poniedziałek, 13 października 2014

Pani od niemieckiego.

Może jeszcze nie zauważyliście, ci z Was, którzy nie chodzą do szkoły, ale zbliża się wielkie święto. Co to będzie? Oczywiście Dzień Nauczyciela. Dzień wolny od szkoły.
Z tej okazji zamiast narzekać i krytykować, będę wspominać i chwalić.
Pewnie mi nie uwierzycie, ale w moim życiu był ktoś tak wspaniały, że warto o nim napisać, zwłaszcza, że nie był to mężczyzna, w którym się zakochałam i zaraz poszłam z nim do łóżka.  Jeśli tak to sobie wyobrażacie to szkoda Waszego czasu. Lepiej od razu przejdźcie na stronę z dobrym seksem, bo ja seksu nie będę Wam teraz opisywać. Powspominam jedynie swoją nauczycielkę.




Zaczęło się od tego, że zapisałam się na kurs niemieckiego.

Myślałam sobie wtedy, niemiecki to jest ten drugi język, który powinnam poznać.
Przede wszystkim jednak myślałam o pewnym Niemcu bardzo przystojnym. Tak bardzo chciałam go poznać. Miał dlugie kręcone blond włosy i niebieskie oczy. Gdyby urodził się wcześniej byłby idealnym dzieckiem Hitlera. Mieszkaliśmy w tym samym bloku. Raz nawet utkwiliśmy w windzie między piątym, a szóstym piętrem. Zgasło światlo i on mnie zaczął całować. Jego ręce już wędrowały pod moją bluzką. Ja czułam jak po plecach biegną mi dreszcze. Już byłam gotowa roztopić się w jego ramionach, gdy nagle winda ruszyła, 
a wraz z nią zapaliło się światło.
Ale, ale po co ja Wam to opowiadam. Miałoby być przecież o nauczycielce, a z nią seksu nie było. Była tylko przyjaźń, aż przyjaźń. Zaprzyjaźniłyśmy się po kursie, chociaż jeszcze w trakcie kursu czułam do niej niezwykłą sympatię, bo w końcu ona była niezwykła. Mogłabym ją porównać m.in do sławnej francuskiej aktorki Katrin Denovue. Ten sam styl. Ta sama elegancja, która z pewnością przyciągała nie jednego, ale moja nauczycielka wolała zostać sama. Na zajęciach robiła przerwy na dygresje, humor i opowieści z własnego życia.  Dzięki temu lekcje niemieckiego były wyjątkowe. Prawie się zakochałam w tym języku. W końcu był to język nie tylko mojego namiętnego kochanka, ale również wspaniałej kobiety, nieważne, że w średnim wieku. Wiek nie ma tu nic do rzeczy, jedynie tyle, że w przypadku niektórych kobiet zmienia je w bardziej wyrafinowaną potrawę dla każdego.
Myślicie sobie pewnie, a jednak w kobiecie się zakochałam. Nawet jeśli, to co w tym złego?
Wróćmy lepiej do rzeczywistości. Moja nauczycielka czarowała wszystkich zabawnymi opowieściami o krajach, w których była. W jednym złamała kręgosłup i na szczyt interesującej góry pojechała w lektyce niesionej przez miejscowych. W innym złamała tylko nogę. Ortopeda, z którym w żadnym języku nie mogła się dogadać tak jej tą nogę złoźył, że lekarz w Polsce zastanawiał się, czy ona sama jej sobie w gips nie włożyła. 
W zupełnie innym miejscu młodzi chłopcy próbowali ją na seks namówić za pieniądze oczywiście. Ona mówìła, że tam takie propozycje dostaje każda samotna kobieta.
Mogłabym o niej gadać bez końca. Niestety obiecałam sobie wstrzemięźliwość w mowie. Najważniejsze,  że był ktoś taki w moim życiu. Zapowiadało się na wielką przyjaźń, niestety tylko zapowiadało. W pewnym momencie zburzyłam wszystko, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Tak sobie przypadkiem powiedziałam o chemtrails. 
A ona na to ,, i ty Aniu wierzysz w takie bzdury?!,, Niestety wierzyłam i to była ta jedna kropla wody za dużo dla mojej ,, przyjaciółki,,. Odtąd nie miała już dla mnie czasu. Podobnie jak mój kochanek, który też się w tym czasie z mojego bloku wyprowadził. Ślad po nim zaginął. Jego mi jednak nie szkoda tak bardzo jak mojej pani od niemieckiego. 
W końcu to nie z nim, ale z nią łączyła mnie wspólna niechęć do prasowania i mycia okien. Wspólne żarty zrozumiałe wyłącznie dla kobiet.
To ona, a nie Niemiec, zrobiła na mnie większe wrażenie, bo była nauczycielką, której nie zapomnę do końca życia.






2 komentarze:

  1. Przeczytała pierwszy raz w życiu osoby, ktorą osobiście znam i która na dodatek pisze w nim o mnie.. Xaciekawiło mnie to bardzo i będę śledzić dalsze opwiadania. A znajomość odnowimy w najbliższym czasie, może znów z anegdot z mojego życia wyjdzie cos fajnego.
    M.

    OdpowiedzUsuń