środa, 28 czerwca 2017

Głębia płytkiej wody.

Wpadła w to jak dzieciak, który skacze z mostu do nieznanej wody. Myśli sobie, jaka głęboka, piękna, a tymczasem uderza głową o beton. Wkrótce potem składają go w szpitalu jak mogą. Czasem dobrze, czasem gorzej.

Zdjęcie stąd.

 Rano.

Radomiła śni o plaży. Biały czysty piasek i woda sięgająca do samego horyzontu. Niebieskie, bezchmurne niebo. Turkusowe fale. Ciepło tak bardzo, że pragniesz tylko jednego, zanurzyć się w  wodzie. Nieważne, że nie umiesz pływać. I tak jej pragniesz jak ukochanego, dawno niewidzianego mężczyzny. Choć na chwilę, choć przez chwilę posmakować turkusowej głębi. Pobiegła. Wbiegła całym ciałem. Najpierw tylko kostki, potem kolana, wreszcie uda, brzuch piersi, szyja i twarz. Swobodne opadanie do dna.

- Lubisz to - mówi mężczyzna. 
Pływa obok. Dotyka palcami jej ręki jakby głaskał kwiat.
- Kim jesteś?
- Graczem, a ty jesteś moją grą.

Przyciąga ją do siebie. Czuje go wszystkimi zmysłami. Jedynie oczom się wymyka. Jego kształty, nagość, pośladki, penis są wyraźne, reszta zamazana jakby ginęła w cieniu, tańcząc z innymi cieniami, których tu na dole natura nie poskąpiła. Każdy kwiat, istota, fala oprócz jasnej strony świeci mrokiem.

Tajemniczy mężczyzna też. Jego mrok otula ją. Sprawia każdym swoim ruchem rozkosz. Gdy już jest w niej, nie chce go puścić. Pragnienie rośnie. Nie daje się niczym zaspokoić.

- Wracaj. Zanurz się w głębi płytkiej wody - rozkazuje on. Popycha ją do góry. Wpycha z powrotem do życia.

Radomiła budzi się mokra i jak nigdy dotąd spragniona seksu. Gładzi plecy leżącego obok Kazimierza. Przyciska do nich swoje ciało. Łapie palcami jego męskość. Głaszcze ją. Ściska. Sprawia, że się budzi. Odwraca się w jej stronę. Jej ukochany mężczyzna sadza ją na swoich udach. Wchodzi w nią głęboko. Podniecenie szybko rośnie i opada. U niego kończy się orgazmem, a u niej po raz pierwszy zniechęceniem.

Eugenia i Stanisława.

Siedzą na ławce jak zwykle w ciepły, słoneczny dzień, gdy w domu zbyt gorąco, a poza domem zbyt mało sił, żeby iść gdzieś dalej.

- I co ty na tę moją chorobę? - pyta Eugenia.
- A ty na moją? - żali się Stanisława.
- Jaką ty masz chorobę, co? Boli cię trochę brzuch i nic więcej, a mnie serce. To coś o wiele gorszego - oburza się Eugenia.

- A może to rak. Skąd wiesz, że to nic takiego - również oburza się Stanisława.
- Gadasz, rak od razu. Mnie się śniła czarna woda. To znak, że moja choroba jest poważna.
- Mnie też się śniła i piasek.
- Dziwne, zawsze ci się śni to samo.  
- Mężczyzna siedział na tym piasku i powiedział...
- Że co? Umrzesz zaraz?
- Głębia płytkiej wody.

Południe

Radomiła zabiera się za robienie obiadu. Bardzo nie lubi tego zajęcia, ale tutaj nabiera ono innego znaczenia. Mieszka przecież ze swoim ukochanym mężczyzną. Wreszcie są razem. Ona musi, chce pokazać mu jak bardzo go kocha. Jak cieszy się tym, że w końcu dzielą wspólne życie. Poza tym pragnie jakoś zapomnieć o swoim porannym niezadowoleniu. Zetrzeć chwilę swojej słabości, gdy znów tak jak dawniej przygniótł ją ciężar niezaspokojonego seksualnie ciała.

Radomiła obiera ziemniaki. Stara się maksymalnie skupić na tej czynności. I naprawdę idzie jej świetnie do pewnego momentu. Już ma myć obrane warzywa, gdy pojawia się on. Mężczyzna ze snu.

- Podoba ci się - oznajmia, a Radomiła zdaje sobie sprawę, że nic jej się nie podoba. 
- Głębia płytkiej wody - dodaje on.
- Kim ty jesteś? Czego ode mnie chcesz? 

Ostatnie słowa nieznajomego złoszczą Radomiłę. Nawet nie wie dlaczego. Czuje jednak, że kryje się w nich coś złego. Coś się chowa na granicy jej oczu tak jak twarz i szczegóły wyglądu mężczyzny. Mógłby być kimkolwiek i nikim jednocześnie.

- Tak, masz rację - mówi on, a potem się rozpływa jak chmura na niebie.

Eugenia i Stanisława.

- Późno się zrobiło. Pójdę już.
Eugenia zrywa się z miejsca jak oparzona. Czyżby słowa Stanisławy zrobiły na niej tak wielkie wrażenie, że potrzebuje czasu, żeby je przetrawić?

- Widziałam wczoraj naszą Miłkę - chwali się Stanisława jakby nie słyszała tego, co powiedziała przed chwilą Eugenia.
- I co? - ciekawość Eugenii powraca.
- Cały czas z tym starym facetem. Ja nie wiem. Miała tu młodego to woli starego.
- Nie trafisz za nią jak za nimi wszystkimi młodymi.
- I za Florentyną.
- Właśnie, a co u niej.
Wywołany dziwnymi słowami niepokój mija. Eugenia i Stanisława znów beztrosko plotkują.

Wieczór

Kazimierz wraca do domu. Czuje na sobie ciężar minionego w pracy dnia. Jednocześnie cieszy się, bo już niedługo zobaczy ją. Usiądą. Napiją się. Zjedzą. Może obejrzą coś w telewizji. W każdym razie na pewno będą razem.

Jednak w domu wita go cisza i ciemność jakby Radomiła gdzieś sobie poszła, może odwiedzić swoich bliskich.

Kazimierz wzdycha. Nie lubi samotnego siedzenia.

Wchodzi do pokoju i staje porażony tym, co widzi. Radomiła siedzi w jednym z dwóch brązowych foteli. Oczy ma zamknięte. Śpi, medytuje, rozmyśla?

- Kochanie, co się stało? Dlaczego tak tu siedzisz po ciemku?
Kazimierz pochyla się nad nią. 
- Nie wiem - odpowiada ona. Otwiera, mruży oczy i znów je zamyka. - Przepraszam cię, jestem zmęczona.
Po chwili już jej nie ma. Odpływa w swój sen o  głębi płytkiej wody.

W innym miejscu.

Mężczyzna się śmieje. Tak łatwo mu z nią poszło. I z tymi dwiema starymi też. Wszystkie trzy śnią teraz o nim. Może więc zrobić z nimi, co chce.
- Nieuczciwe - stwierdza jego towarzysz gry.
- I dobrze, pasuje do nich i do nas.

P. S. Życie toczy się dalej. Czy Radomiła się obudzi? Czy znów zacznie cieszyć się życiem? Czy dostrzeże jego głębię? A Ty czytelniku dostrzegasz głębię swojego życia, czy może toniesz w płytkich wodach?


 






 

6 komentarzy:

  1. Bardzo mi się podobają imiona, które nadajesz swoim bohaterom :) Opowiadanie też mi się podoba i np. ja jestem ciekawa dalszego ciągu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Imiona przeważnie są słowiańskie, dawne, nieznane. Sama bardzo bym takie chciała mieć zamiast tego, które mam.
      Ciąg dalszy na pewno nastąpi.

      Usuń
    2. Aniu, zawsze możesz zmienić imię. Też kiedyś miałam taki plan ale polubiłam to, które mam :)

      Usuń
  2. Beato nie wydaje mi się, żeby zmiana imienia była taka prosta. Myślę, że trzeba udowodnić przed sądem, dlaczego. Niby z jakiego powodu? I samo powiedzenie: nie podoba mi się tu nie wystarczy, bo jakby wystarczyło, to czy inni nie zmienialiby imienia. W końcu większość ludzi nie lubi albo imienia albo nazwiska.
    Poza tym sądzę, że lepiej iść w stronę akceptacji i imienia i nazwiska i siebie.

    OdpowiedzUsuń