wtorek, 6 marca 2018

Windy i końce światów.

Spotykamy się od czasu do czasu. Siedzimy w jej pokoju, rozmawiamy, pijemy herbatę. Odkrywamy kolejne sekrety jej i moje, bo przecież ona jest częścią mnie, a ja należę do niej.
Ciekawe, czy już się domyślacie, czy jeszcze nie, o kim, o czym dziś opowiem. 



Po kilkugodzinnym pisaniu czuję jak moje oczy zmieniają się w dwie małe ołowiane kulki, a kręgosłup w deskę. Palce drżą od stukania w klawiaturę laptopa. Muszę odpocząć. Zapomnieć o wszystkich zapisanych, niezapisanych słowach. Zanurzyć się w niebycie. Nieważne, że jest dopiero 19 i jeszcze nie jadłam kolacji. Ciągnę swoje drętwe nogi do łóżka. Kładę się pod brązowym kocem w kratkę. Zamykam oczy.

Windy.

Na początku pojawia się ciemność. Gęsta, tajemnicza, w jakiś sposób pociągająca. Gubię się w niej całkowicie. Tracę poczucie czasu, odległości, przestrzeni i ciała. Ciemność powoli mnie wchłania. Nie wiem jak długo tak trwam w nicości. W końcu nadchodzi wybawienie. Snop światła przecina mrok i na chwilę mnie oślepia.

- Cześć - głos za światłem należy do Lubisłowy.
- Ty tutaj? - dziwię się.
- A czemu nie? Bo zawsze spotykałyśmy się w pokoju?
- Lubiłam twój pokój.
- Też go lubię, ale czasem mam dość.
- Czego? 

Próbuję się uśmiechnąć, lecz niezbyt mi to wychodzi. 

- Pomieszczenia - tłumaczy Lubisłowa.
- Takie okropne?
- Nie, tylko czasem nudne.
- A to tutaj? Lepsze?

Zaczynam się rozglądać. Ciemność odeszła zastąpiona przez światło słoneczne, które płynie z wysokich okien.  Na dole miesza się z blaskiem lampek. Wydaje się, że jasność dociera do wszystkich zakątków olbrzymiego wnętrza jakby pałacu albo...

- Centrum - podopowiada Lubisłowa. - Środek wszystkich światów.
- Jak Mroczna Wieża? - pytam
- Co ty ciągle z tym Kingiem - oburza się Lubisłowa. - To z wymyśloną przez niego wieżą nie ma nic wspólnego.
- Brzmi podobnie - stwierdzam.
- Ale jest inne!
- Dobrze - zgadzam się. Nie chcę się kłócić z moją wewnętrzną pisarką. Ona tworzy moich, naszych bohaterów, szczegóły miejsc i akcji, więc ona, nie ja, ma rację.

Lubisłowa się uśmiecha. Podoba się jej tor, w jakim podążają moje myśli. Chyba nie muszę wyjaśniać, że zna je wszystkie i nawet gdybym chciała, nie mogę żadnej schować, zostawić tylko dla siebie.

- Widzisz? - Lubisłowa pokazuje mi ściany wokół i szerokie schody prowadzące na piętra. Nagle wszystkie jakby na niewidzialny rozkaz  rozsuwają się i już wiem, że nie ma schodów, nie ma ścian. Są ogromne windy. Z nich wychodzą tłumy ludzi zebranych z różnych epok, czasów i miejsc. Powoli wielka sala się napełnia, ale o dziwo wcale nie robi się tłoczno. Miejsce się poszerza, rośnie z każdym nowym przybyszem. Wreszcie windy się zamykają. Na ich miejsce wracają schody i ściany. Nie do wiary, ludzie wchodzą po schodach.

- Ooo! - Jedyny dźwięk jaki wychodzi z moich ust, jaki jestem w stanie z siebie wydobyć pod wpływem tego, co widzę.
- Prawdziwa magia - zachwyca się Lubisłowa. - Właśnie dlatego cię tu przyprowadziłam.
- Przyprowadziłaś mnie? Mnie się wydawało, że sama przyszłam.
- Akurat, sama nigdy byś tu nie trafiła - stwierdza Lubisłowa i pewnie znów ma rację. - Naprawdę przyciągnęło cię coś, co ci zostawili kosmici. Pamiętasz jak się skończyła nasza ostatnia rozmowa?
- Pamiętam.

Kosmici nazwani przeze mnie iksami porwali małą Anię czyli mnie. Po kontakcie z nimi powstała niechęć Ani do matematyki i coś jeszcze, o czym Lubisłowa obiecała opowiedzieć następnym razem i jak to ona słowa dotrzymała.

- Możliwość świadomego przekraczania granic niemożliwego. Niemożliwego dla większości ludzi. Tobie to dano, żebyś spełniła swoje pisarskie powołanie - wyjaśnia Lubisłowa.

- Przekraczanie niemożliwego - zastanawiam się nad słowami Lubisłowy. - A ty jesteś jego częścią?

Pytanie zagłusza ostry świszczący dźwięk. Ludzie, którzy wchodzili na schody i ci już na górze przy drzwiach do nieznanych mi pomieszczeń, stają. Zawracają, schodzą na dół. Schody ponownie znikają, gdy ostania osoba je opuszcza. Rozsuwają się razem ze ścianami. Pokazują się windy. 

- Chodźmy - Lubisłowa łapie mnie za rękę. Razem z innymi wsiadamy do windy. Zjeżdżamy na dół. 

 Końce światów.

Docieramy do czegoś, co nazywa się Końce światów. Taki napis pojawia się, gdy winda się zatrzymuje. Co oznacza? Jeszcze nie wiem, ale czuję, że nie jest to nic miłego.

- Nie martw się. Nam nic się nie stanie - pociesza mnie Lubisłowa.
Raczej próbuje pocieszyć, bo zarówno ja jak i ona czujemy wiszące w powietrzu napięcie. Igiełki niewidzialnego prądu pstrykają między dotykającymi się ludźmi. Oni też się boją i też chcieliby uciec, ale nie uciekają. Coś sprawia, że wychodzą z windy, a my za nimi.

Przed nami rozciąga się czarno-brązowe pole bez końca. Nad nami granatowo-szare niebo. Wszyscy się pochylają, kucają i zbierają. Co? I dlaczego Lubisłowa również się pochyla? Po chwili widzę w jej ręku odpowiedź, zieloną nitkę, która zaraz zmienia się w migającą strzałkę wyrysowaną na polu. Idziemy za nią do swojego przeznaczenia. Nie wiem skąd to wiem, po prostu informacja sama się we mnie pojawia. 

Po jakimś czasie pole się kończy. Zastępuje je zielona przestrzeń. Pełno tu drzew i nieznanych kwiatów: turkusowych, fioletowych, czerwonych, błękitnych, niezwykłych, niespotykanych na Ziemi.

- Piękne - odzywa się Lubisłowa - szkoda, że zginie.
- Jak to? - oburzam się.
- Zwyczajnie, nadszedł kres tego świata. Zobaczysz zresztą.

Nie chcę zobaczyć. Próbuję zawrócić, ale jakaś siła trzyma mnie w miejscu. Na horyzoncie widzę zbliżającą się chmurę. Za chwilę zasłoni słońce. Zapanuje ciemność. Wszystko wokół wybuchnie.

- Uciekajmy - krzyczę przerażona.
- Wyluzuj, nas to nie dotknie. Nie należymy do rzeczywistości. Musimy jedynie zrobić selekcję ludzi, którzy tu żyją.
- Nie chcę - protestuję.
- Nikt cię nie pyta o zdanie. Jesteśmy selektorami czy ci się to podoba czy nie.
- Nie, ja jestem obserwatorem.
- Na tym etapie już nie.

Zatrzymuję się. Nie chce iść dalej. Jednak nie na długo. Silny wiatr przesuwa mnie w stronę białych małych budynków. Lubisłowa idzie przy mnie pewnym krokiem. 



P. S. I co dalej? Zobaczymy, jeśli chcecie zobaczyć. Chcecie?



8 komentarzy:

  1. Świat wyobraźni jest super !!! A Twoja jest naprawdę świetna :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jako małe dziecko lubiłam zasłaniać oczy i wyobrażać sobie ciemność, a ona nigdy ciemnością nie była. Różne ciekawe rzeczy można zobaczyć. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się. Ja też zawsze coś widzę i czasem się tym dzielę.

      Usuń
  3. Zrobiło się ciekawie i przerwałaś ehh. Ja chcę wiedzieć, co będzie dalej.
    PS. Też czytuję Kinga, ale Mroczna Wieża jeszcze przede mną :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kinga polecam. Kawałek świetnej prozy i fantastyki.
      Ja już tak mam, że przerywam w ciekawych momentach.

      Usuń