piątek, 30 maja 2014

Szatan grasuje.



Dzisiaj moje główne pytanie brzmi, jest czy nie jest? 
Kolejne życie po śmierci? Jeśli jest to dlaczego? Po co? Jeśli nie ma to co dalej? 
Następne pytania nasuwają się same. I są bardzo proste.
Komu i dlaczego zależy na szerzeniu wiary w reinkarnację?
Na to pytanie w zasadzie nie muszę odpowiadać, bo odpowiedź jest już w tytule. 
Nic dodać, nic ująć. Może tylko jeszcze jedno pytanie. Czy ja sama wierzę w reinkarnację czyli inaczej jestem zagubioną katolicką owcą? Czy może skłaniam się do poglądów szanownej siostry, która przecież w Indiach była i wszystko widziała. 
A ja nie byłam, więc może ona ma rację.
Za chwilę odpowiem na wszystkie pytania. Może nawet dodam trochę nowych. 
To mam nadzieję, będzie tekst pełen pytań i różnych odpowiedzi.
Gotowi? Zapiąć pasy. Lecimy.
Na początek słowa mocne jak głazy, kamienie, którymi kiedyś rzucać chcieli ci ,,dobrzy,, w tego ,,złego,,. Płeć przy tym nieważna. Ważne, że rzut kamieniem się uda i kamień trafi w najsłabsze miejsce tego o innych poglądach. Nie masz racji i dostajesz za to, że racji nie masz. To my rację mamy i monopol na naszą prawdę.
W Polsce jak mówi zakonnica Michaela istnieje specjalna pigułka, dla tych co jadą do Indii. Nie ma ona oczywiście żadnego związku z prawdziwą rzeczywistością. 
O tym przekonała się siostra, studiując pisma różne. Najpierw oczywiście poznała hinduski, by czytać w oryginale, potem angielski. Prawda, że mądra ta Michaela. A może ja coś pokręciłam i ona tylko zna angielski.
W każdym razie mądrzy ludzie i ważni przyjeżdżali z ówczesnego ZSRR do Indii, żeby tam poznawać hinduską filozofię. Skąd to wie nasza kochana polska siostra? Zaraz zobaczymy, czy coś o tym powie. Nie wiem jeszcze, bo dopiero zaczęłam oglądać te prawdy objawione.
Na pewno, zdaniem mądrej siostry Hindusi jeździli do ZSRR, by poznać bardzo popularny wtedy marksizm. Kawałek dalej dowiadujemy się, że siostra miała propozycję współpracy z człowiekiem od spraw wyznań.
Cieszę się, że nie była to propozycja seksualna, bo wtedy, wybaczcie, zostałabym z gównem na patyku, bo o czym bym napisała.
To bardzo ciekawe. Jak ostatni numer ,,Fantastyki,, , a może nawet jak reklama na bilbordzie. Zakonnica szpiegiem hinduskiej religii i filozofii. Przeczytalibyście, bo ja chętnie. Dlaczego zakonnica szpiegiem nie została? Za to się przecież dostaje grube pieniądze.
Michaela na moje szczęście nie wybrała kariery szpiegowskiej i teraz dzięki temu może nam przedstawiać swoją własną historię i swoje pytania, które zadane w odpowiednim momencie miały zastąpić ateizm, bo jak jej powiedział pewien też mądry pan: ateizm nie przetrwa. 
Te pytania są konieczne, żeby mogła przetrwać ateistyczna władza tzn. ja to tak zrozumiałam i może coś pokręciłam.
A pytania: skąd życie, dokąd i co po życiu?
Przyznacie, że bardzo dobre pytania i te pytania właśnie miały zastąpić ateizm, który raczej takich pytań nie zadawał.
Dalej pada hasło dość trudne. Z trudem je odczytałam i niestety znalazłam tylko w jednym miejscu w internecie, co to takiego.
Tutaj to znajdziecie. Informacje na temat szkodliwej sekty, która zaplanowała zmianę ateizmu na inne wyznania. 
Wiara w reinkarnację zniszczy chrześcijaństwo. I co wtedy będzie? Sodoma i Gomora.
To tak jakby otworzyć klatki z kurami na kurzej fermie i krowy spuścić z łańcucha. 
Wszystko zjedzą i nic nie będzie. Ludzie umrą z głodu. 
Wyobrażacie sobie coś takiego, bo ja nie bardzo. Chyba już lepiej teraz przejdę na bretarianizm czyli sztukę niejedzenia, żeby potem przeżyć tę globalną katastrofę.
Zastanawiam się, czy dalej to komentować jest coraz gorzej. Niewiedza siostry na temat reinkarnacji może u kogoś takiego jak ja doprowadzić do alergii skórnej. 
W najgorszym wypadku do zawału serca.
I tak wbrew własnym regułom jeszcze przed całkowitym końcem mojego długiego komentarza do poglądów prezentowanych przez Michaelę, a tym samym również przez kościół katolicki, już prawie wiecie, co ja myślę na ten temat.
Czy reinkarnacja jest tym samym, co wcielanie ,, w jakiegoś stwora,,? 
Czy wierząc w reinkarnację tracimy zbawienie, bo nasza nadzieja powinna być nie w życiu po życiu, ale w śmierci, a raczej w zmartwychwstaniu w wersji katolickiej?
Mówiąc w ten sposób o reinkarnacji moim zdaniem i za przeproszeniem wszystkich katolików robimy z siebie idiotę, kretyna, który wie, że lampa jakaś świeci, ale gdzie i jaka tego niestety nie wie. Może tak trochę informacji z mojej strony. Informacji, które być może nie będą się Wam podobać szanowni katolicy.
Tutaj   znajdziecie informacje na temat hinduizmu i jego wierzeń. Skąd się wzięły i kiedy? Która religia jest starsza? Hinduizm czy chrześcijaństwo? Jakie są święte pisma? 
Będzie też o tym, że ludzie ponoszą konsekwencje swoich działań i dlatego wracają na ziemię w kolejnych wcieleniach.
Z mojego punktu widzenia wszystko jest jasne, gdy znamy prawa karmy i reinkarnację. Wtedy, widząc dziecko z autyzmem lub chore od urodzenia, nie możemy, tak po prostu powiedzieć, taka była nieznana wola Boża. Nie wiem, bo zamiast logicznego myślenia mam w umyśle ślepą wiarę.
Nie wiem dlaczego tamten człowiek ma zawsze z górki, a ten drugi pcha ciężki kamień pod górę.
W hinduizmie wszystko jest jasne. Nie powiem oczywiście, że zgadzam się z podziałem kastowym wyrastającym wprost z wiary w reinkarnację. W takiej urodziłeś się rodzinie i tym musisz być, ale czy w Indiach się to wszystkim podoba. Jestem pewna, że nie. 
Są na pewno tacy, którzy chcą to zmienić. 
Tylko tam i w krajach, w których istnieje wiara w reinkarnację, spotkacie naprawdę mądrych ludzi, od których wiele się dowiecie.
A od księży z kościoła katolickiego jedynie, co jest w Nowym Testamencie. 
I jeszcze, jak masz lub nie masz kochać się ze swoim mężem lub żoną. 
Czego w tym czasie używać, a czego nie. Na pewno nie prezerwatyw, ani tym bardziej tabletek antykoncepcyjnych. Wszystkie katolickie porządne kobiety zaglądają do swoich kalendarzyków i patrzą na swoje termometry. Inaczej zabronione. Seksu dla przyjemności nie ma ani trochę. 
Wybaczcie, że spłycam temat, ale kiedyś, gdy jeszcze byłam katoliczką właśnie to rzuciło mi się w uszy najbardziej. Odpowiedzi na zadane na początku przez zakonnicę pytania nie było dla mnie sensownej. Nie było jej w Nowym Testamencie, który uznają katolicy. Odpowiedzi o sens życia i życie po śmierci znalazłam w starszych religiach tak chętnie atakowanych przez kościół katolicki.
Najgorsze jest dla mnie w tym wszystkim, to że tak chętnie. 
Gdy tymczasem tamte religie pozwalają by obok nich żyły inne. Oczywiście one też nie są święte i też walczą z innymi. zdarza się, ale pomyślcie czy u nas w Polsce mamy jakieś inne religie oprócz katolicyzmu. Jeśli są to są małe i mało znaczące. 
Księża z łatwością je atakują. Niszczą na wszelki intelektualny sposób, bo już nie ma Wielkiej Inkwizycji, która szybciej, z tym wszystkim zrobiłaby porządek. 
Prawdziwą czystkę w imię tej jednej jedynej właściwej religii. Religii narzuconej nam od urodzenia i trwającej aż do grobowej deski. Chyba, że jest ktoś taki jak ja, który nie wierzy w popularne powiedzenie: w takiej religii się urodziłam/em i w takiej muszę zostać. 
Który naprawdę szuka odpowiedzi na pytanie o sens życia. I skąd się życie wzięło.
Czy odpowiedziałam na pytania zasadnicze? Jak Wam się wydaje? 
A jaki jest mój stosunek do prawdy objawionej przez siostrę? Odpowiem pewną metaforą. 
Kiedyś pewna kobieta przyśniła mi się z drzwiami na głowie. 
Co sen oznacza? Sami dojdziecie do tego. Z pewnością bez mojej pomocy.
Dodam jeszcze jedno pytanie na koniec, zwłaszcza dla Was katoliccy entuzjaści.
Czy można zabić energię, która jest we wszystkim? I drugie, pytanie dodatkowe.
Czy ta energia zabita już nigdy się nie pojawi? Może tylko kiedyś zmartwychwstanie?
Czy rzeczywiście na pewno jest tylko jedno jedyne życie?
To już naprawdę było ostatnie pytanie.

Tag:  Społeczne, Obyczajowe, Religie   

13 komentarzy:

  1. Dzięki bardzo za link do merytorycznej strony o religiach świata, ciężko dzisiaj o takie w Internecie! Na Twoje pytania można odpowiadać chyba tylko przez kolejne pytania, metafory i paradoksy, ostatecznej odpowiedzi raczej nie sposób poznać ("Ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało"). Serdecznie pozdrawiam, Entuzjastyczny katolik :D

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja dziękuję za mądry komentarz od prawdziwego katolika.
    Właśnie czekałam na odpowiedzi od katolików, bo przecież odpowiedzi od innych to byłby raczej nudne, bo tak naprawdę podobne do moich. A czy ciekawe jest gadanie do lustra. Nie bardzo.
    Jeśli ,, Ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało,, to dlaczego katolicy wiedzą na pewno, że reinkarnacja nie istnieje?
    Tak, szanowny katolik odpowie, że chodzi o wiarę. A mnie niestety wiara w Nowy Testament pisany tyle lat po śmierci Jezusa już nie wystarcza. Dlaczego?
    Bo nie wierzę i wiem na pewno, że Jezus nie mógłby tak sobie błogosławić ludzi jedzących ryby. I co z tego, że to nie ,,mięso,, Dla mnie to żywa istota i tylko w wyjątkowych sytuacjach, gdy nie można inaczej, zjadłabym rybę. Chociaż i tego nie jestem pewna.
    Tak się zastanawiam, czy kochający Bóg pozwolił by na łowienie setek ryb, tylko po to, żeby zaspokoić swoje podniebienie.
    Czy skazał by każdego za każdy błąd na wieczne cierpienie w piekle? Zwłaszcza tych, którzy na swoje nieszczęście urodzili się w innej religii? Bardzo ciekawy temat. Jednak mnie szkoda już czasu na te wszystkie paradoksy i metafory.
    Również serdecznie pozdrawiam, Ta, która nie potrzebuje żadnej religii, żeby wierzyć w Boga.
    P.S. Może szanowna siostra takich stron nie zna i ten link był specjalnie dla niej?

    OdpowiedzUsuń
  3. Co do reinkarnacji, to sama sobie odpowiedziałaś, chodzi o wiarę. My wierzymy w zmartwychwstanie po śmierci, w to, że zostanie zbawiona nasza dusza, będzie jeden sąd z miłości i jedno przejście do nowego życia. Z tego właśnie powodu nie do zaakceptowania jest dla nas idea reinkarnacji. Z drugiej jednak strony niektóre fragmenty biblii wskazują na to, że w zbawieniu będą uczestniczyć również chociażby zwierzęta: "Wilk i baranek paść się będą razem; lew też będzie jadał słomę jak wół; a wąż będzie miał proch ziemi jako pokarm. Zła czynić nie będą ani zgubnie działać na całej świętej mej górze - mówi Pan."

    Co do pytania "Czy skazał by każdego za każdy błąd na wieczne cierpienie w piekle? Zwłaszcza tych, którzy na swoje nieszczęście urodzili się w innej religii?" to ja w takiego Boga nie wierzę i nie jest to na pewno Bóg Ewangelii i jest to niezgodne z oficjalnym stanowiskiem Kościoła. Z samej Ewangelii raczej wypływa przesłanie nieskończenie miłosiernego Boga, który nie byłby w stanie nikogo skazać na wieczne potępienie (chociaż z drugiej strony nikogo nie będzie zapewne zbawiał na siłę). Ja jednak mam głęboką (uzasadnioną Ewangelią) nadzieję w to, że piekło będzie puste, a sam Kościół takiej nadziei nie potępia.

    Zmartwychwstanie nie jest też konieczne zależne od wiary, co ewidentnie wypływa z Ewangelii i postanowień soborowych. Już dawno Kościół Katolicki uznał, że zbawienie może osiągnąć każdy człowiek, bez względu na wyznawaną wiarę, czy jej brak, jeśli tylko będzie "człowiekiem dobrej woli". Wierzymy, że Jezus umarł na krzyżu za życie wieczne każdego człowieka, w tym również Twoje :) Podczas II soboru uznano także wartość innych religii poza religiami chrześcijańskimi i przyznano, że w każdej wielkiej religii świata jest pewna część Prawdy, często wyrażana jest jednak za pomocą innych terminów i wyobrażeń. Pod poniższym linkiem znajdziesz całą treść oświadczenia soborowego, warto przeczytać! Bez tej wiedzy trudno jest się wypowiadać o stosunku Kościoła do innych wyznań.

    http://archidiecezja.lodz.pl/czytelni/sobor/drn.html

    Co do Twoich słów na temat Jezusa, który jadł mięso ryb, to przyznam, że również mam z tym pewien kłopot. Z drugiej strony jednak, chyba trzeba wziąć pod uwagę kontekst tamtych wydarzeń. Dla uczniów Jezusa łowienie ryb było sposobem na przeżycie, wykonywanym zawodem. Nie wiem, czy akurat Ci ludzie mieliby pod dostatkiem produkty wegetariańskie, które pozwoliłyby im pracować i żyć w zdrowiu. Tak czy inaczej Ewangelia mówi raczej o wyjątkowych sytuacjach w których Jezus w raz z uczniami spożywał mięso ryb: ostatnia wieczerza, nakarmienie wygłodzonego tłumu - nigdzie nie widzę tutaj konsumpcjonizmu mięsnego na szeroką skalę, który ma miejsce dzisiaj, kiedy mięso (nie tylko ryby) spożywa się codziennie jako zwykła zachcianka, niezdrowy nawyk. Tak samo w przypowieściach Jezusa, mięso spożywano wyłącznie w wyjątkowych okolicznościach, takich jak powrót Syna Marnotrawnego. Skoro jednak Jezus mówił, że jesteśmy (ludzie) ważniejsi niż tysiąc wróbli, to mamy prawo w rozsądnych ilościach i wyjątkowych sytuacjach spożywać również mięso zwierząt. To jest już jednak moja prywatna interpretacja.



    Pozdrawiam serdecznie i życzę miłego dnia :)

    P.S. Inne religie warto jednak poznawać, choćby dlatego żeby zweryfikować swoje mylne o nich wyobrażenia (ja też nie od razu odkryłem chociażby ogromną wartość buddyzmu).



    OdpowiedzUsuń
  4. To fakt. Religie warto poznawać, a moja wiedza o katolicyzmie jest oparta głównie na kazaniach księdza w kościele. Niezbyt miłych kazaniach. Oczywiście ta uwaga nie dotyczy wszystkich księży. Teraz wspominam jednego, który mimo braku wiedzy merytorycznej na temat reinkarnacji i wierzeń Hindusów, krytykował przekonanie o tym, że wracamy na Ziemię. Jego zdaniem to było takie piękne oszustwo, a moim zdaniem to wcale nie jest piękne. Nie musimy przecież rodzić się zawsze w idealnych warunkach. Jak widać to po kalekach, dzieciach z zespołem Downa, dzieciach z domu dziecka i tych, co muszą znosić rodziców alkoholików. Reinkarnacja nie jest więc wcale pięknym zastępstwem piekła i nieba i zmartwychwstania.
    Oczywiście wszystko opiera się na wierze. Dla mnie reinkarnacja jest bardziej prawdopodobna niż jedno życie. A śmierć Jezusa, jeśli rzeczywiście miała miejsce, bo przecież są też inne niż katolickie źródła tej wiedzy, których akurat tutaj nie chce mi się przytaczać, dla mnie to śmierć ego, które nie pozwala nam być w pełni dobrymi ludźmi.
    Niestety mimo różnych deklaracji kościelnych jakoś nie chce mi się wierzyć w tolerancję kościelną. Czy ta siostra jest tolerancyjna? Czy ma w sobie szacunek dla innej religii i co gorsza ośmiesza ludzi chorych na schizofrenię. Dlaczego? Gdzie jest jej Jezusowa miłość? I skąd ona wie, co jest lepsze, co gorsze. Tak sobie myślę, tylko myślę, dlaczego Wy katolicy jesteście tacy pewni, że było tak nie inaczej i tylko to się liczy. Nieważne, co mówią Wasi księża na spotkaniach z innymi religiami. Oficjalnie cacy, cacy, ale za plecami czysta pogarda i śmiech. Dopuszczam do siebie myśl, że się mylę.
    Na koniec dodam jeszcze, że tak jak mój ukochany mistrz Sathya Sai Baba, chrześcijaństwo w tym katolicyzm to jedna z wielu możliwych ścieżek do Boga. Powiem jeszcze jego słowami ,, Jest tylko jeden język-język serca. Jest tylko jedna religia-religia miłości. Jest tylko jeden Bóg-jest On Wszechobecny.,,
    Całkiem bym zapomniała, a przecież to dla mnie ważne. Skąd ten cytat o wróblach? Jak Jezus mógł powiedzieć coś takiego, bo moim zdaniem dla Boga wszyscy jesteśmy ważni. Owszem ludzie są wyjątkowi, ale przestają nimi być, jeśli nie szanują zwierząt i odbierają im prawo do życia, zabijając je i traktując jak przedmiot mniej ważny, głupi, pozbawiony duszy. Gdyby Jezus tak powiedział i rzeczywiście miał przy tym na myśli, zabijajcie je i jedzcie, to dla mnie przestałby być Synem Bożym. Ponieważ jednak nie ma na szczęście pewności co do powiedzenia i co do intencji, mogę traktować Jezusa tak jak Ty z dużym szacunkiem.
    I to by było na tyle. Jak mi się coś jeszcze przypomni, to napiszę.
    Pozdrawiam i również życzę miłego dnia.

    OdpowiedzUsuń
  5. To przykre, że niestety we wielu polskich kościołach można usłyszeć takie głupoty, ja na całe szczęście mam okazję do tej pory trafiać raczej na świetnych księży.

    Śmierć ego może być jedną z możliwych interpretacji zmartwychwstania. Sam Jezus mówił o Królestwie Bożym, które jest już tutaj na ziemi, w nas samych i pośród nas. Mówił też jednak o Królestwie ostatecznym, po tym jak już ten świat przeminie. Jako katolik wierzę w zarówno jedno (to o którym piszesz), jak i drugie rozumienie zmartwychwstania, no i również w zmartwychwstanie cielesne samego Jezusa. Ale oczywiście jest to wiara, której nie sposób empirycznie udowodnić.

    Oczywiście siostra o której piszesz nie jest tolerancyjna i wygaduje głupoty, sprzeczne z nauką kościoła. Masz rację, że nie ma szacunku dla innych religii, daje złe świadectwo. Jest w kościele wielu duchownych zepsutych i o słabej moralności i wielu wspaniałych, jak w każdej wspólnocie. Jesteśmy ludźmi grzesznymi, co oczywiście nie jest żadnym usprawiedliwieniem Kościoła, którego przedstawiciele powinni sobie stawiać wysokie wyzwania moralne (i spora część to robi).

    Zapewniam Cię, że osoby uznawane za buddyjskich mistrzów, czy też nauczycieli innych religii też wcale nie tak rzadko są zepsuci moralnie, nietolerancyjni, stosują przemoc - tutaj nie żadna religia świata (jak i żadna wielka instytucja pozareligijna) nie stanowi wyjątku. Cieszę się jednak bardzo z tego, że oficjalne stanowiska wszystkich wielkich religii są głęboko humanistyczne i tolerancyjne, mimo że uznajesz to za obłudę.

    Raczej nie jest dobrze, żeby jak sama piszesz, katolicy byli pewni (wiem, że wielu niestety jest) , że "było tak nie inaczej i tylko to się liczy" i podchodzili z pogardą do innych wierzeń - takie przekonania podchodziłyby już pod faryzeizm - a Faryzeuszów Jezus jak dobrze wiesz najbardziej ganił.

    Zgadam się w 100% z tym co piszesz, że katolicyzm jest jedną z wielu możliwych ścieżek do Boga, jak dla mnie jest fantastyczną ścieżką w której odnajduję się najbardziej. Za Soborem uznaję jednak, że mogę się uczyć również od innych religii i przejmować z nich to, co może wzbogacić również moją wiarę. Co do zdania o wróblach, to Jezus nie mówi, że wróble nie są ważne. Można przecież jednocześnie powiedzieć "Jesteście ważniejsi niż tysiąc wróbli" i "Wróble są bardzo ważne, zaraz po was najważniejsze na świecie" :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziękuję za tak długi komentarz i wytrwałość w pisaniu.
    Podsumuję to tak.
    Zraziłam się do wiary katolickiej i może dlatego wszędzie dostrzegam jej błędy jak krawcowa źle przyszyty materiał.
    Nie uważam, że wśród mistrzów hinduskich i buddyjskich są sami święci. Nie rozumiem tylko dlaczego tam u nich istnieją obok siebie inne religie i jest w porządku. U nas jakby tylko jedna panowała. Od urodzenia, jeśli Twoja rodzina wyjątkowo nie jest inna, musimy tkwić w tej jednej.
    Jest nam narzucona przez rodzinę, szkołę i otoczenie. Spróbuj się teraz wyrwać z tego zaklętego kręgu. Bardzo małe szanse. To mi się nie podoba. Ten przymus narzucany dzieciom.
    Czy Jezus naprawdę chrzcił wszystkie małe dzieci? A może jest tak jak twierdzą Adwentyści Dnia Siódmego do chrztu trzeba dorosnąć, trzeba być dojrzałym człowiekiem. Na pewno nie krzyczącym niemowlakiem. Teraz te dawne niemowlaki tzn część z nich ma żal do rodziców i oficjalnie odchodzi z Kościoła.
    Wiem, że jedyne, co można zrobić, by tą sytuację poprawić i dobre imię Kościoła, to wyrzucić religię ze szkoły. Po co taki przedmiot. Kiedyś uczyli nas tego w szkółkach przy kościelnych.
    Po namyśle stwierdzam niestety, że nie jest to jedyna rzecz, którą należałoby zmienić. Przede wszystkim oddzielić władzę od religii. Władza powinna być świecka i narzucać swoich katolickich poglądów.
    A co do wróbli. Nie zgadzam się. Czasem jeden wróbel jest lepszy od wielu ludzi.
    Jezus nie mógł tego powiedzieć, bo to by było głupie. Tak mi się przynajmniej wydaje.
    Ja cieszę się bardzo, że w pewnym momencie swojego życia spotkałam Sathya Sai Babę. Poznałam jego nauki i już nie muszę tkwić w żadnej religii, tym bardziej katolickiej.

    OdpowiedzUsuń
  7. Wytrwałości to mi nigdy mało :D Co do tych uwarunkowaniach społecznych religii katolickiej, to też uważam, że często są one szkodliwe, więc należałoby je wykorzenić w pewnym stopniu. Religia też znacznie lepiej by się na pewno sprawdzała w salkach katechetycznych niż szkołach (tutaj powinny się odbywać lekcje religioznawstwa i etyki). Świeckość państwa też jak najbardziej, chociaż niektóre kwestie światopoglądowe są niezależne od religii, takie jak aborcja czy eutanazja. Chrzest dorosłych można by też wziąć pod uwagę, chociaż przy odpowiednim rozumieniu (nie magicznym i instytucjonalnym) tego sakramentu, nie widzę przeszkód, aby był udzielany także dzieciom. Dla mnie chrzest to przede wszystkim słowa Boga kierowane do każdego człowieka "Jesteś moim umiłowanym Synem/Córką" (bezwarunkowo).

    A co do wróbli, to na szczęście tylko moja interpretacja, nie Jezusa. Skoro uważasz ją za głupią, to być może coś w tym jest, nie przeczę ;)

    Cieszę się też razem z Tobą, że nie musisz już tkwić w żadnej religii, wolność przede wszystkim :) Ja na całe szczęście również nie muszę :)

    OdpowiedzUsuń
  8. http://vod.pl/zagadki-ludzkosci-syn-bozy-2,125721,w.html
    To bardzo ciekawy film mówiący o tym, że nie ma sprzeczności między wiarą chrześcijańską i wiarą w reinkarnację. Są tu cytowane najstarsze ewangelie nie włączone do Nowego Testamentu, a jednocześnie starsze (pierwotniejsze) od tych, które można w nim znaleźć. Pierwsi chrześcijanie wierzyli w reinkarnację i konieczność poszukiwania Boga w sobie. Tu jest dość czytelnie przedstawione jak i dlaczego tę wiarę wypaczono. Nie ma dużych różnic między poglądami buddystów i pierwszych gnostycznych chrześcijan. Moje poglądy są też typowo gnostyczne. Oczywiście nie zawdzięczam ich temu filmikowi ale własnym poszukiwaniom, przemyśleniom i czytaniu wszystkich dawnych ewangelii ( również tych nie włączonych do Nowego Testamentu). Po zobaczeniu tego filmu, utwierdziłam się tylko w swoich już wcześniej dość utwierdzonych przekonaniach.

    OdpowiedzUsuń
  9. Robaczkowa za film dziękuję. Szkoda tylko, że to nie link, że trzeba to wszystko przepisywać, a ja ostatnio taka leniwa jestem.
    Dobrze, że wiesz czego się trzymać. Ja niby też wiem, bo mam przecież swojego mistrza Sathya Sai Babę, ale jednocześnie pociąga mnie buddyzm zen. Nie wiem i pusty umysł czyli odrzucenie podanych przez kogoś zasad na rzecz sprawdzania wszystkiego na swoim własnym grzbiecie.
    Mimo wszystko Twoje poglądy Robaczkowa są mi bliższe niż poglady typowo katolickie.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  10. Danni dziękuję za wytrwałość w pisaniu komentarzy.
    Rozumiem, że nie musisz tkwić w swoim Kościele, ale chcesz tam być i jest ok.
    Ja mam swoje przekonania, a Ty swoje.
    A już myślałam, że to Jezus tak o wróblach powiedział. Na szczęście to tylko Ty i z punktu widzenia Boga we mnie aż Ty.

    OdpowiedzUsuń
  11. Pozostaje mi się tylko serdecznie uśmiechnąć :) Ja Tobie Aniu również dziękuję za inspirującą dyskusję! Powodzenia w dalszej przygodzie odkrywania Nieodkrywalnego ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. I ja dziękuję i zapraszam do dalszych komentarzy.

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie jesteśmy sami w stanie stwierdzić która religia jest prawdziwa ale możemy już (tak z własnego punktu widzenia) określić który porządek świata byłby sprawiedliwy. Czy wielokrotny morderca, który zaraz przed śmiercią nawróci się i uzyska rozgrzeszenie będzie ,,lepszy" powiedzmy od kogoś kto np. uprawiał niezarejestrowaną przez kościół miłość i ,,poległ nagle" rozjechany przez samochód bez możliwości otrzymania ,,ostatniego rozgrzeszenia". Nie wiem jaki jest prawdziwy Bóg ale wolałabym aby miał podobne do mnie poczucie moralności i sprawiedliwości. Reinkarnacja i karma jest dla mnie ,,bardzo sprawiedliwą", ,,najsprawiedliwszą z możliwych" wersją bytu. Prawdziwy ,,Wszechmocny i Dobry Bóg" powinien być sprawiedliwy.
    Robaczkowa

    OdpowiedzUsuń