wtorek, 5 grudnia 2017

Barwotonia.

Tym tekstem rozpoczynam nową serię opowiadań. O czym? O świecie alternatywnym. Trochę podobnym do naszego, ale tylko trochę. Najważniejsze miejsce zajmują w nim barwy i wiara w Wielką Barwę jakby odpowiednika naszego Boga. Jak uda Wam się doczytać do końca, podzielcie się Waszym spojrzeniem na przedstawiony świat. 


Prolog.

Dawno temu, kiedy jeszcze czas nie istniał, bo nic nie istniało, królowała w całej Barwotoni jedna barwa - Czarna. Dzięki niej nikt nic nie widział. Zresztą i tak nikogo nie było. Jedynie Czarna. Trochę się jej samej nudziło. Nawet nie trochę, ale bardzo. Dlatego jednego dnia, powiedzmy dnia, pomyślała stworzę sobie inne barwy, żeby się bawić, grać z nimi w gry, rozmawiać, uczyć się też przy okazji. Jak pomyślała tak zrobiła. A żeby było weselej, na samym początku powołała do życia barwę Białą. Z Białej wyłoniły się inne, a także: ziemia, woda, niebo, słońce, księżyc, gwiazdy,  rośliny, minerały, zwierzęta, ludzie itd. itp. Ci ostatni zaczęli wymyślać różne wersje początku i końca Barwotonii. Dlatego teraz ja, narrator nie wiem, czy podana przeze mnie powyżej historia jest prawdą. Może jedynie kolejnym kłamstwem.

Ciotka Gosława.

Mieszkała sama w jednym z wielu szarych wieżowców w dzielnicy Szarzyzna w mieście Szarość. Jednak sama nijak pasowała do szarości. W ogóle szarego nie lubiła. Dlatego sprowadzała z zagranicy kolorowe ubrania. Kolorowe czyli takie pozbawione szarego, czarnego i białego. Sąsiedzi kręcili nosem na jej dziwactwa. Stukali się w czoło za jej plecami. Wytykali palcami. I prawie zawsze głowili się nad tym skąd ona bierze pieniądze, bo jakoś nigdy nie widzieli jej, by szła do pracy albo wracała z pracy. Nie widzieli również jej bliskich. Czyżby dziwaczka nie posiadała rodziny? Liczne pytania bez odpowiedzi snuły się tu i tam. Gosława ich nie zauważała albo świetnie udawała, że nie zauważa.

Podobnie zachowywała się wobec rodziny odkąd skończyła 18 lat i mogła wyprowadzić się z domu, a mogła, bo dziadek przepisał jej cały majątek, a potem jeszcze jedna ciotka, wujek, babcia. Trochę się ich namnożyło. Dlatego część rodziny zaczęła się jej, Gosławy bać. Po kątach szeptano, że sprowadza śmierć. Wcześniej rzuca czar, który sprawia, że wszelkie dobra zmarłego przechodzą na nią. Dzięki temu nie musi pracować, przynajmniej w normalnym znaczeniu tego słowa czyli ciężko tyrać jak reszta jej krewnych. Gosława zwyczajnie sobie siedzi i pisze bajki dla dzieci. Głupie, niepoważne zajęcie zdaniem wielu poważnych, mądrych ludzi. Dziwaczka, wariatka, zła czarownica. 

A jednak... Pewnego dnia dostała zaproszenie na bardzo ważne rodzinne wydarzenie: jednię z Wielką Barwą ( komunia święta w naszym świecie ) swojego bratanka Barwomiła.

Barwomił.

Zadawał wiele niepotrzebnych pytań, wiecznych po co i dlaczego.
Z wiekiem mu ta głupota nie przechodziła. Dlatego ludzie raczej go nie lubili, rodzice też. Zbyt często jego pytania wykrzywiały im świat. Zbyt często się za niego wstydzili. 

- Dlaczego muszę iść do wielkiej jedni z Wielką Barwą? - wciąż powtarzał Barwomił.
- Och, dlaczego i dlaczego. Nie cieszysz się, że dostaniesz prezenty? - dziwiła się mama Barwomiła.
- Cieszyłbym się jakbym je dostał bez tej ceremonii. Prezenty z jej powodu nie są już takie zabawne.
- Lekcje odrobiłeś? - odzywał się jak zwykle tata.

W szkole Barwomił prześladował nauczycielkę religii. Podchodził do niej zwykle na przerwie i zadawał trudne pytania. Ze strachu przed nim, pani Bladolica chowała się za uczniami. Bez skutku i tak ją wypatrzył wcześniej lub później.

- Czy Wielka Barwa kocha nas bezwarunkowo? - zagadywał po raz kolejny.
- Oczywiście. Tyle już razy ci mówiłam - odpowiadała pani, szukając wzrokiem jakiegoś wybawienia od natrętnego Barwomiła.
- Nie - stwierdzał Barwomił. - Jakby kochała, nie kazałaby nam iść do jedni z Wielką Barwą.
- Już ci tłumaczyłam, że nie musisz i na religię też możesz nie chodzić.
- To niech pani jeszcze rodzicom wytłumaczy, dobrze?

Rodzicom nie dało się wytłumaczyć. Barwomił słusznie się domyślał, że dla nich jednia jest również okazją, by dostać kosztowne podarunki. Niby ich syn je dostaje, ale nie do końca. Oni jako rodzice, dorośli ludzie mogą zawsze je zabrać, schować, przerobić. Nie raz już ,,opiekowali się,, Barwomiła rzeczami. 
W efekcie ,,opieki,, dużo ich znikło. Gdzie na przykład podziała się forsa z okazji imienin, którą dostał od ciotki Gosławy? Czy dowie się tego kiedyś czy też nie?

Ostatniej nocy Barwomił podsłuchał rozmowę rodziców. Wreszcie się wydało, czego naprawdę po jego jedni oczekują. Oczywiście następnych pieniędzy ciotki Gosławy. 

Groźba nieznajomego.

Gosława wcale nie chciała iść na uroczystość. Nie wierzyła w jednię ani oblicze Wielkiej Barwy podane jak na tacy przez kościół barwny. ( Trzeba dodać, że barwny z nazwy, naprawdę straszył szarzyzną pomieszaną z trupią bielą ). Dla niej Wielka Barwa jeśli już istniała, przejawiała się w ukochanych przez Gosławę kolorach, tych samych, które raziły oczy sąsiadów i za które Gosława zyskała miano dziwaczki.

- Nie pójdę - postanowiła i podarła zaproszenie. ( Na szczęście koperty nie podarła, bo później miałaby problem ze znalezieniem adresu ).

Dlaczego Gosława zmieniła zdanie? Z powodu zgubionej chusty. Barwnego kawałka materiału, którym zwykle osłaniała swoją szyję przed nadmiernym mrozem lub upałem. Poza tym chusta przypominała jej dawną miłość, jednego z wielu byłych narzeczonych. Wielu, ponieważ  Gosława odznaczała się wyjątkową urodą i wciąż mimo swoich czterdziestu lat przyciągała wzrok mężczyzn. Niestety przy bliższym poznaniu powoli swój urok traciła jakby ciążyło na niej jakieś przekleństwo. Z żadnym z narzeczonych nie doczekała się ślubu. Zawsze coś im przeszkodziło, a to choroba w rodzinie przyszłego męża albo śmierć osoby bliskiej lub rzadziej zauroczenie inną kobietą.

Chustę dostała od najlepiej rokującego kandydata na męża. Bardzo ją lubiła. Zawsze starannie składała i chowała w szufladzie. Zawsze po otwarciu szuflady znajdowała ją leżącą na wierzchu. Jednak tego jednego dnia nie znalazła. Przeszukała szufladę, półki szafy, prawie wszystkie zakamarki mieszkania i nic. Chusta jakby wyparowała, a z nią dobry humor Gosławy. Przez cały dzień chodziła równie pochmurna jak pogoda za oknem, a po głowie krążyły jej myśli o chuście. Pytanie co się z chustą stało, wdarło się w Gosławę tak głęboko, że we śnie pojawiła się odpowiedź, choć niekoniecznie taka, jaką by chciała.

Przy łóżku wyrósł cień. Z niego po chwili wyłonił się mężczyzna. W mroku świeciła się jego blada twarz. Zamiast oczu wyzierały z niej dwie ciemne jamy. Patrzył nimi na Gosławę. Czuła wiszącą nad nim grozę. Powietrze gęstniało od strachu. Gosławę coś w środku sparaliżowało. 

- Jeśli, to sen, chcę się obudzić - pomyślała.

Nieznajomy się roześmiał.

- Nic z tego. Musisz mnie wysłuchać. Chcesz chyba odzyskać chustę, co?
- Tak - wyjąkała Gosława.
- Pójdziesz więc tam, gdzie iść nie chcesz.
- Czyli gdzie?
- Rusz głową.
- O, barwo, na jednię. Tylko nie to.
- Jak nie pójdziesz znikniesz. Zostaniesz wymazana razem z chustą.
- Co? Dlaczego?

Mężczyzna nie odpowiedział. Gosława obudziła się zlana potem strachu.

Przyjęcie.
  
W wyznaczonym dniu o wyznaczonej porze Gosława zjawiła się na przyjęciu. Tak na wszelki wypadek, bo przecież w żadne sny nie wierzyła.

Na początku nie działo się nic niezwykłego.Ludzie zgromadzeni w restauracji pochylali się nad talerzami. Jedli. Mówili z pełnymi ustami lub między jednym kęsem, a drugim.

Gosława po wręczeniu Barwomiłowi odpowiedniego prezentu usiadła obok dawno zapomnianej kuzynki. Miejsce przy sąsiednim stoliku zajęli rodzice Barwomiła. Od czasu do czasu uśmiechali się do Gosławy. Wiadomo, zadowoleni z pieniędzy, które Gosława teoretycznie dała bratankowi, praktycznie swojemu bratu i jego żonie.

Wokół wiało nudą i jednocześnie czymś nieodgadnionym, czymś, co za chwilę się wydarzy. Gosława czuła dziwne napięcie. Dziwne, bo nie wiadomo skąd i dlaczego. Ukradkiem spoglądała na zegarek. Kiedy to się skończy? Kiedy wreszcie wróci do domu?

Potem zobaczyła ono. Osobę, której płci nie potrafiła określić. Raz jej się wydawało kobietą, raz mężczyzną, a strój niczego nie mówił ani makijaż. Był niewidoczny. 

Ono stało przy ścianie obok drzwi do toalety. Ubrane w obowiązkowe w tym sezonie barwy czarno-białe patrzyło  na nią. W pewnym momencie wyciągnęło z czarnych spodni chustę, tę samą, która zginęła. Zaczęło nią wymachiwać przed oczami Gosławy.

Z dalszej części przyjęcia Gosława niewiele pamiętała jakby coś ją zamroczyło. Na pewno próbowała odebrać chustę. Ono jednak mocno ja trzymało. Gosława krzyczała, ale ono się nie wystraszyło. W dodatku nikt z gości nie ruszył się z miejsca. Jakby nikt niczego nie widział. Ono się śmiało. Powietrze zamigotało w oczach Gosławy. Upadła. Ogarnęła ją ciemność. Na chwilę trwającą wieczność objęła ją nicość. 

Gosława obudziła się w swoim łóżku. 


 P.S. Co się naprawdę stało z Gosławą na przyjęciu? Dlaczego znalazła się w łóżku? Czy to jej się śniło? Co z jej chustą? Dowiem się, jeśli chcecie, żebym się dowiedziała. Chcecie? Czy Was zainteresowała ta opowieść?








6 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawie napisane, inaczej, rzeczywiście ciągle to pytanie "dlaczego" ciśnie się na usta, a odpowiedź jedyna słuszna to "dlatego"... Szare wieżowce, szara rzeczywistość, coś w tym jest. Chociaż we Wrocławiu coraz więcej wieżowców jest kolorowych :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie też zdarzają się kolorowe bloki. Jednak z czasem ich nieodnawiane kolory płowieją. Stają się nijakie. Poza tym trudno żyć tylko między blokami z małym skrawkiem zieleni. Prezydent miasta o tym nie myśli. Jedynie o wydarzaniach kulturalnych i pięknym centrum.
      Jeśli chodzi o pytania, zdarzają mi się one coraz częściej i dotyczą też religii, stąd ten temat i bohater.
      Cieszę się, że Ci się dobrze czytało.

      Usuń
  2. Pomysł ze światem alternatywnym super, dobrze czasami się oderwać ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Myślę że to jest dobry pomysł, Anna, zacząć nową serię opowiadań! Po przeczytaniu pierwszego przekonuje się o tym. Bardzo mi się spodobałem ten pomysł o świecie alternatywnym.
    Mam nadzieję że wkrótce dowiem się o tym co się naprawdę zdarzyło i co miała na myśli autorka tego opowiadania ;)
    Czekam na dalszy ciąg.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno doczekasz się ciągu dalszego. Ze mną jest tak, że nie piszę ciągów dalszych od razu. Zdarza się, że między jedną częścią, a drugą pojawiają się inne teksty i do nich na razie Cię zapraszam.
      Dziękuję bardzo za podzielenie się wrażeniami. Cieszę się, że Ci się mój pomysł spodobał.

      Usuń