wtorek, 9 maja 2017

Euforia

Wróciła ze szpitala jakiś czas temu. Przeżyła pięć miesięcy względnego spokoju. Jej druga osobowość jakby zasnęła, a może wreszcie sobie poszła. I teraz życie wreszcie się ułoży. Zwłaszcza, że spotkała swoją dawną miłość.
Naprawdę? Na pewno?


 Eugenia i Stanisława.

- Widziałam wczoraj Klementynę razem z Weroniką - pochwaliła się Stanisława.
- Też je widziałam.

Eugenia wzruszyła ramionami. To, że Weronika wróciła nie było żadną rewelacją, ale i tak zrobiło się jej przykro, że nie ona Stanisławie lecz Stanisława jej musiała o tym powiedzieć.

- Myślisz, że znów zamieszka z Klementyną? - zagadywała dalej Stanisława jakby nie widziała grymasu na twarzy Eugenii.
- Może. Po Klementynie wszystkiego można się spodziewać i po Weronice też.
- Ona już podobno zdrowa.
- Jeszcze się okaże. Dotąd nikogo nie zabiła, ale kto wie.

 Gniewna.

Siedziała uwięziona w ciele tej obcej ziemskiej istoty, którą nazywali Weroniką. Nie raz i nie dwa próbowała się uwolnić. Zawsze kończyło się tym samym, napadem gniewu, że nie może wyjść poza ograniczone ciało. Nawet komunikacja z innymi stała się niemożliwa. 

Starsi tak ją urządzili. Dla nich ważniejsze było poznanie Ziemi, planety, która mogłaby stać się ich nowym domem. Domem, do którego uciekną, gdy ich gwiazda zgaśnie. Co ich obchodziło jednostkowe życie? Co ich Gniewna obchodziła?

Wsadzili ją tu i już. Radź sobie sama, ale jak sobie radzić, gdy musisz oddychać jak ona i za każdym razem prosić się o prawo głosu.

W dodatku ta bariera między Gniewną a Weroniką. Już tak po prostu nie mogła przejmować nad nią kontroli. Musiała czekać na pozwolenie, a to wiadomo nigdy nie nadchodziło. Weronika też chciała rządzić.

Gniewna siedziała i myślała. Wiedziała, że w końcu znajdzie sposób. Wyrzuci Weronikę. Zawładnie ciałem i ... 

Co potem? Wróci do swoich? Nawiąże z nimi kontakt? Nieważne. Tak czy siak zmieni się na lepsze. Będzie wolna.

Weronika.

Zamieszkała z koleżanką, która jej nie znała. Wszystkie inne nie chciały. Bały się, że potraktuje je jak swoją ciotkę Klementynę. Złamała jej rękę. Biła ją. Krzyczała na nią. Co z tego, że nic nie pamięta, a naprawdę to nie ona lecz Gniewna skrzywdziła ciotkę.

O Gniewnej dowiedziała się w czasie regresji hipnotycznej.
Na pomysł przeprowadzenia regresji wpadła Florentyna sąsiadka jej ciotki. Nawet to opłaciła. Nie wiadomo dlaczego tak jak jej zależało na zdrowiu nieznanej jej przecież Weroniki.

W każdym razie po regresji zmieniło się tylko tyle, że mieszkająca w Weronice Gniewna, główna przyczyna dziur w pamięci Weroniki, nie mogła już tak po prostu przejmować kontroli nad Weroniką. Terapeuci-hipnotyzerzy stworzyli barierę między Weroniką i Gniewną.

Bariera się sprawdzała. Weronika znów była tylko Weroniką i jako spokojna pacjentka odzyskała wolność. Nie mogła jednak wrócić do matki z powodu nienawiści do ojczyma, ani do ciotki Klementyny, bo zrobiła jej to, co zrobiła.

Na szczęście pojawiła się Jagoda. Zadzwoniła do Weroniki w najbardziej odpowiednim momencie. Zapytała, czy chciałaby mieszkać z nią, bo ona sama się boi. Zawsze się bała. Zawsze miała jakąś współlokatorkę. 

Z Weroniką chodziła do tego samego liceum. Obie przyjechały z innego miasta. Może dlatego zaproponowała Weronice wspólne mieszkanie. A może z jakiegoś innego powodu? Nieważne. Weronika i tak się cieszyła. Dla niej zaczynało się nowe życie.

W dodatku spotkała Marka, z którym kiedyś przeżyła pierwszą miłość i pierwszy seks.

I nagle to się stało. 

Gniewna.

Wyłom w barierze pojawił się niespodziewanie. Weronika go nie poczuła, ale Gniewna owszem.

Szpara, która z czasem zmieniła się w dziurę wstrząsnęła nią. Pobudziła do myślenia. Wyrwała z letargu. Wiecznego snu, w jakim dotąd tkwiła w głębi Weroniki.

Gniewna się rozejrzała. Spojrzała przez dziurę oczami Weroniki. Po raz pierwszy od tak dawna czuła ziemską rzeczywistość.

Weronika kochała się ze swoim facetem. On pieścił dokładnie każdy kawałek ciała. Jej szyję, usta, piersi, brzuch, uda, waginę.
 
Nazwy automatycznie pojawiały się w części umysłu zajętej przez Gniewną. Razem z nimi uczucia.

Tutaj na granicy świadomości swojej i Weroniki, Gniewna mogła doświadczyć całej gamy wrażeń.

Weronice dużo nie brakowało do spełnienia, do rozkoszy. 

Facet, Marek wsuwał się w nią od przodu i od tyłu. Potem ona siedziała na nim. Kolejne pozycje sprawiały im coraz większą radość.

Gniewna obserwowała, a gdy Weronika i Marek zbliżyli się do szczytu podniecenia, przeżyła go z nimi. 

Przyjemność rozsadziła ją od środka, ale najważniejsze, że rozwaliła barierę. Oby raz na zawsze. 

Marek i Gniewna.

Jeszcze przed chwilą słodka Weronika stała się ostra. Drapała jego plecy. Ściskała ręce. Potem nogi. Chwyciła za szyję. Dusiła go.

Z trudem się wreszcie uwolnił. Musiał związać jej ręce. I teraz rzucała się na łóżku jak schwytana w sieć ryba.

- Dzwonię po pogotowie - oznajmił.

Odwrócił się w stronę telefonu. To był jego koniec.

Gniewna, która rządziła ciałem Weroniki, ściągnęła krępujące ją więzy. Skoczyła jak drapieżnik na Marka.

W ręku trzymała nóż. Przejechała nim po plecach Marka.

Krzyknął. Rzucił komórkę. Próbował ją obezwładnić.

Gniewna okazała się silniejsza. 

Związała go. Potem cięła kawałek po kawałku jego skórę. Zlizywała krew z noża. Próbowała też odcinanych po kolei części ciała.

Marek stracił przytomność. 

Może i lepiej dla niego. Nie widział. Nie czuł już: strzępów oddzielonej od kości skóry, włosów, palców, nosa. 

Krew sączyła się z tego, co po nim zostało.

Gniewna cieszyła się bez końca odkrytą zabawą w rozbieranie człowieka, poznawanie jego wnętrza, w dotykanie, w lizanie. 

Gniewna przeżywała rozkosz nieporównywalną do tej, jaką czuła wcześniej Weronika. Wolność i ekstaza bez końca.

Eugenia i Stanisława.

- A nie mówiłam - cieszyła się Eugenia. - Wiedziałam, że w końcu kogoś zabije i zabiła.
- Co? O czym ty gadasz? 

Stanisława nic jeszcze nie wiedziała. Eugenia znów pokonała ją swoją wiedzą. Znów okazała się szybsza w łapaniu najnowszych plotek i informacji.

- Weronika zabiła swojego kochasia.
- Jak to?
- Zwyczajnie. Dostała napadu agresji akurat przy nim.
- Dobrze, że nie przy Klementynie.
- Właśnie. A ty chciałaś, żeby mieszkały razem.
- Ja chciałam? Ja je tylko widziałam. Ale mów jak to się stało.

Stanisława nadstawiła uszy jak typowa ciekawska emerytka.

Gdzieś.

- Teraz to już przesadziłeś.
- E tam zwyczajna akcja. Co ty taki wrażliwy?

Znów ci dwaj przy planszy. Dwaj gracze.

 
P. S. I co dalej? I kim są gracze? Zobaczymy innym razem.





   

  

2 komentarze:

  1. o ludzie kochani, co ta Weronika wyprawia. Na dodatek mam tak na drugie imię haha. A te imiona, np. Florentyna, boskie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam hopla na punkcie dziwnych imion i stąd takie właśnie.
      A Weronika? Trochę mi jej szkoda. Stała się ofiarą Gniewnej, swojej drugiej osobowości.
      Beato, dziękuję za komentarz.

      Usuń