wtorek, 7 lutego 2017

Filip i kobiety.

Już go poznaliście, a jeśli nie, zapraszam tutaj.
Możecie też tak jak poprzednie dialogi czytać jako oddzielną całość czyli wiedza z poprzedniego odcinka nie będzie Wam szczególnie potrzebna.

Zdjęcie z Tumblr.


Miejsce: Świat po śmierci.
Czas: Niekreślony

Bohaterowie: Filip - niespełniony artysta lat czterdzieści, Joasia - koleżanka z pracy  w podobnym wieku, Natalia - sąsiadka lat dwadzieścia, Łucja - bezdomna wiek nieznany, Krowa - istota magiczna,

Dialog 1.

Miejsce: Sypialnia Natalii. Duże szerokie łóżko pościelone różowym prześcieradłem z różową poduszką. Wokół pełno przedmiotów koloru różowego z wyjątkiem brązowego ubrania Filipa. 

Oboje z Filipem leżą w łóżku pod różową kołdrą i przytulają się do siebie. Głównie Natalia, która chciałby jeszcze pokochać się z Filipem, zanim wstanie z łóżka. Wtula się w niego swoim nagim ciałem. Ociera jak kot. Wreszcie całuje, liże jego nagiego penisa.

I nic. Filip nie reaguje albo nie chce reagować albo podniecenie minęło i stał się na nowo impotentem, bo niestety Filip dobry jest tylko w gadaniu o miłości romantycznej, wzdychaniu. Do seksu tak średnio się nadaje. Po jednym razie długo musi dochodzić do siebie. Odpoczywa i swoim zwyczajem wzdycha.

Natalia: Wzdychasz za wampirzycą Angeliną?
Filip ( z oburzeniem ): Co ty gadasz?
Natalia ( zła na niego ): O twojej poprzedniej miłości.
Filip: Jakiej miłości?
Natalia: Nie musisz przy mnie udawać niewiniątko. W końcu ja też niewiniątkiem nie jestem.
Filip: Zdążyłem zauważyć.

Filip ( do siebie ): Naprawdę dziwką jesteś, a ja głupi myślałem, że skromną dziewczynką, co jeszcze nigdy z facetem nie była.

Natalia przeszywa go wzrokiem. Nastrój do seksu już jej minął. Czuje się rozczarowana i oszukana przez Filipa. Zanim tu przyszedł tyle jej mówił o miłości, a jak przyszło co do czego okazał się flakiem zwisającym obojętnie. Jedynie wczoraj trochę się ruszał. Jednak zdecydowanie zbyt krótko.

Natalia: Idziesz do pracy?
Filip: Dzisiaj mam dzień wolny. Zapomniałaś?
Natalia ( do siebie ): Dzień wolny. Dlatego się nie rusza. A mógłby już iść. Zadzwoniłabym do Krzysia.

Krzyś to inny kochanek Natalii. Też czasem dobry, czasem wspaniały, czasem do kitu. Trzeba przyznać wymagania seksualne Natalii i jej pragnienia wychodzą poza zwyczajową normę. Zwyczajnie Natalia na Ziemi była, a tutaj jest nimofanką.

Natalia niechętnie wstaje z łóżka. Przeciąga się. Wyjmuje z szafy różowy szlafrok. Zarzuca go na nagie ciało. Nogi wsuwa do dużych różowych kapci z kotami. Szurając nogami idzie do kuchni coś zjeść. Po dobrym czy złym seksie zjeść coś trzeba.

Filip ( krzyczy do niej z łóżka ): Zrób mi herbatę kochanie. 

Natalia ( do siebie ): Kochanie, też sobie wymyślił. Trochę mnie pogniótł ciałem i już mówi do mnie kochanie. W dodatku każe sobie robić herbatę.

Natalia raczej chętnie wylałby na niego herbatę, żeby się wreszcie obudził, zamiast bujać w chmurach. I po co ona się z nim zadawała? Natalia wzdycha jak wcześniej Filip. Sprawa zadawania się z Filipem pozostaje równie mroczna jak ufo.

Zagląda do lodówki. Oczywiście nic nie ma w środku. Zdaje się, że wczoraj chciała coś kupić, ale spotkała w sklepie Filipa i z głowy jej wyleciało. Natalii często się to zdarza. Na widok faceta, którego ciała jeszcze nie próbowała, traci głowę. Seks staje się ważniejszy od głodu, obowiązków, zakupów, wszystkiego.

Ciekawe czy dla dobrego pieprzenia mogłabym zabić matkę? - myśli Natalia. 

Na razie jednak nie seks przed nią, a gorąca herbata malinowa. Jak się okazuje jedyny w tej chwili napój i pokarm.

Natalia trzyma w dłoniach dwie szklanki. Jedną podaje Filipowi z wyrazem niechęci na twarzy. Ten wydaje się tego nie zauważać. Bierze szklankę. Syczy, bo szkło parzy mu rękę.

Filip: Dziękuję. Idziesz dziś do pracy?
Natalia: A nie mówiłam? Wypijam i się zbieram.

Tylko w ten sposób się go pozbędzie. Musi wyjść gdziekolwiek na godzinę.

Filip: Wydawało mi się, że wczoraj wspomniałaś coś o wolnym dniu.
Natalia ( do siebie ): Tak, wczoraj. Jak jeszcze nie wiedziałam jaki z ciebie nieciekawy muł.
Natalia ( głośno ): Wydawało ci się.

Filip ( całuje ją w policzek ): Było ci chociaż dobrze.
Natalia ( prawie się krztusi herbatą ): Uważaj, bo się poparzę.
Filip: To jak?

Natalia ( do siebie ): Ciekawe, że wszystkie fajtłapy pytają zawsze o to samo. A może mu powiedzieć? Szybciej, by sobie poszedł. Nie, lepiej nie. Może jeszcze do czegoś się przyda.
Natalia ( też całuje Filipa w policzek ): Bardzo dobrze.
Filip ( wciąż ciekawy ): A co ci się najbardziej podobało?
Natalia: Nie bądź taki ciekawy.
Filip: Powiedz, proszę.

Odkłada szklankę. Przytula się do Natalii. Jakby już odżył. Jakby już mógł coś więcej niż tylko gadać. Natalia najpierw niechętnie, a potem coraz bardziej chętnie poddaje się jego ciału.

I znów jest na niej i w niej. Jego ulubiona klasyczna pozycja. Rusza się w niej jakby zdobywał wierzchołek góry. Zbyt szybko. Bez żadnych przerw. Chyba chce przede wszystkim sobie dogodzić. Na pewno nie jej Natalii, która bezskutecznie próbuje go spowolnić. Chociaż zmienić pozycję na inną. Chociaż przez chwilę go spróbować, polizać i żeby on z nią zrobił to samo. Nic. Chwila się kończy. On dochodzi do swoich przyjemności, zostawiając ją daleko w tyle.

Po wszystkim Natalia idzie naga do łazienki. Puszcza prysznic. Pieści się pod strumieniem wody. Tyle pożytku z Filipa: samoobsługowy orgazm.

Gdy wreszcie Natalia wraca do sypialni, Filip śpi. Natalia szarpie go gwałtownie, ale nic nie jest w stanie go obudzić. Jak się go teraz pozbędzie?

Sen Filipa.

Zostawiamy Natalię i jej problem. Idziemy w głąb Filipa, w głąb jego snu. Najpierw widzimy z coraz bliższej odległości jego twarz, a potem...

Z mgły powoli wyłania się osiedle domków jednorodzinnych. W jednym z nich przy komputerze siedzi Filip. Rozmawia przez skype,a z Maliną swoją ukochaną wirtualną.

Filip: Kiedy do mnie przyjedziesz?
Malina: Mam wolny poniedziałek. Będę u ciebie rano.

Malina wyróżnia się długimi jasnymi włosami. Nosi sukienkę w kwiatki jak zwykle latem. Przez cienki materiał przebijają jej krągłe, duże piersi. Malina nie nosi stanika, więc piersi widać dość wyraźnie.

Filip chce jej powiedzieć, że ją kocha, że będzie czekał, że już tęskni, gdy nagle obraz zaczyna falować jak w psującym się telewizorze. 

Malina znika. Pojawia się Krowa.

Krowa: Pamiętasz mnie?
Filip: Nie.
Krowa: Zaraz sobie przypomnisz.

Kręci ogonem i głową. Jej obraz powoli się zbliża, aż w końcu zajmuje cały ekran. Ekran różowego koloru, bo Krowa jest różowa.
Z różowego wyłaniają się wspomnienia Filipa.

Filip jeszcze raz je przeżywa: wielką miłość do wampirzycy Angeliny, pobyt u wróżki Leony, jej radę, wreszcie spotkanie z Krową.

Krowa: I co przypomniałeś sobie?
Filip: Tak.
Krowa: Co powiedziałam jak odchodziłeś?
Filip: Że mnie zapraszasz ponownie.
Krowa: I teraz ponawiam zaproszenie czyli weź dupę w troki i przyjdź do mnie. 
Filip ( chciałby powiedzieć coś innego, ale nie może ): Dobrze.
Krowa: Szybko. Obudź się. Czekam na ciebie.

Filip się budzi. Natalia siedzi na przeciwko w różowym fotelu. Dlaczego nie leży obok niego? Filip chciałby to wiedzieć, ale jednocześnie czuje brak czasu. Przypomina sobie sen z Krową. Musi do niej pójść.

Jakiś czas temu różowa Krowa z Placu Cudów pomagała mu zdobyć serce wampirzycy Angeliny i co z tego, że nieskutecznie. Jej zaproszenie związało go z nią. Musi ją odwiedzić i dokończyć swoją poprzednią opowieść. Najgorsze, że już jej nie pamięta, ale może Krowa zgodzi się na inną albo na jakiś wiersz.

To wszystko jak błyskawica przemyka przez głowę Filipa.

Filip: Przepraszam kochanie. Muszę iść.
Natalia ( z trudem kryje zadowolenie ): Ja też niedługo do pracy.
Filip: Kiedy się zobaczymy?

Nigdy ma ochotę powiedzieć Natalia, zamiast tego rzuca od niechcenia.

Natalia: Zadzwonię do ciebie.

Dialog 2.

Miejsce: Plac Cudów.

Na zielonej łące wśród innych krów zwyczajnych i magicznych kolorowych pasie się ta jedna, różowa, którą Filip poznał jakiś czas temu. Zgodziła się wtedy mu pomóc. Oddać swój bobek, ale nie darmo lecz za ciekawą historię. Filip przypomniał sobie, że na Ziemi tworzył różne opowieści. Jego talent okazał się aktywny również tu, więc opowiedział Krowie pewną historię. Tak bardzo się jej spodobała, że go zaprosiła do siebie. Bardzo chciała poznać ciąg dalszy opowieści. A zaproszenie magicznej krowy prędzej czy później sprowadzi każdego do niej. Nie możesz w żaden sposób uniknąć ponownej wizyty.

I tak Filip stoi znów przed Krową.

Krowa: Jesteś wreszcie. Cały czas czekałam na ciebie.
Filip ( spuszcza głowę ): Ale ja już nie pamiętam tamtej historii.
Krowa: Nie szkodzi. Opowiesz innym razem. Teraz chcę czegoś innego.

Filip ( sam do siebie ): Czego jeszcze ona może chcieć ode mnie?

Krowa: Prosta sprawa. Zajmiesz się moją nową przyjaciółką.

Filipa ogarnia przerażenie. Następna krowa - myśli.

Krowa ( z łatwością odczytuje myśli i śmieje się ): To kobieta. Nie krowa. Zupełnie zwyczajna. Jednocześnie wielka, wyjątkowa. Pomogła mi w walce ze złym duchem, który chciał mnie opętać.

Filip ( do siebie ): Szkoda, że pomogła. Nie byłoby teraz problemu.

Krowa ( krzywi się ): Ma na imię Łucja. Potrzebuje dachu nad głową.
Filip ( dziwi się ): Myślałem, że tu wszystko można przyciągnąć myślami.
Krowa: Teoretycznie tak, ale ci którzy w to nie wierzą, niczego nie przyciągają.

Filip ( do siebie ): Ciekawe. I do jakiej zaliczyć się kategorii: wierzących czy niewierzących? Czasem dzieje się tak jak chcę. Czasem odwrotnie.

Krowa: W każdym razie Łucji musisz pomóc, bo jak nie, spotka cię coś niemiłego.
Filip: Co na przykład?
Krowa: Nie chciałbyś wiedzieć. 
Filip ( z rezygnacją ): Co mam zrobić?
Krowa: To chyba jasne. Znaleźć Łucji mieszkanie.
Filip: Ale gdzie?
Krowa: Dowiesz się jak się dobrze nastawisz myślami. I Łucja na pewno ci pomoże. Ma magiczne zdolności. Jedynie wiary jej brakuje.

Filip ( do siebie ): Wpadłem po uszy. Będę musiał Łucję nauczyć wiary w siebie. Tylko jak? Czy ja to potrafię? Pewnie skończy się na wspólnym mieszkaniu w trójkę: ja, Miś, Łucja.

Krowa trąca go łbem.

Krowa: Czas na nas. Zaprowadzę cię do Łucji.

Dialog 3.

Miejsce: Zaułek Biedy.
W tej części miasta panuje szarość. Różne jej odcienie. Ciemne i jasne. Ciekawe, czy tak wyglądałby świat pozbawiony kolorów?

Ludzie tutaj też są szarzy. Przypominają trochę duże szczury, które chodzą po ulicy i chodnikach. Jedzą z ludźmi z tych samych misek. Silniejsze i większe okazy zabierają jedzenie ludziom.

Łucja podobnie jak inni siedzi w swoim kartonowym pudle. Do środka wsadziła znaleziony gdzieś koc, trochę gazet, podartych szmat i folii. Obok pudła na chodniku stoi jej torba na kółkach. Cały jej dobytek. To, co udało się jej upolować: jedzenie, trochę picia i puszki na wymianę.

Krowa podchodzi do niej razem z Filipem.

Krowa: Cześć. Przyprowadziłam ci kogoś, kto ci pomoże.
Łucja ( mierzy niechętnym wzrokiem Filipa ): On? Nie pomoże. To tchórz, fajtłapa, impotent.

Filip zły od razu się odwraca. Odchodzi. Nie będzie nikomu pomagał, zwłaszcza tej aroganckiej babie. Niech sobie Krowa robi z nim, co chce.

Krowa biegnie za nim. Dogania go.

Krowa: Przepraszam cię za nią. Zapomniałam ci powiedzieć, że Łucję trochę źle wychowano.
Filip: I co ja mam ją wychować?
Krowa: Dasz radę. Jakbyś nie mógł tego zrobić, nie wybrałabym ciebie.

Filip ( do siebie ): Co mnie podkusiło, żeby słuchać wróżki? Przez to teraz mam przesrane.

Krowa: Zobaczysz, nie będziesz żałował. Łucja wiele potrafi. Skorzystasz z jej umiejętności.
Filip ( wzdycha ): Nie umiem. 
Krowa ( też wzdycha ): Chodź tu. Podejdź do mnie bliżej.

Filip podchodzi.

Filip: O ci chodzi?

Krowa dotyka go jednym ze swoich różowych rogów. Filip czuje przyjemne ciepło rozchodzące się po całym ciele. Rośnie w nim siła i wiara w swoje możliwości. Nieważne, że krótkotrwała, że następnego dnia rozwieje się razem z wiatrem.

Krowa: I jak? Pomożesz? Czy chcesz, żeby coś złego cię spotkało?
Filip ( pewnym głosem ): Pomogę.

Oboje wracają do Łucji, która nadal siedzi na chodniku.

Krowa: Zostajesz tu ze szczurami czy idziesz z nim do domu? Pamiętaj drugiej szansy nie dostaniesz.

Coś w spojrzeniu Krowy sprawia, że Łucja podnosi się. Idzie z Filipem do jego domu.

Dialog 4.

Miejsce: Wspólne mieszkanie Misia i Filipa.
Tutaj oprócz Misia wszystko jest brązowe podobnie jak ubranie Filipa. Miś odznacza się wyjątkowym niebieskim kolorem. 

Miś ( ciekawy ): Mamy gościa?
Łucja ( podchodzi bliżej ): Jakiś ty piękny? Jak masz na imię ?

Łucja pochyla się nad Misiem i głaszcze go po głowie. Mówi do niego słodkim głosem jak do małego dziecka. Misiowi się to nie podoba i od razu się odsuwa.

Miś: Co to za jedna?
Filip: Nasza nowa współlokatorka, dopóki jej mieszkania nie znajdę.
Łucja ( zachwycona ): Ależ mogę mieszkać z wami.

Gdy szła tutaj, nie chciała mieszkać z Filipem. Szła, bo Krowa jej kazała. Zmusiła ją tym swoim wwiercającym się w mózg wzrokiem. Teraz z powodu Misia, wnętrze wydaje jej się miłe i przestronne. I uwaga, mieszkanie Filipa staje się przestronne. Dwa razy większe niż wcześniej. Filip i Miś zauważą to za chwilę.

Filip ( opuszcza wzrok zawsze, gdy ma powiedzieć coś niezbyt miłego): Obawiam się, że nie możesz z nami mieszkać. Nie mamy tyle miejsca.
Miś ( wciąż ucieka przed rękami Łucji ): Właśnie.
Łucja ( uśmiecha się ): Jesteście skromni. Takie piękne mieszkanie, a wy tego nie widzicie. Zamieszkam w tej niebieskiej części z osobnym wejściem, żeby was nie krępować.

Miś i Filip obaj bardzo zdziwieni rozglądają się po pomieszczeniu. Ze zdumieniem odkrywają część, której tu wcześniej nie było. Piękna niebieska z łazienką, toaletą, sypialnią, kuchnią i pokojem do pracy.

Filip ( do siebie ): Kurcze, niemożliwe. Krowa przecież mówiła, że ona nie umie przyciągać niczego, bo w nic nie wierzy, a tu proszę. 

Miś: Czy to moje urojenie?
Filip: Co ty?
Miś: Dziś widziałem w telewizji chorych na halucynację. Podobno szybko się rozprzestrzenia jak grypa na Ziemi. 
Filip: Coś ty. Ja widzę to samo.
Miś: Obaj jesteśmy chorzy?
Filip: A ona niby też?
Miś: Nie wiem skąd i po co ją wytrzasnąłeś?
Filip: Przez Krowę. Pamiętasz tę, u której byłem po wizycie u wróżki?

Łucja: Pogadajcie sobie. Ja tymczasem się rozpakuję w swojej części. Jakbyście chcieli coś ode mnie wystarczy zadzwonić.

Łucja pokazuje im drzwi oddzielające jej część od części Filipa i Misia. Przy nich znajduje się niebieski elektryczny przycisk-dzwonek. Po chwili już jej nie ma. Znika za drzwiami.

Filip i Miś patrzą na drzwi wciąż zdziwieni.

Miś: Poszła sobie. Teraz mów, co z tą Krową.
Filip: Pamiętasz ten dzień jak wróciłem od wróżki.
Miś: I co z tego?
Filip: Augusto zabrał mi eliksir miłości. Płakałem i jeszcze raz chciałem się zabić. Na szczęście udało ci się odwieść mnie od tego.

Miś ( niecierpliwi się ): Streszczaj się, dobrze?
Filip: Krowa mi pomogła zdobyć eliksir, ale podstępnie rzuciła na mnie swoją klątwę czyli zaproszenie. Teraz je ponowiła. Musiałem iść. Myślałem, ze każe mi dokończyć opowieść. Jednak nie. Kazała mi zająć się Łucją. To jej przyjaciółka dotąd bezdomna. Podobno potrafi wiele. Tylko brak wiary jej przeszkadza.

Miś ( z przerażeniem ): O matko, następna czarownica.
Filip ( wzrusza ramionami ): Nawet jeśli, to co? Na pewno skorzystamy z jej magii.

Miś ( nadal przerażony ): Akurat. Już ja wiem jak się korzysta z magii czarownicy. Dopóki jest dobrze, nic się nie dzieje. Jak jej podpadniesz, wtedy koniec. Zamieni cię w żabę, posąg, zabierze ci urodę. Nie, nie chcę. Wyprowadzam się.
Filip ( teraz dopiero przerażony, że zostanie sam ): Gdzie?

Miś: Nie mówiłem ci. Mam tu w okolicy stryja i jego rodzinę. Zamieszkam z nimi.
Filip: Dlaczego dotąd u nich nie mieszkałeś? Tylko ze mną. 
Miś: Pokłóciliśmy się trochę. 
Filip: Pokłóciliście się i chcesz do nich wrócić?
Miś: Wybacz, nie mam wyjścia.

Filip ( widząc, że to nie żart, bo Miś się pakuje ): A niech cię.
Miś: Wiem. Wrócę jak się sytuacja uspokoi.
Filip ( krzyczy ): Sądziłem, że jesteś moim przyjacielem, a ty zwyczajnie uciekasz. Tchórz z ciebie.
Miś ( podchodzi do niego i mruczy groźnie ): Co ty myślałeś, że w imię wspólnego mieszkania będę narażać swoje życie? Jeszcze nie wiesz jakie są czarownice, ale wkrótce się dowiesz.

Miś wybiega z mieszkania, trzaskając drzwiami.

Dialog 5.

Miejsce: Market Aniołek.
Wielka przestrzeń oświetlona światłem jarzeniówek. Dużo zapełnionych różnymi rzeczami półek, głównie jedzeniem. Są też zeszyty, trochę książek, ciuchy, kosmetyki, radia, telewizory, telefony. Wszystko co przebywającym w okolicy ludziom wydaje się niezbędne do życia.

Tutaj pracuje Filip. Zajmuje się rozładunkiem przywiezionego towaru oraz rozmieszczeniem na półkach. Prawie wcale nie ma czasu na drugie śniadanie, obecnie przez większość pracowników i szefa nazywane lunchem. 

Przy kasie siedzi Joasia. Korzysta z każdej chwili, by spojrzeć na Filipa jak tylko ten pojawi się w pobliżu.

Jaki on przystojny - myśli Joasia. Jaki umięśniony, wysoki, z krągłymi pośladkami. 

I tak dalej. I tak dalej. Myśli Joasi od dawna rażą monotonnością każdego, kto je słyszy. Na szczęście takich istot jest tu mało. Telepaci zazwyczaj nie pracują w marketach, chociaż zdarzają się wyjątki. Wtedy oczywiście trzeba im płacić więcej niż zwykłym ludziom.

Rozbrzmiewa dzwonek. Koniec zmiany dla Filipa i Joasi.

Po raz pierwszy i ku wielkiej radości Joasi Filip do niej podchodzi.

Filip: Idziesz do szatni?
Joasia: Tak.

Szatnia to miejsce marketowych kochanków. Tutaj się ze sobą spotykają. Nikt im nie przeszkadza. Między pracownikami trwa cicha umowa, żeby im pozwolić. Wiadomo, że nie wszyscy mieszkają sami. Nie każdego stać na pokój w hotelu. Szatni nikt nie sprawdza. Czasem jak szef się zdenerwuje. Jednak rzadko się to zdarza. On zresztą ich rozumie, bo sam ma kochankę, z którą kryje się po różnych kątach.

Teraz w szatni są oni: Joasia i Filip. Oboje jeszcze w sklepowych uniformach. Oboje wchodzą pod prysznic. Filip bardzo brudny. Joasia średnio brudna.

Gorąca woda podnieca jedno i drugie. Filip obejmuje ją. Całuje namiętnie. Najpierw wargi, jej język, szyję, uszy, piersi, brzuch, uda i niżej. Dociera do jej wnętrza językiem. Zlizuje wilgoć z jej łechtaczki. Ona wygina się się z rozkoszy. 

Filip zanurza palce w jej waginie. Potem wchodzi w nią swoim penisem. Kilka ruchów. I nagły koniec wbrew wszelkim chęciom Filipa. Mięknie i maleje w niej natychmiast. Nawet nie doszedł do orgazmu. Joasia tylko jęczy z przymkniętymi oczami. Z trudem wraca do rzeczywistości, gdy w końcu dociera do niej, że dalszego ciągu nie będzie.

Wycierają się w milczeniu. Filip jeszcze się stara. Całuje ją po plecach. Potem wraca do jej ud. Próbuje ratować jakoś sytuację. Dlatego pochyla się i znów próbuje pieścić jej łechtaczkę.

Joasia wzdycha. Jego to  jednak nie podnieca lecz denerwuje. Nieświadomie zahacza ją zębami. Joasia krzyczy z bólu.

Joasia ( odpycha go ): Przestań.
Filip ( chce ją przytulić ): Przepraszam.
Joasia ( odsuwa się, zbiera swoje rzeczy ): Muszę iść.

Na jej twarzy widać niezadowolenie. 

Filip: Spróbujemy innym razem, ok?
Joasia: Zobaczymy.

Nie, ona już nie chce. Wciąż czuje jego ugryzienie. Zniknął gdzieś czar, urok Filipa. W jednej chwili skutecznie się odkochała.

Filip w żaden sposób nie potrafi naprawić sytuacji. Poza tym wstyd miesza się u niego ze smutkiem, że znów nie dał rady. W dodatku tym razem było gorzej niż z Natalią.

Dialog 6.

Miejsce: Mieszkanie Łucji.

Gdy Filip po raz kolejny wraca do domu załamany i z wielkim pragnieniem skończenia ze sobą, Łucja zaprasza go do swojej niebieskiej części mieszkania.

W centralnym miejscu kuchni stoi drewniany stół przykryty niebieską serwetą. Na nim na dużym niebieskim talerzu lazania z warzywami. Obok wino czerwone w ozdobnej pękatej butelce, dwa kieliszki, dwa małe talerzyki, niebieskie sztućce.

Filip ( zdziwiony ): Jakieś święto? 
Łucja ( z dumą ): Tak. Minął miesiąc odkąd tu jestem. Odkąd mnie uratowałeś.
Filip ( zmieszany, bo przecież przez cały ten czas tęsknił za Misiem i chciał się pozbyć Łucji ): Nic takiego nie zrobiłem. Każdy zrobiłby to  samo na moim miejscu.
Łucja ( śmieje się ): Nie każdy by zrobił. Tylko ty zrobiłeś. Częstuj się proszę. Sama upiekłam.
Filip ( spuszcza wzrok ): Nie mogę.

Filip zaczyna płakać. Nigdy wcześniej nie zdarzyło mu się coś takiego w towarzystwie kobiety. Nagle tama smutku puściła. Kryje twarz w swojej brązowej chustce. Bardzo mu głupio z powodu swoich łez. 

Zepsułem jej święto - myśli.

Łucja podchodzi. Obejmuje go. Mocno ściska jakby wylewała na niego całą swoją miłość.

Łucja: Wiem, co cię dręczy. 
Filip ( połykając łzy ): Skąd?
Łucja: Nieważne skąd i jak. Najważniejsze, że potrafię ci pomóc.
Filip ( szlocha ): Mnie już nikt nie pomoże.
Łucja: Nie musisz wierzyć. Tylko siedź spokojnie. Coś zrobię?
Filip ( ze zdziwienia przestaje płakać ): Co?
Łucja: Poczekaj. 

Kładzie mu ręce na głowie. Filipowi robi się ciepło. Przyjemne uczucie spokoju przepływa przez jego ciało. To energia, którą daje mu Łucja. Dar, który odkryła niedawno. Potrafi uzdrowić siebie i innych. Odzyskała swoją wiarę. Odzyskała swoją wiedzę. Łucja już nie jest szara. Jest tęczą. Nieskończoną ilością kolorów i może się tym dzielić z każdym.

Filip zasypia. Łucja przykrywa go niebieskim kocem, swoim ulubionym i na nowo odkrytym kolorem. Wkłada lazanię do piecyka. Zjedzą później, gdy Filip się obudzi.

Łucja wychodzi z kuchni. Nic nie szkodzi, że Filip śpi na krześle. Czar i tak podziała. Filip odzyska straconą energię. Już nie będzie impotentem i nie będzie skakał od kobiety do kobiety. Znajdzie sobie jedną, jedyną. Tak działa energia Łucji.

Łucja zamyka drzwi za sobą. Nie wie, że przez okno do kuchni wleciał nietoperz. Nie zwyczajny. Wampir. Nowy kolega Augusto i Angeliny.


P. S. I co dalej? Czy wampir pozbawi Filipa energii, którą dała mu Łucja i czy ona nie stanie się jego drugim łupem. Okaże się w następnym odcinku z tej serii.  


 







  
  



 
 

 




6 komentarzy:

  1. Filip może mieć różne oblicza? Zawsze w takich historiach interesuje mnie skąd autor czerpie inspiracje :P Na pewno ze wszystkiego, jak na dobrego pisarza przystało :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pewnie z książek. Dużo ich czytam.
    Filip bywa nieprzewidywalny. Czasem do rany przyłóż, a czasem wkurzający facet. Trudno za nim nadążyć.
    Przyznam się, że na początku, gdy tworzyłam tę postać, lubiłam go. Taki milutki artysta, optymista. Mógłby być twoim przyjacielem. Teraz zwyczajnie mnie wkurza. Męczennik, płaczuś, niewolnik losu. Nigdy nie miał wyboru. I tak dalej i tak dalej. Ale o tym jeszcze napiszę więcej w jakieś historii.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem tu pierwszy raz i muszę przyznać, że intrygujące. Pozdrawiam ;]

    OdpowiedzUsuń
  4. Martyno miło, że zajrzałaś i zapraszam do kolejnych odwiedzin.

    OdpowiedzUsuń