wtorek, 30 października 2018

Sekretne rozmowy.

Dziś zaglądam przez magiczną dziurkę od klucza do szczeliny między światami. Jakimi światami? Kogo widzę i co słyszę?

Autor: Andrzej Gudański.

Rozmowa 1.

Miejsce: Szczelina między niebieskim światem graczy, a ziemską rzeczywistością.
Czas: Tutaj akurat nieważny, bo zależny od Mistrza Gry Lukrecjusza i jego kaprysów.
Bohaterowie: Mistrz Gry Lukrecjusz XIII - chudy, wręcz skóra i   kości, dumny władca graczy, wiek nieokreślony; Pankracy - filozof, tłusty, niski, sześćdziesięcioletni facet ze smutną miną.

Bohaterowie znajdują się w jednej z wielu komnat w zamku Lukrecjusza na wzgórzu Gór Fioletowych. Ściany wyłożone dźwiękoszczelnymi ekranami nie pozwalają podsłuchiwać zarówno wścibskim dworzanom jak i kręcącym się w okolicy licznym szpiegom. Chyba nie muszę, a może jednak muszę, dodawać, że filozofowi nie wolno powtarzać nikomu treści rozmowy, ani tym bardziej jej nagrywać, a wszystko to pod karą śmierci. 

,, Niech by tylko coś mu się wymsknęło, a już ja go załatwię,, - Dość często powtarzająca się myśl Lukrecjusza.

Oczy rozmówców cieszy widok niebieskiego oceanu wyświetlany przez ekrany. Lukrecjusz siedzi na wygodnym, czarnym fotelu. Filozof na mniej wygodnej kanapie bez oparcia. Obaj piją sok z kapusty, ulubiony sok Lukrecjusza, filozofa niekoniecznie.

,, Kurna jego macioszka, czy ja ciągle muszę pić to śmierdzące gówno,,- Jedna z częstych myśli Pankracego.

Lukrecjusz ( łaskawie podaje temat rozmowy ): Porozmawiajmy o śmierci. Jak ją postrzegasz teraz, jak kiedyś, a jak w przyszłości?
Pankracy ( nerwowo mruga oczami ): Trudna odpowiedź.
Lukrecjusz: Zawsze mówisz trudna. Potem nawijasz, ile wlezie.

Pankracy ( przeciera okulary ): Tak mistrzu. Początki zwykle są mgliste, środki jak zgniłe jabłka, końce jak landrynki szybko się rozpływają.
Lukrecjusz ( z zadumą ): Żebyśmy znów zaczynali od mgły, ale do rzeczy, gadaj o śmierci.

Pankracy: W taki dzień jak dziś, gdy słońce świeci, śmierć przypomina mgłę lub lepiej, fatamorganę na pustyni, jest nierealna.
Lukrecjusz: Na pewno nie dla umierających.
Pankracy ( rozgląda się, gdzieby tu dyskretnie wylać sok z kapusty ): Masz rację mistrzu. Dla nich to zawsze twardy orzech do zgryzienia. Może zresztą nie. (uśmiecha się, zobaczył doniczkę z kaktusem za kanapą i tam sok wylał ). Umierają bezwiednie albo po długiej męczącej chorobie. Wtedy śmierć staje się pragnieniem, napojem w czasie upału. Sądzę, że dla mnie stanie się takim napojem, oceanem, z którym chętnie się połączę.
Lukrecjusz ( nalewa filozofowi następną porcję soku ): Myślałem o tym, gdy włączyłem dzisiejszy krajobraz na ścianie. Oby tylko móc zanurzyć się bezboleśnie i wiedzieć, że się zanurzyłeś. Nie życzę sobie śmierci bez świadomości umierania.

Pankracy ( następną szklankę soku wylewa do donicy z kaktusem ):
Nie wiem, czy nie będzie mi wszystko jedno.
Lukrecjusz ( gniewnie ): Mnie na pewno nie. Ja jako Mistrz Gry chcę pozostać do końca uważny, odważny, mądry, bystry, zresztą co ci tu będę gadał, znasz przecież moje cechy, hę?
Pankracy ( sztucznie się uśmiecha ): Oczywiście: wspaniały, jedyny w swoim rodzaju i poza rodzajem, wielki, wręcz olbrzymi, niezastąpiony, najlepszy i wszystko co naj...

Lukrecjusz ( zadowolony ): Wystarczy. Wróćmy do tematu.
Pankracy ( drapie się po głowie ): O czym to ja... A już mam. Co z przeszłością? W dzieciństwie nie czułem śmierci, nie słyszałem, nie widziałem jakby się gdzieś dobrze ukryła. Pod łóżkiem? Pod dywanem? Wśród zabawek? Nieźle się zadekowała. Jak już wyszła, zabrała babcię, potem rodziców, wreszcie niektórych przyjaciół lub znajomych. Dotarło do mnie, że nic nie trwa wiecznie, że nastąpi koniec. Bałem się, bo nie mogłem go sobie wyobrazić. Jak to tak, ja zniknę? Coś ze mnie zniknie? Mój sens? I co pozostanie, bezsens? Jaki? Gdzie powędruje sens? Czy emocje, doświadczenia, myśli pójdą za nim? Nie, nie chcę. Krzyczałem i chowałem się w szafie, choć wiedziałem, że śmierć dotrze wszędzie i wszystko zabierze. Teraz moje przeżycia wydają się absurdalne. Śmierć jakby trochę oswojona, mniej dzika, choć wciąż nieznana. Wielki strach odszedł oby na zawsze.

Lukrecjusz się zasłuchał i bardzo zdenerwował, gdy obraz na ścianie zajarzył się na czerwono. Oznaka nadchodzącej pilnej wiadomości. Chciał, nie chciał, mistrz gry musiał zakończyć rozmowę. Podniósł się z fotela. Chrząknął kilka razy.

Lukrecjusz: Niestety obowiązki mnie wzywają. Do rozmowy wrócimy innym razem.
Pankracy: Kiedy tylko zechcesz mistrzu.
Myśli Pankracego: Hurra hurra. Oby inny raz nigdy nie nastąpił.

Rozmowa 2.

Miejsce: Ta sama, co wcześniej komnata Lukrecjusza.
Czas: Nadal nieważny. Inaczej inny raz, który jednak nastąpił
Bohaterowie: Bez zasadniczych zmian.


Zmienił się jedynie obraz na ścianach. Zamiast oceanu rozmówcy widzą jesienne drzewa i spadające liście.

Lukrecjusz ( uśmiecha się swoim wystudiowanym przed lustrem uśmiechem numer trzy, oczy i kąciki ust do góry ): Jak myślisz Pankracy, o czym porozmawiamy?
Pankracy ( próbuje, lecz bezskutecznie, zrobić minę podobną do miny władcy, ): O śmierci.

Lukrecjusz ( cieszy się ): Skucha. Możesz próbować dalej. Podpowiem ci tylko, że ma to związek z obrazem na ścianie.
Pankracy: Drzewa?
Lukrecjusz ( jeszcze bardziej zadowolony ): Nie.
Pankracy ( głośno myśli ): Jak nie drzewa, to nie liście, ani droga, żadna rzecz, wiem, jakieś zjawisko, jakie?
Lukrecjusz ( klaszcze ): Blisko, blisko, gorąco.
Pankracy: Z czym mi się kojarzy spadanie liści? Z jesienią na Ziemi? A u nas z Rękawiczką ( pora roku w niebieskim świecie graczy, o której może kiedyś opowiem ). Zmiana. Inaczej. Przemijanie.
Lukrecjusz ( posmutniał ): Zgadłeś. Czym jest przemijanie? Dla ciebie, dla innych, dla młodych, dla starych?
Pankracy ( wzdycha ): Proces. Coś trwa, mija, w końcu przemija. Nasze życie tak trwa.

Lukrecjusz: Gdy je umieścimy w czasie, który mija, a jeśli w przestrzeni pozbawionej czasu?
Pankracy ( wzdycha ): Trudno mi sobie ową przestrzeń wyobrazić.
Lukrecjusz ( zły ): Daję ci jedzenie, mieszkanie, ubranie, przyjemności, rozrywki, a ty mi mówisz tylko, że trudno. W takim razie wsadzę cię do piwnicy ze szczurami. W niej odzyskasz łatwość.
Pankracy ( wystraszony ): Błagam panie nie. Strasznie się boję szczurów, myszy, wszelkich gryzoni, gadów, płazów.
Lukrecjusz ( zaciera ręce ): Dostarczę więc sobie niezłej rozrywki patrząc jak kulisz się ze strachu, a twoja wyobraźnia goni w piętkę.
Pankracy: Nie, proszę.
Lukrecjusz: Liczę do trzech jak nie zaczniesz mówić z sensem, znajdziesz się w piwnicy.

Pankracy ( płacze ): Dobrze, dobrze, już mówię. Przemijanie dla mnie jest jak cukierek, który wolno, choć jednak zbyt szybko zjadam i zapominam, że zjadłem, więc sięgam po następny. Podobnie między kochankami trwa miłość, ale się kończy. Czy gdyby jedzenie cukierka zamrozić w czasie, znalazłbym się w raju? Czułbym wieczne szczęście? Czy w końcu dotarła by do mnie nuda?
Lukrecjusz: Wiedziałem, że jak w końcu ruszysz łbem, ruszysz we właściwym kierunku. Czy wieczność równa się szczęście? Czy może przemijanie zawiera w sobie sens, wartość nie dającą się podważyć? 

Pankracy: Jakże inne staje się przemijanie, gdy o nim myślimy w ten sposób? Moim zdaniem bardziej dojrzały, bo wyzbyty strachu przed końcem przemijania. Niedojrzali bez względu na wiek boją się, że koniec nadejdzie.
Lukrecjusz: Wszyscy trochę się boimy, chyba że możemy jak ja manipulować czasem, ale tylko tu, bo w innych miejscach czas gęstnieje, twardnieje i nie daje się przesuwać.

Pankracy: A mimo to ludzie mówią, że czas jest iluzją.
Lukrecjusz ( śmieje się ): Chcieliby.
Pankracy: Mają swoją legendę o wężu i drzewie. Myślą, że żyliby w raju, gdyby wąż nie skusił ich do zjedzenia jabłka.
Lukrecjusz: Ha, ha, raj należy do mnie i tylko do mnie.
Pankracy: Dlatego tak czy siak musieliby odejść, a przemijanie musi istnieć tam, gdzie istnieje czas.

Obaj Lukrecjusz i Pankracy dotarli do jakiegoś suchego, twardego miejsca, gdzie nic już, przynajmniej na razie, powiedzieć się nie da. W takich chwilach odzywa się budzik Lukrecjusza głośnym kukuryku. Obraz na ścianie ciemnieje. Lukrecjusz podnosi się z miejsca.

Lukrecjusz: Dość na dziś. Choć czasu nie ma, czas minął. Wrócimy do rozmowy innym razem.
Pankracy: Jak sobie życzysz mistrzu.
Myśli Pankracego: Oby inny raz nigdy już nie nastąpił.


 
P. S. Czy nastąpi, czy nie zależy od Was, od waszej reakcji na rozmowy. Znudziły Was? Zmęczyły? Czy wręcz przeciwnie?





 





                    

 

 

4 komentarze:

  1. Podobały mi się te rozmowy. Przemijanie jak cukierek? Czemu nie? Sok z kapusty pierwsza klasa :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może też być szpinak, jeśli ktoś nie lubi. Ja akurat uwielbiam.
      Dziękuję :)

      Usuń
  2. Dziękuję za odwiedziny na moim blogu i miły komentarz :) Rozbawił mnie tekst " Kurna jego macioszka" - hahaha :D Pozdrawiam Cię i będę częściej zaglądać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak się zastanawiałam, czy ktoś to zauważy.
      Cieszę się i zapraszam :)

      Usuń