wtorek, 16 maja 2017

Pan Kanciasty.

Jakiś czas temu szefowa sekty Pozytywni zniknęła w paszczy pomarańczowego potwora z mgły miasta Upierdliwość. Zostawiła dzieci - członków swojej sekty.
Jej miejsce szybko zajął Pan Kanciasty. I się zaczęło.
Co? Raj, piekło czy coś gorszego?


Miejsce: Świat po śmierci.
Czas: Nieokreślony.
Bohaterowie: Pan Kanciasty - nowy szef sekty Pozytywni, Marek - chłopiec 12 lat, Karolina - dziewczynka lat 11.

Dialog 1.

Miejsce: Sala, z której została zabrana Ilona, dawna szefowa sekty Pozytywni. Duża przypominająca te znajdujące się w szkołach. Jej nijakie kolory i kształty stają się wyraziste z chwilą pojawienia się Pana Kanciastego. Biało-szare ściany i ławki szkolne z dawnych lat. Na każdej okrągłe miejsce na kałamarz z atramentem. Blat pochylony w stronę długiego siedzenia z oparciem. 

Nic nie zostało z poprzednich mebli. Jedynie kąt Marka wyróżnia się łóżkiem i wygodnym fotelem. I tylko jego strój jest nadal pomarańczowy. Pozostali członkowie sekty Pozytywni ubrani są na szaro. 

Nikt nie zauważa zmian. Żadne z dzieci, którymi kiedyś kierowała Ilona nie widzi nic nowego w swoich szarych ubraniach i swoim opiekunie.

Pan Kanciasty pojawił się tu wraz ze zniknięciem Ilony. Ten sam potwór jednocześnie połknął Ilonę i ze swojego drugiego tylnego otworu wyrzucił z siebie Pana Kanciastego.

 Marek od początku myśli o nim jak o kupie potwora. Upierdliwej i doskonale dopasowanej do miasta Upierdliwość.

Trwa lekcja. Pan Kanciasty uczy dzieci liczenia i rozwiązywania zadań tekstowych z matematyki i geometrii. Dzięki temu dzieci zdobywają niezbędną umiejętność myślenia logicznego. Jego zdaniem. Inne zdania tu nie istnieją z wyjątkiem zdania Marka.

Tyle, że ono się nie liczy. Pan Kanciasty nazywa go wariatem. Traktuje jak wariata. Inni też.

 Marek wierci się na łóżku. Bezskutecznie próbuje zasnąć. Lekcja Pana Kanciastego bardzo mu przeszkadza. Z góry pada na niego ostre sztuczne światło jarzeniówek. W głowie trzeszczą mu posuwające się po papierze cyfry w zeszytach dzieci. Kroki Pana Kanciastego dudnią mu w uszach niczym dzwony kościelne. I do tego pisk kredy kreślącej wzory na tablicy.

Marek: Oszaleję. Jeszcze trochę i stracę zmysły.
Karolina: Ciszej. Usłyszy cię.
Marek: Niech usłyszy. Ale, kim jesteś?
Karolina: Dziewczynką. Mam na imię Karolina
Marek:  Joachim. A gdzie jesteś?

Karolina: Siedzę w drugiej ławce.
Marek: Jak to siedzisz tam i tu ze mną rozmawiasz?
Karolina: Tak to. Potrafię gadać na odległość.
Marek: Nie słyszałem o czymś takim.
Karolina: O telepatii nie słyszałeś?
Marek: O telepatii tak, ale przecież ... 
Niemożliwe. Gadasz w mojej głowie tak głośno?
Karolina: Możliwe. Ty też gadaj do mnie w głowie, żeby on ciebie nie słyszał.

 Marek odnajduje w grupie dzieci dziewczynkę. Blondynka z włosami splecionymi w warkoczyki. Odwraca się na chwilę i patrzy na niego. Już wiadomo, że to ona, nikt inny, nawiązała z nim kontakt.

