolejny typowy
film amerykański.
Ten pierwszy był jego
pierwowzorem jakże
innym jak często dzieci
różne od swoich rodziców.
Z wyglądu jedynie 
trochę podobne.

Dla mnie zmiana nie jest dobra,
chociaż nie do końca.
Ten drugi, serial jest mniej
wymagający od widza
i z pewnością nadaje się
na sobotni relaks.

Ten pierwszy już mniej,
jeśli jesteś widzem, który
lubi prostą, jasną rozrywkę.

Polecam oba filmy,
ale zacznijcie od pierwszego,
jeśli jeszcze go nie znacie.
Porównajcie sami te dwa
podobne i różne filmy.

Pierwszy film: ,,12 małp,, z roku 1995
w reżyserii Terry Gillama.
Drugi film: ,, 12 małp,, serial z 2015.
Twórcy: Travis Fickett, Terry Matalas.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz