piątek, 23 maja 2014

Jak przestać się odchudzać?


Takie pytanie zadałam sobie, gdy znalazłam się w jednej z facebookowych grup. 
Znalazłam się nagle i niespodziewanie czyli nie było to moje celowe działanie. W grupie umieściła mnie jedna z moich znajomych.
Na początku grzecznie zapytałam, czy ja akurat pasuje do tej grupy. Ja, która o odchudzaniu nie mam zielonego pojęcia. Znajoma twierdziła, że tak. Jednak do tej pory nie napisałam nic na temat odchudzania. A dlaczego?
Zwyczajnie jak to ja od razu podeszłam do tematu od całkiem innej strony.
Po co właściwie się odchudzamy?
Po to, żeby robić wrażenie na facetach-kobiety, na kobietach- faceci lub całkiem odwrotnie, jeżeli nie jesteśmy heteroseksualni.
W większości przypadków o to właśnie chodzi i o nic innego. Wrażenie, wrażenie i jeszcze raz wrażenie na tej drugiej, na tym drugim.
Oczywiście jest jeszcze inna grupa ludzi. Ci odchudzają się dla siebie, dla zdrowia i dobrego samopoczucia, a nie po to, żeby komuś tam się podobać. Na pewno taka grupa jest.
Niezależnie od tego do jakiej należycie grupy, ten tekst będzie dla Was wszystkich tzn. mam taką nadzieję, a co z tego wyjdzie, zobaczymy.
Chodzi o to, że tak naprawdę wcale odchudzać się nie musicie, ani trochę. 
Chyba, że Wasza tusza doprowadziła już do tego, że bez pomocy dźwigu nie wyjdziecie z domu. 
W takim wypadku odchudzanie jest wskazane nawet w błyskawicznym tempie. 
A więc na pewno jest jakaś granica, do której można jeszcze tolerować swoją wagę. 
W związku z tym ten tekst nie jest dla skrajnych przypadków. Ludzi chorych z powodu swojej wagi. 
 To co teraz napiszę będzie dla tych, którzy ze zdrowiem nie mają problemów. 
Chyba tylko takie, że z powodu swoich kilogramów, które noszą w brzuchu i na swoim grzbiecie, zaczynają głupieć, czytaj odlatywać w całkiem inną przestrzeń.
Zamiast żyć normalnie, patrzą tylko w lustro i ciągle pytają ile jeszcze i kiedy wreszcie. 
Kiedy spojrzy na mnie przystojny facet, fajna babka i nie odwróci się z obrzydzeniem. 
Wręcz przeciwnie jego wzrok zawiesi się na mnie i już przez cały dzień o niczym innym nie będzie myślał, tylko o mnie. 
Kiedy wreszcie założę tę bluzkę o dwa numery mniejszą? Kiedy spojrzę na siebie i ujrzę wychudzoną seks bombę, do której niejeden projektant się uśmiechnie? Ile jeszcze kilogramów muszę schudnąć, żeby móc wreszcie powiedzieć, to jest to? To jest szczęście. Jestem zadowolona, zadowolony. Teraz moje życie potoczy się samo we właściwym kierunku. 
Na te wszystkie wzdychania do lustra i mniejszych niż powinny być ciuchów, ja mówię nie.
Moje szczęście nie będzie zależało od kilogramów. Nie, na pewno.
Ale cóż ja się po prostu wymądrzam, bo nigdy gruba nie byłam i naprawdę nie wiem, co to znaczy otyłość. Z czym to się je z masłem zwykłym czy orzechowym, a może zwyczajnie wrzucone do zupki-owsianki. Nie wiem. Przyznaję szczerze. Nie mam pojęcia.
Wiem tylko, że mimo Waszych dobrych chęci uroda przeminie. Czas ją zniszczy.
 I Wy przemądrzałe modelki i dziewczyny, którym się wydaje, że tylko piękno powinno istnieć, będziecie starymi babami. I co wtedy zrobicie? Powiesicie się na drzewie? Czy może utopicie się w szklance kawy? 
Tak bardzo jestem ciekawa, co te zadowolone z siebie supermanki zrobią, jak już ich starość nadejdzie. I może z tej ciekawości poradnik napiszę p.t. jak skutecznie zakończyć życie z dedykacją dla młodych i zarozumiałych panienek.
No, to się wyżyłam, a teraz do rzeczy. Bardzo poważnie.
Myślę, że Ci, którzy mimo takiej czy innej wagi potrafią kochać siebie, szanować innych ludzi, przede wszystkim siebie, promieniują swoją mądrością na zewnątrz czyli środek jest zawsze najważniejszy. Nasze wnętrze. Nasze myśli. Niekoniecznie nasza waga.
Oczywiście dieta jest bardzo ważna. Trzeba dbać o siebie i nie wpychać w siebie ciągle różnych śmieci, bo nie jesteśmy workami na śmieci.
Ale nie przesadzajmy, bo i tak jeśli źle o sobie myślimy, szczupła sylwetka nic nam nie pomoże. 
W ten czy w inny sposób ludzie wyczują, zauważą, że chociaż niby jesteśmy ładni, ale tak jakby czegoś nam brakuje. I w odwrotną stronę jakaś brzydota w niemodnych ciuchach dziwnie promieniuje, jakby się w niej ukryło małe słońce. Nie wiemy dlaczego chcemy obok niej siedzieć, być z nią w tej samej przestrzeni, a może nawet razem z nią skoczyć z balkonu.
Oczywiście nie zawsze jest tak ze wszystkimi ,,brzydkimi,, i wszystkimi ,,ładnymi,, 
Nie ma na to jednej reguły.
Mimo wszystko jednak uważam, że trzeba więcej uwagi zwrócić w inną stronę, inne miejsce niż to,  
 w którym znajduje się nasza waga. Nasze wnętrze to jest właściwa strona, właściwy kierunek. 
O to trzeba zadbać przede wszystkim, a nie o kalorie.
P. S. Dodam jeszcze wygląd zewnętrzny też jest bardzo ważny. Nie możemy oczekiwać zachwytów innych jeśli mamy na sobie jakieś brudne łachy i na kilometr cuchniemy cebulą.

Tag:   Psychologiczne, Obyczajowe

2 komentarze:

  1. Jestem prawdopodobnie córką tej pani, która w przeszłości tak źle oceniła perukę. Wnioskuję to, bo przez większość czasu w podstawówce siedziałam z Autorką tego bloga. No chyba, że chodziło o mamę jakiejś innej koleżanki np. z liceum lub ze studiów. Jeżeli to moja rodzicielka to jestem mocno zaskoczona takim tekstem. Nie pamiętam tego incydentu.
    Bardzo często jednak dzisiaj zastanawiam się nad tym co jest ładne, a co brzydkie. Myślę, że nie ma czegoś takiego jak dobry gust. Tzw. dobry gust to jakaś średnia upodobań wielu ludzi. Jest to pojęcie związane z naszym przyzwyczajeniem i tym co najczęściej obserwujemy w otoczeniu. W każdej kulturze jest to więc coś innego. Coś co się mocno wyróżnia i jest niebanalne często nazywamy brakiem gustu. Kicz od dzieła sztuki dzieli często bardzo delikatna granica. Gustu nie można zmierzyć bo jest niewymierny. Nie można więc go oceniać. Mody są wymysłem mediów, przemysłu i projektantów. Gdyby zawsze modne było to samo to ogromna grupa ludzi utraciłaby pracę. Modę i gusty się sztucznie ,,napędza" zmienia. O tym guście często myślę, bo od jakiegoś czasu projektuję i sprzedaję dekoracje ślubne. Nigdy nie jestem w stanie przewidzieć które z moich propozycji będą się cieszyły uznaniem i będą najczęściej zamawiane. Zwykle klienci zamawiają te dekoracje, które mnie wydają się najmniej udane. Życie zmusza mnie więc by robić, przygotowywać nawet to co nie bardzo mi się podoba. Najważniejszy jest nie mój gust ale moda i gust klienta. Jakie są moje odczucia na temat gustu Polaków? Polacy ,,lubią widzieć za co płacą". Większość naszych rodaków jeżeli ma do wyboru delikatną, zwiewną, skromną dekorację oraz wersję ,,wypasioną " dość teatralną, dobrze widoczną z daleka wybierze tę drugą.
    Wracając do mojej mamy. Mnie też chciała ubierać po swojemu ale jej się nie udało. Nie dałam zaciągnąć się do sklepu po nowe ciuchy. Zawsze za czasów szkolnych miałam dwa swetry i dwie pary spodni. Jedne zawsze były w praniu, drugie w suszeniu. Więcej nie było mi potrzebne. To był protest przeciwko zwracaniu nadmiernej uwagi na sprawy materialne. Po ojcu odziedziczyłam przekonanie, że forsa i ubranie nie jest najważniejsze. Choć się o tym nie mówiło to myślę, że wszyscy moi podstawówkowi znajomi (łącznie z autorką tego bloga) byli zgodni w tej kwestii. Ważne było to co się czyta, to czego się słucha. Nigdy to co się nosi. Właściwie jest to w pewien sposób absurdalne biorąc pod uwagę to czym się obecnie zajmuję. Myślę jednak, że to dobra kolejność - najpierw czytać, słuchać, gromadzić obserwacje, wrażenia, doświadczenia, przeżycia, a dopiero potem robić coś swojego. Nic w życiu nie idzie na marne. Osobiście mam duży sentyment do ludzi, który ubierają się niezgodnie z moda. To są zwykle ludzie, którzy nie dają sobie robić wody sodowej z mózgu przez zachłanny przemysł, media, projektantów - to całe modowe lobby. Bardzo podziwiałam panią Danutę Wałęsę, która nie wstydziła się wystąpić za granicą z nieogolonymi nogami i ze zbyt dużą torbą jak na modę w czasach gdy jej mąż był prezydentem. Ona nie dała sobie zrobić wody z mózgu. Nie ma nic niehigienicznego w braku depilacji. Wmówiono kobietom (dla kasy) że jest ona niezbędna. Wiele rzeczy w życiu jest na tej samej zasadzie zupełnie zbędne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję moja kochana koleżanko ze szkoły podstawowej.
      O depilacji mogłabym napisać to samo, ale.... Jedno ale.
      Chcę dobrze wyglądać i osobiście niezbyt mi się podobają nieogolone nogi u atrakcyjnej kobiety.
      Dekoracje ślubne koleżanka ma naprawdę świetne. Polecam wszystkim, choć koleżanka zabroniła mi robić tutaj sobie reklamę, bo i bez tego ma dość dużo klientów.
      A mamę koleżanki mimo wszystko dobrze wspominam i w ogóle czasy podstawówki. Chociaż tak naprawdę nie ma czego wspominać. Może jeszcze o tym kiedyś napiszę.

      Usuń