poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Płaskie zegary i inne dziwolągi.

Są takie obrazy, przy których przychodzą
mi do głowy wierszowane refleksje.
Jakie obrazy?
Jakie refleksje?
Dziś się z Wami tym podzielę.

Obraz ze strony.

Jest taka kraina,
w której czas
odmierzają
płaskie zegary.
Ludzie przyszyci 
sznurkiem do maszyn
się uśmiechają.
Gdybyśmy się tam kochali,
oni by nas wytykali.
Miłości żadnej tam nie ma.
Przyjaźń nie istnieje.
Jest tylko fabryka tlenu
w miejscu, gdzie kiedyś 
rosły drzewa.
Zamiast zieleni
piach i ziemia.
Gdybyś tam mnie całował,
oni by ciebie powiesili
na jednym z płaskich zegarów.
Czasem istoty stamtąd
i do nas przenikają.
Wtedy po sobie zostawiają
ślady: bloki,
magazyny,
nowe ulice i autostrady
i kolor czarno-biały.
Czasem też swoje płaskie zegary.
Nie widzisz,
zobaczysz jak będziesz bardzo stary. 

Obraz ze strony.

Zjawiłam się tutaj
nie wiadomo skąd.
To był mój raj.
Myślałam,
dopóki się nie przekonałam.
Książki nie były zadrukowane.
Jeśli w nich była jakaś treść,
ja jej nie widziałam.
Krążyłam tunelami
nieszczęśliwa, aż nagle
ciebie spotkałam.
Zaprowadziłeś mnie
w kąt miedzy
książkami.
Tam mój niepokój,
moją złość z ciała
scałowałeś.
Ramionami zakryłeś
świat niedorzeczny.
Pieszczotami do rozkoszy
poprowadziłeś.
I stało się.
Książki się zapełniły.
Przypadek?
Nie, to było przeznaczenie.

Obraz ze strony.

Codziennie jeździł na swoim rowerze.
Niby nikt,
a jednak ktoś.
Obarczony dziwnym bagażem.
Odpowiedzialny za 
całą czasu wieżę.
Czy stworzył go przypadek?
Tak, mówili
matematycy.
Nie, twierdzili literaci.
A może on wcale nie istnieje?
Pytali ci niestali.
Za to ty się uśmiechałeś.
Nieważne kim jest,
co sądzisz o nim.
On wciąż jedzie.
Swoją jazdą nakręca świat.
Kiedyś stanie,
a wtedy razem z nim 
gwiazdy, planety.
Wszystko przez chwilę
odpocznie, a potem
on znów ruszy
i atomy znów będą tańczyć
swój taniec życia i śmierci.

Obraz ze strony.

Gdyby na drzewie rosły maliny,
usiadłbyś ze mną pod nimi
i wkładał każdą
do ust moich.
Ja pewnie bym się śmiała.
Potem bym z tobą się kochała
w soczystej zieleni
w cieniu malin.
Siedząc na twoich udach,
gwiazd rozkoszy bym sięgała.
W twoich słodkich wargach
słowo kocham sto razy 
odmienione świeciło by
jak słońce.
I co wtedy?
A co byłoby potem?
Wybuchła by moja wyobraźnia.

 P. S. Jak widać większość obrazów, to obrazy
         Jacka Yerki. Tylko jeden na samym początku
         Salvadora Dali. To takie obrazy uruchamiają
         moją wyobraźnię. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz