wtorek, 10 stycznia 2017

Niespodziewane uczucia.

Do kamiennicy,w której mieszkają Augusto i Angelina,
wprowadza się nowa lokatorka ze służącym androidem oraz psem.
Czegoś chcą, ale czego? Czy dostają, to co chcieli?

Zdjęcie stąd.


Miejsce: Świat po śmierci.
Czas: Nieokreślony.
Bohaterowie: Aurelia - wiedźma,  Bolelut- czarodziej, Roksan - android, Ula - zwykła dziewczyna ze sklepu, Czaruś - pies.

Dialog 1.

Miejsce: Pokój obserwacyjny Aurelii. Okna zasłonięte bordowymi kotarami. Cała reszta: okrągły stolik w kącie, łóżko Aurelii w drugim koncie, taboret przy drzwiach, drzwi, ściany, podłoga, posłanie psa przy wejściu jest pozbawiona kolorów jakby kolorystyka wnętrza nie mogła się zdecydować, jaka naprawdę ma być. Podobnie dzieje się z ubraniem Aurelii: swetrem i spodniami oraz ubraniem siedzącego na taborecie przy drzwiach Roksana, androida i barwą sierści psa Czarusia.

Dla Aurelii nieważny jest kolor. Jej ściśle logiczny umysł skupia się na poszczególnych zadaniach i celach. Jeszcze ich wszystkich nie znamy. Jedynie ten pierwszy: czujność i obserwacja otoczenia.

W szafie Aurelii leży kilka lunet i lornetek. Przez jedną z nich patrzy na ulicę. Widzi wybiegającego z kamiennicy Filipa. Wcześniej słyszała wymianę zdań między nim a wampirem Augusto. Podsłuchiwała ich przez specjalną tubę zwaną słuchownikiem. Wie, że Filip coś przyniósł Angelinie, ale Augusto mu zabrał. Owo coś bardzo ucieszyło Augusta. Słyszała jak się śmiał. Kilka minut temu wysłała nanoroboty, mrówki, żeby dowiedzieć się czegoś więcej. Teraz nadeszła kolej na Roksana.

Aurelia ( odwraca się w stronę androida ): - Pójdziesz zbadać tę sytuację.
Roksan ( dziwi się ): - Jaką sytuację?
Aurelia ( wzdycha i mówi do siebie ): - Niby mądry, a wszystko mu trzeba tłumaczyć jak krowie na pastwisku.

Aurelia ( głośno do Roksana ): - Będziesz obserwować tego, co tu był, aż do odwołania.
Roksan: A kto tu był, bo nie zauważyłem, żeby ktoś do nas przychodził?
Aurelia ( wzdycha jeszcze głośniej ): Nie u nas, ale u wampirów.
Roksan: A nas co to obchodzi?

Aurelia: ( klnie pod nosem i mówi do siebie ): Chyba trzeba będzie go wymienić. Za dużo pytań zadaje, a miał tylko służyć. Jak wrócę na Ziemię pójdę do sklepu z reklamacją.

Aurelia ( do Roksana ): Ciebie nic nie obchodzi. Tylko mnie. Rozkazuję Ci iść obserwować sąsiada, a tu masz jego zdjęcie.

Zdjęcie, które Aurelia pokazuje Roksanowi, jest nieostre. Filip akurat odwrócił się w stronę kamiennicy jakby chciał wrócić. W końcu jednak nie wrócił.

Roksan przygląda się. Zapamiętuje. Oddaje zdjęcie Aurelii.

Roksan ( woła psa ): Chodź Czaruś. 

Dialog 2.

Miejsce: Przystanek autobusowy naprzeciwko bloku, w którym mieszka Filip.

Roksan zastanawia się, czy to jego myśli ściągnęły tu ten przystanek. Jeszcze wczoraj go nie było.

Ciekawe czy android może swoją świadomością też wpływać na ten świat - myśli głośno Roksan. - I dlaczego tutaj inaczej wyglądam?

Roksan nie przypomina sobie, żeby przed wyjściem coś na siebie zakładał. Ubrania nigdy nie były i nie są mu potrzebne. Nie odczuwa zimna tak jak człowiek, a jednak widzi, że zamiast dresu, w którym chodzi po domu, ma kurtkę granatową, granatowe dżinsy i buty już nie granatowe ale czarne za kostkę, na szyi szalik biały i na głowie białą czapkę z pomponem.

Roksan przez chwilę się sobie przygląda w przezroczystej szybie przystanku. Oprócz ubrania zaskakują go kolory, których nie doświadcza w pobliżu Aurelii odkąd tu przybyli. Przy niej jak Czaruś i przedmioty traci wszelkie barwy. 

Teraz patrzy na psa. Odkrywa na nim czarną, piękną sierść jakby dopiero, co umytą i wyszczotkowaną. Sierść skręca się w cudne loki i nadaje psu większej powagi. Teraz to już nie Czaruś ale lord Czaruś. Jamnik długowłosy skundlony z jakąś bliżej nieznaną rasą.

Tuli się do jego nóg. Jest mu zimno. Dlatego Roksan bierze go na kolana, gdy w końcu siada na ławce. Mógłby stać, bo nie męczy się tak jak ludzie, ale dla Czarusia woli usiąść. Rozpina kurtkę i chowa go w niej.

Niezbyt odpowiednia pogoda na spacer dla psa - zauważa głośno Roksan. 

Wokół nadal panuje zima. Wszędzie dużo śniegu. Po ulicy przejeżdżają duże odśnieżające maszyny. Roksanowi to nie przeszkadza, ale też nie jest tym zachwycony. Wygląd ulicy pozostaje dla niego obojętny i chyba dlatego nic się nie zmienia.

Roksan już sięga po noktowizory specjalne lornetki na podczerwień, żeby obserwować Filipa, gdy pojawia się ona. Z pozoru całkiem zwyczajna piegowata dziewczyna z rudymi włosami. My już wiemy, że ma na imię Ula. Roksan jeszcze nie.

Ula ( pyta Roksana ): Odjechało już 55?
Roksan ( mierzy ją wzrokiem od stóp do głów, zauważa jej urodę ): Nie wiem. Jestem tu od niedawna i też czekam.
Ula ( z nadzieją ): To może coś przyjedzie.
Roksan: Pamiętam jak kiedyś czekałem na autobus cały dzień, zanim się zorientowałem, że przystanek przeniesiony.

Ula ( niezbyt ciekawa ): Aha.
Roksan ( ciągnie jednak dalej ): A kiedyś pojechałem w odwrotnym kierunku. Dopiero na krańcówce się zorientowałem, że jadę w złą stronę. 
Ula ( wyjmuje z kieszeni smartfona, przedmiot dotąd tu niespotykany ):Aha.

Roksan ( do siebie ): Ładna, ale chyba głupia. Jeśli na to nie zareaguje przestanę z nią rozmawiać.

Roksan: Wtedy to się działo. Ktoś zabił faceta na siedzeniu obok mnie. Ja byłem jednym z podejrzanych, aż dziwne, że mnie nie zatrzymali i na tę krańcówkę dojechałem.

Ula się śmieje, ale nadal trzyma w ręku telefon.

Roksan ( się cieszy, że udało mu się choć na chwilę przyciągnąć uwagę dziewczyny ): Pytali się mnie czy czegoś nie zauważyłem. Ja, że nic. Facet cały czas siedział sobie pochylony jakby spał, zmęczony po pracy. Nawet mi do głowy nie przyszło, że coś mu się stało. Było jak wtedy, gdy jechałem pociągiem do Zakopanego. Coś szarpnęło i koniec podróży. Pociąg stanął, a po chwili wszyscy już wiedzieli, że babka rzuciła się na tory i zostały po niej tylko pojedyncze kawałki.

Ula ( o dziwo włożyła telefon do kieszeni i zaczęła słuchać ): Ale ma pan szczęście do trupów.
Roksan ( uśmiecha się, pokazując swoje równe, białe zęby ): Jak ktoś w kostnicy pracuje to tak ma.
Ula: Pan w kostnicy pracuje?!
Roksan: Pracowałem na Ziemi. Teraz tutaj jeszcze jestem bez przydziału.
Ula: A ja tu obok w Aniołku.

Ula wskazuje na pobliskie światła supermarketu, który moglibyśmy porównać do ziemskiej biedronki. Wygląda podobnie z czerwonym znaczkiem. Tylko zamiast biedronki świeci się na nim aniołek z uśmiechem.

Roksan: Dobrze wiedzieć. Kiedyś panią odwiedzę jak mi się chleb skończy.

Ula ( się uśmiecha ): Zapraszam. Nie tylko na chleb. Mamy też dobrą czekoladę mleczną całkiem tanią.

Roksan ( mówi do siebie ): Ludzie wszystko mają. Czekoladę, dentystów, pieczone kurczaki, lekarzy, krematoria i inne takie, a czym się androidy mogą pochwalić, siecią ogólnodostępnej ładowalni energii?

Roksan: Och, lubię czekoladę, zwłaszcza białą i do tego rudowłose dziewczyny z piegami.

Ula ( rumieni się ): Mój chłopak też.

Roksan ( do siebie ): A to ci dopiero. Ma chłopaka. Mogłem się spodziewać. Ładne dziewczyny nie chodzą same. Tylko z pracy i do pracy, chociaż chłopak chyba powinien tu na nią czekać.

Roksan: Dlaczego po panią nie przyszedł?
Ula: Przecież o pierwszej to on śpi. Do pracy idzie rano.

Roksan ( wzdycha ): I jeszcze praca. Kolejny wynalazek dobrych ludzi. Idą, wracają. Są wolni, a my musimy harować dla nich od rana do nocy bez odpoczynku.

Ula: Chyba powinien już być. Tyle czekamy.
Roksan ( wyrwany z zamyślenia ): Co?
Ula: Mówię o autobusie. Dziwne, że tyle czasu go nie ma.
Roksan: Spieszy się pani do niego, tak? Jak już pani dojedzie to wskoczy mu do łóżka. Rozbudzi zimnymi stópkami, a potem ...

Roksan celowo się zatrzymuje. Od niej chce ciągu dalszego.

Ula ( rzuca mu srogie spojrzenie ): Pan tu chyba dziewczyny podrywa.
Roksan ( śmieje się ): E, też czekam na autobus. Wcześniej zanim pani przyszła bardzo się spieszyłem. Teraz patrzę na panią i już mi wszystko jedno. Przyjedzie, nie przyjedzie. Jak nie przyjedzie to panią bliżej poznam.

Ula: Akurat, ja idę na pieszo. Do widzenia.
Roksan ( pędzi za oddalającą się nagle dziewczyną ): Niech pani poczeka. Idę z panią. 
Ula: Wcale nie chcę. Poza tym idę w innym kierunku.
Roksan: Skąd pani wie w jakim ja idę kierunku?
Ula: Wiem, bo ja pójdę w innym.
Roksan: Dobrze. Niech pani idzie. Ja tylko pani potowarzyszę z moim psem Czarusiem.

Roksan wyjmuje z kurtki schowanego tam psa i stawia go na drodze. Czaruś od razu zaczyna się trząść z zimna i skomleć.
Ula ( pochyla się nad nim ): Biedny piesek. Pan z tobą wyszedł na taki mróz.

Głaszcze Czarusia i pies przestaje skomleć.
Roksan: A mnie pani też pogłaszcze. Mnie jak Czarusiowi zimno i jak on chciałbym się do kogoś przytulić.
Ula ( ze złością ): Pan to jest zwykłym przystankowym podrywaczem.

Znów się odwraca i odchodzi. Roksan jednak nie rezygnuje. Bierze na ręce znów skomlącego psa. Chowa go pod kurtką. Idzie za dziewczyną, chociaż miał przecież obserwować Filipa aż do odwołania.

Są jednak pewne sprawy, które pozwalają mu być sobą i wyrwać się spod kontroli Aurelii. Tak już został zaprogramowany przez czarodzieja Boleluta, o czym Aurelia nie wie.

Dialog 3.

Miejsce: Duży dom czarodzieja Boleluta. Jego gabinet. Przyszedł tu, bo nie mógł spać. Teraz patrzy przez lustro na Aurelię.

Bolelut ( mówi do siebie ): Może być. Kobieta jak kobieta. Cycki duże, dupa też, więc, czego chcieć więcej, na pewno nie rozumu. Najpierw z nią pogadam. Potem ją tu ściągnę. Przyjdzie chętnie, bo i tak chciała przyjść. Reszta? Zobaczymy.

Bolelut sięga po smartfona. W tym świecie te telefony pojawiły się dzięki niemu. Nie będzie dziś tracił czasu na telepatię, jeśli ma lepszy środek komunikacji w ogóle niewymagający skupienia. Z lustra dowiedział się już jaki numer wystukać w telefonie. Teraz się łączy. Jeden sygnał, drugi, trzeci, czwarty. Wreszcie jest.

Aurelia: Słucham?
Bolelut: Cześć piękna. Co robisz?
Aurelia: Kto mówi?
Bolelut: Nie bądź śmieszna i nie udawaj, że nie wiesz.
Aurelia: Nie wiem.

Bolelut ( wzdycha ): Kiepska z ciebie wiedźma jak nie wiesz.
Aurelia ( zdenerwowana ): Kim pan jest?
Bolelut ( śmieje się ): Zgadnij. Może ci się uda.
Aurelia ( zła ): Nie mam ochoty zgadywać albo się pan przedstawia albo odkładam słuchawkę.
Bolelut: Lubię jak się wściekasz. Zanim położysz słuchawkę, coś ci powiem. Kolor istnieje nie tylko w wyobraźni.
Aurelia ( nadal bardzo zła ): Co, co?!

Bolelut wie, gdzie można ugryźć każdego. Z lustra wyczytał niezbędne informacje o Aurelii czyli jej teorię koloru. Brzmi ona tak: Kolor nie istnieje. To, co dostrzegamy jest iluzją doskonałą prawdziwego światła, którego tu na Ziemi nie ma. Światło kryje się w nieznanym świecie, a Ziemia jedynie nieudolnie naśladuje ten świat. 

Bolelut po reakcji Aurelii widzi, że dobrze zaatakował. Prędzej czy później ona przyjdzie do niego i będzie się łasić jak każda suka.

Bolelut: Teraz jeszcze raz kochana. Kim jestem? Wiesz czy odkładasz słuchawkę?
Aurelia ( czuje narastającą w niej ciekawość ): Chyba wiem.
Bolelut: Masz 2 minuty na odpowiedź.
Aurelia ( mówi do siebie): Kurczę, kim on jest? Zaraz, był zdaje się taki, który sprzeciwiał się moim teoriom i jej skutecznie niszczył. Niemożliwe! Czyżbym tak od razu trafiła na wskazanego mi przez Julię Boleluta czarodzieja?

Aurelia ( postanawia zaryzykować i podać imię czarodzieja ): Bolelut.
Bolelut ( klaszcze ): Świetnie. Wiedziałem, że sobie dasz radę. Co by była z ciebie za wiedźma jak byś rady nie dała.
Aurelia ( cały czas zła ): Nie jestem wiedźmą.
Bolelut: A kim, czarownicą, a może zawodowym zabójcą, co?
Aurelia ( mówi do siebie ): Skąd on tyle wie? Czyżby naprawdę posiadał jakieś zdolności magiczne tak jak mówiła Julia? Jeśli tak to po mnie. Muszę się wycofać. Wyjadę gdzieś jak już wrócę na Ziemię. Julia nigdy mnie nie odnajdzie.

Bolelut ( jakby czytał w jej myślach ): Odnajdzie słodziutka, odnajdzie. Ona też z tych wiedźmowatych. Tyle, że o tym wie w odróżnieniu od ciebie.
Aurelia ( przerażona ): Od początku nie chciałam tego zlecenia. Ona mnie zauroczyła swoimi zielonymi oczami.
Bolelut ( śmieje się ): Zauważyłaś ich kolor?

Aurelia ( zła i przerażona ): To iluzja. Nic więcej.
Bolelut: A chciałabyś tu ze mną zbadać iluzję?
Aurelia: Chyba mi się garnek przypala. Muszę kończyć.
Bolelut ( cały czas się śmieje ): Wiem, wiem garnek. Teraz mnie słuchaj uważnie. Daje Ci godzinę do namysłu. Jak się zdecydujesz przyjść i pogadać, zadzwoń. Masz godzinę. Jak się nie zdecydujesz, stracisz albo zyskasz. Zobaczysz. W każdym razie po tej godzinie już tu do mnie nie wejdziesz. Nigdy więcej mnie nie usłyszysz ani nie zobaczysz. Zrozumiałaś skarbie?
Aurelia ( czuje rosnącą w niej złość ): Nie łudź się. Nie przyjdę.

Aurelia kończy połączenie. Wściekła rzuca talerzem o ścianę.Potem rzuca się na poduszkę. Przedmioty materializują się na żądanie i pozostają takie, jakich chce jej świadomość.

Bolelut w swoim gabinecie się śmieje i głośno myśli: Głupia gąska. Nawet nie wie, że jest wiedźmą. Jakby chciała mogłaby mnie załatwić jednym słowem. Ona jednak nigdy nie zechce. Przyjdzie tu i będzie moja całkowicie, a Julia poszuka sobie innego zabójcy. Biedactwo. Najgorsze są te, co nie potrafią puścić faceta, co im się wydaje, że mogą rządzić. Może innymi tak, ale nie mną. Jeszcze się taka nie urodziła, co by mną rządziła i się nie urodzi. Nie pozwolę.

Dialog 4.  

Miejsce: Ulica, tramwaj, lunapark. Wszystko w podanej kolejności.

Roksan i Ula idą ulicą. Mijają zanurzone w mroku domy i sklepy oraz nieliczne latarnie. Docierają wreszcie do kolejnego przystanku. Tym razem podwójnego, zarówno autobusowego jak tramwajowego. Tramwaj pojawia się chwilę później. Czerwony i super nowoczesny. Oboje wsiadają. W tramwaju oprócz nich nikogo nie ma.

Roksan ( głośno myśli ): Ciekawe czy autor sztuki ,,Tramwaj zwany pożądaniem,,  jechał takim tramwajem. Jak znam ludzi, to sobie wszystko zmyślił. 

Ula nadal unika jego wzroku. Siada trochę dalej. Roksan musi ją cały czas obserwować, żeby nie uciekła mu sprzed nosa.

Roksan ( cały czas myśli ): Po co mi ona? Jej uroda przeminie. Głupota zostanie. Są inne. A jednak... Sam już nie wiem, dlaczego nie dam rady odejść.

Ula ( też myśli głośno ): Kiedy on się odczepi? Że też musiałam go spotkać. Teraz będzie się za mną wlókł do samego końca. Czy uda mi się uciec?

Tramwaj zatrzymuje się na chwilę i wtedy Ula próbuje z niego wyskoczyć. Na próżno. Drzwi się nie chcą otworzyć, a Roksan jest już przy niej.

Roksan ( błagalnym tonem ): Proszę wytrzymaj ze mną jeszcze 10 minut.
Ula ( prycha jak zły pies ): Po co?
Roksan: Bo dziś jest ostatni dzień mojego życia tutaj.
Ula ( śmieje się ): Akurat uwierzę.
Roksan: Nie musisz. Tylko posiedź ze mną przez 10 minut. Nieważne gdzie. Nawet na śniegu.
Ula: Żebym sobie tyłek odmroziła.
Roksan: To tutaj proszę.
Ula ( znów się śmieje ): Nieźle wymyśliłeś. Masz wyobraźnię. Dlatego zgoda, posiedzę.

Roksan ( mówi do siebie ): Za to ty wcale nie masz. Jak zresztą każdy człowiek.

Roksan: Znasz sztukę ,, Tramwaj zwany pożądaniem,,?
Ula: Nie, a co?

Roksan ( do siebie ): Spodziewałem się takiej odpowiedzi. Zauroczyła mnie dziewczyna z nosem w smartfonie, co niczego nie czyta i nie ogląda, bo po co.

Nagle coś za oknem przyciąga jego uwagę.

Roksan: Wysiadamy. Kanary, a ja biletu nie skasowałem. 
Ula: Nie, co ty. Gdzie? I tutaj? Przecież to nie Ziemia.

Roksan pokazuje jej ręką dwóch mężczyzn na przystanku, do którego się zbliżają. Obaj są w czarnych długich płaszczach z postawionymi kołnierzami i kapeluszami zsuniętymi na oczy dodatkowo zakryte ciemnymi okularami. 

Ula patrzy. Przeszywa ją całą uczucie strachu. Już wie, że Roksan ma rację. Tramwaj zatrzymuje się. Oni szybko z niego wysiadają.
Mężczyźni za to wsiadają.  Jeden jednymi drzwiami, drugi innymi.

Roksan ( wzdycha z ulgą ): Udało się.
Ula ( też się cieszy ): Dzięki tobie. Bystry jesteś.

Roksan ( do siebie ): Trudno, żeby android nie był bystry. Tylko ludzie mogą wolno myśleć. Nic nie widzą. Nic nie słyszą.

Kilka kroków dalej trafiają na powieszony na drzewie plakat reklamujący nowo-otwarty lunapark. Ula podchodzi bliżej. Czyta uważnie.

Ula: Wiesz, że w tym lunaparku jest chłopiec o pseudonimie Zaczarowany ołówek.
Roksan ( do siebie ): Była kiedyś taka bajka dla dzieci, ale wątpię, żeby ona ją znała. Nie ten rocznik.

Roksan: Ciekawe. Pokaż.

Podchodzi bliżej, co dla niego jest okazją do powąchania jej włosów. Czuje zachwycający zapach ananasów. Już wie, że teraz jeszcze bardziej się pogrążył. Uwielbia ananasy i ją też zaczyna uwielbiać.

Roksan ( czyta głośno, jednocześnie wdychając zapach Uli ): Tylko tutaj spotkacie magicznego chłopca, który dla Was narysuje wszystko i wszystko, co narysuje się zmaterializuje. Zapraszamy przez cały dzień i noc do Zaczarowanego ołówka.

Roksan ( do siebie ): Ciekawe jak narysuje radość, szczęście, zdrowie i tego typu ludzkie abstrakcje.

Ula: Chodźmy. Tu jest wejście.

Rzeczywiście, obok duża żelazna brama. Prowadzi do dużego, dobrze oświetlonego parku. Jeszcze przez chwilę oboje stoją na krawędzi dwóch światów: mrocznego cichego i pulsującego kolorami jak choinka bardzo głośnego. Potem Aurelia przekracza granicę. Tuż za nią Roksan z Czarusiem. Wrażenie takie jakby od razu zanurzyli się w głębokiej wodzie. Zapiera dech w piersiach. Uszy tracą słuch od rozbrzmiewającego wokół hałasu.

Roksan ( do siebie ): Tylko ludzie potrafią stworzyć szkodliwe dla siebie miejsca i w nich żyć normalnie.

Ula po raz pierwszy chwyta go za rękę. Pokazuje mu pobliski żółty namiot i ludzi stojących przed nim w kolejce. Duży napis głosi: Tylko tutaj spotkasz niezwykłego Zaczarowanego Ołówka. Tylko tu dostaniesz wszystko czego pragniesz. On ci to narysuje.

Powiedzmy - krzywi się Roksan. Jest taki hałas, że spokojnie może myśleć na głos bez obawy, że dziewczyna obok go usłyszy.

Ula: Ojej, za dużo ludzi. Zanim się dostaniemy, noc się skończy.
Roksan: Kochaś się obudzi i zobaczy, że nie ma dziewczyny i co powie, że go zdradza z innym. Cha, cha.
Ula: Z czego się śmiejesz. To wcale nie jest śmieszne.

Znów się na niego oburza i odwraca.

Roksan: Coś mi się przypomniało. No, nie gniewaj się. Znajdę sposób, żebyśmy weszli bez kolejki.

Kręci się wokół niej jak pajac. Robi miny. Chce ją rozbawić. Ula z trudem utrzymuje poważną minę.

Ula ( w końcu się śmieje ): Dobrze zgoda jak coś wymyślisz.

Roksan: To ci dopiero. Co ja mam wymyślić? Już wiem.

Roksan zbliża się do Uli. Szepce jej do ucha, co ma robić.
Ula zgadza się na jego plan. Zgodnie z nim pozwala wziąć się na ręce. W tym celu Czaruś musi zmienić miejsce swojego spania i przenieść się do kurtki dziewczyny. Ula z przyjemnością chłonie jego ciepło i dotyk kudłatej sierści.

Roksan ( głośno ): Z drogi ludzie, jeśli nie chcecie się zarazić wyjątkowo niemiłą chorobą.
Starszy pan: Jaką chorobą?
Roksan ( do siebie ): Znalazł się niedowiarek. Ludzie zawsze na przekór. Jak im się coś każe zrobić, oni nie robią, a jak nie każe, robią.

Roksan ( do pana i innych ): Zaraz się pan przekona jaka. Uprzedzam tylko odwrotu nie będzie. Żaden lekarz nie pomoże. Zaśniecie jak królewna Śnieżka, ale piękny rycerz was nie obudzi. Może Zaczarowany Ołówek, a i to nie wiadomo.

Roksan zbliża się do starszego pana z dziewczyną bezwładną w jego ramionach. Na ten widok pan się odsuwa. Inni też. Robią przejście dla Roksana i Uli. Oboje spokojnie docierają do wejścia do namiotu. Jeszcze chwilę czekają na wyjście obecnego klienta Zaczarowanego Ołówka. Ludzie kilkanaście metrów dalej.

Roksan ( do siebie ): A jednak uwierzyli. Ludzie są głupi. Nie potrafią rozsądnie myśleć. Jakby umieli, to byśmy nigdy do namiotu bez kolejki nie weszli.

Wreszcie z namiotu wychodzi matka z dzieckiem. Roksan i Ula wchodzą do środka.

Wnętrze to kolejny inny świat. Przede wszystkim Roksana i Ulę uderza cisza. Słychać jedynie szum potoku górskiego i śpiew ptaków. Jest wiosna. Na soczyście zielonej trawie kwitną kwiaty w większości nieznane Roksanowi i Uli. Piękne we wszystkich możliwych kolorach, nawet czarnym i białym. Te ostatnie mają tak wiele odcieni, że aż biją po oczach blaskiem. Poza tym góry. Wysokie pokryte na czubkach śniegiem. Wszystko sprawia, że dopiero po dłuższej chwili Roksan i Ula zauważają chłopca.

Ma chyba dziesięć lat. Słomiane włosy sięgają mu do pasa. Ubrany jak wódz Indian w luźną bluzę bez rękawów z pasem na biodrach i płócienne szerokie spodnie, a na głowie pióropusz z kolorowych piór.

Zaczarowany Ołówek: Co was do mnie sprowadza?
Ula: Szczęście. Znaczy się chciałabym być szczęśliwa.

Zaczarowany Ołówek kiwa ze zrozumieniem głową.
- A Ciebie? - pyta Roksana.

Roksan: To samo. Nie ma większej wartości od szczęścia.
Zaczarowany Ołówek ( mruga okiem ): Czyżby?
Ula ( uśmiecha się ): Miłość.

Zaczarowany Ołówek ( patrzy na nią ): Czego chcesz szczęścia czy miłości?
Ula: Jak można to jedno i drugie.

Zaczarowany Ołówek ( teraz patrzy na Roksana ): Ty też?
Roksan: Czemu nie. I wolność też by się przydała.
Zaczarowany Ołówek ( śmieje się ): Chyba wiem, o co ci chodzi, ale uwierz mi idealna wolność tutaj nie istnieje.
Roksan: Ok. Niech będzie taka, jaka jest.

Zaczarowany Ołówek ( zwraca się do Uli ): Coś jeszcze oprócz szczęścia i miłości?
Ula ( po namyśle ): Pieniądze, żebym w tym markecie nie musiała pracować.

Zaczarowany Ołówek: Dobrze. Teraz powiedzcie co dacie w zamian. Nie muszą być pieniądze. Tylko coś, co należy do was.

Roksan wyjmuje monety z kieszeni. Ma ich dużo. Aurelia dobrze go wyposażyła na drogę. Może zapłacić nawet za Ulę.

Roksan: Pieniądze należą do mnie, ale płacę też za tę tu obecną dziewczynę.
Zaczarowany Ołówek: Nawet nie znając jej imienia?

Roksan ( do siebie ): Czarodziej, bo skąd wie, ze nie znam jej imienia. Tacy jeszcze gorsi od zwykłych ludzi.

Roksan: Mnie to nie przeszkadza. Płacę za nią.

Ula zszokowana reakcją Roksana otwiera usta i zamyka. Coś by chciała powiedzieć, ale nie wie co dokładnie.

Zaczarowany Ołówek ( pyta ją ): Zgadzasz się, czy wolisz sama za siebie płacić?
Roksan ( po cichu do niej ): Zgódź się. Nie musisz oddawać.
Ula ( też po cichu ): Jesteś pewien?
Roksan: Tak.

Ula: Zgadzam się.
Zaczarowany Ołówek ( śmieje się ): Tak myślałem. Dobrze. Za chwilę dostaniecie to co chcieliście.

Rysuje coś w dużym bloku rysunkowym. Jakieś symbole, które po narysowaniu wylatują z papieru i znikają gdzieś w górze.

Zaczarowany Ołówek bierze pieniądze Roksana i mówi: Idźcie. Dostaliście szczęście, miłość, wolność, bogactwo. Poczujecie je po wyjściu z namiotu.

Roksan i Ula wychodzą. Na zewnątrz nadal trwa hałas. Wije się długa kolejka do Zaczarowanego Ołówka. Do Roksana ani do Uli nic na razie nie dociera poza dziwnym uczuciem lekkości, przyjemności z bycia tu i teraz razem oraz posiadania. Obok nich pojawia się duża walizka wypchana diamentami.

Roksan ( krzyczy, unosząc ręce w górę ): Jestem wolny. Już do niej nie wrócę, a może wrócę, ale na całkiem innych zasadach.
Roksan ( do Uli już zwykłym głosem ): Kocham Cię. Nieważne jak masz na imię. Ja w każdym razie jestem Roksan.
Ula ( przytula się do niego ): Zapłaciłeś za mnie. On by nigdy nie zapłacił. Nie wydał by na mnie ani grosza. Też cię kocham. Aha, jestem Ula.

Roksan i Ula całują się. A potem znów krzyczą razem: jesteśmy bogaci.

Dialog 5.

Miejsce: Dom Boleluta. Szerokie łóżko w wielkiej sypialni. Leżą tu oboje: Bolelut i Aurelia. Przytulają się do siebie po namiętnym seksie.

Bolelut ( całuje ją ): Kocham cię.
Aurelia ( śmieje się ): Akurat. Mówisz tak, bo się boisz, że jednak cię zabiję zgodnie z zaleceniem Julii twojej byłej kochanki.
Bolelut ( też się śmieje ): I kochałem się z tobą z tego powodu.
Aurelia ( tym samym lekkim tonem ): Nie. Ty tylko uprawiałeś dobry seks.
Bolelut: Dobry mówisz. To co powtórzymy?

Obejmuje ją znów pożądliwie. Aurelia oddaje uściski równie namiętne i gorące. Jednym okiem zerka na swój nóż ukryty za łóżkiem. Nie jest jeszcze do końca pewna tak jak nie była pewna, że tu przyjdzie. Czy zabić Boleluta czy zostawić? Co zrobić, gdy on i wszystko wokół zaślepia ją swym kolorem? Co zrobić, gdy niechciane barwy wchodzą do jej umysłu? Czy zabijając Boleluta pozbędzie się kolorów? A może już na zawsze z nią pozostaną? Będzie musiała je zaakceptować i żyć z nimi? Poza tym seks z Bolelutem sprawił, sprawia, że już nie wie, czy chce dalej zabijać niewygodnych ludzi za pieniądze.

Bolelut ( wyrywa ją z zamyślenia ): Nie martw się. Jako moja żona będziesz miała dużo kasy, a Julią sam się zajmę.

Aurelia mimo wszystko i tak zerka na nóż, zanim całkowicie zatonie w seksie z Bolelutem.

P. S. Koniec jak najbardziej otwarty. Nie wiadomo jeszcze, czy Aurelia zabije czy nie zabije czarodzieja dawnego wroga, obecnego kochanka. Może go pokocha? A jego miłość czy jest prawdziwa?
I co dalej z Roksanem i Ulą? Zamieszkają razem? Ciąg dalszy kiedyś na pewno nastąpi.









 





 









6 komentarzy:

  1. A kiedyś to znaczy kiedy? Nie lubie żyć w zawieszeniu :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem. Tak jak napisałam w meilu.
      Dziękuję za komentarz.

      Usuń
  2. Ostatnio czytam o typowo technicznych sprawach, więc ten tekst był miłą odmianą ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się w takim razie.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  3. Udane opowiadanie. Łatwo przenieść się do świata opowiadanej historii. Czekam na ciąg dalszy :) Do usłyszenia :)Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń