wtorek, 6 grudnia 2016

Niesmaczna krew.

Dziś zaczynam coś nowego. 
Jeszcze nie próbowałam pisać w ten sposób. 
W jaki?
Za chwilę sami zobaczycie i ocenicie.

Zdjęcie ze strony.




Miejsce akcji: Inny świat. Kraina, do której wędrują zmarli. Jej kształt, kolory i znajdujący się w niej ludzie lub istoty zależy od świadomości i wyobraźni zmarłej osoby.

Bohaterowie: Angelina - wampirzyca około 30 lat.
                       Augusto - wampir, wiek podobny.
                       Filip - zwyczajny duch. Mężczyzna 40 letni.
                       Miś - duch pluszowego misia. Wiek nieznany.

Czas: Nieokreślony.

Dialog 1

Kamienica czteropiętrowa. Wokół opustoszała ulica pogrążona w mroku. 
Jeden blok i parę wieżowców w oddali. Na razie nic więcej nie widzimy. 
Wchodzimy do środka kamienicy, do piwnicy.

Panuje ciemność. Po chwili rozjaśnia ją światło zawieszonej pod sufitem gołej żarówki. Dzwoni budzik. Augusto i Angelina powoli się poruszają. Jedno w swoim łóżku-trumnie, drugie w swoim. Oprócz łóżek-trumien stoją tu jeszcze dwa wiklinowe fotele. Pod ścianą rząd niepotrzebnych nikomu materaców gimnastycznych. Jeden fotel ze starym, dziurawym, brązowym pokryciem z materiału podobnego do skóry. Mały okrągły stolik przy fotelu. Reszta pomieszczenia ginie w ciemności. Światło żarówki tam nie dociera. Sufit wysoko. Przy żarówce zwisają pajęczyny. Kurz pokrywa stary fotel i stolik. 
Innych mebli nie widzimy.

Angelina przeciąga się i ziewa. Podnosi się i kładzie z powrotem. Wyraźnie nie może wstać z łóżka. Augusto już wstał. Ćwiczy przysiady w białej koszulce bez rękawów i czarnych krótkich spodenkach. Włosy Augusto są czarne i długie. Kręcą się w dodatku. Angelina za to włosy ostrzyżone ma na jeża tak krótkiego, że w zasadzie jest łysa.

Augusto: Wstawaj. Już północ. Czas na łowy.
Angelina: Jakie tam łowy. Tu nic nie ma do złowienia.
Augusto: Jest nowy. Wprowadził się do bloku.
Angelina: Skąd wiesz?
Augusto: Słyszałem od dozorcy.
Angelina: Powiedział ci?
Augusto: Sam do siebie mówił. Ja słuchałem.
Angelina: Pewnie był pijany.
Augusto: Nie był. Nie wyczułem alkoholu.
Angelina: Nie wyczułeś, jasne. Masz przecież nos zapchany.
Augusto: To było przedwczoraj. Dzisiaj nie mam. Zresztą spójrz jak ćwiczę.

Angelinie nie chce się patrzeć. Nadal jest zbyt zmęczona i niewyspana. Za późno ostatnio kładzie się spać. Wszystko przez te łowy. Polują z Augustem na innych w okolicy. Na ludzi, istoty z innych światów, zwierzęta. Niestety kończy się zwykle tak samo.

Ludzie, istoty, zwierzęta uciekają albo mają niesmaczną krew. Angelina spokojnie mogłaby jej smak porównać do przypalonej zupy mlecznej, którą musiała jeść w dzieciństwie.

Augusto robi pompki. W krótkich chwilach przerwy odzywa się do Angeliny.

Augusto: Dozorca bada krew każdego nowego przybysza. Boi się chyba, że mu ktoś tu zarazę przyniesie. Stąd wiem, że ten nowy ma grupę AB Rh(-).
Angelina: I co z tego?
Augusto: Jak co? To przecież najrzadziej spotykana grupa krwi wśród ludzi. Na pewno warto jej spróbować.
Angelina: Oby nie było tak jak z Sierotką.

Sierotka jest duchem małej dziewczynki, który już stąd odszedł. Gdzie odszedł? Tego nikt nie wie poza nią. Jak czas nadejdzie Augusto i Angelina też odejdą. Wtedy może się dowiedzą, dokąd poszła Sierotka. Jej krew po przybyciu tutaj też określił dozorca. Mówił, że jest rzadka i wspaniała, a okazało się, że jest równie wstrętna jak pozostałe.

Augusto: Nie będzie. Zobaczysz jak wreszcie otworzysz oczy.

Augusto podchodzi do Angeliny. Zrzuca z niej czarną kołdrę. Angelina krzyczy ze złości i chłodu. Ubrana jest w koszulę nocną do kostek w ulubionym czarnym kolorze.

Augusto: Dość tego wylegiwania się wstawaj.
Angelina: Zaraz, zaraz. Co się pali?
Augusto: Pali się. Nowy człowiek przybył. 

Angelina w końcu się ubiera w wyciągnięty z szafy, która wyłania się z ciemności, gdy podchodzi do niej Angelina, sweter czarny i czarne spodnie od dresu. Augusto z tej samej szafy wyciąga czarną marynarkę, czarne, eleganckie spodnie i buty lakierki oraz białą koszulę i czarny krawat. 

Wychodzą oboje z piwnicy.


Dialog 2

W obskurnym bloku na czwartym piętrze tuż pod dachem. Pokój. Na łóżku siedzi Filip. Obok na szafce nocnej pali się mała brązowa lampka. Reszta pokoju tonie w mroku. Filip mówi sam do siebie.

Filip: Skąd się tutaj wziąłem? Nic nie pamiętam. Tylko Malinę jak mi napisała na czacie na facebooku, że nie przyjedzie. Dlaczego nie przyjedzie? Tyle pytań i żadnej odpowiedzi.

Filip wzdycha. Z mroku wyłania się szafa. Duża trzydrzwiowa w stylu lat 60 tych XX wieku pomalowana na jasny brąz. Z szafy dochodzi dźwięk poruszającej się nieznanej istoty. Może człowieka. Nie, to nie człowiek. Środkowe drzwi się otwierają i wychodzi z nich mały pluszowy niebieski miś. Jego kolor jest tu jedynym ożywczym kolorem, ponieważ ubranie Filipa podobnie jak meble jest brązowe. Dokładnie w różnych odcieniach brązowego.

Brązowe dżinsy, wyciągnięty stary sweter w nieco jaśniejszej odmianie brązu, jaśniejsza od swetra i spodni brązowa chustka z cienkiego materiału na szyi. Na nogach brązowe adidasy ciemniejsze od spodni i jaśniejsze nieco od butów skarpetki. Jakby kolor stawał się bardziej jasny im dalej był od podłogi. Ta oczywiście też jest brązowa z płytek PCV. W pokoju podobnie jak w piwnicy jest dość chłodno. Jego rozmiaru z powodu mroku tu panującego poza wąskim kręgiem światła od lampki nocnej nie daje się określić. Może jest duży, a może mały lub średni.

Miś przeciąga się i mówi do Filipa.

Miś: Przyszedłeś tu jak wszyscy po śmierci.

Do Filipa jakby jego słowa nie docierały albo nie chce, żeby dotarły. Kręci jedynie głową w jedną i drugą stronę. Nadal mówi do siebie.

Filip: Jakaś mucha tu brzęczy. Spać nie daje, a zawsze miałem taki dobry sen.
Miś: To było na Ziemi. Tutaj jest inaczej.

Filip znów kręci głową.

Filip: Słyszę głos, a nikogo nie widzę. Jestem chory? Siedzę w szpitalu i mam halucynacje?
Miś: Zdrowy jesteś. Nie siedzisz w szpitalu. Nie masz halucynacji.
Jak my wszyscy jesteś w świecie po życiu.

Filip wreszcie dostrzega Misia. Miś siedzi teraz na dużym starym fotelu pokrytym brązowym kocem.

Filip: Ty do mnie mówisz?

W głosie Filipa słychać zdziwienie.

Miś: A widzisz tu kogoś innego?
Filip: Nie.
Miś: Zostaję więc ja. Zawsze ja. Tylu już było lokatorów tego pokoju. Wszyscy odeszli. Tylko ja tu wciąż tkwię. Za jakie grzechy? Co ja takiego zrobiłem, że muszę tu tkwić, że muszę spać w szafie i gadać z idiotami?
Filip: (z gniewem): Uważaj, co mówisz. Nie jestem idiotą.
Miś: Tak. Każdy, kto tu przychodzi i mieszka nie jest. Są jedynie mądrale po studiach z niewykorzystanym potencjałem twórczym, biznesmeni wpatrzeni w swój telefon, nawet jeśli on już nie działa, narkomani, alkoholicy i zwyczajne lenie, co do końca życia nie zrobiły nic godnego uwagi. Mam wymieniać dalej?
Filip: (nadal oburzony) Dość.

Filip: (do siebie) Jak to możliwe, żeby zabawki gadały. Jednak coś ze mną nie tak.
Miś: Bardzo nie tak. Jesteś już duchem. Zresztą ja też.
Filip: Niemożliwe. Nie wierzę ci.
Miś: Nie musisz. Włącz sobie telewizor. Sam się przekonasz.
Filip: Telewizor?

Z mroku wyłania się wymieniony przez Misia przedmiot. Stary w stylu lat 60 tych jasno-brązowy z dużymi brązowymi gałkami.

Miś: Jakbyś nie wiedział ta pierwsza służy do włączania.

Filip przekręca gałkę w prawo. Ekran jaśnieje. Po chwili widać już sylwetkę jego Filipa. On jest teraz głównym aktorem. Przedstawienie się zaczyna. Filip widzi siebie w łazience jak napuszcza gorącą wodę do wanny. Rozbiera się. Nagi wchodzi do wody powoli, by się nie oparzyć.Ta woda to prawdziwy wrzątek. Dlatego dodaje jeszcze trochę zimnej zanim w końcu się zanurza cały. Woda sięga mu do szyi. Z półki obok Filip bierze żyletkę i podcina sobie żyły. Z obu rąk krew spływa do wody.

Obraz ciemnieje. Znika.

Filip: (krzyczy) Co dalej? Co dalej? 
Miś: Uspokój się. Dalej będzie jak już będziesz gotowy na dalej. Na razie dostałeś podstawowe informacje na temat swojej śmierci.

Filip kuli się na łóżku. Szlocha głośno. Miś siada obok jakby chciał go jakoś pocieszyć.

Miś: Nie płacz, bo mnie serce boli.
Filip: Akurat ty masz serce.
Miś: To, że jestem zabawką nie znaczy, że nie mam serca. Wszystkie zabawki mają. Na Ziemi jedynie udają martwe. Nie oddychają. Nie ruszają się. Dopiero, gdy dzieci zasypiają, zaczynają się ruszać.
Filip: O boże, boże. Gdzie ja jestem? I za co? Dlaczego?
Miś: Lepiej nie pytaj.
Filip: Dlaczego?
Miś: Odpowiedzi czasem są gorsze od pytań.

Jeszcze jedna zagadka. Filip nie ma jednak dość czasu, by się nad nią zastanowić. Przez otwierające się nagle okno wlatują dwa nietoperze. Stają na podłodze i zamieniają się w Augusto i Angelinę.

Miś: (wystraszony krzyczy) Wampiry.
Augusto: Mógłbyś być bardziej miły Misiu. Witamy.

Ostanie słowo skierowane jest do Filipa.

Augusto: Przyszliśmy tutaj, żeby cię poznać nowy sąsiedzie i służyć radą.
Filip: Jaką radą?
Augusto: Jesteś nowy. Nie wiesz jak się tu poruszać. Na przykład jak zmieniać ubranie albo jak się odświeżyć, żeby wyglądać jak człowiek cywilizowany, a nie jak jakiś brudas i dzikus.

Filip odwraca się. Szuka Misia, ale jego już nie ma. Znów zamknął się w szafie.

Angelina: Jesteś piękny sąsiedzie.

Podchodzi bliżej. Filip chce się odsunąć. Nie może. Oczy Angeliny sprawiają, że stoi jak wryty. Tonie w ich czarnym bezdennym blasku bez źrenic. A może źrenice są. Tylko ich nie widzi. Świat się zapada. Filip już by upadł, gdyby nie ramiona Angeliny, które go obejmują. Przytulają. Z jej ust wyciągają się na zewnątrz długie zęby drapieżnika. Te zęby przecinają skórę na szyi Filipa. Robią w niej dwie małe dziurki, z których krew spływa prosto do ust Angeliny. Po drugiej stronie szyi przyczepia się zębami Augusto.

Jeden haust, drugi i oboje odskakują jak rażeni prądem. Krew wypluwają na podłogę. Wymiotują krwią. 

Angelina: Cholera. Znów to samo. Takie wstrętne obrzydlistwo jak przypalona zupa mleczna mojej mamy.
Augusto: Żeby to była zupa, ale to jest gorsze. Zwyczajne gówno.
Rety muszę zaraz się napić, bo zwariuję.
Angelina: Ja też.

Oboje zamieniają się w nietoperze i odlatują przez otwierające się okno.

Miś wychodzi z szafy. Z szuflady na dole szafy wyjmuje bandaż nieco już sfatygowany. Postrzępiony. Niezbyt czysty. Polewa go nieznaną bliżej miksturą też wyjętą z szuflady. Tak przygotowany okład zawiązuje mocno na szyi Filipa.
Filip się budzi z transu.

Filip: Co to jest?

Pokazuje na bandaż, który ma na szyi zamiast swojej zwykłej chustki.

Miś: Okład. Dzięki niemu rany się zagoją. Krwi przybędzie. Odnowisz się.  Znów będziesz jak żywy to jest nowo zmarły.
Filip: Co mi się stało?
Miś: Pogryzły cię. Na szczęście okazałeś się niesmaczny. Już cię nie będą niepokoić.
Filip: Kto mnie pogryzł?
Miś: Co ty pamięć straciłeś razem z krwią? Wampiry nas odwiedziły.
Filip: A tak. Coś sobie przypominam jak krzyczałeś, a potem ona...
Miś: Rety chyba się w niej nie zakochałeś?
Filip: Taka piękna.

Miś wzdycha. Rozumie, że Filip zbyt długo gapił się w oczy Angelinie. One go zaczarowały. Trzeba trochę czasu, żeby czar minął. Miś ziewa. Cała ta sytuacja go zmęczyła. Jest już po 2 nad ranem według jego zegarka, bo tutaj i tak panuje inny, własny czas.

Miś kładzie się spać. Filip też zasypia. Zmęczony, poturbowany i słaby.


P. S. Tyle na razie. Dialogi znajdą się w nowym dziale tak właśnie nazwanym. Na pewno oprócz Filipa, Misia, wampirów pojawią się też inni bohaterowie. Inne miejsca. Inne przygody.
Dajcie znać proszę, czy lubicie takie historie.
 


 




 








2 komentarze:

  1. raczej robię sobie większą odskocznię od sieci - czytania i pisania - ale na bloga będę czasem zaglądał. Czasem. :)

    Pomysł na tekst zaskakujący.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję. Mam nadzieję, że częściej będę zaskakiwać, a Ty częściej będziesz zaglądać:)

    OdpowiedzUsuń