wtorek, 4 lipca 2017

Każdy i żaden.

Już pora na nich. Na przybyszów z innego świata, wymiaru, w zasadzie nie wiadomo skąd. Na pewno innych, wymykających się umysłom zwykłych ludzi, żyjących na granicy ich wzroku, wiedzy, możliwości, odczuć. Najczęściej pojawiających się w snach tych zbyt wrażliwych. Tylko oni zdają sobie czasem sprawę z ich obecności. Próbują ich złapać i płacą za to chorobą psychiczną w najlepszym wypadku. 
Czas na graczy.

Zdjęcie z tej strony.


Dzień 1.

Przeniósł się tu na prośbę Mistrza. Wiadomo, co znaczy taka prośba. Spróbuj jej nie posłuchać, a zobaczysz. On już zobaczył. Dlatego się zgodził. Stał teraz w czymś co ludzie nazywają blokiem, na klatce schodowej. Potrzebne informacje i słowa pojawiały się, wtedy gdy ich najbardziej potrzebował, więc zaraz jej powiedział:

- Dzień dobry.
- A pan tu kto? - zapytała.
- Nowy sąsiad szanownej pani.
- Do mieszkania po Tosi czy innego? - wciąż chciała wiedzieć.
Zgadła pani.
- Czyli do którego?
- Do 13.
- O, matko - krzyknęła i już jej nie było.

Wiedział, że na razie, że prędzej czy później jeszcze go zaczepi. W końcu to przecież naczelna plotkara i jednocześnie osoba, z którą trzeba się liczyć, jeśli chce się mieć święty spokój. Wiedział, że przed chwilą rozmawiał z emerytką Eugenią.

Eugenia i Stanisława.

- Widziałaś go? - była ciekawa Stanisława.
- Tego nowego? Tak. Całkiem, całkiem, facet na poziomie. Powiedział mi dzień dobry i miłego dnia.
- Mnie też. Jest taki elegancki.
- Właśnie i jeszcze taki ...

Po raz pierwszy Eugenii zabrakło słów. Spodobał się jej nowy sąsiad, chociaż nie wiedziała dlaczego, ale czy wszystko musi wiedzieć. Najważniejsze, że miły, sympatyczny, przystojny i nawet w odpowiednim wieku, gdyby kiedyś...

- O czym tak myślisz? - z marzeń wyrwał ją głos Stanisławy.
- A nic, tak mi coś do głowy przyszło.
- Coś? Wiesz, że znów mi się przyśnił ten piasek i woda.

Eugenia nie słuchała. Jej myśli odpłynęły ponownie w stronę nieznajomego.

Dzień 2.

- Aleksandra to która? - zapytał Florentynę.

Spojrzała na niego jakoś dziwnie, zanim odpowiedziała.

- Czego pan od niej chce?

Teraz on na nią spojrzał. Czyżby go wyczuwała? Czyżby była jedną z wielu? Jeśli tak, chciałby ją bliżej poznać. Pociągały go wrażliwe kobiety, kobiety obdarzone mocą, o której nie wiedziały. A ona nie wiedziała? Na pewno?

- Mam do niej sprawę - przerwał w końcu długie milczenie. - Słyszałem, że potrafi uzdrawiać, ale widzę, że pani też potrafi.

Celnie trafił, bo się uśmiechnęła. Przestała czuć nieufność i lęk. Teraz wystarczy tylko odpowiednio ją poprowadzić, a ona już zrobi wszystko.

- Ktoś panu bzdur nagadał. Ani ja ani nikt tutaj nie potrafi uzdrawiać. I nie ma tu żadnej Aleksandry.
- Pani Eugenia twierdzi coś innego.
- Eugenia jest już starą kobietą. Czasem coś powie bez sensu.

A jednak bała się, a może to coś innego. Tutaj jest inaczej niż tam skąd przybył. Wydaje ci się, że już trzymasz pionek, a tymczasem pionek leży gdzieś daleko. Ale przecież zbliżył się do niej. Uśmiechała się. Ufała. I nagle, nie chce mówić.

- O pani raczej mówiła prawdę: piękna. Da się pani zaprosić na kawę? - spróbował ją podejść z innej strony.
- Nie piję kawy to pierwsze. Po drugie nie umawiam się z nieznajomymi. Po trzecie Eugenia nigdy by o mnie tak nie powiedziała. Wybaczy pan, spieszę się.

Odwróciła się i odeszła.

- Jeszcze się spotkamy - obiecał jej w myślach.

Eugenia i Stanisława.

- Ma na imię Karol - poinformowała Eugenia Stanisławę.
- Przedstawił ci się? - zaciekawiła się Stanisława.
- Naprawił mi pralkę. I wyobraź sobie nie chciał pieniędzy.
- Nic nie chciał?
- Nie. Tylko pytał o Aleksandrę.
- O Aleksandrę, a po co mu ona.
- Podobno jego brat ma raka i myśli, że ona mu pomoże.
- I co mu powiedziałaś?
- No, co. Pokazałam mu blok, w którym mieszka, ale numeru mieszkania nie znam.
- Może lepiej.

Stanisława westchnęła. Jeszcze wczoraj sąsiad robił na niej podobnie jak na Eugenii pozytywne wrażenie. Dziś po kolejnym śnie o piasku i wodzie, czuła dziwny niepokój. Uczucie pogłębiło się, gdy zobaczyła sąsiada. Przypadek?

Dzień 3.

Karol. Tak go Mistrz nazwał, gdy go tu wysłał. 
- Ludzie mają imiona, więc ty będziesz Karol - oznajmił, zanim przedstawił mój swój plan.

Zgodził się. Musiał jak na wszystko inne. Na wygląd i pewne ograniczenia. Niektórych umiejętności nie mógł tu używać chyba, że w wyjątkowych okolicznościach. Teraz się takie pojawiły. Tak sądził, bo nie udało mu się w zwykły sposób zdobyć adresu Aleksandry. Swoją drogą dlaczego Mistrz właśnie jej pragnął? Utalentowana i co z tego. Inne też są. Zdarzają się w każdym razie. Co w niej nadzwyczajnego, godnego uwagi? Nie, nie może o tym myśleć. Mistrz by nie pozwolił. Nie na tym polega jego zadanie. Ma dotrzeć do niej. Zabrać ją. Nic więcej.

Karol przywołał się do porządku. Usiadł. Skupił się. Wszedł w stan medytacji, a potem opuścił ciało.

Aleksandra zobaczyła go w swoim śnie. Od razu ją rozgniewał. Zepsuł jej lot nad Ziemią. Unosiła się lekko. Przepełniała ją radość, a on wszystko zepsuł. Pociągnął za rękę. Zmusił do lądowania.

- Zaprowadź mnie do swojego domu - rozkazał.
- Nie - spróbowała się wyrwać, ale on trzymał mocno.
- Zaprowadź pókim dobry.
- Nie.

Uderzył ją w twarz jak kiedyś matka, gdy podsłuchała jej rozmowę z kochankiem. 

- Nie będę się powtarzał. Zrób, co powiedziałem.

- Ratunku - krzyknęła.

W powietrzu coś załopotało. Wielki czarny nietoperz. Ugryzł go w rękę. Podziałało. Aleksandra uciekła, a Karol wrócił do swojego ciała.

- Jeszcze ci pokażę - pogroził palcem w powietrzu.

Każdy i żaden.

Właściwe słowa pojawiły się we śnie razem z kobietą w długiej białej sukni z tak cienkiego i przezroczystego materiału, że prześwitywały przez nią jej ponętne kształty. Podniecały ją jak kiedyś Jagoda

- Tylko ty możesz ją uratować - powiedziała jakby od niechcenia dotykając jej piersi.
- Kogo? - zapytała Florentyna. - I kim ty jesteś?

Czuła jak twardnieją jej sutki. Seks z nieznajomą? Seks z kobietą? Tutaj nie wydawało się tu takie paskudne, dziwne, przecież niespotykane, bo Jagoda to był tylko wyjątek. W dodatku i przede wszystkim efekt złego zaklęcia.

- Podobasz mi się - ręka kobiety powędrowała na dół. Jej palce zaczęły głaskać najbardziej wrażliwe miejsce Florentyny. - Zapamiętaj: każdy i żaden. Pójdziesz do niego. Powiesz mu to i on odejdzie. Powtórz.
- Każdy i żaden - powtórzyła Florentyna.
Potem poddała się przyjemności płynącej z palców. 

Następnego dnia obudziła się mokra i spragniona seksu. Jednocześnie po głowie kołatała się jedna myśl. Myśl jak rozkaz: idź do niego i powiedz mu: każdy i żaden.

Musiała iść, chociaż chciała jeszcze poleżeć, pomarzyć o powrocie Zygmunta, o seksie z nim. Oj, jak bardzo by chciała, ale słowa w głowie jej nie pozwalały.

Poszła więc. Choć nigdy u niego nie była i nie słyszała od Eugenii, gdzie mieszka, trafiła. Jakby coś w niej wiedziało i nią pokierowało.

Zadzwoniła do drzwi. Otworzył.
- Każdy i żaden - powiedziała.
Cofnął się. Zbladł. Tego samego dnia się wyprowadził.


P. S. To już ostatnia moja opowieść przed wakacjami. Teraz odpoczywam i otwieram się na nowe pomysły. Może macie jakieś własne propozycje. Zapytam inaczej: co byście chcieli przeczytać na moim blogu: opowieść erotyczną, psychologiczno-erotyczną, fantastyczną, wiersze, a może recenzje ciekawego filmu, książki lub całkiem coś innego?