wtorek, 8 maja 2018

Całość i połowa.

Dziś wracam do opowieści o Marianie.
Nagle się pojawił i nagle zniknął, a z nim mój spokój. Całość, w której istniałam. Pozostała połowa albo jeszcze mniejsza część. Życie straciło smak. Sama siebie próbuję przekonać, że nie warto myśleć o Marianie. Jednak nie potrafię. Pytania wciąż wracają. Co z nim? Czy kiedyś dokończy swoją opowieść?

 
Wąż.

Polana w lesie. Leżę i prażę się w słońcu. Tonę w błogości chwili. Przepełnia mnie pewność, że stanowię ważną część całości. Wszystko wokół razem ze mną znajduje się we właściwym czasie i miejscu. Zło nie istnieje. Cienie nigdzie się nie tworzą. Raj, najlepsza z najlepszych krain. Jeszcze trochę, a zobaczę Adama i Ewę i... Nie chcę kończyć myśli, ale ona kończy się sama.

Słyszę szmer. Szelest gniecionej trawy. Coś powoli się zbliża. Pełznie w trawie. Wiem, że gdy się pojawi, całość się rozpadnie. Zginie wraz z uczuciem pełni. Nic już nie będzie takie samo. Kurtyna ciemności zasłoni szczęście.

Chcę uciec, ale nie mogę. Patrzę więc na wyłaniającego się z zieleni tęczowego węża. Próbuje krzyknąć lecz głos tak jak ruch utknął gdzieś w moim ciele. Wąż pełznie dalej. Wspina się  po nogach, biodrach, piersiach do szyi. Wokół niej się zakręca. Dusi mnie swoim splotem.

Budzę się zlana potem. Z trudem łapię powietrze. Zegar pokazuje czwartą rano. Mimo to wstaję, bo wiem, że już nie zasnę.

Spotkanie.

Zobaczyłam ją w autobusie, gdy wracałam z pracy do domu. Jedno spojrzenie mi wystarczyło, żeby się domyślić kim jest. Kobietą, która się przyśniła Marianowi, która próbowała mu pomóc.

Stoi kilka kroków dalej. Patrzy na mnie kamienną twarzą. Tylko oczy się jej poruszają. Szare ze światłem nie wiadomo skąd i dlaczego. Gapiąc się w nie, gubię rzeczywistość. Przejeżdżam swój przystanek. Chcę do niej podejść, zagadać. Powiedzieć cokolwiek. Gdy się zbliżam ona się oddala. Wysiada, a ja za nią. Idzie szybko przed siebie. Bezskutecznie próbuję ją dogonić.

W pewnym momencie skręca w bramę kamienicy. Też skręcam, chociaż nie lubię kamienic, starych rozpadających się domów, zwłaszcza wieczorem. Robią się wówczas mroczne i głębokie jak studnie, do których wejdziesz, ale czy wyjdziesz?

Podwórko oświetla blask płynący z pomalowanego na pomarańczowo pubu. Ona do niego wchodzi, ja za nią.

- Czemu mnie śledzisz? - mówi, gdy siadam obok niej przy barze.
- Znasz Mariana? - pytam.
- Jakiego Mariana?
- Nie udawaj wiesz jakiego.
- A kim ty jesteś, żeby pytać o niego?
- A ty kim?
- Lepiej, żebyś sobie poszła, bo jak nie...

Odwraca się. Palcem pokazuje mi obraz wiszący na ścianie naprzeciwko. Niemożliwe, przedstawia polanę z mojego snu, mnie i węża, który mnie dusił.

- Jak to? -dziwię się.
- Oni cię załatwią - nieznajoma wskazuje palcem siedzących przy stolikach. 
Ubrani na czarno starsi mężczyźni grają. Przed sobą mają jakieś kolorowe plansze i pionki.

- Ty mnie obronisz - stwierdzam.
- Nie łudź się. Jeszcze teraz możesz wyjść, ale za chwilę będzie już za późno. Dobrze ci radzę.
- Nie ruszę się póki mi nie powiesz, gdzie jest Marian?

Brak odpowiedzi. Nagle zapada cisza. Kroki zbliżającego się mężczyzny brzmią w niej jak głuche uderzenia. 


 

P. S. I co dalej? Nie wiem. Nieznajomy zatkał mi usta i zakrył oczy. Kiedy je odzyskam, napiszę na pewno. Póki co nadal jestem połową, nie całością.




 




6 komentarzy:

  1. No właśnie, co dalej? Czekam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś dalej na pewno będzie. Doczekasz się.

      Usuń
  2. No i gdzie się zapodział ten Marian? Może jest teraz w jakimś innym śnie...

    OdpowiedzUsuń
  3. Podoba mi się ten fragment, dobrze się go czytało i widziało :)

    OdpowiedzUsuń