Karolina: Zlikwidujemy go.
Marek: Mówisz o Panu Kanciastym?
Karolina: Widzisz tu kogoś innego równie upierdliwego?!
Marek: Jak go chcesz zlikwidować? 
Karolina: Przepalę mu zwoje mózgowe wiedzą matematyczną.
Marek ( krzywi się ): Nie dasz rady. On ma jej zbyt dużo i jeszcze więcej wchłania.
Karolina: Przywołam potwora.
Marek: Jak?
Karolina: Pomyślę.

Cisza. Karolina myśli. Dźwięki w głowie Marka nabierają ostrości. Znów chciałby spać i nie może. Zazdrości dzieciom, które odkąd zniknęła ich dawna opiekunka Ilona doskonale obywają się bez snu. Liczą i liczą bez końca.

Dialog 2.

Miejsce: Łąka figur geometrycznych.

Szeroki pas zieleni między jedną ulicą a drugą i stojącymi przy nich szarymi budynkami. Na krótko ściętej trawie wysokie pręty: wygięte koła, trójkąty, kwadraty i inne figury geometryczne. Z daleka świecą ostrym żółtym światłem.

Dzieci biegają wokół nich, zatrzymując się na chwilę, by obliczyć to czy tamto wskazane przez Pana Kanciastego zadanie.

On jak zwykle ma na sobie starą miskę metalową, a na oczach dziwne okulary jakby wyjęte z czegoś duże okrągłe elementy. Nikt oprócz Marka nie zwraca na to szczególnej uwagi. Dla nich Pan Kanciasty wygląda jak każdy nauczyciel wuefu ubrany w dres szarego koloru.

Karolina: Zaraz go załatwię zobaczysz.
Marek: Jak?

Marek nie musi długo czekać. Nie wiadomo skąd na trawie pojawiają się cienie. Mają w rękach karabiny maszynowe. Strzelają do Pana Kanciastego. Wystrzałów nie słychać. Widać tylko śmigające w powietrzu różowe naboje.

Z Pana Kanciastego spada miska i okulary. Szary strój staje się różowy. Twarz nabiera czerwonych kolorów. 

Pan Kanciasty kurczy się i zwija. Po chwili zostaje z niego rozbity pomidor, który toczy się w stronę miski, aż wreszcie kładzie się na niej.

Pies-cień podbiega do miski. Zabiera ją razem z leżącym na niej pomidorem. Biegnie do pozostałych cieni. Razem z nimi powoli rozpływa się w powietrzu.

Karolina ( krzyczy ): Wolność. Możemy robić, co chcemy. Koniec dyktatury Pana Kanciastego.
Dzieci ( skandują ): Wolność, woolność.
Karolina ( ucisza ich ręką ): Kto was uwolnił? Ja was uwolniłam. Kto będzie tu rządził?
Dzieci: Ty będziesz rządzić.

Marek ( głośno myśli ): A więc to tak.
Karolina ( odpowiada w jego myślach ): Co myślałeś? Że ja z organizacji charytatywnej?! 
Joachim: Miałem nadzieję, że mnie uwolnisz.
Karolina: Jesteś wolny. Idź, gdzie chcesz. Pozwalam, ale jeśli tu zostaniesz, musisz mnie słuchać.
Marek: Sam nie wiem. Co chcesz tu zrobić?
Karolina: Najpierw wyrzucę wszystkich buntowników. Utworzę straż z cieni. Więzienie dla nieposłusznych, a potem się zobaczy, co dalej.

Marek czuje przerażenie. Pan Kanciasty był okropny, ale jaka będzie Karolina. Postanawia odejść.


P. S. Czy miasto Upierdliwość pozwoli odejść Markowi? I co się jeszcze wydarzy? Ciekawi?

 








 

 

2 komentarze:

  1. Super, podoba mi się ten wątek. Jedno zło zastępuje drugie choć miało być lepiej. Od razu widzę naszą scenę polityczną haha choć doprawdy nie wiem skąd to skojarzenie bo bolityki unikam jak mogę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję. Niestety polityki nie da się uniknąć nawet jak się nie słucha i nie ogląda.

    OdpowiedzUsuń