piątek, 5 sierpnia 2016

Materialistyczne piekło?

Było już o piekle seksualnym.
Nadszedł czas na materialistyczne.

Tym razem nie opowiadanie
ale recenzja i refleksje
po pewnym filmie,
nie najnowszym, ale wartym obejrzenia.

Jaki to film?
Dlaczego skojarzył mi się z piekłem?
Co mnie w nim poruszyło?
I czy mi się spodobał?

Odpowiedzi za chwilę.


Nie jest to kadr z filmu, ale moja własna wersja piekła.
Niby nie ma się czego czepiać.
Zwykły wieżowiec, w którym nie jeden
z bezdomnych chciałby mieszkać.

Jednak ja wieżowców nie lubię,
ani ogrodzonych osiedli.
Sama mieszkam w bloku
i nie powiem, żeby mi się to podobało.
Ale nie o tym chciałam pisać.
Nie obawiajcie się narzekać nie będę.

Obraz bloku pojawił
się w związku z obejrzanym
przeze mnie filmem.
Ten z kolei skojarzył mi się z piekłem.

Nie wiem dlaczego inni recenzenci filmu
nie dostrzegli jednego szczegółu na początku.
Pan skacze pod pociąg,
a potem ni z tego, ni z owego pojawia
się w dziwnym miasteczku.

Dla mnie jest to jego następne życie.
Życie dla samobójców po śmierci.
Oczywiście możecie w tym momencie
ostro zaprotestować.
Nie ma czegoś takiego jak piekło
dla samobójców. W ogóle nie ma piekła.
Ok. Jednak na potrzeby literackie
załóżmy, że jest.

Reżyser Jens Lien i scenarzysta
Per Schreiner tak go sobie wyobraża.
Inaczej: ja odebrałam film jako wizję piekła.

Bohater rzuca się pod pociąg
i logicznym następstwem jego czynu
jest miasteczko, do którego trafia.

Całkiem fajne miasteczko.
Pozornie fajne.
Dostaje w nim dobrą pracę,
mieszkanie i kobietę.

Wszystko to jednak pozbawione 
jest radości. Nic go nie cieszy.

Panuje wszechobecna obojętność.
W miasteczku nie ma smutku,
złości, gniewu, szczęścia.
Nic. Jedynie uczuciowa pustka.
Materia jest najwyższym 
nieskończonym dobrem.

Być może z tego powodu jak
również pustynnych szarych klimatów
zaraz po przybyciu w to dziwne miejsce,
cała wizja chętnie jest porównywana 
do wyobrażeń Orwella.

Moim zdaniem nie jest to do końca
dobre porównanie.
Raczej szkodliwe dla odbiorców
czyli tych, co jeszcze nie widzieli.
Chcieliby zobaczyć, ale jak przeczytali 
o Orwellu to im się odechciało
albo w drugą stronę.
Nastawili się na Orwella, 
a tam go nie było.

Niestety te często stosowne
przez reklamujących, w tym
wypadku film, sztuczki 
bywają niebezpieczne.

Nie jest to świat Orwella.
Jedynie świat, w którym
niektórzy z nas nie chcieliby żyć,
a inni żyją i są na swój sposób
zadowoleni.

Jeszcze raz wrócę do wieżowca
na obrazku.
Co jest w nim złego?
Nic. Jedni w nim żyją i czują się dobrze.
Inni tak jak ja żyją, ale marzy im się inne miejsce.

Podobnie jest z Andreasem, bohaterem.
Nie podoba mu się ani praca,
ani kobieta, ani mieszkanie.

Gdy Hugon pokazuje mu 
kawałek innego świata
próbuje się do niego
bezskutecznie przedostać.

Dlaczego miasteczko kojarzy
mi się z piekłem?
Z powodu braku uczuć,
rzeczy i ludzi nie dających
żadnej radości.
Także z powodu nijakości
mieszkających tu ludzi.
Wydaje się jakby nic ich
nie obchodziło, nic nie poruszało.
Tacy zaklęci w sople lodu
przez królową śniegu.

Bohaterowi uczuć brakuje.
Jest nieszczęśliwy.
Ma wszystko i nic nie ma.

Poruszyła mnie zagadkowość filmu.
Nikt nam nie wyjaśnia, 
gdzie i dlaczego znalazł się bohater,
Piekło jest jedynie moją sugestią,
moją wyobraźnią.
Równie dobrze mogą mieć rację
skrytykowani przeze mnie wcześniej 
recenzenci i film nie jest relacją z piekła
ale obrazem ogłupionego społeczeństwa
na obraz i podobieństwo Orwella.

Reżyser niczego nam nie sugeruje.
Film jest wieloznaczny.
Od nas zależy jak go odbierzemy.

Na pewno pozostaje w pamięci na długo.
Zmusza do myślenia.
Dlatego mnie bardzo się spodobał.
Nie jest to kino łatwe i rozrywkowe,
ale ciekawe i to jest najważniejsze.

Polecam: ,,Kłopotliwy człowiek,, 
produkcji islandzko - norweskiej.


 






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz