poniedziałek, 31 października 2016

Dziurawa pamięć.

Pamiętacie Weronikę, siostrzenicę Klementyny i jej dziwne zachowanie? 
Jeśli nie i chcecie sobie przypomnieć kliknijcie tutaj. Jeśli tak, pamiętacie 
albo nie chcecie sobie przypomnieć, od razu zapraszam Was do tej opowieści: ciąg dalszy tamtej historii, a jednocześnie całkiem niezależna fabuła.

Zdjęcie ze strony.

- Widziałaś ostatnio Klementynę?
Zapytała Eugenia Stanisławę, gdy spotkały się na zakupach na rynku. 
Obie kupowały ziemniaki na tym samym stoisku. Eugenia dlatego, że Stanisława kupowała, więc są chyba dobre. Stanisława, bo Eugenia była nimi zainteresowana, więc nadają się do jedzenia.

- Nie, a co?
Prawdę mówiąc Klementyna wcale Stanisławę nie obchodziła. 
Nigdy nic ciekawego nie miała do powiedzenia. Tylko płakała albo narzekała. Akurat takie towarzystwo Stanisławie nie było potrzebne.

- Podobno tak się martwi, że z domu nie wychodzi?
Oznajmiła Eugenia.

- Skąd wiesz?
- Spotkałam wczoraj Florentynę. Ona ją odwiedza.
- Jak zwykle Matka Teresa.

Stanisława fuknęła pogardliwie. Co zrobić, ale Florentyny wyjątkowo nie lubiła to znaczy zdarzało się czasem, gdy Florentyna zaprosiła ją na ciasto, że czuła do niej małą sympatię. Jednak zazwyczaj jej nie znosiła, bo Florentyna i o Eugenii i o niej, Stanisławie mówiła Moherki, a przecież Stanisława nie miała niczego z moheru. Poza tym nie była wcale fanatyczką kościelną. Lubiła tylko chodzić do kościoła i powtarzać słowa księdza, ale co w tym takiego złego.

- Słuchaj, Klementyna się martwi i boi.
Powiedziała Eugenia.
- Czego niby?
Zdziwiła się Stanisława.
- Weroniki, tej swojej siostrzenicy, że po szpitalu znów będzie u niej mieszkać.

- A co z matką nie chce mieszkać?
- Nie, podobno ojczyma nie lubi i chce wrócić do ciotki.
- Głupia by była, gdyby ją przyjęła. Nie dość jej szkód narobiła.
- Klementyna zawsze miała za duże serce.
- Co? Pozwoli jej wrócić?

Z oburzenia Stanisława prawie by zapomniała zabrać siatki
z ziemniakami. Na szczęście sprzedająca zaraz to zauważyła
i krzyknęła za nią, żeby się po nią wróciła.

W tym samym czasie Weronika patrzyła przez szczelnie zamknięte okno psychiatryka na skaczące po parapecie wróble.

Jak bardzo by chciała być teraz wróblem. Unieść się wysoko w powietrzu i uciec. Wyobrażanie sobie, że jest wróblem przynosiło jej ulgę, choć tylko chwilową. 
Zawsze przychodził taki czas, kiedy wyobraźnia się męczyła i musiała wrócić
do rzeczywistości. Do szpitala tu i teraz. Czasem inni zwyczajnie wkraczali butami w jej marzenia. Może nawet nie czasem. Tutaj bardzo często. Czasem było tam poza szpitalem i jakby w innej rzeczywistości.

Na przykład teraz na salę wkroczyła pielęgniarka Ala i z przyklejonym na ustach uśmiechem pytała jak się czują. Żadna nie odpowiedziała.

Basia, ta pod ścianą leżała odwrócona do ściany. Miała depresję. 
Próbowała się zabić.

Druga, na przeciwko Weroniki, Zuzia była na obserwacji podobnie jak Weronika 
z powodu swojego dziwnego zachowania. Podejrzewali u niej schizofrenię 
i szpikowali ją psychotropami.

Weronice na razie dawali tylko jakieś środki uspakajające, bo bardzo jej się 
po nich chciało spać, a dotychczas ze snem miała duże kłopoty.

Na pytanie pielęgniarki Zuzia schowała się pod kołdrę.
Trzecia, Gabrysia zakryła się czasopismem, które przyniosła jej matka. 
Udawała, że jest zajęta czytaniem.

Nic dziwnego, że wzrok pielęgniarki zatrzymał się na dłużej na Weronice. 
Jedynej w sali, która się nie chowała.

- Jak się czujesz Weroniko?
Spytała.
Dobrze. Kiedy stąd wyjdę?
Weronika stale to powtarzała., a pielęgniarka zawsze tak samo odpowiadała.
- Na pewno niedługo lekarka wszystko ci powie.

Wiadomo było jednak, że lekarka nic nie powie, poza stałym zwrotem 
,,Jesteś na obserwacji. Jeszcze nie znamy przyczyny ani twojej choroby,, 
czyli dopóki nie będzie pewna, co jest Weronice nie będzie nic mówić, 
a jeśli nawet będzie już pewna też nie wiadomo, co powie.

Pierwsza dziura.

Pamięć Weroniki przypominała ser żółty z dziurami. 
Mimo wszelkich poczynionych przez nią starań, nadal nie znała swojego dzieciństwa. Nic z tego czasu nie pamiętała. Wydawało się jakby urodziła się 
już w wieku 12 lat.

Pamiętała jak wstydziła się swojego zbyt dużego w porównaniu z innymi dziewczynami biustu. Doceniła go dopiero, gdy poznała Marka.

Było to w czasie jej pierwszych wagarów.
Uciekła ze znienawidzonej lekcji wf i następnej matematyki, ale na pozostałe mniej okropne lekcje też nie wróciła.

Marka spotkała w pobliskiej kawiarni, do której uciekła ze szkoły.
Postawił jej lody i ciastka i kawę.
Słuchał jej jak nikt w życiu i chociaż miał aż 40 lat bardzo jej się podobał, 
a może właśnie dlatego, że był w tym wieku, co nieznany i brakujący jej ojciec.

Po cukierni poszli do niego.
Od początku wiedziała o co mu chodzi i uległa. Chciała spróbować czegoś nowego. I spróbowała. Nie żałowała.

Rozebrał i pieścił ją powoli. Wszedł w nią, gdy była gotowa.
Tylko trochę bolało. Poza tym czuła jedynie przyjemność.
Podniecające dreszcze ciała i skurcze rozkoszy.

Gdyby ktoś ją wtedy zapytał jak było powiedziała by bosko.
Po krótkiej przerwie powtórzyli i teraz on był bardziej gwałtowny, a jej spazmy ekstazy jeszcze większe. 

Te pierwsze dwa razy z nim obudziło w niej dotąd nieznane pragnienia. 
Dla tych pragnień spotykała się z nim regularnie. On dawał jej nie tylko fizyczne przyjemności, ale również materialne, pieniądze. Mogła sobie kupić co chciała
i mogła uciekać ze szkoły, z domu do jego mieszkania.
Czuła się spełniona i szczęśliwa.

Coś się jednak stało. Kiedy i co nie wiedziała.
W pewnym momencie otworzyła rano oczy i już wiedziała, że jest starsza, 
a Marka nie ma. Gdzie jest i dlaczego odszedł?

Nikt nie umiał jej tego powiedzieć. W jego mieszkaniu byli nowi lokatorzy, 
którzy nic o nim nie słyszeli.

Pierwsza dziura w pamięci po tej z dzieciństwa trwała około trzech lat. 
Gdy Weronika wróciła do swojej świadomości miała 16 lat i szła do liceum.
Jej matka wychodziła po raz drugi za mąż, za jej obecnego ojczyma Piotra.

Druga dziura

Przez jakiś czas był spokój. Tyle tylko, że nie lubiła ojczyma.
Denerwował ją jego zwyczaj wysiadywania przed telewizorem, czekania 
aż matka przyniesie mu obiad. Jego poranne krzyki ,, gdzie moje skarpetki,, 
też ją złościły. To, że matka latała jakby była jego służącą albo niewolnicą. 
Sprzątała, gotowała, prasowała, a w nocy uprawiała z nim seks jakby nigdy się nie męczyła.

Może Weronika zwyczajnie jej tego seksu zazdrościła. Pewnie też tęskniła 
do czasów, gdy matka była tylko dla niej, tylko do jej dyspozycji. 
Teraz niestety musiała się z nią dzielić i to z kim, przygłupim facetem, bo w to, 
że Piotr jest mądry bardzo wątpiła. Te wszystkie jego pogardliwe odzywki 
do matki ,,pani magister,,. Ten ton z jakim zwracał się do Weroniki.

I jeszcze sposób w jaki siadał na kanapie, rozpinał spodnie przy jedzeniu, otwierał kolejne piwo i zapalał papierosa.
Nic, po prostu go nie znosiła.

Mimo to jakoś było dobrze.
Dopiero parę miesięcy po ślubie matki Weronikę zaczęła boleć głowa. 
Raz straciła przytomność. To znaczy tak jej się wydawało. Gdy obudziła się rano był już inny, późniejszy czas w jej życiu, a matka kłóciła się z Piotrem w kuchni. Kłóciła się o nią. Piotr chciał ją odesłać do technikum  w innym mieście. Chciał, żeby Weronika mieszkała w internacie, bo w domu już z nią nie mógł wytrzymać. 

Matka ją broniła. Coś mówiła o wizycie prywatnej u jakiegoś dobrego psychiatry, który na pewno rozwiąże ten problem. Jaki problem? Tego się Weronika 
nie dowiedziała. Nie miała odwagi porozmawiać z matką. Zresztą ona chyba
też nie chciała z nią rozmawiać.

W każdym razie Weronika zdecydowała, że sama usunie się na jakiś czas z oczu matki i ojczyma, zamieszka u ciotki, ale matce powie, że jest w internacie, 
żeby ta do niej nie dzwoniła. 

Zrobiła tak jak postanowiła. Wyniosła się z domu.

Następne dziury.

Myślała, że u ciotki Klementyny wszystko się ułoży, że się naprawi, zacznie 
od początku. Ogólnie będzie lepiej. Liczyła na to i się przeliczyła.

W jej pamięci pojawiły się następne dziury. W dodatku ciotka nie chciała jej powiedzieć, co się działo, wtedy w czasie tych dziur. Na pewno nie było to nic dobrego, bo ciotka często płakała. Miała sińce z niewyspania pod oczami. 
Była roztargniona. Często zamyślona, a potem jeszcze miała złamaną rękę 
i kaftan ortopedyczny na szyi. To ostanie, gdy ją odwiedziła wraz z matką Weroniki w szpitalu.

Nie wiele z sobą mówiły. Weronika czuła, że coś się zmieniło i to bardzo jakby między nią, a ukochaną ciotką nagle wyrosła niewidzialna bariera. Dlaczego?

Matka nic nie mówiła. Jedynie o błahych nieistotnych sprawach i o swoim mężu. Klementyna wzdychała i miała łzy w kącikach oczu. Matka twierdziła, że to przez Zygmunta. Mieli się pobrać, ale on znów gdzieś odszedł. Weronika wiedziała, 
że chodzi nie tylko o niego. Na pewno chodzi o nią, o Weronikę.

W nocy coś się jej przydarzyło. Słyszała, że krzyczy, ale dlaczego?
Rano była związana pasami i jak wszyscy agresywni pacjenci leżała w izolatce. Podobno zaatakowała Zuzię tę na przeciwko. Nieźle ją poturbowała, prawie udusiła zanim pielęgniarki ją odciągnęły.

To wydarzenie przelało czarę goryczy. Dlatego kilka dni później przyjęła propozycję Florentyny, która ją odwiedziła. Zgodziła się poddać regresji hipnotycznej w domu Florentyny. Regresja miała się odbyć w czasie krótkiej jednodniowej przepustki Weroniki. Miała ją prowadzić znajoma Florentyny 
z mężem.


P. S. Opowiadanie mi się nieoczekiwanie rozrosło i dlatego postanowiłam   podzielić je na dwie części. Myślę, że lepiej będzie Wam się czytało po krótkiej przerwie niż jednym ciurkiem jednego dnia.

Napiszcie, jeśli nie lubicie takiej formy czyli opowiadań w częściach, to następnym razem postaram się treść skrócić i umieścić wszystko w jednej części.
Na razie na część drugą czyli na zakończenie tej historii musicie poczekać.
 
  

 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz