wtorek, 14 lutego 2017

Święto Różowego Potwora.

Wybaczcie, że tak nazwałam Wasze z pewnością ulubione święto.
Dlaczego moje nie? Bo kojarzy mi się z komercją i obcymi ludkami z Anglii. Nie to, żebym ich nie lubiła. Ja zwyczajnie nie znoszę bezmyślnego naśladownictwa. W końcu mamy swoje słowiańskie święto: Noc Kupały.

Ale, ale mimo wszystko, z tej różowej okazji, życzę Wam prawdziwej, nie różowej miłości i w prezencie daję Wam swoje erotyki.

Zdjęcie stąd.

Na krawędzi naszych warg
jest zupełnie inny świat.
On i ona objęci,
swoich ciał spragnieni
zlizują rozkosz językami.
Za chwilę znikną
w kosmicznej czerni.
I co się tam będzie działo.
Jedno ciało posmakuje
drugiego ciała.
Połączą się uda,
pośladki,
wagina z penisem
bardzo twardym.
Zanim to nastąpi
on ją poliże
nieco niżej.
Ona odkryje
jego męskość 
i zacznie ssać,
wciągać w usta
gorące jakby 
pożerała smacznego lizaka.
On będzie ją badał
palcami w środku
i na zewnątrz
aż się otworzy cała.
Pozwoli mu wejść
do mrocznej, wilgotnej
joni.
On poczuje się jak
w domu.
Przyjemne ciasne wnętrze.
Wilgoć rozkoszy.
Nie jedno z nich westchnie.
Na górze,
z tyłu,
z boku,
jak się da
on w niej się poruszy.
Do szczytu doprowadzi
ją i siebie.
I słowa znikną.
Tylko ich wargi
wyszepczą:
kocham cię.

Zdjęcie stąd.

Za siedmioma górami,
rzekami, lasami
żyła sobie księżniczka Dorota.
Imię zwyczajne,
lecz jej natura niezwyczajna.
Lubiła najbardziej
sztukę miłosną uprawiać.
Cały dzień by się pieściła
sama 
z braku kochanków.
Gdy czasem jakiś się znalazł,
szybko przy niej wymiękał
z powodu nieskończonych
jej pragnień.
I tak jeden za drugim
bywał przy niej królem.
Kładła go na koniu
białym, swoim ulubionym
i na nim siadała.
Ujeżdżała ile wlezie.
Ciągle mokra
jej cipka
krzyczała:
więcej, głębiej,
dalej, bardziej,
mocniej.
Kochanek jednak wiotczał
prędzej
czy później.
A następnego dnia
głowę tracił.
Księżniczka szukała
następnego chętnego
na jej szparkę. 

Zdjęcie ze strony.

Kiedyś Amor
poprosił świnkę Tusię,
żeby go zastąpiła.
On sobie choć jeden dzień
odpocznie.
I co to było?
Świnka latała 
z wielkim sercem
do każdego domu
z otwartym oknem.
Serce rzucała
byle gdzie,
bo się spieszyła
do następnego okna.
Tak bardzo chciała
się pochwalić
ilością zakochanych istot
przed pięknym Amorem.
I tak serce zostawiła
na sedesie.
Sedes się zakochał
w pulchnej pupie Aldony.
Ach jak ona cudnie
z siebie wydzielała
niestrawione resztki
jedzenia.
Co za wspaniałe brązowe
grudki.
Nie wchodźmy jednak
w szczegóły.
Aldona przez Sedes
w tyłek gryziona,
klepana jego klapą
w pośladek
w końcu Sedes
na śmietnik wyrzuciła
i tam dokonał on żywota.
Coś ty zrobiła,
krzyczał Amor na Tusię.
Kto widział,
żeby martwy przedmiot
kochał człowieka.
Ja widziałam,
odparła świnka
i mnie się podobało.
Przecież twoi zakochani
też kończą ze sobą,
gdy miłość ich opuści.

Zdjęcie ze strony.

Razu pewnego
koziołek Matołek
panny zapragnął,
co nigdy jeszcze
przez mężczyznę
nie była dotykana
w miejscach intymnych.
Czasem jedynie
ojciec dał jej klapsa.
Od tej pory
czuła niechęć
do płci odmiennej.
Udało się Matołkowi
zachęcić ją do rozbierania.
Zdjęła z siebie
wszystkie ubrania.
Naga się położyła.
Matołkowi od razu
podniosła się pała.
Położył się na niej.
Ona żałosną minę
odwróciła.
Jak deska bez czucia
leżała, 
gdy on próbował
wepchnąć w nią
swą dzidę.
Na próżno.
Była zbyt wąska,
zbyt mała.
Szybko się zamykała,
nawet gdy siłą
próbował się w nią
wedrzeć.
I w końcu
opadł jego korzeń.
Zniechęcony
na niej spoczął.
Ona nie zauważyła,
ani jego pchnięć,
ani żaru ciała,
ani bezsilności,
z jaką się poddał.
Patrzyła w sufit.
Gdzieś tam 
za nim
kryła się Marzena,
jej ukochana.

Obraz Mike,a Dubischa.


Groźna,
nieosiągalna,
piękna.
Jak bardzo Superman
o niej marzył.
Jak kochał,
pragnął,
nienawidził.
Choć chciał
ją ze swego umysłu
wymazać
nie potrafił.
Wciąż ją
widział.
Pamiętał
noc spędzoną
z wiedźmą.
Gorącym językiem
jeździła po jego penisie.
Wargami napięła
i ożywiła
każdą jego żyłę.
Nabrzmiał.
Ona pupę wypięła.
Pozwoliła mu wejść
do wilgotnej szpary
z przodu
i tej z tyłu ukrytej
między krągłymi pośladkami.
Jak wilk wyła
z rozkoszy.
Jak wąż go sobą
owinęła.
Już nie puściła.
Choć mu się wydawało,
gdy dotarli do szczytu,
wyszedł z niej.
Nawet gdy po przerwie
znów się zanurzył,
to przecież potem
leżał obok
na zewnątrz.
Naprawdę go nie puściła.
Na serce założyła
kajdany
i teraz gdy kocha 
się z inną,
ją czuje.
Słyszy jej szept:
na wieki mój,
i tylko mój,
bez względu na inne kobiety. 


Obraz Vaghauka.

Różowy Potwór
dla niepoznaki
zmienia kolor
i twarz.
Ale można go
wyczuć i tak.
Gdy wokół reklamy,
wielkie markety,
zapach czekolady,
panienki w spódnicach
kusych
z gołymi pupami
liżą lizaki, trzymają misie,
pluszowe serca, 
bombonierki,
wiadomo Potwór 
jest blisko.
Uśmiecha się.
Długim językiem
jak wąż cię oplata.
Rzuca na twój 
umysł głupotę.
Już jesteś pewny,
że musisz,
bo się udusisz.
Ustawiasz się w kolejce.
Kupujesz serca.
Sprzedajesz duszę.
Następnego dnia
masz kaca.
Różowy Potwór
się cieszy,
że przez chwilę
smakował
słodycz twojego penisa,
twojej waginy.
Teraz z zapasem
energii
odlatuje
na inne planety,
gdzie Walenty
jego brat
urzęduje.



P. S.  I to tyle. Podzielcie się wrażeniami.



 

12 komentarzy:

  1. Jak Walenty. Czyżby nie był czasem szurnięty? W każdym razie był patronem psychicznie chorych, a na eksperta od miłości wypromowali go Anglosasi.

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękne wiersze i ilustracje :) Też jestem za tym, by przywrócić Nocy Kupały należną jej sławę i chwałę zamiast zachwycać się wszystkim różowościami w lutym... :)

    OdpowiedzUsuń
  3. I słusznie Magdo. Oby takich osób było więcej. Takich, którzy jak Ty zastanawiają się zamiast naśladować.
    W końcu luty jest biały. Panuje zima. Ptaków jeszcze nie słychać, a w takiej Anglii inny klimat. Inna kultura pasująca do ich tradycji i wierzeń. Tutaj bywa często śmieszna.

    OdpowiedzUsuń
  4. Sama też stawiam na Kupałę. Jest zdecydowanie przyjemniej, cieplej i nie tak cholernie różowo. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poza Walentynkami lubię ten kolor, ale w tym czasie nienawidzę.

      Usuń
  5. Ja osobiście Walentynki traktuje bardzo neutralnie ;) Są? Spoko. Jal ktos świętuje proszę bardzo, każda okazja do tego jest dobra. A że mi się nie chce i generalnie świętami zainteresowana nie jestem to już inna bajka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jeszcze nie potrafię. Uczę się dopiero. Nie jest to łatwe, bo wszędzie o tym trąbią. Dekorują sklepy. Jak przez to przejść nie widząc, nie słysząc. Jak się dowiem to na pewno dam znać. Teraz zwyczajnie chciałabym wyjechać tam, gdzie nie ma tego święta.

      Usuń
  6. Dla mnie Walentynki też nie są jakimś wielkim powodem do świętowania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Magdo, cieszę się, że jednak wbrew moim obawom, są ludzie, którzy nie ulegają presji otoczenia.

      Usuń
  7. Hi hi... i kto by pomyślał... całkiem pokrewną duszyczkę spotykam :) A Noc Kupały jest już wielkim świętem w moich kręgach, zapraszam, bo to prawdziwa Noc Mocy :) Poza tym odważna i przekorna babka jesteś :) pozdrawiam cieplutko...

    OdpowiedzUsuń