poniedziałek, 10 października 2016

Nawiedzone miejsce.

Czy w zwykłym bloku mogą
być nawiedzone miejsca?
Nawiedzone przez upierdliwe
duchy czyli takie, 
które nie dają się przegonić?

Jeśli tak, to komu dokuczają
i dlaczego?

Zdjęcie ze strony.

Był ciepły październikowy dzień.
Niezwykle ciepły jak na październik.

Eugenia i Stanisława skorzystały
z okazji, żeby usiąść 
na ławce i poplotkować.

- Widziałaś tą nową z 4 klatki?
Zapytała Eugenia głównie
po to, żeby za chwilę pochwalić
się swoją wiedzą.
- Nie, jaką nową?

Eugenia się uśmiechnęła.
Znów jej się udało powiedzieć
coś, czego Stanisława nie wiedziała.

- W tym mieszkaniu po Melanii.
-  A tym pustym, co go rodzina
nie chciała?

- Ładna, młoda, miła.
Już dawno Eugenia 
o nikim tak dobrze nie mówiła.

Jasne było, że nowa lokatorka
bardzo jej się spodobała.

- Pracuje w markecie,
tym koło nas.
Dodała jakby chciała,
żeby Stanisława poszła
z nią tam i przy okazji
zakupów poznała sąsiadkę.

- Ja to już muszę iść,
obiad robić.
Westchnęła Stanisława.

Lepiej było iść do domu
niż do marketu z Eugenią.

Znów by jej patrzyła na ręce
i komentowała wszystko,
co dotknie i na co spojrzy.
,,To weź, tamtego nie dotykaj,,.
I tak dalej i tak dalej.

- Ale nie powiedziałam
ci najważniejszego,
ona siedzi w dyrekcji,
nie na kasie.

Ta wiadomość sprawiła,
że wstająca z miejsca
Stanisława znów na nie
opadła. Teraz naprawdę
była ciekawa nowej lokatorki.

Tymczasem nowa meblowała
swoje mieszkanie.
Cieszyła się, że udało się
je kupić po przystępnej,
bardzo dobrej cenie.

W zasadzie cena nie pasowała
do zadbanego dwupokojowego
mieszkania.

Paulina była przekonana,
że wprowadza się do jakieś
rudery, którą trzeba będzie
zaraz szybko remontować,
a tu proszę taka niespodzianka.

Nawet meble zostawili,
chociaż stare i nie w jej stylu.
Dlaczego rodzina ich nie wzięła?
To dopiero zagadka. 

Pośrednik coś mówił 
o duchach, ale nie
potraktowała tego poważnie.

Na pewno haczyk
tkwił gdzie indziej
i  był dość prozaiczny 
np. mrówki faraona
albo wypaczone okna
albo złośliwi sąsiedzi.

To ostatnie było 
najbardziej prawdopodobne.

Paulina zdążyła już poznać
jedną, ciekawską babę.

Na szczęście potrafiła
sobie z takimi radzić.
Zresztą z każdym potrafiła.

W końcu nie na próżno
została szefem działu
marketingowego
w pobliskim markecie.

Właśnie pobliskim.
To było najważniejsze:
miejsce pracy koło domu.

Rano nie musi się spieszyć.
Nie traci czasu w autobusach
i na przystankach, nawet
w sklepach, bo wszystkie
zakupy robi w czasie przerwy
w pracy.

Paulina była bardzo zadowolona,
prawie szczęśliwa.
Prawie bo do szczęścia brakowało
jej jeszcze odpowiedniego
mężczyzny. Jednak i to 
na pewno się znajdzie.

Na razie w myślach
projektowała swoje mieszkanie
i ustawiała te meble, 
które już miała.

Bartek kolega z pracy
razem z drugim, Romkiem
wynosili na śmieci
zbyteczne przedmioty
po dawnej lokatorce.

Zostało tylko łóżko
i stół z krzesłami.
Tylko dlatego, że na ich
miejsce Paulina 
jeszcze niczego nie miała.

Na łóżku położyła sobie
swoją pościel, 
więc jakby było nowe.
W każdym razie do przyjazdu
nowego musi wystarczyć.

Paulina nie miała
dużych wymagań.
Dobrze wiedziała, 
że nie zmieni od razu wszystkiego
i że przez jakiś czas musi
wytrzymać z tym, co jest. 

Po całym dniu krzątania
się tu i tam
i układania swoich rzeczy
zmęczona położyła się spać
już o dziewiątej wieczorem.

W nocy odwiedziła ją Iza,
jej dawna przyjaciółka.

Sześć lat minęło,
odkąd popełniła samobójstwo
z powodu Kamila,
swojego chłopaka,
pośrednio również z powodu
Pauliny, bo to ona przecież
jej tego chłopaka odbiła.

Do tej pory tkwiło
to w niej jak zadra.
Tylko dzięki studiom
pozbierała się jakoś
i dzięki pracy.

Iza jak gdyby
nic usiadła jej na łóżku.

- Śpisz? - zapytała.
- A ja nie mogę spać.
Ręce mnie bolą.

Pokazała.
Na obu rękach 
przy nadgarstkach wiły się
czerwono sine blizny.
Paskudne, jak żywe węże
albo gorzej jak pijawki.

Jeszcze trochę, 
a skoczą na Paulinę.
Czuła jak serce podchodzi
jej do gardła i z trudem
zmusiła się, żeby nie patrzeć.

Tyle tylko, że nie było
na co patrzeć.
Cała Iza była straszna.
Blada i podobna do mumii
a może do ożywionego 
jakimś cudem manekina
z lady sklepowej.

Miała taką bladą,
prześwitującą cerę,
upiornie fioletowe usta,
wklęsłe policzki
i jeszcze ta sukienka
biała jak do ślubu
z falbanką przy biuście
i stopach, trochę jak szlafrok,
a trochę jak całun żałobny.

Paulina próbowała
skupić wzrok na kołdrze
i nie widzieć przyjaciółki.

Nie dało się.
Iza była jak magnes.
Przyciągała cały czas jej spojrzenie
coraz bardziej wystraszone.

- Dlaczego ja nie mogę spać?
Biadoliła.
- I dlaczego nikt mnie nie dostrzega.
Ludzie patrzą na mnie jak na ścianę.
Rozumiem, że on, ale rodzice.
Dlaczego?

Paulina chciała i nie mogła
nic powiedzieć.
Całe jej wygadanie 
gdzieś znikło.

- Nie wiem.
Zdołała tylko wyjąkać.

Czy miała powiedzieć Izie,
że jest duchem, że nie żyje.

- Pomożesz mi?
Zapytała Iza.
- Postaram się.
Paulina czuła jak
jej policzek muska 
lodowate powietrze
jakby wiatr.

To Iza pochyliła
się, żeby ją pocałować
tak jak dawniej, 
gdy była jeszcze żywa.

- Obiecujesz?
- Tak.

Właściwe, magiczne słowa.
Po nich Izy już nie było.
Paulina znów mogła
spokojnie spać.

Rano obudziła się
zmęczona.
Po raz pierwszy od wielu
lat. I po raz pierwszy
Paulina nie miała ochoty
iść do pracy.

Mogła oczywiście
wykorzystać swoje kontakty
i wziąć sobie parę dni wolnego.
Jednak w ostatniej chwili
zrezygnowała.

To wspomnienie snu
sprawiło, że postanowiła
pójść i pracować.

Praca pomoże jej zapomnieć.
Swoją drogą to był
bardzo realistyczny sen,
zbyt realistyczny.

Praca rzeczywiście pomogła.
Nie tylko praca.
Przede wszystkim Maciej,
jej kolega ze studiów.

Pojawił się w markecie.
Był jednym z dostawców towaru.

Zobaczyli się.
Postanowili spotkać.
Po kawie i kilku głębszych
zaprosił ją do siebie.

Wylądowali w jego łóżku.
Pieścił ją delikatnie
rękami i językiem, całą.

Ich ciała doskonale 
do siebie pasowały.
To odkrycie oszołomiło
Paulinę jeszcze bardziej
niż alkohol.

Zapomniała o wszystkim.
Zatraciła się w przyjemności.
Do domu wróciła po 23.

Tym razem była przyjemnie
zmęczona. Położyła się
i szybko zasnęła.

Obudziło ją uczucie zimna.
Jakby ktoś otworzył okno
i wpuścił do środka lodowaty wiatr.

Iza znów przy niej siedziała.
- Dlaczego ja nie mogę spać.
Płakała. Tylko jej łzy
były jak narysowane,
sfilmowane, słowem
nieprawdziwe.

- Ja też nie mogę,
bo przychodzisz 
i zawracasz mi głowę.
Krzyknęła Paulina.

Miejsce strachu zajęła złość
na Izę, ale niestety zaraz
potem ból w okolicy serca
i żołądka jakby Iza uderzyła
ją łokciem za brak współczucia.

- Jesteś taka jak oni.
Obiecałaś pomóc 
i nie pomagasz.
- Bo nie potrafię. 

Poza tym jestem zmęczona.
- Jasne, obrotami w łóżku.
- Co ty gadasz?

- Gówno. Najpierw zdradziłaś mnie,
a teraz Kamila.
Iza już nie była miła.

Bardziej przypominała
rozgniewaną wiedźmę
niż dawną, biedną przyjaciółkę.

- Kamil sam odszedł.
Znalazł sobie inną.

Próbowała tłumaczyć się
Paulina. Bez skutku.
Iza była zła.

Resztę nocy Paulina
spędziła zawieszona
na żyrandolu.

Jakim cudem Iza
ją tam powiesiła?
Jak to się stało,
że Paulina nie spadła
razem z żyrandolem
na łóżko? I jak wróciła
z powrotem?

Tego Paulina nie wiedziała.
Nie miała nawet siły
się nad tym zastanawiać.
Taka była połamana 
i wykończona.

Nie poszła do pracy.
Cały dzień przeleżała w łóżku.

Tej nocy Iza znów się pojawiła.
Nadal wrzała 
w niej złość na Paulinę.
Dlatego zamknęła ją w szafie.


Chociaż Paulina
obudziła się w swoim łóżku,
czuła się jak rozjechany
robak. Do pracy wcale się
nie nadawała.

Jak tak dalej pójdzie straci
dobre zajęcie i przez co,
przez sny, koszmary
jak te z ulicy Wiązów,
horroru, który kiedyś był
jej ulubionym filmem.

Paulina wiedziała,
że musi szybko wziąć się w garść
i jednocześnie, że nie potrafi
tego zrobić.

Na szczęście zadzwonił Maciej.
Już za nią tęsknił
i chciał, by do niego przyszła.

To była jej jedyna szansa 
ucieczki przed koszmarem.

Tym razem kochali się gwałtownie
jakby za chwilę świat miał runąć
Oparta o ścianę Paulina
oddawała się Maciejowi
jak suka w rui.

Maciej wbijał się w nią
jak ostry nóż.
Nóż spragniony jedynie seksu
nie miłości, a jednak
ulżyło. Kamień w postaci Izy
spadł Paulinie z serca.

Zlana potem nie miała
dość siły, by wrócić do domu
i wtedy wreszcie zasnęła,
a Iza do niej nie przyszła.

Paulina pamiętała ten dzień.
Obudziła się rano
wypoczęta i z mocnym
postanowieniem, 
że już nie wróci do domu.

Maciej nie miał nic przeciwko, 
żeby u niego przez jakiś czas 
zamieszkała.


Rozpadało się, więc Eugenia
zaprosiła Stanisławę na plotki
do siebie. Zazwyczaj tak robiła,
gdy pogoda nie sprzyjała 
ich siedzeniu na ławce.


- Mieszkanie Melanii znów puste.
Westchnęła Eugenia między jednym
kęsem a drugim ciasta 
przyniesionego przez Stanisławę.

- Co ty powiesz?
Prawie się udławiła ze zdziwienia Stanisława.

- Coś tam jest nie tak.
Melania mówiła, że duchy,
ale wtedy myślałam, 
że ma nie po kolei w głowie.
Teraz sama nie wiem.
- Coś takiego.

Stanisława powoli przeżuwała ciasto
razem z dziwną odpowiedzią Eugenii.
Czyżby ona naprawdę czegoś 
nie wiedziała?

P. S. Jak potoczą się dalsze 
losy Pauliny? Czy duch Izy
odzyska spokój?
To już w innej historii. 













 
 













 


















2 komentarze: