wtorek, 25 grudnia 2018

Ostatni raz?

Dawno u niej nie byłam. Nie odwiedzałam, bo dla mnie zrobiła się trochę nudna. Ileż można pisać o seksie, myślałam z dużym wykrzyknikiem i znakiem zapytania na końcu. Dlatego do niej nie zaglądałam. Wiecie już o kogo chodzi? Która z moich bohaterek wydaje się najbardziej rozwiązła?
Autor: Apollonia Saintclair.

Eugenia i Stanisława.

Obie stoją w kolejce do kasy osiedlowego marketu, a przy nich wyładowane jedzeniem wózki.

- Nie robisz w tym roku sernika? - Eugenia wpatruje się w kawałek ciasta na wózku Stanisławy.
- A ty szarlotki? - Stanisława wbija wzrok w zakupy Eugenii.
- Mój piekarnik nawalił - tłumaczy się Stanisława.
- I mój niezbyt sprawny - wyjaśnia Eugenia.
- Ja wszystko robię sama - chwali się stojąca za nimi kobieta w brązowej kurtce z dużym kapturem obszytym czymś w rodzaju futra lisa. - Te ze sklepu wiadomo z czego? Co do nich powsadzali?
- Pewnie to samo, co do cukierków - wtrąca inna z małym koszykiem z chlebem i jabłkami.
- I do psiej karmy - dodaje jeszcze inna.

Zapowiada się na dyskusję o produktach spożywczych i ich składzie chemicznym, gdy Eugenia zauważa kręcącą się między półkami Radomiłę.

- Widzisz - szturcha Stanisławę.
- Co? 
- Nasza Miłka robi zakupy swojemu gachowi.
- A nie matce? - dziwi się Stanisława.
- Matce nigdy nie robiła, bo matka ją oszczędzała, a teraz proszę, dobre czasy się skończyły.

Ostatnie słowa Eugenia wypowiada z drwiną pełną satysfakcji. Stanisława przytakuje jej uśmiechem. Obie zapominają, że mimo braku facetów jeszcze bardziej się starają, bo przecież nie wypada nic nie robić przed świętami.

Radomiła.

Chodzi po sklepie jak w transie. Wybiera na chybił trafił kolorowe torebki z gotowymi ciastami, by po chwili odłożyć je z powrotem na półkę. Jeśli myślała, że market pełen ludzi ją otrzeźwi i sprowadzi na ziemię, to bardzo się myliła. W głowie nadal się kotłuje pytanie, iść czy nie iść do Patryka, podać się namiętności bez zobowiązań, czy zostać w domu i udawać radość z nadchodzących świąt po raz pierwszy spędzonych z Kazimierzem i jego bliskimi. 

Po co w ogóle z nim zamieszkała, zastanawia się Radomiła, patrząc na chleb i bułki. Gdy się tylko ze sobą spotykali, było jakoś inaczej. Lepiej. Owszem nudziła się w święta z matką, babką i ciotką, ale nie musiała znosić obcych spojrzeń pełnych oczekiwań i oceny. Teraz czuje się jak kura, którą za chwilę zabiją i zjedzą. I gdyby nie Patryk cała by się w tym uczuciu pogrążyła. 

- Hej, pamiętasz jak nam było miło? - wysłał jej sms-a - Możemy to powtórzyć jutro. Jestem cały czas w hotelu Bajka. Daj znać, jak się zdecydujesz.

Eugenia i Stanisława.

Już wyszły. Pchają swoje wypchane torby na kółkach. Zadowolone, że wreszcie wracają do domu, choć niezupełnie, bo przecież...

- Okna muszę umyć - wzdycha Stanisława.
- A ja podłogę - również wzdycha Eugenia.
- Ech, po co nam te święta? My i tak zawsze wolne mamy - Stanisława aż przystaje zdziwiona swoimi słowami. Wydaje się, że nigdy w ten sposób nie myślała. No, może czasem, ale żeby od razu mówić na głos i w dodatku Eugenii.
- Żebyś wiedziała - potwierdza Eugenia. - Poza tym nikt na pewno nie będzie miał czasu, żeby przyjść do mnie.
- I do mnie.

