wtorek, 23 października 2018

Cuda w wielkim mieście.

 Zarówno na pierwszy rzut oka jak i na każdy kolejny nic nie wyglądało dobrze, wręcz przeciwnie, paskudnie. Ludzie na ulicy w kałużach krwi, trochę dalej tramwaj i autobus z wydartymi z środka bebechami. Wszędzie potłuczone szkło, chaos, jęk, krzyki rannych. A jednak gdzieś za poszewką rzeczywistości kulił się on, cud pierwszy. Jaki? Dlaczego niektórzy nazwali go nadzwyczajnym zbiegiem okoliczności lub jednym z wielu przypadków, które jak mrówki chodzą po ludziach?

Autor: Kelly Vivanco.
 Aleksandra.

Siedzi sobie i nie pamięta od jak dawna tak sobie siedzi. Część informacji stała się nieważna. Pamięć dawnego czasu odeszła. Aleksandra nie wie nawet, że zasnęła, że swoją obecną bezmyślną chwilę zawdzięcza innej niż jawa rzeczywistości, że spadła na samo dno studni, że wcześniej próbowała otworzyć drzwi i wydostać się na zewnątrz lecz w końcu ręce jej zemdlały, w głowie się zakręciło i trafiła na drugą stronę życia obok granicy ze śmiercią.

Istnieje tu i teraz. Zawsze istniało, ale obecnie jest bardziej namacalne. Aleksandra w długiej czerwonej sukience moczy się w sadzawce zapomnienia. Na razie z głowy wywiało jej trochę szkolnej wiedzy i świadomość snu. Nie długo, jeśli nikt jej stąd nie zabierze, zniknie reszta, umiejętność mówienia, słuchania, chodzenia, myślenia. Powoli cała Aleksandra zamieni się w kwiatka, niebieskiego lub czerwonego podobnego do tych, które ją otaczają.

Gdzieś na górze drzwi skrzypią. Po skrzypiących schodach ktoś schodzi do Aleksandry.

Eugenia i Stanisława.

Te z kolei siedzą w promieniach słońca na swojej ulubionej ławce.

- Dałam na mszę za ten cud - chwali się Eugenia.
- Ja też się dorzuciłam - dumnie wypina pierś Stanisława.
- Nigdy tego nie zapomnę. Tramwaj skręcił i spadłam z siedzenia. Czułam jak łamią mi się kości - wspomina Eugenia.
- Mnie gruchnęło coś w głowie - wzdycha Stanisława.
- I co potem?  - Chce wiedzieć Klementyna, która właśnie wyszła z klatki ich wspólnego bloku.
- Nie wiem - przyznaje Stanisława. - Chyba straciłam przytomność.
- Ja chyba też - dodaje Eugenia - jak już doszłam do siebie, okazało się, że siedzę na trawie i nic mi się nie stało. Tylko kilka potłuczeń i siniaków. Prawdziwy cud.
- O, tak - potwierdza Stanisława. - Ze mną było to samo.

Ktoś.

Chował się za mgłą. Mężczyzna? Kobieta? Choć podszedł blisko, Aleksandra nie mogła dojrzeć szczegółów jego sylwetki. Zresztą nie zależało jej wcale na obejrzeniu tajemniczego ktosia. Jego obecność nie zmieniła ani trochę dziwnego stanu, w jakim się pogrążyła. 

- Dawaj rękę. Wyciągnę cię - powiedziała tajemnicza osoba z trudnym do rozpoznania głosem. Kobieta? Mężczyzna? Ktoś pomiędzy? 

W pierwszej chwili Aleksandra nie zareagowała jakby słowa do niej nie dotarły, zburzyły się o coraz bardziej twardą ścianę obojętności, która wyrosła z sadzawki zapomnienia.

- Cholera - zaklął/a ktoś/ktosia. - Rusz się dupo leniwa. Inaczej będzie po tobie. No rusz się ruda małpo.

O, dziwo ,,ruda małpa,, podziałała. Aleksandra, choć z trudem, jednak wstała. Ktoś/ktosia  chwyciła ją za rękę i wyciągnęła z sadzawki. Jak się później okazało w ostatniej chwili przed całkowitą niepamięcią.

- Gdzie ja jestem? Co tu robię? - Aleksandrze powoli wracała świadomość.
- Próbowali. Znowu próbowali cię zniszczyć. Na szczęście w porę cię znalazłam.

Eugenia i Stanisława.

- Widziałaś ją, jaka ciekawska. Już nie mogła wytrzymać i wyszła z domu, żeby tylko czegoś się dowiedzieć - oburza się Eugenia, gdy tylko Klementyna zostawia sąsiadki same.
- Jak myślisz Florentyna przyjdzie? - Stanisława stara się skierować rozmowę na inne, bardziej bezpieczne tory.
- Gdzie?
- Na mszę przecież.
- A na mszę. Coś ty przecież to ateistka. Słyszałaś jak mówiła, gdy nas zobaczyła. Nadzwyczajny zbieg okoliczności, przypadek.

Złość sprawia, że Eugenia się trzęsie jakby dostała ataku drgawek. Znów Stanisława przychodzi z pomocą i zmienia temat.

- Wiesz, że zdarzył się też drugi cud? - rzuca od niechcenia.
- Tak? Gdzie? Kiedy? - o dziwo Eugenia nic o drugim cudzie nie wie.
- Nasza Ola wybudziła się ze śpiączki.
- Ona też była w tym tramwaju.
- Miała być. Na szczęście się spóźniła. Jej klasa pojechała do kina, a ona została i bardzo to przeżyła.
- Coś takiego.

Zapada cisza. I Eugenia i Stanisława nie wiedzą, co na ten drugi cud powiedzieć. Tymczasem za rogu wychodzi sąsiad Karol, którego obie unikają od czasu, gdy zaczepiał je po pijaku.

- Na mnie już czas - stwierdza Eugenia.
- Na mnie też - zauważa Stanisława.


P. S. I tak się rozeszły do następnego spotkania i następnej przygody.
Jeśli ktoś z Was nie wie, co się stało wcześniej z Eugenią, Stanisławą i Aleksandrą, może zajrzeć tutaj.


 

 

4 komentarze:

  1. Ale masz mocne tło! Wow! Niebiesko wszędzie :P Tu i teraz kojarzy mi się z mindfulness XD Proszę, zajrzyj do mnie: https://bartollandia.blogspot.com/2018/10/autobusy-prl-u.html

    OdpowiedzUsuń
  2. Podoba mi się takie przeplatanie świata jawy z... nie jawą? Takie dwa dziwne światy, ale obok siebie, bo zależne od subiektywnego widzenia każdej z postaci. A potem to już nie wiadomo, co bardzie realne i rzeczywiste, trochę jak w życiu :)

    OdpowiedzUsuń