wtorek, 20 listopada 2018

Efekt Mandeli?

Myślałam, że już do tego nie wrócę. Sprawa dawno się skończyła. Moje bohaterki nie poszły więcej na działkę znajomego sąsiadki. Pamięć zdarzenia zniknęła razem z zielonym domkiem. Jednak niezupełnie, ślad został i wyszedł na wierzch w najmniej odpowiednim momencie, oczywiście przyjmując założenie, że w ogóle istniały właściwe momenty.

Autor:Bruce Rolff.

 Eugenia i Stanisława 

Niepokój dotknął Eugenię, gdy nalewała wodę do dzbanka z herbatą, zezując jednocześnie przez okno na sąsiada Karola. Mężczyzna akurat wyszedł z bloku w zielonej, jesiennej kurtce i czapce z daszkiem. W ręku trzymał wielką niebieską reklamówkę z wiązanką na cmentarz. Nic nadzwyczajnego, a jednak serce Eugenii zabiło mocniej. Coś w jej pamięci wypływało na wierzch. Coś groźnego, czego nie powinna pamiętać. 

- Idziesz jutro na cmentarz? - głos Stanisławy przywrócił znajomą rzeczywistość. Kuchnia, pokój, stolik, talerzyk w fiołki z kruchymi ciastkami. 
- Idę.
Eugenia postawiła imbryk z malinową herbatą. Może to niestrawność wywołała dziwne myśli.

- Żeby tylko była pogoda - zaczynała martwić się Stanisława.
- Jak nie będzie, pójdziemy innym razem - Eugenia obojętnie machnęła ręką. Po raz pierwszy od wielu lat było jej wszystko jedno. Pójdą, nie pójdą, jakie to ma znaczenie, przecież oni i tak już nie żyją. Nie czekają na nie z ciastkami jak ona, Eugenia na Stanisławę.
- Co się ze mną dziś dzieje - zaraz przywołała się do porządku. - Najpierw jakiś lęk, a teraz niechęć do grobów ?!

- Pewnie, zawsze możemy iść pojutrze, żebyśmy tylko Karola nie spotkały.
- Nie spotkamy. Widziałam go przez okno jak szedł z wiązanką.
- Ale czy na pewno na ten nasz cmentarz?

Eugenia nic nie powiedziała, bo nagle jej się przypomniało jak razem ze Stanisławą i Rozalią poszły na działkę w poszukiwaniu domu z zielonej cegły. Tyle, że Rozalia nie miała działki. Jej koleżanka Todzia również nie, więc jak się mogło cokolwiek Eugenii przypomnieć.

- Oszaleję - mruknęła pod nosem.
- Co? - nadstawiła uszu Stanisława. - Nie słyszałam, co mówiłaś?
- Nic, tak tylko myślałam o Rozalii.
- Ach, Rozalia ma problem. Jakaś baba na rynku oskarżyła ją o kradzież.

Eugenia powinna, ale nie zareagowała. Jej myśli biegły w inną stronę.
- One zostały z tyłu. Ja weszłam do środka. Pojechałam windą na górę i ... Nie pamiętam. Co się tam wydarzyło?

- Co ty na to? - chciała wiedzieć Stanisława.
- O czym? 
- No, przecież o Rozalii.
- Poszłyśmy z nią na działkę popatrzeć na zielony dom.
- Jaki dom? - skrzywiona mina Stanisławy nie wróżyła nic dobrego. - Rozalia mieszka jak my w blokach. Nie ma żadnego domu, ani działki. Jakby miała, to by nie kradła.
- A kradnie?
- Oj, nie słuchasz mnie Gieniu. Przed chwilą mówiłam, że ją baba na kradzieży złapała.
- Wybacz Stasiu, źle się jakoś czuję.
Eugenia pozieleniała, zbladła, poczerwieniała. To nierealne wspomnienie przebijało się głębiej do serca, umysłu, może nawet duszy.

Weronika.

Podobnie jak Eugenia przypomniała sobie coś, czego nie mogła pamiętać. Spotkała Marka na skrzyżowaniu blisko bloku ciotki Florentyny. Chciała za nim pobiec, gdy Artur chwycił ją za rękę. Skąd wzięło się to dziwne wspomnienie? I po co? Żeby czuła w sobie jeszcze większy dół niczym nie wypełniony, pustkę rozmiarów pustyni?

Budzik nie zdążył zadzwonić, a Weronika już nie spała. Nie mogła. Wstać też nie miała siły. Przygniatał ją ciężar zbyt wielki, by sama dała radę się z niego wyczołgać. Wiedziała, że za godzinę po ich wspólnym pokoju zacznie się kręcić Jagoda, koleżanka ze szkoły. I z pewnością od razu zauważy, że Weronika się nie rusza. Spróbuje ściągnąć z niej kołdrę, połaskotać, w jakikolwiek sposób wyciągnąć z łóżka. Co wtedy? Czy Weronice uda się wyjść z przytłaczającej ją dziury? Czy pójdzie do szkoły, udając, że wszystko jest w porządku. Nie spotkała Marka. Przyśniło jej się. Nigdy więcej go nie zobaczy. Tu i teraz szkoła pozostaje najbardziej ważna. W końcu w tym roku matura. Trzeba wreszcie przysiąść przy podręcznikach. Postarać się odrzucić zbędne rzeczy, przede wszystkim zadających ból facetów.

Weronika spróbowała się poruszyć i wtedy zaatakowało inne wspomnienie. Najlepsze i najgorsze jednocześnie. Najgorsze, bo razem z nim wraca zarówno tęsknota jak i przerażenie.

- Nie, przecież to się nie wydarzyło - Weronika kuli się pod kołdrą, ale w żaden sposób nie potrafi wymazać obrazu z przeszłości.

Weronika kocha się z Markiem w jego domu na jego łóżku. Najpierw powoli, delikatnie, potem coraz szybciej gwałtowniej. Prawdziwy dziki seks. Pot płynący po zmieniających się splotach ciał. Raz on na górze, raz ona. Ujeżdżają siebie na wzajem jak konie, dotąd zamknięte, teraz wypuszczone na wolność.

Weronika czuje pulsowanie każdej komórki ciała. Ekstaza zbliża się wielkimi krokami. Jeszcze jeden ruch, skurcz podniecenia i nagle miejsce Weroniki zajmuje Gniewna. To ona kończy. Zbiera rozkosz. Zatraca się w uniesieniu. Weronika stoi z boku bezskutecznie starając się odepchnąć intruza. Na nic zdaje się krzyk, przestań, zostaw, nie, błagam. Gniewna spełnia swoje okrutne pragnienia. Tnie kuchennym nożem ciało Marka.

Eugenia i Stanisława.

Wyszła jak tylko pozbyła się Stanisławy. Kroki skierowała w stronę pobliskich ogródków działkowych. Po drodze wracały do niej szczegóły tamtego spaceru ze Stanisławą i Rozalią. Szczegóły, które przecież nie istniały, a jednak kuły wyraźnym kształtem. Każde wypowiedziane słowo, ruch ręki, spojrzenie. Wreszcie teren działek. Na szczęście ktoś zostawił otwartą furtkę.

Eugenia idzie jak ktoś pogrążony w hipnotycznym transie. Ogląda domy oczami pamięci. Tu się potknęła i została w tyle. Stanisława i Rozalia nawet nie zauważyły, że już z nimi nie idzie. Dlatego nie zobaczyły domu z dziwnej, zielonej cegły.

Eugenia stanęła w tym samym, co wtedy miejscu. Zielonego domu nigdzie nie było. Wiatr zawodził w nagich gałęziach brzozy.

Weronika.

Poszła do niego. Wdrapała się na dziesiąte piętro, bo winda się zepsuła. Przycisnęła dzwonek. Czekała długo. Jeszcze raz zadzwoniła i jeszcze i gdy się już poddała, drzwi się otworzyły. Stanęła w nich kobieta w niebieskim szlafroku i włosach zawiniętych w brązowy ręcznik.

- Słucham.
- Czy jest Marek?
- W pracy. A o co chodzi?
- Nic, tylko chciałam się upewnić, że on żyje, bo...
- Głupie żarty.

Kobieta trzasnęła drzwiami. Ciężar spadł z serca Weroniki.



P. S. Nie wiem skąd się wzięły dziwne wspomnienia Eugenii i Weroniki. Czy przyniosła je mgła i ochłodzenie? Czy może zaczęła się nowa gra tajemniczych graczy? I co się jeszcze wydarzy?
Poprzednie: PustkaWir czasuEuforia, ProblemyDziurawa pamięćTajemniczy domek.
Co to jest efekt Mandeli? Ci co nie wiedzą, mogą przeczytać tutaj.
   











 







             

8 komentarzy:

  1. Zamyślone, rozkojarzone ale i w dziwnym oczekiwaniu znalazły się bohaterki. Jak to w listopadzie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niezupełnie z powodu pory roku. Główną przyczyną są figle pamięci, a te z kolei nie wiadomo dlaczego.

      Usuń
  2. Jesień nastraja pesymistycznie.Byle do wiosny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba koniecznie znaleźć jakiś sposób na zły nastrój.

      Usuń
  3. Nie słyszałam o efekcie mandeli i jeszcze tak na prawdę po przeczytaniu opowiadań, nie do końca całość rozumiem - chyba (?).
    Chodzi o to, że śni się mi coś - co się nie wydarzyło? = troszke mi to przypomina deja vu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że nie zajrzałaś do podanych przeze mnie linków. Jedne do poprzednich opowiadań z tym związanych i do wyjaśnienia, co to dokładnie jest ten efekt.
      Dobrze, wyjaśnię. Przypominasz sobie coś, czego naprawdę nie było, a raczej nie ma dowodów na to, że było np. jesteś pewna, że twoja bluzka miała kolor czerwony, a okazuje się, że jest zielona. Inne ciekawe przykłady znajdziesz w internecie.

      Usuń
    2. Anno, dziękuję za wytłumaczenie. :) czytałam opowiadania ale nie potrafiłam zrozumieć o co chodzi, w linka też weszłam i czytałam.
      Teraz już bardziej orientuję się co to efekt mandeli :)

      Usuń
    3. Cieszę się, że już wiesz więcej :)

      Usuń