Patrzą na siebie szeroko otwartymi ze strachu oczami. Po raz pierwszy szczerość wylała się z nich niekontrolowanym strumieniem.

Radomiła.

W innym czasie i w innym miejscu szczerość wylewa się z Radomiły. Zapełnia przestrzeń małego, hotelowego pokoju jękami rozkoszy. Uwalnia i zabija komórki stresu. Wszystkie giną w wilgotnych połączeniach penisa z waginą, języka z językiem, w kroplach potu i zadrapaniach na plecach.

Ciała pożerają siebie jak głodne wilki upolowaną zwierzynę. Głód i zaspokojenie. Bez początku i końca. 

Radomiła widzi odbicie swojego nagiego ciała. Rozchylone nogi. Wypięte pośladki. Wczepione w nie męskie uda. Sylwetka obcego mężczyzny pochylonego nad jej, Radomiły plecami. I ona sama dla siebie obca. Krzykiem wyrzuca resztki niepotrzebnych uczuć. Czy można umrzeć i urodzić się na nowo w jednej sekundzie? 

Znacznie później lekka jak piórko Radomiła wraca do domu. Święta z bliskimi Kazimierza straciły mroczną barwę. Świat znów stał się dobry i kochany.

- Ostatni raz - obiecuje sobie Radomiła.










 

10 komentarzy:

  1. No jak to :)? O seksie można pisać masę opowiadań, chociaż fakt, co za dużo to nie zdrowo :) Bardzo fajne opowiadanko, bardzo szybko się czyta. Podoba mi się w jaki sposób przedstawiasz Eugenię i Stanisławę, trochę jakbym widziała swoje sąsiadki :). Co do świąt... no cóż, na szczęście już po, bo tak dużo hałasu i chaosu rodzinnego, co może nie jest złe, ale tego też nie wolno przedawkować :). Postanowień noworocznych nie robię, jakoś za bardzo za tym nie przepadam ;p Staram się cały rok robić tak, żeby było dobrze, a nie tylko w styczniu z czymś walczyć, a później stracić zapał ;p. Pozdrawiam i mam nadzieję, że Twoje święta minęły świetnie! W sumie... Jeszcze mijają :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że tak dobrze oceniasz Eugenię i Stanisławę. Starałam się włożyć w nie życie poprzez obserwację podobnych do nich starszych pań. Dobrze, że mi się udało.
      Dobrze, że już prawie po świętach. Jeszcze tylko sylwester trzeba znieść z całym jego hałasem.
      Też niczego nie postanawiam. Bez postanowień mi lepiej.

      Usuń
  2. Nie lubię tej świątecznej presji: że trzeba to, i tamto, i sramto. Niech sobie każdy świętuje jak chce, nawet jeśli nie pucuje okien i nie urabia się po łokcie przy garach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, presja jest okrutna, ale na szczęście nie w mojej rodzinie.
      Można powiedzieć, że szczęśliwie te święta przeżyłam.

      Usuń
  3. No cóż... mi są tam bliskie takie kobiece rozterki różne wszelakie więc dobrze się czytało. A seks to ważna sfera naszego życia tylko jakoś tak nie potrafimy, a czasem nie chcemy o tym myśleć ani robić haha Wcale się nie dziwię, że Radomiła podąża za ogniem namiętności ale nie pamiętam jaki był ten jej Kazimierz, bo może po prostu wydziwia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kazimierz taki zwyczajny starszy od niej facet.
      Ale masz rację, wydziwia :)

      Usuń
  4. Teraz po świętach,to mogę się powymądrzać.Przed nie było tak dobrze.Lubie twoje opowiadania.Sa takie bardzo ludzkie.Prawdziwe.Wielu prawda boli.Mało kiedy przyznajemy się do swoich własnych słabości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że masz już więcej czasu i poświęcasz go na moje opowieści :)

      Usuń