poniedziałek, 31 grudnia 2018

Toni.

Zburzenie magazynu tylko na chwilę poprawiło mu nastrój. Gdy szczątki budynku wirowały w powietrzu, czuł pierwszą od dłuższego czasu radość. Potem Kornelia zgłupiała, a Stefania-Magda wpadła na pomysł, że odwiedzą ją w szpitalu. Ale po co? Czy nie lepiej dać sobie spokój z wariatką? Przecież nie wiadomo, czy obłęd na pewno nie jest zaraźliwy?



Matka.

Czy kiedykolwiek ją kochał? Czy chociaż lubił? Może wtedy, gdy był małym, zależnym od niej dzieckiem? Wtedy pewnie pragnął jej miłości. Może również wtedy, gdy ojciec mieszkał z nimi? Dużo pytań i ani jednej odpowiedzi. Tylko atmosfera gęsta od złości. 

Och, gdyby już z nią niczego nie dzielił, ani mieszkania, ani jedzenia, ani spojrzeń i słów niepotrzebnych: dzień dobry, do widzenia. Głupie, nic nie znaczące, a jak wkurzające, i te jej miny i zdania rzucane niby od niechcenia:
- Jak w szkole?
- Co robisz?
- Pójdziesz z nami do kina?

Właśnie, do kina z nimi, bo pojawił się drugi facet i brat-niebrat. Toni nie czuł z nim żadnego pokrewieństwa. Podobnie jak z matką.

Wysadzenie magazynu przyniosło krótką ulgę.  Jak wszystko, co robił wcześniej, żeby poczuć się inaczej, żeby zrzucić z siebie bagaż gniewu. Na próżno, bo on zawsze wracał i teraz też wrócił. Kornelia, po jakie licho ją zabrał, dostała fioła. Odwieźli ją na sygnale do wariatkowa. Z kolei Stefania-Magda wpadła na pomysł, że ją odwiedzi. W dodatku nie sama, z Tonim i Nikodemem. Nikodem się skrzywił, a Toni wrzasnął:

- Nigdzie nie pójdę. Nie muszę. Nie pamiętasz już co stało się z moim ojcem?
- Wyluzuj, co to ma do twojego ojca?
- Nie rozumiesz?! Wydrukować ci wielkimi literami, żeby do ciebie dotarło?
- Nie rozumiem. Jak długo możesz rozpamiętywać ojca? Jakby był jakimś świętym, a naprawdę był alkoholikiem, nikim więcej?

Zapadła cisza. Groźna i natrętna. I chaos niepotrzebnych myśli: 
- Jak ona mogła?
- Baby są głupie. Wszystkie bez wyjątku.

Przypadek?

Do domu wpadł jak bomba. Rzucił się na szufladę ze słodyczami jak tonący na łódkę, jak kiedyś jego ojciec na butelkę z wódką. Tak, pił. Toni temu nie zaprzecza, ale przez kogo i dlaczego? Jasne, że przez matkę. Ona go doprowadziła do takiego stanu.

Szuflada się opiera. Zamknięta. Stara suka ją zamknęła. Myśli, że będzie go wychowywać, że zmieni jego cielsko w ciałko modela. Nie z nim takie numery. Rozwali szufladę. Pokaże jej kto tutaj rządzi.

Toni chwycił największy i najbardziej ostry nóż, którym matka zwykle kroiła mięso. Zaczął nim tłuc oporny kawałek metalu.

- Co ty robisz?! - w drzwiach kuchni stanął Robert, ojczym Toniego.
- Bawię się. Nie widać?
- Natychmiast oddaj ten nóż.
- A jak nie oddam?
- To zobaczysz moją rękę na swojej dupie.

Nie zobaczył. W szamotaninie dwóch pełnych złości ciał nóż wbił się w plecy Roberta. Przypadek? Przeznaczenie? 

Kiedyś.

Kiedyś ojciec Toniego wrócił do domu jak zwykle zły i pijany. Matka kroiła mięso. Przygotowywała obiad na następny dzień. Zawsze tak robiła. Szykowała jedzenie z dnia na dzień. 

Pochylona nad mięsem nie zwracała uwagi na swojego męża albo doskonale udawała, że na niego nie patrzy. Z jakiegoś powodu podsyciło to jego gniew.

- Mogłabyś chociaż powiedzieć dzień dobry - zatoczył się w jej stronę z rękami zaciśniętymi w pięści.
- Chyba dobry wieczór - zauważyła nadal spokojnym tonem.
- Żaden dobry, rozumiesz!

Rozumiała. Jego skrzywiona twarz i te pięści nie wróżyły niczego dobrego. Wiedziała już, co za chwilę się zdarzy i zdarzyło się.

Walnął pięścią w stół. Chwycił nóż i zaczął nim szturchać  żonę. 

- Przestań - poprosiła. 
- Bo co, boisz  się - wbił nóż w kuchenny blat tuż przy jej palcu.
I nagle coś w niej wybuchło. Wyciągnęła ostrze i wsadziła mu w brzuch. 

Potem potoczyło się wszystko zbyt szybko, by mogła, by chciała pamiętać. Krzyk, kapiąca na podłogę krew, karetka pogotowia, wreszcie cisza po burzy, cisza wystraszonych myśli i płacz Toniego, siedmioletniego chłopca.

Ojca udało się uratować. Jednak już do nich nie wrócił. Siedział w psychiatryku z przerwami do końca życia. Tonim też zajął się psychiatra i psycholog. Matka uważała, że mógł odziedziczyć najgorsze cechy ojca. Przy okazji wzbudziła w nim strach przed chorobą psychiczną.

Teraz.

Przed oczami Toniego stają obrazy z przeszłości. Złość na matkę, zamkniętą szufladę, Roberta, Stefanię-Magdę odpływa. Przerażony pochyla się nad ojczymem. Próbuje zatamować krew. Wzywa pogotowie. Jedzie z ojczymem do szpitala i wciąż powtarza jak mantrę:
- Przepraszam. Nie chciałem. Co teraz będzie?



P. S. Jeśli Was to nie znudziło, to na pewno się dowiecie, co będzie.
Poprzednie części: Nastoletni zawrót głowy, Nikodem.


  
 



  








 

9 komentarzy:

  1. Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku, spełnienia marzeń i dużo radości z dnia codziennego :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie znudziło, dobrze się czytało.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawa forma i najważniejsze : dialogi

    Ciekawa historia
    Uwielbiam czytać a to czytało się rewelacyjnie

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  5. Odpowiedzi
    1. Jak nadejdzie wena. Na razie zapraszam do czytania innych opowieści.

      Usuń