wtorek, 18 września 2018

Nikodem.

Nikodem nie znał swojego ojca. Pamiętał jedynie fragmenty życia z nim związane. Mgliste kawałki, niektóre dziwne jakby wyrwane z pogranicza snu 
i jawy lub innego świata, w którym dominował kolor niebieski. Dlaczego? Kim był ojciec Nikodema? I gdzie zniknął?

Autor: Hector Toro.

Lotnisko.

Nikodem najczęściej wspominał lotnisko, chociaż podobno nigdy tam nie był. Tak twierdziła jego matka. Cokolwiek by powiedział na ten temat, ona zawsze się krzywiła, a potem przeganiała go ścierką do zmywania naczyń.

- Odrobiłeś już lekcje? 
- Tak.
Przynieś, sprawdzę.
- Dlaczego ty mi nigdy nie wierzysz?
- Nie pyskuj, przynieś zeszyt.

I już koniec rozmowy o lotnisku wielkim jak ocean z niebieskimi rzeźbami kojarzącymi się z surrealizmem, mozaikami na ścianach i na podłodze. Jedna z nich przedstawiała ręce otwarte na nagą kobietę w ukłonie. Jakby niewolnicę niewidzialnego wodza, który czasem pokazywał pojedyncze części swojego ciała, głównie dłonie lub twarze. Wielki Nikt lub Ktoś, Coś, istota z nieznanego świata. Nieznanego dla ludzi jako ogółu, tłumu, ale nie dla wybranych jednostek.

Po odkrytej powierzchni lotniska przejeżdżały wielkie auta-rakiety. Pasażerowie, jeśli byli, musieli siedzieć za zamkniętymi oknami i drzwiami, nieprzeniknioną z zewnątrz zasłoną. Samochody zatrzymywały się na przystankach, pustych samotnych wysepkach pomalowanych na brązowo. Nikt nie wsiadał. 

Nikodem próbował zobaczyć samoloty, ale w pobliżu żadnego nie widział. Tylko jakiś warczący granatowy obłok nad głową albo raczej zbiór obłoków. Ryczący smok? Nowoczesny samolot? Pytania pojawiały się w głowie Nikodema jedno za drugim.

W kasie kupił bilet. Ale po co? Dlaczego? Gdzie chciał lecieć? Gdy patrzył na obłoki-smoki i auta-olbrzymy, przez ciało przechodził mu dreszcz niepokoju.

- Nie bój się - odezwał znajomy, a jednocześnie obcy męski głos. Twarz i sylwetka zamazana jakby facet założył na siebie maskującą zasłonę. 
- Nie mogę się ujawnić - wyjaśnił Nikodemowi. - Ale jeśli ze mną polecisz ...

Słowa zawisły w powietrzu. Nikodem już wiedział po co kupił bilet. Jasne, chciał polecieć z ojcem, bo tym kimś obok niego nie mógłby być nikt inny.

- Pojedziemy tym wielkim autem?
- Nie, pójdziemy. To niedaleko.
- A samochody po co jak to blisko?
- Później wszystko ci wytłumaczę.

Nie wytłumaczył, bo nagle zza ogromnego niebieskiego drzewa wyszli policjanci. Podeszli do ojca. Złapali go za ramiona i zawlekli do auta. Nikodem jeszcze przez chwilę stał, patrzył bezradnie, gniótł w ręku bilet. Nigdzie nie poleci, nie teraz, a kiedy, nie wiedział.

Autor: Viola Sado.

 W szkole.

Poszedł do szkoły z myślą, że dowie się wreszcie czegoś o lotnisku, policjantach i ojcu. Szybko jednak przekonał się, że nauczycielka, miła pani Zosia nic nie wie, nie chce wiedzieć, bo za każdym razem, gdy ją zagadywał, odganiała go jak muchę. Raz nawet posłała do pani psycholog, a ta z kolei do psychiatry. Ledwo z tego wyszedł, wyrzekając się swoich opowieści o lotnisku. 

- Ja tylko tak sobie żartowałem.
- Więc więcej sobie nie żartuj.

Lata mijały. Nikodem powoli przyzwyczaił się, że mieszka z matką bez ojca, ojca nie zna i pewnie nie pozna. Prawie o nim zapomniał, gdy nagle pojawiły się w nim dziwne umiejętności. Potrafił na przykład zamknąć oczy, powiedzieć znikam i zniknąć. Stać się na pięć minut, godzinę, jak długo chciał, niewidzialny. Widział jak inni prześlizgują się po nim wzrokiem, nie zauważając. Pani próbuje wezwać go do tablicy lecz jej oczy nie potrafią go znaleźć.

- Czy Nikodem gdzieś wyszedł? - pyta klasę.
Uczniowie się rozglądają, nie znajdują, póki Nikodem nie każe sobie, ujawnić się przed nimi.

Emocje też się zmieniły. Czasem chciał płakać lecz nie potrafił. Podobnie ze śmiechem. Kawały przestały śmieszyć albo nie umiał wydobyć z siebie radości. Twarz pozostawała obojętna, co skutecznie zniechęcało kolegów i koleżanki.

W kolejnym liceum,( szkoły często zmieniał z powodu matki, która nie potrafiła wysiedzieć długo na jednym miejscu) doprowadził Kornelię do choroby psychicznej. Czuł jak jej strach narasta po każdym jego spojrzeniu. Próbował na nią nie patrzeć, ale chęć rzucenia choć na chwilę spojrzeniem na dziewczyną przerosła jego możliwości. Kornelia była zbyt piękna. W dodatku nie zdawała sobie z tego sprawy. Uciekała w cień przed ludźmi. Aż dziwne, że na początku roku zgodziła się pójść z nim, Magdą - Stefanią i Tonim na akcję. Brała udział w wysadzeniu w powietrze magazynu. Od tego zaczęła się jej choroba. Szkoda, że została w szkole. Szkoda, że razem nie zostali. Kornelia w jednym miejscu, a on w drugim odległym, żeby tylko nie dotykać jej wzrokiem. Nic, stało się. Nie można płakać nad rozlanym mlekiem, jeśli w ogóle można płakać. Nikodem zaciskał pięści w kieszeni. 
- Muszę jej pomóc - pomyślał. - Ale jak.
Jeszcze nie wiedział.

Tej nocy zanim zasnął, wyraził życzenie, że chce wyrwać Kornelię z choroby. Zamknął oczy, więc nie zobaczył falującej w oknie firanki jakby przesuwała ją jakaś ręka, niebieska ręka.



 
P. S. Tym tekstem nawiązuje do wcześniej publikowanych przeze mnie na facebookowej stronie Lubisłowa opowieści o Kornelii, Tonim i Magdzie-Stefanii. Nie wiem, czy chcecie, żebym tutaj również opublikowała te opowiadania, czy raczej wolicie poznać ciąg dalszy albo jedno i drugie. Czekam na Wasze opinie i oczywiście uwagi dotyczące Nikodema.


  


6 komentarzy:

  1. ja czekam na całość w wersji papierowej ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że czekasz i mam nadzieję, że się doczekasz.

      Usuń
  2. Bardzo lubie czytac odpowiadania i to także mi się podoba. Musze poszukać wcześniejszej części. Jeśli lubisz pisać proponuję Grupę pisania kreatywnego. Znajdzies na google.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję. Wcześniejszych części Nikodema jeszcze tu nie ma, ale są na mojej stronie facebookowej Lubisłowa.

      Usuń
  3. Wow! Świetne opowiadanie! Naprawdę mnie wciągnęło *.* Masz talent :) Czekam na ciąg dalszy opowieści o Nikodemie *.* Resztę chyba też przeczytam :D

    Pozdrawiam i zapraszam do siebie jeśli znajdziesz czas i chęci :)
    https://fochoblog.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Znajdę czas i chęci i odwiedzę Cię na pewno :)

      Usuń