piątek, 26 sierpnia 2016

Słabość Stanisławy.

Poznaliście już lęki Eugenii.
Teraz czas na słabości Stanisławy,
jej koleżanki z blokowej ławki,
o ile można tak określić znajomość
opierającą się głównie na plotkach
przekazywanych przed blokiem na ławce.
Co jest słabością Stanisławy?
Co jej pragnieniem?
Za chwilę się dowiecie. 
Zdjęcie ze strony.

Stanisława najbardziej w całym swoim życiu
nie lubiła gotowania, chodzenia po sklepach,
nie tylko po zakupy oraz wydawania pieniędzy.

Dopóki żył mąż, musiała, czy chciała
czy nie chciała codziennie robić obiad,
śniadanie, kolację. W związku z tym
również chodzić po zakupy.

Gdy mąż zmarł mogła w pewnym
sensie odetchnąć z ulgą.
Już nie musiała dla nikogo gotować.

Jej syn dawno temu wyjechał do Holandii
i stamtąd często jej przysyłał pieniądze.
Nie była więc biedna.
Spokojnie mogłaby chodzić na obiady
do pobliskiej jadłodajni.
Jednak nie lubiła wydawać pieniędzy.

Na szczęście poznała Karolinę,
która lubiła gotować i miała swój
mały sklep spożywczy.

Na początku tylko plotkowały
albo w sklepie Karoliny albo w jej
domu pod nieobecność męża Karoliny,
który niestety nie przepadał za Stanisławą.

Może dlatego, że nie raz, nie dwa zwróciła
mu uwagę na nieodpowiednio dobraną koszulę,
palenie papierosów i picie piwa.

Zawsze wtedy wspominała swojego męża.
- Mój mąż nie palił i nie pił i nigdy by
nie założył pstrokatego krawata do czarnej
marynarki - mówiła jakby nic przy stole
zajadając się zupą pomidorową
akurat zrobioną przez Władysława, męża
Karoliny. Ten na to odpowiadał:
- A czy twój mąż umiał robić obiady?

I zaczynała się dyskusja niezbyt miła
dla obu stron. Jedno i drugie miało 
dużo do powiedzenia, całkiem zapominając 
o tym, że: siedzi w gościnie u krytykowanej osoby, 
jest przecież wspaniałym, serdecznym gospodarzem.

I dlatego w końcu Karolina przestała zapraszać
w gości Stanisławę, gdy w domu był jej mąż.
On nie życzył jej sobie przy swoim stole
i nie dla niej gotował obiad, jeśli już go gotował.

Poza tym obie panie nie mogły przy nim
plotkować, bo to też mu się nie podobało.
Z tego powodu Stanisława odwiedzała Karolinę,
gdy mąż był w pracy.

Karolina miała wówczas okazję, żeby sama
coś ugotować. Zazwyczaj, gdy był mąż
on gotował, bo podobnie jak Karolina
lubił gotować.

Stanisława często z tej przyczyny wzdychała.
Dlaczego w jednej rodzinie jest dwoje ludzi
lubiących gotowanie, a w drugiej ani jednej
osoby, która by to robiła z przyjemnością.
Tak, świat był niesprawiedliwy.

Czasem Karolina, dla której przygotowywanie
różnych potraw było łatwe i miłe, próbowała
nauczyć czegoś Stanisławy.

Ta wtedy nie chcąc robić przykrości koleżance
słuchała cierpliwie i powtarzała jej czynności.
Jedynie w umyśle biadoląc na swój los.
Nawet u koleżanki nie ma spokoju
ze znienawidzoną przez Stanisławę czynnością.

Stanisława często też biadoliła głośno
na swój los. Jaka ona biedna i tyle pieniędzy
wydaje na leki. Jedzenie i ubrania drogie.
Syn rzadko się odzywa itp. itd.

Karolina współczuła jej z całego serca,
bo nie znała dokładnie sytuacji Stanisławy.
Może gdyby mieszkała w tym samym bloku,
Eugenia uświadomiła by jej faktyczny 
stan finansów Stanisławy.
Wiadomo, ona zawsze wiedziała wszystko
o wszystkich, prawie wszystkich.

Stanisława cieszyła się, że jak dotąd
Eugenia nie poznała Karoliny
i chętnie korzystała z proponowanych
jej przez koleżankę przysług.

Ostatnią wspaniałą przysługą było jedzenie
ze sklepu Karoliny. Dokładnie to jedzenie,
które spokojnie można by było wyrzucić.
Zwiędnięte warzywa i owoce
oraz produkty zbliżające się 
do daty ważności lub tuż po tej dacie.

Dotychczas Karolina wykorzystywała 
je do swoich posiłków.
Teraz postanowiła podzielić się 
z biedną Stanisławą.

Odtąd Stanisława codziennie biegła
do sklepu Karoliny,
co nie uszło uwadze Eugenii.

- Dlaczego tam ciągle chodzisz?
Pytała, ale nie uzyskiwała odpowiedzi.

W końcu sama się wybrała, tam gdzie
zwykle chodziła Stanisława.

I stało się to, czego tak bardzo obawiała się
Stanisława. Eugenia poznała jej sekret.
Rezultatem była złość Eugenii.

Pewnego dnia wybrała się do sklepu
Karoliny zanim poszła tam Stanisława.
Spotkały się wkrótce na miejscu.

Karolina już miała podawać jedzenie
Stanisławie, gdy Eugenia się wtrąciła.
- Nie rozumiem dlaczego bierzesz
takie stare rzeczy jak stać cię na normalne,
świeże. Czyżby syn z Holandii już ci
pieniędzy nie wysłał?
Stanisława zamarła i Karolina też.

Jasne było, że to co powiedziała Eugenia
wszystko zmienia. Nigdy już nie będzie
tak jak było. Karolina już nie uwierzy
w żadne słowo Stanisławy i nigdy
więcej nie da jej darmowego jedzenia.

- Przepraszam 
Wybąkała wreszcie Stanisława.
- Nie gniewam się. To jedzenie i tak,
by się zepsuło, a ja nie zawsze mogę
wszystko zjeść. Pani też mogę coś dać.

Reakcja Karoliny zadziwiła obie
i Stanisławę i Eugenię.
Chociaż obie były wiernymi
katoliczkami, żadna jednak
nie rozumiała w pełni
słów: kochaj bliźniego swego
jak siebie samego.

Może dlatego, że nie kochały
tak naprawdę siebie.

W każdym razie wszystko
skończyło się dobrze.

Stanisława nadal chodziła
do Karoliny, 
chociaż już nie tak często.

Obie z Eugenią czasem
zabierały coś niepotrzebnego
ze sklepu, 
niepotrzebnego dla klientów.

Obie zaczęły zapraszać do siebie
Karolinę, jednak zazwyczaj nie na obiad,
bo ten Karolina lubiła robić u siebie
i wtedy to ona je zapraszała.

P.S. A może jednak Karolina zmieniła
       zdanie i przestała pomagać
       Stanisławie i Eugenii. Może, kiedyś
       w przyszłości powstanie cd. tej opowieści?














 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz