wtorek, 2 października 2018

Tajne życie Lubisłowy.

Gdzie była, kiedy jej nie było? Jak trafił w moje ręce jej sekretny dziennik? Co w nim napisała?


 Zeszyt.

Leżał na biurku między zgniecionymi kartkami w kratkę, klawiaturą laptopa i niebieskim kubkiem z do połowy wypitą zieloną herbatą. Wyglądał jak książka, ale ja od razu wiedziałam, że to złudne podobieństwo. Jedna z iluzji rozsiewanych przez moją wewnętrzną pisarkę Lubisłowę. Zdradziecki czar jak magia świąt na miesiąc przed świętami. 

Skąd się tu wziął? Czy Lubisłowa specjalnie go tu zostawiła. Chciała, żebym napisała o nim? Dlaczego? 

Podeszłam bliżej. Wzięłam zeszyt do ręki i zaczęłam czytać. 

Lubisłowa.

Anka myśli, że dzielimy jeden umysł, ciało, życie. Jesteśmy jak te dzieci zrośnięte ze sobą tułowiem albo biodrami. Ograniczone, zamknięte w małej przestrzeni istnienia. Ani ona ani ja nie możemy odejść, nawet na chwilę. Tymczasem rzeczywistość jak zwykle przekracza wyobraźnię. I ja to odkryłam, nie Anka.

Anna

Czytając dziennik Lubisłowy, bo cóż to innego może być, przypominam sobie pewien dziwny sen. 

Budzę się i widzę Lubisłowę jak wychodzi z pokoju. Chcę iść za nią i nie mogę. Jakby coś przykleiło mi nogi do podłogi. Próbuje dosięgnąć myślami  swojej wewnętrznej pisarki i też bez skutku. Wydaje się, że wyrosła między nami ściana, twarda, lodowata, nieprzezroczysta. Kiedy chcę ją przebić, zaczyna mi się kręcić w głowie. Muszę się położyć, uspokoić. Możliwe, że dorwę ją w innym śnie. Wtedy na pewno wszystko się wyjaśni. Lubisłowa wróci, a razem z nią moje pisanie. Póki co nie udaje mi się zebrać myśli. Zamykam oczy. 

Lubisłowa.

Nie wiem jak, jednak przeszłam przez ścianę niemożliwości. Podskoczyłam do góry i okazało się, że umiem latać. Gdybym chciała, mogłabym polecieć wprost nad morze, do mojego ukochanego krajobrazu z plażą, lasem, falami hałasu przeplatanego ciszą drzew i traw. Jednak wolę zwyczajnie pojechać pociągiem. Naprawdę, to coś mi mówi, żebym wsiadła do pociągu. Dlaczego? Czy podróż da mi inspirację do dalszej twórczości, z którą ostatnio żyjemy na bakier? Ja chcę, a ona nie, jakby się oddalała, bo musi odpocząć. Z kolei Anka się wścieka, uważa, że twórczość jest moją wymówką, ale nie jest. Ja też potrzebuję pomysłów. Dla mnie też szafy kreatywności się zamykają. Nie potrafię ciągle wyciągać z siebie słów jak z niekończącego się worka. Dlaczego Anka tego nie rozumie?

Siadam w jednym z pustych przedziałów. Cieszę się jego pustką. Zresztą po przejściu przez ścianę wszystko mnie cieszy, nawet ten bury mrok za oknem. Dworcowe latarnie bezskutecznie próbują go oświetlić, zmienić na swój sposób. Bury mrok uparcie trwa. 

Po schodach dworcowego wejścia-wyjścia wchodzi on, facet w czarnej skórzanej kurtce motocyklisty, czarnych przylegających do nóg spodniach i martensach. Czuję, że idzie do mnie, zaraz usiądzie obok, porozmawiamy. I moje pomysły wrócą na miejsce wreszcie poukładane.

Edward.

- Bóg stworzył chaos, a człowieka po to, żeby ten chaos uporządkował. Moim celem jest wyplątać się z tej bożej zabawy, głównym celem, bo małym obecnym wyjechać z tego dusznego miasta, poczuć przestrzeń i zebrać myśli, żeby dokończyć Posiedzenie, moją książkę - myśli Edward, a raczej myśli chodzą mu po głowie jak natrętne mrówki, bo on gdyby mógł nie myślałby wcale, osiągnąłby nirwanę i spokojnie odszedł z tego świata.

Edward nie do końca jest normalny. Lekarze zdiagnozowali u niego zaburzenia osobowości, schizofrenię, problem separacyjny. Jednak z drugiej strony posiada inny, niezwykły sposób patrzenia na świat, mądrość starego drzewa i dużą dawkę kreatywności. Poza tym lekarze zazwyczaj jak się dobrze postarają u każdego coś znajdą.

Edward wsiada do przedziału z kolorową dziewczyną-kobietą, nie taką o czarnej skórze, ale w pomarańczowym swetrze i fiołkowych dżinsach.

Lubisłowa.

Drzwi przedziału się otworzyły. Do środka wmaszerował nieznajomy, choć jakiś szczegół w jego twarzy, może w ubraniu, sposobie, w jaki się poruszał, sprawiał, że wydawał się znany. 

- Można? 
Nie czekał na odpowiedź, tylko rozsiadł się naprzeciwko mnie przy oknie. - Czy my się znamy? - dodał po chwili.
- Nie wiem - odparłam zgodnie z prawdą. 
- Mam na imię Edward - przedstawił się, wyciągając dłoń w moją stronę.
- Lubisłowa, ale możesz na mnie mówić Lubika albo Lubisza.
Sama wymyśliłam sobie zdrobnienie. Anka nie pomyślała o tym. Dała mi jedno imię i już. Nieważne, że obce i bez zdrobnienia. 

- Już wiem. Czytałem twoje teksty na blogu.
- Moje i Ani - poprawiłam, choć jej tu przecież nie było, nie musiałam się starać, żeby pozostać grzeczną, miłą dziewczynką.
- Niezłe są, choć momentami takie sobie.
- Dlaczego?
- Eugenia i Stanisława, po co się nimi zajmujesz? Jeśli już, dlaczego nie wykorzystasz ich symboliki?
- Jakiej symboliki?
- Stałości w zmienności, najniższe piętro wysokiego budynku-rozwoju, ograniczony sposób widzenia.
- Nie rozumiem - westchnęłam. - One są bohaterkami...
- Tak - przerwał - jednocześnie czymś więcej, jeśli odpowiednio się zabierzesz do sprawy.

- Jakiej sprawy - myślałam i po co?

Edward snuł jeszcze jakieś teorie, ale już nie słuchałam. Nie podobały mi się słowa wylatujące z jego gardła. Ciężkie, niemrawe, usypiające. Przytuliłam głowę do okna. Krajobrazy kleiły się do oczu. Lasy, pola, niebo. 

Z letargu wyrwał mnie bóg, nie Bóg lecz bóg-pytanie, które zawisło jak topór między mną, a Edwardem.

- Kto wygrał człowiek czy Bóg, jeśli my jesteśmy w Bogu, a on w nas?
- Co?
- To, że się obudziłaś i pociąg jedzie, a ty dokąd?
- Nad morze.
- Ja też, choć jak przyjdzie konduktor wysiądę?
- Dlaczego?
- Bo cel się rozpłynął. Ten mój mały cel, bo ten duży, życiowy tkwi na miejscu i ma się dobrze.

Edward podniósł się z miejsca. Przerzucił przez ramię worek podobnych do tych, jakie mają marynarze. Pomyślałam, że się nie dogadaliśmy jak ja z twórczością, i że nawet pobyt nad morzem niczego nie zmieni. 

Anna.

Zatkało mnie. Siedziałam przy biurku, gapiąc się bezmyślnie na zapisane kartki papieru. Za oknem zagrzmiał czyjś motor, głosy przechodzących ludzi, wrzask dzieci. Mijało niedzielne przedpołudnie. Ludzie wracali ze spacerów na obiad, ci bardziej leniwi wygrzebywali się z łóżek. Ja trawiłam przeczytane słowa. Żałowałam, że je przeczytałam. Mogłam nadal tkwić w błogiej nieświadomości, przekonaniu, że Lubisłowa nigdy mnie nie opuści, bo należy do mnie, jest moją częścią. Owszem zdarzało się, że milczała i wtedy nawet obcęgami nic nie dało się z niej wyciągnąć, ale żeby coś takiego, ucieczka nad morze?! Tak jej źle było ze mną? Dlaczego? Co ja zrobiłam lub nie zrobiłam? Czym się naraziłam Lubisłowie? Jak teraz będę pisać? Bez niej zacznie się prawdziwa orka, przemierzanie wielkiego pola z łopatą i wygrzebywanie z ziemi skamielin twórczych, słów, zdań, które ktoś zapomniał, porzucił, nawet się nie domyślając jakie są piękne. Jak długo wytrzymam z łopatą na polu? Czy w ogóle potrafię męczyć się nad swoim pisaniem? 

Lubisłowa.

Edward wysiadł z pociągu na następnej stacji. Oświetlona zimnym, niebieskim światłem przypominała Sensbezsens z moich opowieści. Na ponurym budynku wisiała nazwa Cichy Dołek. Dziwne i ciekawe. Może jednak uda mi się złożyć coś z nazwy, Edwarda i kawałków rozmowy z nim. Westchnęłam. Mój cel czyli morze stracił znaczenie. Poczułam smutek i samotność.

Otworzyłam okno, żeby odlecieć z powrotem do domu, do Ani. Wtedy do przedziału wszedł konduktor.
- Bilety do kontroli - zagrzmiał.
- Nie mam - przyznałam się od razu.
- Niedobrze. Pójdzie pani ze mną.

Poszłam, bo co miałam zrobić.




P. S. Na razie nie wiem, gdzie jest Lubisłowa i kiedy wróci. Piszę sama. Powoli przyzwyczajam się do trudności, z jaką tworzę słowa bez swojej wewnętrznej pisarki.  




 

 






 




  

7 komentarzy:

  1. Wygląda na to, że bez niej też się da i to zupełnie nieźle ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dla obu jest lepiej,gdy się rozstały. Osobno można czasami więcej zdziałać. Druga strona potrafi także w tył pociągnąć.Dotyczy wszystkiego. Dobrze mi się czytało. Czekam na wiecej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może i masz rację.
      Ciąg dalszy się pojawi na pewno, tyle, że jeszcze nie wiem kiedy.

      Usuń
  3. Bardzo przyjemnie sie czyta twoje teksty i mimo że Lubislowa ( genialne imie) zrobiła sobie przerwe i pozostawiła cie samej sobie to pisanie idzie ci znakomicie

    OdpowiedzUsuń