wtorek, 8 stycznia 2019

Kłódka.

Leżała sobie na dnie szuflady. Zapomniana. Z kluczem przekręconym w prawo, żeby zapewnić spokój Eugenii, gdy tymczasem ona trwała w smutku. Czy ktoś wreszcie ją zauważy i pokręci kluczem w przeciwną stronę?

Autor: Fotoklimat.


Sen czy wizja?

Po świętach Eugenia czuła wszystkie swoje mięśnie. Znów za dużo pracowała, gotowała, sprzątała i robiła zakupy. Tylko ciasta sama nie piekła. I jak zwykle bardzo się rozczarowała, bo nikt z rodziny jej nie odwiedził poza jedną samotną kuzynką. W takich chwilach Eugenia żałowała, że nie ma rodzeństwa i że nie zaprosiła Stanisławy. Może ona też siedziała sama lub z kimś równie nudnym jak jej kuzynka.

- Właściwie, to dlaczego Zosia sobie o mnie przypomniała? Dlaczego nie odwiedziła swojego brata Antka? - Eugenia ziewnęła. Jakby już sama myśl o kuzynce wywoływała w niej senność.
- Nie zaszkodzi jak się trochę zdrzemnę - pomyślała i położyła się na tapczanie pod kocem.

Oczy zaraz się zamknęły. Ciało i umysł odpłynęło w sen, który swoją realnością i szczegółami przypominał wizję.

Eugenia znalazła się na szarym polu pod szarym niebem z chmurami o ton ciemniejszymi od nieba i pola. Czuła wiszące w powietrzu oczekiwanie. Na deszcz? Na burzę? Na coś groźnego? Może na koniec szarego świata. Ciszę w końcu rozerwał dźwięk dzwonu. Pole ze wszystkich stron otoczyła zbliżająca się mgła zieleni. Przerażona Eugenia skuliła się między wysokimi trawami. Stamtąd patrzyła jak kształt mgły zmienia się i staje osobnymi zielonymi istotami bardzo podobnymi do kosmity, którego kiedyś spotkała w swojej łazience. Tylko, że on nosił garnitur, a oni jednoczęściowe kombinezony przypominające ubrania biegaczy. Bez szwów, przylegające do ciała jak druga skóra, taka bardziej odporna na szkodliwe działania świata.

- Hej, to ja, pamiętasz mnie? W trawie obok Eugenii pojawił się kosmita z łazienki. - Mów mi Miki - przedstawił się.
- Tak się nazywasz?
- Nie, ale moje prawdziwe imię może być dla ciebie zbyt długie i trudne. To ja cię tutaj sprowadziłem, żeby cię ostrzec.
- Ostrzec mnie?
- Widzisz ich? - Miki wskazał ręką na formujące się w okrąg istoty. - Będą mnie sądzić.
- Za co?
- Że się wtrąciłem w twoje życie i dałem ci tę kłódkę. 
- Pójdziesz do więzienia? 

Z każdym słowem w Eugenii rosło przerażenie. Jednocześnie uczucie, że za chwilę ją też osądzą, przybierało na sile.

- Musisz koniecznie ukryć kłódkę w bezpiecznym miejscu, w takim, do którego nikt się nie dostanie. Inaczej zabiorą ją lub po prostu przekręcą klucz w inną stronę, by sama mogła odejść. Tak czy inaczej, twoje lęki wrócą. Rozumiesz?

Nagły oślepiający strumień światła zatrzymał się na kosmicie. Miki wstał i ruszył w stronę zebranych w kręgu. Wyglądał jak marionetka w rękach lalkarza, kukła pozbawiona własnego wyboru. Eugenia nie zdążyła nawet westchnąć, gdy blask, który wyciągnął Mikiego z ukrycia, odepchnął ją z powrotem do rzeczywistości.

Eugenię obudził skurcz ciała. Jakby uderzył ją prąd z odkrytego gniazdka. Szczegóły snu uciekły. Pojawił się lęk. Dziwne uczucie, że coś trzeba zrobić, ale co dokładnie?

Sylwester.

Ostatni dzień roku Eugenia i Stanisława zwykle spędzały razem. Oglądały telewizję. Jadły pozostałości ze świąt. Obgadywały sąsiadów i żaliły się sobie nawzajem na różne dolegliwości.

W tym roku siedziały u Eugenii. Nic się nie zmieniło, a jednocześnie wszystko wydawało się inne, głównie w oczach Eugenii, która na próżno próbowała sobie przypomnieć swój sen. Już prawie miała go gdzieś na końcu języka pamięci, żeby za chwilę stracić go zupełnie. Oprócz dziwnej emocji, nurtowało ją pytanie, dlaczego tak bardzo chce poznać treść swoich popołudniowych majaków. Co było w nich takiego ważnego?

Wybuchy za oknem gasły i znów się zapalały jakby rzucający budzili się i zasypiali.

- Myślisz, że on się z nią ożeni? - pytanie padło z ust Stanisławy między jednym kęsem ciasta biszkoptowego, a drugim.
- Kto? Zygmunt z Florentyną? 
- Nie. Ten tutaj Żuljano z Albertą - Stanisława wskazała palcem telewizor, w którym rozgrywała się akcja trzytysięcznego drugiego odcinka brazylijskiego serialu Niepogodzeni z życiem.
- A oni - westchnęła Eugenia, gdyż chciała, ale nie potrafiła skupić się na serialu. - Na pewno się zejdą.

- Może powinnam zapchać się ciastem? - myślała Eugenia. - Szkoda tylko, że prawie nie czuję jego smaku. Wszystko przez ten sen. Po co ja się ...

Nagły wybuch potrząsnął budynkiem. Szuflada się otworzyła. Na podłogę wypadła kłódka. Klucz sam się przekręcił w lewą stronę. Eugenia krzyknęła. Stanisława podskoczyła na krześle. A potem zgasło światło.

Florentyna.

W sylwestra jak zwykle siedziała sama ze stoperami w uszach i głową w słuchawkach, przez które sączyła się muzyka lub słowa ciekawych wykładów o samorozwoju, akceptacji i braku uzależniania od drugiego człowieka. Najbardziej interesowało Florentynę to ostatnie. Po zniknięciu Zygmunta nadal nie mogła dojść do siebie. Nie pomagały ani zioła, ani bieganie, ani joga, ani zajęcia tańca towarzyskiego. Wszystko szło jak przysłowiowa krew z nosa. Czas potrzebny do zagojenia ran toczył się we własnym kleistym tempie.

W momencie, gdy Eugenia pomyślała o zapchaniu się ciastem, Florentyna postanowiła wziąć tabletkę nasenną i schować się pod kołdrą. Już sięgała po szklankę z wodą, gdy blokiem wstrząsnął wybuch. Chwilę później zgasło światło.

W przeciwieństwie do Eugenii i Stanisławy Florentyna zachowała spokój. Może dlatego, że od czasu zaginięcia Zygmunta, ogarnęła ją dziwna obojętność na rzeczywistość. Jakby uczucia ukryły się pod warstwą waty i tylko czasem wyciągały rękę lub nogę. A może zadziałała połknięta tabletka nasenna.

W każdym razie ciało Florentyny zapadło się w stan pomiędzy czuwaniem, a ulatywaniem w inną przestrzeń.

Florentyna stała na rozległym szarym polu. Jego środek oświetlało intensywne białe światło. Wokół światła zgromadził się tłum zielonych istot. Sądzili jednego z nich za wprowadzanie zmian w cudze życie, w dodatku życie człowieka. Fala myśli-obrazów przepływała od umysłu do umysłu. Większość chciała, żeby winowajcę ukarać, zamykając go na wieki w kłódce. Nie ciało, ale duszę, którą istoty nazwały iskrą. W tym celu wybrani przez zgromadzenie posłańcy polecieli na Ziemię.

- Ale teraz wy łamiecie zasadę i wtrącacie się w życie ludzi - krzyknęła  Florentyna.

Istoty z ciekawością odwróciły się w jej stronę.

- Kim jesteś ? - odezwała się jedna z nich, która wyglądem przypominała starego mężczyznę.
- Florentyna, kobieta z Ziemi - przedstawiła się Florentyna. - Jestem tu po to, by bronić oskarżonego.
- Oskarżony cię prosił o obronę?
- Nieważne. Chcę go bronić.
- Ważne. Nic go nie może obronić. Musi zostać ukarany. Odejdź z pokojem tam, skąd przyszłaś.
Mężczyzna-niemężczyzna odwrócił się w drugą stronę, dając do zrozumienia, że rozmowa się skończyła. Jednak Florentyna nie ruszyła się z miejsca.
- Dobrze, ukarz go, jeśli zasłużył, tylko zostaw w spokoju Eugenię i jej kłódkę.
Twarz obcego wykrzywiła się ze złości.
- Jak nie odejdziesz, ty też zostaniesz ukarana.
- Zamkniesz mnie w kłódce?
- Gorzej. Pomieszam ci rozum i nigdy już nie zaznasz spokoju.
- Akurat.
- Daję ci trzy minuty, żebyś sobie poszła.

Stali na przeciwko siebie w martwej ciszy. Florentyna słyszała własne serce odliczające sekundy. Przez głowę przelatywały jej obrazy z przeszłości jak przed zbliżającą się śmiercią.

- Po co ja właściwie bronię tego kosmity i Eugenii? - pomyślała. - Jego nie znam. Jej nie lubię. Dlaczego nie odejdę, póki jeszcze mam czas? 

Nie odeszła. Jej spojrzenie bezwiednie powędrowało do góry. Nad nią tuż pod chmurami leciały klamki, kłódki, klucze jak gęsi opuszczające zimny kraj dla ciepłego. Towarzyszyła im spokojna muzyka przypominająca nagrania relaksacyjne, po które często sięgała Florentyna. Wydawało się, że wszystko zakończy się szczęśliwie, nikt nie zostanie ukarany, ale tak się tylko wydawało.




P. S. Zaskoczył mnie ten nagły koniec, bo co z kłódką, Eugenią i Florentyną? Prosiłam Lubisłowę, żeby powiedziała coś więcej. Jednak na próżno. Tak więc ciąg dalszy pojawi się później. 
Poprzednie części: Lęki EugeniiTrzynasta strona.




 

 



 

8 komentarzy:

  1. hihihihiihi.Wszystko w jednym święta i sylwester.Kosmita?Gdzie koniec kłopotów z kłódką?Za rok?

    OdpowiedzUsuń
  2. Aż strach pomyśleć, że moje życie mogłoby być uzależnione od tego, kto i jak przekręci kłódkę. A może tak jest? Podobało mi się. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno nie jest. Nie spotkałaś przecież kosmity i nie dał Ci magicznej kłódki.
      Cieszę się, że Ci się podobało.

      Usuń
  3. A zapowiadał się nudny Sylwester ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiedzenie o przekleństwie ciekawych czasów jak najbardziej na miejscu.

      Usuń