wtorek, 20 marca 2018

Trzynasta strona.

Czas płynie szybko. Zbyt szybko. Wydaje się, że dopiero wczoraj Zygmunt wrócił do Florentyny. Razem świętowali Boże Narodzenie. Na wszelkie możliwe sposoby cieszyli się sobą. Zaczęli nawet rozmawiać o zalegalizowaniu swojego związku, gdy nadszedł dzień, godzina i ich wspólne życie runęło jak zamek z piasku.

Autor: Rene Magritte.

Eugenia i Stanisława.

Marzec, a za oknem wirują w powietrzu płatki śniegu. Dwie główne plotkary w bloku patrzą i wzdychają. Siedzą przy stole. Małymi łykami smakują czarną earl grey z cukrem. Na talerzyku przed nimi Stanisława postawiła drożdżowe bułki z serem. Eugenia zerka na nie krzywym okiem.

- Dlaczego - myśli - ona znów kupiła drożdżówki. Czyżby nic innego nie było w sklepie? Ostatnio częstuje mnie tylko tym paskudnym ciastem podobnym do chleba.

Z kolei Stanisława zapycha usta słodką bułką, próbując jednocześnie uśmiechać się do Eugenii i patrzeć przez okno na kręcącego się nie wiadomo po co sąsiada Karola.

- Widziałaś jak on chodzi w koło? Ciekawe co mu odbiło? - przełyka duży kęs i pokazuje palcem okno.
- A, ten, natręt - Eugenia spogląda we wskazanym kierunku. - Pewnie czeka na mnie. Wie, że o tej porze robię zakupy.
- To aż do tego doszło!
- Niestety. Jakbym wiedziała, nie otworzyłabym mu drzwi.
- Pamiętasz co przeżyłam z moim Józkiem?
- Pamiętam, opowiadałaś - Eugenia nie może zliczyć ile razy musiała słuchać o dawnej miłości swojej koleżanki.
- Wtedy, gdy on mnie chciał, ja nie chciałam jego, a później, gdy znalazł inną, płakałam. Nie mogłam się pogodzić z tym, że tak po prostu odszedł - wspomina Stanisława mimo widocznego na twarzy Eugenii grymasu niezadowolenia. 

- Co ty mi sugerujesz, że zakocham się w natręcie?!
- Skądże. Ja tylko opowiadam.
- Lepiej powiedz, co z nim zrobić.
- Może podsuń mu Klementynę? - wpada na pomysł Stanisława. 
- Wiesz, nie pomyślałam. Powiem mu, że ona samotna, płacze. Nie ma z kim iść do kina albo do filharmonii.

Trzynasta strona.

Ani Eugenia ani Stanisława nie wiedzą, co robi Florentyna między snem i jawą. Obie myślą, że jeśli już coś robi, z pewnością jest to seks. W swojej nieczystej, jak uważa ksiądz, wyobraźni widzą nagą Florentynę na lub pod Zygmuntem, a może nawet od tyłu i, o boże, z ustami w jego rozporku.

Tymczasem Florentyna i Zygmunt nie spędzają całego dnia i nocy na fizycznej miłości. Częściej zwyczajnie siedzą razem. On czyta i ona też lub ona pisze, on ogląda telewizję.

Właśnie, pisze. Coś skrobie w zeszycie albo stuka na klawiaturze laptopa. Nawet Zygmunt nie wie co. Nieważne. Niech sobie pisze byle tylko zrobiła obiad, żeby nie musiał odgrzewać gotowych porcji ze słoików. Zresztą, kocha ją nawet bez obiadu. ( Oczywiście byle nie za często).

Zwykle o 22 Zygmunt kładzie się do łóżka. Chyba, że coś ciekawego dzieje się za szklanym ekranem, coś, co koniecznie musi zobaczyć lub zapragnie poczuć ciało Florentyny. Razem z nią powędrować na szczyt rozkoszy, a potem usnąć, przytulając się do jej pleców. 

Tej nocy jednak idzie spać. Drzwi drugiego pokoju skrzypią za nim. Florentyna patrzy jak wychodzi. Życzy mu miłych snów. Obiecuje, że wkrótce ona też się położy. Jeszcze tylko trochę popisze. Na pytanie co, nie odpowiada. W swoim czasie pokaże Zygmuntowi gotowy tekst, na razie przeżywa przyjemność tworzenia i układania w zdania własnej wyobraźni i związanych z nią uczuć.

Otwiera laptop. Zakłada okulary. Czyta ostatnią stronę. Powoli nabiera rozpędu i zaczyna wypełniać  biały ekran przed sobą czarnymi znaczkami. Opowieść się rozkręca. W nocnej ciszy słychać jedynie szybko przebiegające po klawiaturze palce jakby grały sobie znaną melodię. Zdarzenia następują jedno po drugim. 

Bohaterka Eryka odkrywa w swoim domu tajemnicze lustro. Prawdopodobnie tędy odeszła jej siostra Luiza. Rodzice myślą, że uciekła, bo nie pozwolili jej spotykać się z Robertem. Eryce od samego początku nie podoba się ta hipoteza. Już pierwszej nocy po zniknięciu Luizy śni jej się lustro. Widzi spowijającą zwierciadło niebieską mgłę i pająki chodzące na stoliku przed nim. Małe i duże czarne, niebieskie, zielone i żółte. Pochodzą ze świata zza lustrem. Należą do tajemniczego mężczyzny z długą białą brodą w starym niebieskim swetrze. Gnieżdżą się, roją w splotach włóczki. Florentyna opisując je, czuje cierpki smak w ustach. Ciarki przechodzą jej po plecach. Odżywa dawny strach przed robactwem. Jako dziecko nie potrafiła zasnąć bez światła nocnej lampki. W ciemności zawsze się kryły paskudne stwory. Teraz wszystkie przybierają postać pająków.

Tymczasem w drugim pokoju Zygmunt jęczy przez sen. Śni mu się mężczyzna z długą siwą brodą. Przechodzi do niego przez lustro. Wydłubuje ze swetra małe czarne pająki. Wpycha je do ust i połyka jak cukierki. Zygmuntowi zbiera się na wymioty. Chce się odwrócić, nie patrzeć na przybysza z lustra, ale coś mu nie pozwala, jakaś blokada w szyi, paraliż. Owo coś pcha Zygmunta w stronę nieznajomego.

- Zbieramy się Zygmunt. Dość się tu nasiedziałeś - mówi mężczyzna.

Zygmunt próbuje się opierać. Nie chce iść z siwobrodym, jak go w myślach nazywa. Powietrze wokół gęstnieje. Powierzchnia lustra faluje. Wciąga jak magnes Zygmunta i jego towarzysza.

Florentyna zamiera. Czuje jakby szóstym zmysłem, że coś się przed chwilą stało, coś strasznego. Odrywa palce od klawiatury. Przeciąga się. Spogląda na numer zapisywanej strony. Trzynaście. Liczba z pozoru niewinna, nic nieznacząca i jednocześnie złowieszcza jakby przed chwilą wypluta z tajemniczego lustra.

- Wariuje - myśli Florentyna. - Nie powinnam pisać w nocy. Przytulę się do Zygmunta i zaraz się uspokoję.

Florentyna zapisuje ostatnie słowa. Zamyka komputer. Wchodzi do drugiego pokoju, w którym śpi Zygmunt. Krzyczy na widok pustego łóżka.

Eugenia i Stanisława.

- Wiesz, co się stało?! - zagaduje Stanisława Eugenię w drodze po zakupy. 
( Możliwe, że po następne słodkie bułki ).
- Karola odwieźli do szpitala - odpowiada Eugenia.
- Tak? Ale ja nie o tym.
- A o czym?
- Zygmunt zniknął.
- O, boże.



P. S. Jak widać moje zszokowane bohaterki nie mają już nic do powiedzenia. Co się stało z Zygmuntem? Czy i kiedy wróci? Zobaczycie w dalszej części, która z pewnością nastąpi.

 
   

 






 

4 komentarze: