wtorek, 17 kwietnia 2018

Pustka.

Gdyby zapytać Weronikę, co zmieniło w jej życiu spotkanie Artura, powiedziałby pewnie, że nic. Dopiero po dłuższej chwili przyznała, że wprowadziło pustkę albo uświadomiło, że ona w niej istnieje. Każdego dnia pożera kawałek jej duszy, a przyczajona w Weronice Gniewna tylko czeka, aż zje blokadę. Wtedy Gniewna stanie się znów właścicielką ciała Weroniki.


Eugenia i Stanisława.

Zrobiło się ciepło, więc obie emerytki-plotkary usadowiły się na ławce przed blokiem jak zwykle po to, żeby pogadać i poobserwować sąsiadów. Kto, gdzie, kiedy i dlaczego się pojawia oraz oczywiście z kim.

- Weronika z Arturem - zauważa Stanisława.
- Widzę - potwierdza Eugenia. - Idą jakby się pieprzu najedli.
- Jak? - dziwi się Stanisława, która takiego porównania jeszcze nie słyszała.
- Skrzywieni - wyjaśnia Eugenia.
- Od dźwigania książek na pewno.
- Nie widać, żeby coś dźwigali.
- Teraz nie, ale do szkoły noszą.
- Gadasz jakbyś się zapisała na protest Precz z tornistrem - Eugenia się śmieje, ale jej radość szybko się kończy na widok sąsiada Karola, który właśnie wraca do domu i o zgrozo, skręca w ich kierunku.

- Dzień dobry - mówi, patrząc głównie na Eugenię. - Jak się panie czują? - pytanie też kieruje tylko do niej.
- Dobrze - odpowiada Stanisława.

Eugenia nic nie mówi. Zawsze wygadana teraz nie potrafi wydobyć z siebie ani jednego słowa. Przegryza wargi i czerwieni się jak nastolatka.

- Myślałam, że pan w szpitalu - odzywa się Stanisława. - Ktoś mi mówił, że miał pan zawał.
- Na szczęście to był fałszywy alarm. Jeden dzień mnie potrzymali. Badania zrobili i oto jestem zdrów jak ryba - cieszy się Karol albo udaje radość przed Eugenią.
- To dobrze. Pójdę już, bo późno się zrobiło - Stanisława podnosi się z miejsca. Czuje się nieswojo między milczącą Eugenią i Karolem.
- Na mnie też już czas - odzyskuje nagle głos Eugenia.
- A może mógłbym pomóc? 
Stanisława i Eugenia patrzą na niego zaskoczone.

Dzień jak co dzień.

Już, gdy wstawała rano Weronika zastanawiała się, czy ten dzień  przyniesie jej coś więcej poza znużeniem, nijakością w szkole i spotkaniem z Arturem, którego poznała wkrótce po wyjściu ze szpitala. Nie wiadomo po co poznała. Może, żeby zapomnieć swoją dawną miłość - Marka. Ale nie zapomniała. Budziła się zwykle z myślą, że się minęli, przeszli obok, nie zauważyli, jednak wcześniej czy później znów wpadną na siebie. Niby przypadkiem. On odnajdzie ją albo ona jego. 

Od razu nabierała ochoty do życia, bo może dziś właśnie go zobaczy. Wyskakiwała z łóżka. Uważnie szła do szkoły, żeby tylko go nie przegapić. Podobnie wracała do domu, a potem wychodziła i kręciła się wkoło, udając, że spaceruje. Naprawdę wypatrywała Marka i prawie zawsze trafiała na Artura. Jakby chodził za nią. Śledził. Obserwował i w dodatku posiadł umiejętność wyskakiwania spod ziemi w najmniej odpowiednich momentach. 

Zabierał ją do siebie jakby wiedział, że Weronika wynajęte mieszkanie dzieli z koleżanką. On niczego nie dzielił. Duży pokój i przedpokój miał do własnej dyspozycji. W tym równie duże łóżko. Przerobili w nim prawie wszystkie pozycje ani trochę nie ocierając się o własne dusze. Tak przynajmniej wydawało się Weronice, która próbowała, ale nie mogła zapomnieć o Marku.

Jak to możliwe, że każdy dzień zaczynała tak samo? Najpierw od uczucia zmęczenia sobą, a potem nadziei, że zdarzenia potoczą się inaczej niż oczekiwała. 

- Pustka wokół, pustka wszędzie, co to będzie? - myślała Bogumiła, poetycka część Weroniki, którą od razu zainteresowała się Gniewna.

Eugenia i Stanisława.

- Naprawdę chce pan pomóc - odezwały się jednocześnie Stanisława i Eugenia.
- Tak, bardzo chętnie - zapewnił Karol, patrząc na Eugenię.
- Nie tylko mnie, ale również Stasi? - zapytała Eugenia.
- Oczywiście - jeszcze raz potwierdził.

Na to tylko czekały. 
- U mnie okna nieumyte. Chciałam je umyć przed świętami, ale wie pan jak to z tą pogodą było, więc jakby pan mógł... - Stanisława zawiesiła głos, wpatrując się w sąsiada. Zauważyła, że skrzywił się nieco na tę propozycję.
- A mnie pralka wysiadła. Pranie trzeba zrobić, a nie ma w czym. Pan by mógł u siebie w swojej pralce, bo ma pan pralkę, prawda?
Eugenia się uśmiechnęła, a mina Karola wydłużyła się jeszcze bardziej.
- Mówicie panie okna i pranie? No, nie wiem, czy mi sił wystarczy, ale mógłby wam zakupy zrobić? Może dać adres do pani, która sprząta?
- Pewnie za duże pieniądze - oburzyła się Eugenia. - Zakupy to sobie same możemy zrobić. Do widzenia.
Eugenia i Stanisława zostawiły Karola z bardzo niewyraźną miną. 

Bogumiła.

Wyłoniła się z pustki. Szybko nabrała olbrzymich rozmiarów i zaczęła przejmować kontrolę nad ich wspólnym ciałem: jej, Weroniki i Gniewnej. 

Główne miejsce zajmowała zwłaszcza w czasie spotkań Weroniki z Arturem. Na pewno Artur przyczynił się do jej powstania i chęć Weroniki, żeby przenieść się w inne miejsce. Chęć, która pojawiała się zawsze, gdy ją dotykał. Już nie pragnienie, żeby wyrzucić z pamięci Marka, ale ochota na zniknięcie w niebycie. 

Widać ciało nie potrafiło pozostać puste i samo stworzyło sobie nową osobowość - Bogumiłę. A może Bogumiła już wcześniej istniała. 

Siedziała sobie spokojnie pod skórą i czekała na impuls do życia. W każdym razie była. To ją, nie Weronikę całował Artur w szyję przed lustrem. Jej odpinał powoli bluzkę, a potem zdejmował stanik. Odwracał do siebie. Zanurzał się w jej piersiach. Przyciągał na kolana. Zdejmował po kolei każdą część ubrania. Weronika znikała. Wreszcie wolna od swojego ciała i tego drugiego obcego. Nawet nie patrzyła na gimnastykujące się na łóżku sylwetki dwojga podobno bliskich osób. 

Bogumiła lubiła seks. Artur jej go dawał. Ona się z nim, na nim, pod nim zatracała. Czy go kochała? Nie zadawała sobie takich pytań. Żyła tu i teraz. Rytmicznie podnosiła się i opadała. 

Gniewna obserwowała jej ruchy ze swojego kąta za barykadą. Czekała, aż emocje całkowicie zawładną Bogumiłą. Nie ważne, że to Bogumiła, nie Weronika. Ona też może się przydać. Na pewno potrafi przeżyć wielki orgazm, nawet  jeśli nie kocha faceta. Gniewna się tylko podłączy. Wykorzysta energię, a potem będzie wolna. Na samą myśl drżała z radości. Przeżywała przedsmak ekstazy.

Bogumiła jakby czując na sobie wzrok Gniewnej, zatrzymała się w swoim pędzie do przyjemności. I choć Artur przyciągnął ją do siebie, a potem zmienił pozycję, podniecenie opadło. Rozkosz gdzieś uciekła. Ruchy stały się automatyczne. Po raz pierwszy Bogumiła odetchnęła z ulgą, gdy Artur skończył. Po raz pierwszy straciła ochotę na uprawianie seksu.

- Jeszcze cię załatwię ty idiotko - krzyczała Gniewna.


P. S. Oddalam się na bezpieczną odległość. Ciąg dalszy napiszę jak się atmosfera trochę uspokoi.
Podzielcie się proszę swoimi wrażeniami z tej opowieści.
Tych, którzy nie czytali, zapraszam do części poprzedniej: Wir czasu oraz wcześniejszych - Problemy, Dziurawa pamięć.






  


 

6 komentarzy:

  1. Podobają mi się bohaterki. Bardzo jakieś takie niewyżyte są :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może mniej słodyczy jedzą i stąd ich większa energia.

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Cieszę się bardzo i zapraszam do dalszego czytania.

      Usuń
  3. Oto mój nowy blog do obserwowania.Dzisiejsze odkrycie Zapewniam, że będę czytać Lekko się czytać. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę i zapraszam do lektury:)

      Usuń