wtorek, 8 kwietnia 2014

Rio Grande- ogromna rzeka dzieląca ludzi.


Zobaczyłam ją z daleka, chociaż nie miała w sobie nic takiego. Może to właśnie pozorne nic sprawiło, że się nią zainteresowałam. Podeszłam bliżej i...
Niestety nie będzie to moja kolejna przygoda internetowa. Jeśli tak myślicie, to będziecie rozczarowani, bo to będzie zwyczajna opowieść o niezwyczajnej książce. Taką dla mnie była i dziwię się, że jakoś wcześniej na nią nie wpadłam. Zaraz powiem o jaką książkę chodzi. To jest, jeśli ktoś czytuje książki, to już wie. Oczywiście jeśli czytuje czasami tzw. trudną literaturę. Naprawdę nie dla wszystkich. Stąd tak różne przeciwstawne recenzje od pełnych zachwytu do złości na lekturę, która nie dała oczekiwanej akcji, sensownych, zdaniem niektórych, dialogów. Zero seksu. Nie ma morderców. Nie ma złodziei. Żadnych narkotyków, detektywów i romansów. Osoba, która oczekuje właśnie tego rzuci czym prędzej taką książkę do śmieci i powie o bohaterze zwyczajnie rozlazły dupek. 
Niestety nie każdy może czytać takie książki. Tutaj zamiast ciepła i jasnych dialogów norweskie zimno. W końcu nie każdy lubi zimę. Nie musi lubić. Większość woli pławić się w słońcu. Nie myśleć ani trochę, bo po co. Od myślenia głowa boli i nie tylko. Człowiekowi może się czasem zrobić smutno. Po co komu taka książka. Takie czytają krytycy i dziwacy tacy jak ja. Może jeszcze ktoś. Nie wiem.
Miała to być zwykła recenzja pewnej książki, ale pomyślałam sobie takie znajdziecie sobie. Wszędzie ich pełno. U mnie musi być coś innego. 
Ciekawskim powiem, że książkę ujawnię na końcu. Na razie będę pisać o swoich wrażeniach, przemyśleniach, refleksjach po przeczytaniu tej książki. 
Już Wiecie nie czytam byle czego. W czytaniu kieruje się intuicją. Zazwyczaj mnie nie zawodzi. I tak np. wiele lat temu odkryłam książki Murakamiego. Nikt jeszcze o nim nic nie wiedział. W bibliotece była tylko jedna jego książka ,,Przygoda z owcą,,.  Tym razem odkryłam książkę dawno po czasie. Przez krytyków została dostrzeżona w 2008 roku. Zdobyła tytuł książki roku. A ja odkryłam ją dopiero teraz w 2014 roku. Wyciągnęłam z zakurzonej półki pełnej nieczytanych, albo bardzo rzadko czytanych książek. Na początku miałam wątpliwości, bo krytykom to ja nie dowierzam. Często nagradzają całkiem marne książki. Taki np. ,, Śnieg ,, Pamuka. Do dziś nie wiem, co takiego było w tej książce, oprócz wszechobecnej polityki, za którą ja akurat nie przepadam. 
Wracając jednak do tej ostatniej książki. Jest z pozoru zwyczajna i trochę nudna, bo co ciekawego może być w bohaterze, który tylko wspomina swoją matkę, czasy, gdy zachwycał się komunizmem i oczywiście młodą blondynkę, z którą kiedyś był. Nie wiadomo kim była ta blondynka i czy to ona została później jego żoną, a jeszcze później postanowiła się z nim rozwieść. Co takiego było w matce, że nasz bohater tak bardzo za nią tęskni. W każdym razie bohatera z matką łączy i dzieli wielka rzeka. Rio Grande. Po jednej stronie Meksyk, po drugiej USA.
Czuje, że bohater jest kimś takim jak ja. Jest często tak, że brakuje mi słów. Ja jestem tu, moja mama tam. Gdzieś daleko. Mimo to cały czas próbuję być w jakiś sposób z nią tam gdzie ona. Nawet jeśli nie rozumiem. Staram się też z innymi ludźmi. Staram się mówić ich językiem, oczywiście jeśli chcę, jeśli mi zależy. Bohater podobnie stara się z tymi, z którymi chce, a z innymi różnie bywa.
Zajrzyjcie po prostu do książki i sami oceńcie, czy można ją czytać, czy może Was oszołomić tak jak mnie swoją zwyczajnością, a jednak niezwykłością.
Co to za książka? Jeszcze nie Wiecie?
Oczywiście . Per Peterson ,, Przeklinam rzekę czasu ,,. Po więcej szczegółów zwróćcie się do mądrzejszych ode mnie.

Tag: . Książki, Psychologiczne    
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz