poniedziałek, 28 lipca 2014

Czy miasto jest dla ludzi?

Odpowiedź wydaje się łatwa, prosta.
Ludzie mieszkają w mieście, więc miasto jest dla ludzi.
Zapytam jeszcze raz. Jesteście pewni, że miasto jest dla ludzi, a jeśli tak to dla jakich?
Jakie warunki muszą spełniać ludzie, żeby tu mieszkać?
Oczywiście, możecie się oburzyć i powiedzieć od razu żadne.
Najprościej dać odpowiedź bez żadnego zastanowienia. Bez refleksji.
Jednak takie odpowiedzi nic nie są warte, chociaż może istnieją wyjątki.
Wystarczy zadać pytanie osobie, która coś wie i chce się z nami tym podzielić.
Wtedy otrzymamy z pewnością ciekawą odpowiedź.
Czy moja odpowiedź będzie ciekawa? Zobaczymy.


Gdy byłam mała, każde lato spędzałam na wsi u cioci.
Tam było strasznie nudno. 
Ani koleżanek, ani kolegów i żadnej książki, chyba, że sama sobie coś przywiozłam 
albo pojechałam do pobliskiego miasteczka i tam sobie coś kupiłam.
W każdym razie na wsi mi się nie podobało 
i z radością wracałam do swojego rodzinnego miasta.
Tutaj było, to co chciałam. Koleżanki, koledzy, książki, moje kasety z muzyką, 
co teraz wydają się śmieszne i magnetofon również teraz śmieszny.
Moje miasto było dla mnie wspaniałym miejscem, prawie świętym. 
Zawsze je broniłam przed ,,ciemnymi,, chłopami dumnymi ze swojej wsi 
i śmiejącymi się z mieszczuchów takich jak ja.
Minęło trochę czasu. Nawet nie trochę. Minęły lata. Dużo lat.
Teraz ja już dorosła całkiem inaczej patrzę na swoje miasto.
Nagle z cudownego miejsca stało się dla mnie dusznym więzieniem, 
klatką, z której na razie nie widzę żadnego wyjścia.
Teoretycznie wyjście istnieje. Mogę w każdej chwili wyjechać. 
W praktyce różne sprawy i ludzie sprawiają, że wyjechać nie mogę.
Patrzę więc na to, co się dzieje w moim mieście i w mojej najbliższej okolicy.
Kiedyś było tu pięknie. Tylko lasy i pola. Mnóstwo miejsca dla ludzi lubiących spacery.
Nagle coś się zaczęło. Zaczęło się jak katar. Dokładnie nie pamiętasz początku.
Dziwisz się. Co się stało? Jak to się stało? Jeszcze przed chwilą miałam/em zwyczajny nos, którego nie czułam/em. Skąd ten katar? Kiedy się pojawił? 
Jak długo był we mnie niezauważony?
To samo działo się z moją okolicą.
Przyjechały jakieś samochody. Pojawili się ludzie na pobliskiej ulicy.
Wtedy prowadzącej bezpośrednio do torów kolejowych.
Pewnego dnia podeszłam do jednego z robotników. 
Zapytałam, co się dzieje, co tutaj robią.
On na to, że nie może powiedzieć. Bąknął coś o konieczności poszerzenia drogi.
Ja i inni tutaj mieszkający żyliśmy do samego końca w nieświadomości.
Wycieli bardzo dużo lasu. Z dnia na dzień robił się coraz mniejszy. 
Zostawili mały kawałek.
Z drugiej strony, gdzie była jeszcze duża przestrzeń i las, też się pojawili robotnicy 
i zaczęła się wycinka i zmniejszanie przestrzeni.
Jednak z tej strony było widać, że chodzi o nowe bloki. 
Strona naprzeciwko była do końca tajemnicą.
Teren szybko się zmieniał. 
Już nie było górki, na której siedzieliśmy godzinami i małego lasku kawałek dalej. 
Zamiast górki płaska przestrzeń. 
Zamiast lasku piach, który szybko przybrał postać ulicy i trasy rowerowej. 
Za ulicą budynki. 
Na początku anonimowe, później dopiero prawda została w pełni ujawniona. 
Przestrzeń, ziemia została przez prezydenta naszego miasta 
sprzedana za grosze zagranicznym firmom. 
Pojawił się Dell, a obok duże zagraniczne magazyny.
Prezydent i jego świta przyjechali i świętowali swój świetny interes.
Ktoś powie nie było innego miejsca. Dzięki tej firmie i innym mieszkańcy mają pracę.
A ja powiem bzdura, bo wiem jaka tam jest praca. 
Znam osobę, która pracuje w tych magazynach.
Pracuje tak jak wszyscy w zagranicznych marketach, ciężko za parę groszy.
Poza tym są w naszym mieście opuszczone fabryki. Stoją w centrum pozbawionym drzew.
Pytam się dlaczego Dell nie kupił sobie ziemi z taką fabryką w centrum 
i od razu odpowiadam sobie.
Nie kupił, bo tam by musiał rzucić większą ilością swojej forsy. 
Tej ziemi nie dostałby za pół darmo.
Jemu się to nie opłacało, a ówczesnemu panu prezydentowi było wszystko jedno, 
co sprzedaje i za ile.
W końcu on tutaj nie mieszka. 
Gdzieś tam pewnie za miastem ma swój elegancki dom.
Co go obchodzą ludzie, którzy kiedyś żyli wśród drzew i pól, 
a teraz muszą żyć z małym parkiem 
i hałasem pędzących po tej ulicy motocyklowych gangów. 
Nic to pana prezydenta nie obchodzi.
Prezydent odszedł. Pojawił się następny. 
Kobieta i co? Tak samo mądra pani jak poprzedni pan.
Teraz to, co wyciąć zapomniał poprzedni prezydent, ona wycina.
Jasne, że nie sama. Nie przyjdzie tu przecież z toporem i kosą. 
Od tego ma ludzi i maszyny.
Dzięki nim znikają kolejne lasy. 
Zamiast nich będzie tramwaj, który dowiezie do pracy ludzi z Della.
Oni z pewnością się cieszą, jeśli nie są stąd.
Teraz zadam to pytanie jeszcze raz.
Dla kogo są miasta takie jak to, w którym mieszkam?
Czy naprawdę są dla ludzi?
Odpowiedź jest bardzo prosta.
Tak. Są dla ludzi. 
Dla tych, którzy mieszkają poza miastem i mają swoje szybkie samochody.
Dzięki temu mogą szybko przenieść się z zielonej przestrzeni, 
która otacza ich dom do miejsca swojej pracy.
Miasta są również dla tych, którzy lubią siedzieć przed telewizorem. 
Jak gdzieś już wyjdą to przed dom czyli blok, w którym mieszkają albo na trasę rowerową. 
Nigdzie poza tym nie chodzą.
Nie, niezupełnie. Chodzą jeszcze do teatru, kina, do kolegi, koleżanki, do znajomych, 
do rodziny, do pubu, na dyskotekę, do marketu itp. itd. 
Im to wystarczy i oni z pewnością się oburzą na mój tekst o mieście. 
W końcu mamy tu przecież atrakcje i możemy być dumni.
Turyści przyjeżdżają, żeby zobaczyć naszą główną i jedyną wspaniałą ulicę i wielki market z fontanną i placem, gdzie można usiąść, a latem zdarza się, że jest tutaj piasek 
i niektórzy grają sobie w piłkę plażową. 
Są też występy, imprezy, kino i małe restauracje, 
gdzie naprawdę podają świetne jedzenie, przynajmniej w niektórych.
Czego chcieć więcej? Władze miasta nadal myślą o turystach. 
To dla nich organizuje się Festiwal Czterech Kultur.
Moje miasto jest dla ludzi ,,kulturalnych,,. Dla takich, którym brak zieleni nie przeszkadza.
Dla takich zwykłych jak ja, nie jest.
Dlaczego?
Nie lubię tłumu, spacerów po głównej ulicy, wielkiego marketu z fontanną i okazałego Teatru Wielkiego. Nie lubię zoo i nie lubię jeździć do odległego, jedynego w mieście lasu.
( Tego lasu jeszcze nie wycieli, bo mogą się chwalić, że jest tutaj największy w Europie las miejski.)
Ja, zwykły człowiek potrzebuję tlenu. Pragnę zieleni. 
Bez tego czuje się jak ptak złapany w elegancko zabudowaną klatkę.
Myślę, że inni zwykli ludzie też tego nie lubią.


P. S. Nie podałam nazwy swojego miasta i nie porównałam go do innych miast w Polsce 
        i w Europie.
        Nazwy sami się domyślicie. To nic trudnego, naprawdę.
        Sami sobie też porównacie do swoich miast, do miejsc, 
        w których mieszkacie, tych miejskich.
        Miasta w Europie są na pewno inne. 
        Bardziej nastawione na drzewa i zieleń niż moje miasto 
        i inne miasta polskie. Tak sadzę.


     


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz