wtorek, 27 lutego 2018

Lisica Dorota

Dawno temu, kiedy Misiek był jeszcze Misiem, Filip jego współlokator zakochał się. Jęczał i biadolił, aż uszy puchły. Dlatego Miś wysłał go do wróżki i przez resztę dnia miał święty spokój. Teraz już nie Miś, ale Misiek sam poczuł motyle w brzuchu i całkiem zgłupiał. 

Zdjęcie zabrane z tej strony.

Miejsce: Świat po śmierci.
Czas: Nieokreślony.
Bohaterowie: Misiek - dawniej Miś i zwyczajny pluszak, obecnie członek grupy terrorystycznej Kaczora Donalda; Lisica Dorota - także pluszak, aktywistka grupy Żywe istoty;Kaczor Donald - członek grupy terrorystycznej; Żmija Czarka - przywódca grupy terrorystycznej; Magiczne lustro. Wszyscy dawniej na Ziemi byli zabawkami, teraz są żywymi istotami.

Dialog 1.

Miejsce: Kawiarnia Nora Królika.

Ciemne wnętrze piwnicy oświetlają białe lampki ustawione na parapetach małych okien i w kątach pomieszczenia. Ściany zgodnie z gustem Królika męża właścicielki Alicji pomalowano na niebiesko, a okrągłe stoliki na brązowo. Resztę Alicja pokryła kolorem różowym i czarnym. I tak krzesła są czarne, fotele różowo-czarne, kanapy i poduszki różowe, dekoracje zrobione z różowych firanek i bawełny ( głównie kwiaty i lalki ) oraz półki z Dziełami wybranymi Psa Doświadczyńskiego ( Marks dla zabawek ).
Przy stoliku pod oknem siedzą członkowie grupy terrorystycznej Kaczora Donalda: Kaczor, żmija Czarka, Misiek oraz świeżo zwerbowana Lisica Dorota. Wszyscy piją czarną jak żmija kawę. Tylko Kaczor i Misiek rumianek. Kaczor z powodu dolegliwości żołądkowo-jelitowych, a Misiek dlatego, że lubi.

Czarka: Wiecie jaki jest powód naszego zebrania?
Misiek: Jasne.
Kaczor: Przejdźmy do rzeczy. 
Dorota ( robi minkę grzecznej dziewczynki a la Marilyn Monroe ): Chcecie mnie powitać. Miło mi.
Czarka ( mierzy Lisicę groźnym wzrokiem ): Mamy pogadać o banku.
Misiek: Oczywiście
Dorota ( rozczarowana ): Przywitać mnie nie chcecie?
Misiek: Ja chcę.
Czarka ( ostro ): Nie zbaczajmy z tematu.
Misiek ( potulnie ): Tak jest.

Kaczor: Macie pomysły?
Misiek: Eee..
Czarka ( wzdycha ): Teraz żałuję, że cię wybrałam.
Misiek: Chciałem tylko powiedzieć, że można zrobić podkop. Wiecie taki, przez który przejdziemy.
Czarka ( wzdycha ): Już przecież mówiłam, że się nie da. Teren zaminowany przez budowniczych. Oni przewidzieli, że ktoś może wejść tamtędy do banku.
Dorota: Ja odciągnę uwagę tańcem na rurze.
Czarka ( mruczy pod nosem ): Idiotka.
Kaczor ( ożywiony ): Ciekawe.
Misiek: Wspaniały pomysł.
Czarka ( uderza ogonem w stolik ): Głupi jesteście. Prosiłam, żebyście przygotowali plan napadu, a wy co? Pierdolicie bzdury.

Kaczor: A sama co wymyśliłaś?
Czarka ( zła ): Ja tu jestem od rządzenia, nie wymyślania.
Dorota: Podałam pomysł. Ja robię występ. Misiek w garniturze i krawacie wchodzi razem z Kaczorem.
Kaczor: Co, co, ja też w garniturze?!
Czarka ( nadal zła ): Do dupy z takim planem. To nie jest zwyczajny bank i w zwyczajny sposób forsy nie weźmiemy.
Kaczor: Nie wiem po co nam ten cały bank? Mówiłem, że wujek Pieprzyk da nam, ile trzeba. Tyle, żebyśmy ustalili, ile trzeba.
Czarka ( patrzy na niego złowrogo ): Każdy głupi potrafi wziąć od wujka. Co z was za terroryści, jeśli nie umiecie napaść na bank, tylko na salony fryzjerskie!
Kaczor (oburzony ): Przypominam, że sama te salony chciałaś. Poza tym mnie się podoba pomysł Lisicy.
Misiek: Mnie też.
Kaczor: Przegłosowany większością głosów.
Czarka: W takim razie nic tu po mnie. Radźcie sobie sami.

Obrażona żmija w miarę szybko, jednak powoli schodzi z fotela i pełznie w stronę drzwi. Kaczor również obrażony pozwala jej iść, raczej pełzać, gdzie chce. Misiek kręci się na krześle ze zdenerwowania, a Lisica też się podnosi ze swojego miejsca.

Kaczor: A ty gdzie?
Dorota: Uzgodniliśmy już wszystko, więc idę do domu przygotować się do występu.
Kaczor ( burczy gniewnie ): Idź sobie.
Dorota: Zdzwonimy się.
Misiek: Odprowadzę cię.
Lisica: Nie trzeba.
Misiek: Idę w tym samym kierunku.
Dorota: A skąd wiesz w jakim ja idę?
Kaczor: Jak macie iść, to już sobie idźcie!
Misiek: Dobrze szefie, znaczy się tak jest.

Misiek idzie za Dorotą, a ona udaje, że go nie widzi. Kaczor postanawia zniknąć w oparach jakiegoś mocniejszego od rumianku napoju. Nie pierwszy zresztą i nie ostatni raz.

Dialog 2.

Miejsce: Ulica Bażantowa. 

Nie wiadomo dlaczego tak nazwana, ponieważ żadne bażanty tutaj nie chodzą. Jedynie pluszowe i inne zabawki, bo cała ta okolica należy do Dzielnicy Zabawek. Ludzie się tu nie pojawiają z obawy oczywiście o swoje życie i zdrowie ( zapomnieli, że już dawno stracili jedno i drugie ).

Lisica Dorota pokonuje zimną przestrzeń wielkimi krokami. Misiek biegnie za nią.

Misiek: Zaczekaj. Ja naprawdę mieszkam w pobliżu. Możemy iść razem.
Dorota ( burczy pod nosem ): Kretyn.
Misiek: Proszę Cię. Jak zwolnisz, to ci coś powiem.
Dorota ( nadal burczy pod nosem ): Ciekawe, co ty ciekawego możesz mi powiedzieć.
Misiek ( krzyczy ): Mam bilety na koncert Rycerza Rolanda.
Dorota: Co takiego?

Zatrzymuje się tak nagle, że Misiek prawie na nią wpada.

Misiek: Zdobyłem dwa bilety na koncert Rycerza Rolanda. Tu i teraz ciebie zapraszam.

Misiek klęka na jedno kolano jakby nie o bilety chodziło, ale o rękę Doroty. Naprawdę jemu właśnie o to chodzi. Jednak Dorocie niekoniecznie.

Dorota: A nie mógłbyś zaprosić jeszcze wilka Toniego.
Misiek ( wzdycha ): Nie wiem czy uda mi się zdobyć trzeci bilet.
Dorota ( błagalnie ): Proszę, postaraj się.
Misiek: Nie rozumiem, co ty widzisz w tym palancie?
Dorota ( gniewnie ): Bez niego nigdzie nie idę.
Misiek ( znów wzdycha ): Dobrze.
Dorota ( całuje go z radości w policzek ): Wspaniały jesteś, a teraz wybacz. Spieszę się. Mam tajną sprawę, więc nie idź za mną. Pa, zdzwonimy się.

Lisica odwraca się i przechodzi na drugą stronę mrocznej o tej porze ulicy. Misiek patrzy jak się oddala i wzdycha.

Misiek ( do siebie ): Dlaczego akurat wilk Toni musi się jej podobać?! Pijak i narkoman. W dodatku handlarz lalkami.

Dialog 3.

Miejsce: Wspólne mieszkanie Miśka i Kaczora w jednym z wielu wieżowców Dzielnicy Zabawek. Od zwykłych ( czytaj: zbudowanych przez ludzi ) różni się kolorami. Każde piętro ma swój. Parter żółty, kolejne piętra: zielony, niebieski, czerwony, turkusowy, pomarańczowy, seledynowy, granatowy, gruszkowy, jabłkowy, czereśniowy. Misiek i Kaczor mieszkają na czereśniowym pod samym dachem. Nie raz i nie dwa słyszą uderzenia wiatru, śniegu, deszczu, piorunów. Poza tym prawie nic im nie przeszkadza. Może jedynie wrzask dzieci sąsiadów i sąsiadki regularnie bitej przez męża.

Teraz panuje cisza. Jakby sąsiedzi gdzieś wyszli. Cisza brzęczy w uszach Miśka nieprzyzwyczajonego do braku dźwięków. Dobrze, że chociaż szafa, w której Misiek i Kaczor chowają ubrania, głośno skrzypi. Na jednej z półek leży małe lusterko w niebieskiej ramce. Po barwie każdy może się domyślić, czyją jest własnością. Każdy kto wie jak wygląda sierść Miśka. Oczywiście podobnie jak ramka lustra błyszczy niebieską barwą. Misiek wyjmuje lusterko. Zawsze z niego korzysta, gdy nie ma z kim porozmawiać, a porozmawiać musi. Musi, bo naprawdę inaczej by się udusił. Misiek kładzie lusterko na stoliku obok łóżka. Sam siada na przykrywającym łóżko kocu w czarno-niebieskie paski. Zaczyna mówić do swojego odbicia w lustrze.

Misiek: Tak się starałeś, a ona cię wykołowała. I po co? Czy nie lepiej się powiesić albo otruć?

I tu następuje coś bardzo dziwnego i dotąd niespotykanego. W każdym razie Miśkowi nigdy się wcześniej nie przydarzyło. Lustro, nie, raczej odbicie Miśka w lustrze zaczyna mówić jakby było oddzielną prawdziwą istotą.

Lustro: Wiesz, że tutaj to nie działa. Powiesisz się i za chwilę znów otworzysz oczy, tyle, że nie wiadomo, gdzie i kiedy.
Misiek: Właśnie. Nawet samobójstwo mnie nie uratuje, ale zaraz, zaraz, ty coś powiedziałeś do mnie? A może mnie się coś wydawało?
Lustro: Ja. Nic ci się nie wydawało.
Misiek: Ale wcześniej nic nie mówiłeś.
Lustro: Nie było o czym i mi się nie chciało.
Misiek: A dzisiaj ci się zachciało?
Lustro: Poważniejsza sprawa. Nie chcę wylądować byle gdzie jak się zabijesz.
Misiek: Wtedy ty też się ze mną przeniesiesz w nieznane?
Lustro: Otóż to i wcale mi to nie pasuje.
Misiek: Więc powiedz, co mam zrobić?
Lustro: Pojęcia nie mam.
Misiek: Dziękuję. Bardzo jesteś pomocny.

Lustro: Może wyrzuć te bilety. Nigdzie z nią nie idź. Zerwij z grupą Kaczora, żeby jej więcej nie oglądać albo, lepiej, powiedz Kaczorowi, że ona jest szpiegiem ludzi.
Misiek: Nie uwierzy.
Lustro: Uwierzy jak pokażesz dowód.
Misiek: Jaki dowód?
Lustro: Pomyślę.
Misiek ( wzdycha ): Już widzę jak myślisz, a ja tymczasem umieram z miłości.
Lustro ( śmieje się ): Nie można umrzeć z miłości.
Misiek: W takim razie będę pierwszym, który umarł z miłości.
Lustro ( śmieje się ): Wiesz co, mam pomysł. Zamienimy się miejscami.
Misiek: Jak to?
Lustro: Zwyczajnie. Ty przyjdziesz tutaj, a ja tam.
Misiek: Jak przejdę?
Lustro: Nieważne. Zostaw mnie. Wystarczy, że powiesz: chcę być za lustrem i już.
Misiek: Tylko tyle?
Lustro: Tak.
Misiek: I już nie poczuję nic do Doroty? Odkocham się?
Lustro: Tak.
Misiek: Dobrze.
Lustro: Wspaniale, więc mów zaklęcie.
Misiek: Ale za tym lustrem jak jest?
Lustro: Trochę inaczej. Dorota tu nie istnieje. Reszta bez zmian.
Misiek: Na pewno?
Lustro: Tak. Mówisz zaklęcie czy nie?
Misiek: Mówię. Chcę być za lustrem.

Świat wokół zawirował. Misiek przeleciał przez szybę lustra do innej rzeczywistości, a Misiek, nazwijmy go numer dwa do mieszkania Kaczora i Miśka.


P. S. Jak korzystna dla Miśka to była zmiana? Zobaczymy w ciągu dalszym.


 


 




  

2 komentarze: