wtorek, 13 czerwca 2017

Klątwa

Wszystko zaczęło się od snu, a może od kobiety, która stanęła jej na drodze. Wyciągnęła rękę z prośbą o pieniądze. Zrobiła nawet odpowiednio żałosną minę. A kiedy to nie podziałało w jej oku pojawił się złowieszczy błysk. 
Tak się zaczęło. Jak się skończy? Czy w ogóle nastąpi jakiś koniec?


Eugenia i Stanisława

Obie przyglądały się nowej lokatorce. Przyjechała dużym białym mercedesem. Trzech mężczyzn wnosiło jej meble na górę. Ona stała nieruchoma jak kamień. Jakby zjadła coś ciężkiego i musiała w spokoju to strawić. 

- Jeszcze jedna wdowa - pomyślała Eugenia, patrząc na jej czarny strój. - Albo zwariowana nastolatka. Nie, raczej na nastolatkę za stara.
- Jak ona może wytrzymać w tych spodniach i marynarce? - zastanawiała się Stanisława.

Podobnie jak Eugenia obserwowała nieznajomą schowana za firanką.   

Z daleka kobieta czuła ich spojrzenia. Mimo to nie poruszyła się, nie schowała, nie weszła do domu zanim ostatni mebel nie zniknął w środku. Duże, ciężkie brązowe biurko, przy którym zwykle siedzi i pisze swoje artykuły do Agnostyka. Raczej siedziała, pisała. Jeszcze nie wie, czy tutaj będzie pisać. Czy odzyska gdzieś straconą  energię. Czy te spojrzenia zza gęstych firanek pozwolą jej tworzyć?

- Kim jest? Czy zamieszka w tym nawiedzonym mieszkaniu? A może pod szóstką ? Czy jest krewną zmarłej Tosi?

Pytania pojawiają się w zarówno w głowie Eugenii jak i jej ciekawskiej koleżanki Stanisławy.

Szkło.

Sen pojawił się wkrótce potem jak zignorowała biedaczkę. Wtedy jeszcze nie powiązała go z nią. Przecież o niej nie myślała. Minęła jak wszystkich innych wyciągających do niej ręce zawsze w nieodpowiedniej chwili, gdy się spieszyła, gdy już prawie była spóźniona, gdy liczyła się każda chwila.

We śnie siedziała przed lustrem. Pięknym, dużym, okrągłym. Czesała włosy. Nie mogła oderwać od nich wzroku i od ich odbicia w lustrze. Czarne, długie, kręcone wprawiały ją w trans. 

W pewnym momencie zobaczyła mężczyznę. Stał za nią i też patrzył na jej włosy. W jego oczach błyszczał zachwyt.

Przestraszyła się prawie tak jakby zamiast zachwytu ujrzała groźbę. Jakby mężczyzna za chwilę  miał wyjąć z kieszeni nóż.

Odwróciła się, ale za nią nikt nie stał. Niemożliwe, ten facet znajdował się w lustrze. Uśmiechnął się, gdy zauważył, że ona już wie, a jego uśmiech wzbudził w niej większy strach.

Rzuciła lustro na półkę. Zaczęła biec w stronę wyjścia z domu. Właśnie wtedy tuż przed drzwiami jej nogi trafiły na szkło. Potknęła się. Upadła. Małe i duże kawałki szkła pocięły jej ręce, nogi, twarz, całe ciało. Jednak zamiast krwi i bólu poraził ją większy od poprzedniego strach. Świadomość, że tajemniczy mężczyzna z lustra zawsze już będzie z nią. Nigdy jej nie opuści. Nie pozwoli żyć tak jak żyła dotychczas. Spokojnie, beztrosko.

Gdy się obudziła wciąż czuła strach. Potem minął. Jednak z każdym snem trwał dłużej. Już nie potrafiła nad nim zapanować.

Eugenia i Stanisława.

- Rozmawiałaś z tą nową? - ciekawiła się Eugenia.
- Nie, a ty? - odparła Stanisława
- Wiesz, że teraz nie mam do tego głowy. Moja kuzynka Jadzia przyjeżdża. Muszę upiec ciasto, zrobić zakupy.
- No to ja już sobie pójdę. Nie będę ci przeszkadzać.

Rozmawiały w domu Eugenii. 

Niby zaprosiła Stanisławę, a teraz okazało się, że nie ma czasu. To po co ją zapraszała - myślała oburzona Stanisława.

- Przepraszam cię kochana. Jakaś taka dziś rozbita jestem - tłumaczyła się Eugenia.
- Też nie najlepiej się czuję. Myślisz, że ta nowa ...

- Nastrój mi popsuła. Poszłam do niej wczoraj z kawałkiem ciasta, a ta powiedziała, że nie je ciasta. Wyobrażasz sobie.
- No, coś takiego. Następna pokręcona jak Florentyna.
- Właśnie, Florentyna mogłaby się o niej czegoś dowiedzieć.
- Akurat. Nawet jak do niej pójdzie, to myślisz, że nam coś powie.
- No, tak.

Obie westchnęły. I jak tu ugryźć ten problem z sąsiadką?

Przypadek?

Prawie wcale nie wychodziła z domu. Codziennie obiecywała sobie, że jutro, a jutro było to samo. Nie mogła wstać z łóżka. Nie mogła poruszać się swobodnie po mieszkaniu. Nie mogła nic robić. Leżała tylko i patrzyła w sufit.

Mężczyzna z lustra siedział na jej łóżku. Czuła zapach jego papierosów, czasem piwa. Mówił do niej jak bardzo mu się podoba i jak bardzo jej pragnie, że gdyby tylko zgodziła się na jeden krótki numerek z nim, zostawiłby ją w spokój. Nie wierzyła w ani jedno jego słowo. Krzyczała, żeby sobie poszedł.

Odchodził, a wtedy słyszała gadające o niej sąsiadki. Dwie starsze kobiety, które podchodziły najpierw pod same okno, potem pod drzwi, a wreszcie do jej łóżka. Straszyły ją, że jeśli dalej będzie tak leżeć, że jeśli nie da mężczyźnie tego, czego on chce, zabiją ją. Krzykiem przerywała ich gadkę.

Pewnego dnia ktoś zadzwonił akurat, gdy stała w przedpokoju. Nie wiadomo dlaczego zamiast przerażenia, poczuła ulgę. Otworzyła.

Na progu stała ruda dziewczyna.

- Przepraszam chyba się pomyliłam - powiedziała i już chciała odejść, gdy ona wciągnęła ją do środka.
- Musisz mi pomóc, błagam - poprosiła dziewczynę.
- Ale ja nie wiem, czy potrafię i już jestem umówiona.
- Zapłacę, pomóż.
- Dobrze - zgodziła się dziewczyna, widząc w oczach kobiety szaleństwo.

Posiedzi z nią trochę, pomyślała, a na pewno się uspokoi. Wszyscy zawsze się koło niej uspakajali.

I tak się stało. Już po chwili z twarzy kobiety zniknął lęk.

- Jestem Magda, a ty? - zapytała.
- Aleksandra.

I tak się poznały. A mężczyzna z lustra po raz pierwszy się odwrócił. Syknął gniewnie, gdy Aleksandra dotknęła rękami głowy Magdy. Odszedł choć na chwilę, ale odszedł.

- Przychodź do mnie. Będę ci płacić - poprosiła Magda.
- W porządku - odpowiedziała Aleksandra.

Eugenia i Stanisława.

- Zgadnij z kim dzisiaj rozmawiałam? - chwali się Eugenia.
- Nie mów, z Magdą? - zapytała Stanisława.
- Ty też?
- Tak. Spotkałam ją w markecie. Podobno ma depresję i Aleksandra ją leczy.
- Wiadomo. Nasza mała uzdrowicielka jest wszędzie, prawie jak Florentyna.
- A co u Florentyny? Widziałaś ją?

Gdzieś.

- Mała dziwka. Ciągle przeszkadza - żali się gracz numer jeden graczowi numer dwa.
- Pamiętaj, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło - pociesza go gracz numer dwa.
- Myślisz?
- Ja nie myślę. Ja wiem.


P. S. Póki co Magdzie się poprawiło. Jednak na jak długo? Nie wiadomo. I czy Aleksandra poniesie konsekwencje swojej pomocy? Zobaczymy, jeśli chcecie zobaczyć.
 













 



2 komentarze: