wtorek, 4 kwietnia 2017

Narzeczony przyjaciółki.

Jeśli ktoś czyta mnie regularnie i w dodatku od początku do końca, może się już domyślił o czym za chwilę napiszę. Jeżeli nie, nic nie szkodzi. W końcu to nie żadna konkursowa zagadka. Może taką wymyślę, ale jeszcze nie teraz.
Kto więc dziś znajdzie się w centrum mojej uwagi? 

 Myśli

Radomiła sądziła, że w mieszkaniu Róży uda się jej poukładać myśli w głowie. Podjąć wreszcie decyzję. Z kim chce być, z Kazimierzem aktualnie wolnym, bo żona odeszła, czy z Teo też obecnie bez przydziału? Obaj byli atrakcyjnymi mężczyznami. Każdy z osobna wiele mógł jej z siebie dać: czułości, miłości, zrozumienia. Czy jednak na pewno tyle, ile by chciała?

Obaj zaproponowali wspólne życie. Do Kazimierza już jechała, gdy odezwał się Teo. I tak zamiast z Kazimierzem przez chwilę była z Teo, a w końcu wylądowała w mieszkaniu Róży. Do mieszkania dzielonego z matką, ciotką i babką nie chciała wrócić.

Na początku dzwonił Kazimierz. Nie odbierała. Nie wiedziała, co mu powiedzieć. Niby dlaczego zrezygnowała z przeprowadzki do jego domu? Przecież nie powie mu o Teo. 

Później, gdy już sobie wymyśliła słowa, Kazimierz przestał się odzywać. Gorzej, teraz on nie odbierał jej telefonów. Jego milczenie podziało na nią jak zimna woda. Dotarł do niej ból i pragnienie. Dlaczego - pytała się w myślach - nie zostałam u niego? - Zawiodłam go. Znajdzie sobie inną.

W tych i podobnych myślach Radomiła się pogrążała z dnia na dzień coraz bardziej. I w narzekaniach Róży: znów nie posprzątałaś, nie zrobiłaś obiadu, pracy szukałaś czy tylko siedzisz i gapisz się w sufit.

Może jednak powinnam wrócić do swoich bliskich - zastanawiała się Radomiła.

Róża na odległości zyskiwała. Im większa, tym ona lepsza. Bliskość dodawała jej ciągle nowych wad. 

Już prawie się zdecydowała. Nie w sprawie Kazimierza i Teo, ale powrotu do domu, gdy pojawił się on.

Eugenia i Stanisława.

Zrobiło się ciepło, więc znów siedziały na ławce przed blokiem. Swoim zwyczajem narzekały na pogodę.
- Najpierw zimno, zimno, a potem nagle gorąco - wzdychała Eugenia.
- Atmosferę nam popsuli tymi wszystkimi wyprawami w kosmos - Stanisława też wzdychała.
- I jeszcze te paski na niebie. Dziwne takie. Trucizny nad nami rozpylają.
- Pewnie. Inaczej niebo byłoby normalne. Człowiek nie wie, kiedy i na co umrze. Trują nas z każdej strony.

W sprawie trucizn i złego świata Eugenia i Stanisława świetnie się dogadywały.

- A wiesz widziałam wczoraj córkę naszej Zdzisi, tą jak jej tam, Miłkę - powiedziała Eugenia.
- I co? - ciekawiła się Stanisława.
- Robiła zakupy w tym nowym markecie na górce. Nie sama. Z koleżanką.
- To jednak Zdzisia prawdę mówiła, że się przeniosła do koleżanki.
- Albo jej z tym facetem nie wyszło.
- Tu na miejscu ma młodego fajnego, to nie. Szuka gdzieś nie wiadomo czego.

Dzięki plotkom o Radomile rozmowa Eugenii ze Stanisławą nabrała nowych świeżych kolorów.

- Może on ją wyrzucił, bo sprzątać nie chciała - stwierdziła Eugenia.
- W domu nie sprzątała? - zdziwiła się Stanisława, która każdą wolną chwilę poświęcała na sprzątanie.
- Zdzisia nie raz się na nią skarżyła, że nic nie robi.
- Tak ją wychowała, a teraz proszę ma rezultat.
- Swoją drogą ta dzisiejsza młodzież...

Nikodem

Na początku Radomiła się cieszyła. Wreszcie znalazł się ktoś, kto zawrócił w głowie Róży. Dzięki temu już nie patrzyła tyle na Radomiłę, kiedy i co robi lub nie robi.

Dopiero później wyszła na jaw prawda o nowym chłopaku Róży.

Lubił kobiety i choć poprosił Różę o rękę, nie miał zamiaru z nich rezygnować. Róża oczywiście niczego się nie domyślała. Dlatego nie zauważyła spojrzeń, jakimi mierzył ciało Radomiły.

Radomiła już znała te spojrzenia i czuła, co się szykuje. Zaczęła więc wychodzić, gdy on przychodził.

Jednak raz się nie udało. Może dlatego, że chciała po drodze zejść do piwnicy. Zanieść tam kilka pustych słoików po dżemach robionych własnoręcznie przez Różę. Niepotrzebnie za nie się zabrała .

Nikodem od razu się wtrącił.
- Sama nie będziesz znosiła takiego pudełka - wskazał na jej pakunek, który próbowała najpierw umieścić w dużej reklamówce, a potem wziąć pod wolne ramię. 
- Dam radę - zapewniała.
Niestety bezskutecznie, bo zaraz wtrąciła się Róża.
- Jak chce ci pomóc, niech pomaga.

Czy ona naprawdę nie widziała rąk Nikodema błąkających się blisko pupy Radomiły? Nie widziała.

Dobrze, że wzięła jeszcze nóż. Schowała go w kieszeni spodni. Mały, ale poręczny. Do końca nie wiedziała, co z nim zrobi. Po co chowa go w kieszeni? 

Jedynie czuła. Niepokój gęstniał coraz bardziej od momentu, gdy wyszli z domu: ona i on. Powoli schodzili po schodach. Nikodem trzymał pudełko. Dopóki je trzymał, Radomiła mogła być bezpieczna. Mimo to strach zjeżył jej włoski na skórze. Myśli uciekły. Zastąpiła je pustka i męczące przeczucie. Za chwilę coś się zdarzy. Nie da się przed tym uciec. Musi to przeżyć.

I stało się. Zaraz za drzwiami piwnicy. Nikodem chwycił Radomiłę za jej długie jasne włosy. Krzyknęła.

- Cicho - rozkazał, wykręcając jej rękę do tyłu. - Jak będziesz grzeczna, przeżyjesz.
- Dobrze - zgodziła się.

Postanowiła, że przez chwilę będzie udawać potulną panienkę. 
- Co mam zrobić?
- Zdejmij spodnie i majtki. Odwróć się do tyłu.

Zrobiła, co kazał. 

Da mu, a potem go zabije - pomyślała.

Pochylił ją do przodu. Głową dotykała ściany. Wszedł w nią gwałtownie. Przy każdym ruchu sapał jakby odwalał ciężką robotę. Po raz pierwszy Radomiła nie czuła przyjemności. Jedynie swoje walące serce.

- Lubisz to tak? - krzyczał.
- Tak - odpowiedziała.
- Głośniej.
- Tak, tak, tak.

Uderzał rękami w jej pośladki.

- Dziwka, suka - powtarzał jedno wulgarne słowo za drugim. Jakby go to podniecało.

Dupek jeden. Już ja ci pokażę - Radomiła zaciskała zęby. W głowie pojawił się pewien pomysł. Dziwne, że jeszcze mogła myśleć.

- Chcesz, to cię poliżę - zaproponowała.
- Dobra. Tylko dokładnie.

Na szczęście zgodził się. 

Radomiła uklękła przed nim wzięła do ust jego penisa. Ssała go intensywnie, aż zamknął oczy z napływającej rozkoszy. Wtedy sięgnęła po nóż ukryty w spodniach. Bez wahania przejechała ostrzem po penisie. 

Wył z cierpienia. Sięgnął znów po jej włosy. Przewidziała ten ruch i pocięła mu ręce.

- Ty kurwo, zabiję cię.

Pomimo bólu rzucił się na nią. Próbował zabrać jej nóż. Uderzył jej głową o ścianę. Czas się skurczył. Radomiła zachwiała się. Upadła. Świat zamigotał i zniknął.

Eugenia i Stanisława.

Pogoda wciąż im sprzyjała, więc siedziały na ławce.

- Miłka w szpitalu - powiedziała Eugenia.
- Co jej się stało? - zainteresowała się Stanisława.
- Narzeczony przyjaciółki chciał ją zabić.
- O rety.
- Na szczęście sąsiad ją uratował.
- Jak? Gdzie?

To dopiero był news. Wiadomość jakich mało. Wreszcie mogły i miały o czym gadać.

- W piwnicy - oznajmiła Eugenia - poszedł tam za nią. Podobno próbował zgwałcić. Broniła się. Zbił ją strasznie.
- Co na to Zdzisia?
- Nic. Płacze. Ja wszystkiego dowiedziałam się od Czesi.
- Ona nie płacze?
- Wiesz, po obozie w Niemczech ma stalowe nerwy.
- Też bym tak chciała.
- Być w obozie? Czy zostać zgwałconą?

Eugenia spojrzała na Stanisławę. Stanisława na Eugenię. Obie westchnęły.

- Późno się zrobiło. Pójdę już - odezwała się wreszcie Stanisława.

Wizyta.

Radomiła leżała. Patrzyła w sufit i starała się nie myśleć. Jednak myśli wciąż ją atakowały. Pod powiekami nadal pojawiał się obraz gwałcącego ją Nikodema. Jego wyzwiska. Niechciany seks. Wszystko wracało jak żywe.

- Dzień dobry kochanie. Jak się czujesz?

W otwartych drzwiach pojawił się Kazimierz z bukietem czerwonych róż.

- Teraz już się chyba do mnie przeprowadzisz, prawda?


P.S. Zobaczymy. Na razie jednak cieszcie się dobrym zakończeniem.

 

 


 






4 komentarze:

  1. Bardzo fajnie napisane teksty. Ciekawe historie no a wyobraźnią i fantazją mogłabyś obdarzyć przynajmniej kilka osób :) Będę zaglądać, pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Moja wyobraźnie chyba nie sięga, aż tak daleko. Skąd czerpiesz pomysły?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytam po prostu. Z książek wiele można czerpać pomysłów. Poza tym wyobraźnia u mnie pracuje na wysokich obrotach.

      Usuń