piątek, 18 kwietnia 2014

Nie lubię świąt wielkanocnych.


























 Teraz narażę się Wam wszystkim, zwłaszcza wiernym katolikom i tradycjonalistom. Myślę, że Ci właśnie będą krzyczeli głośno. Jak można nie lubić świąt i jeszcze się tym chwalić? Właśnie jak można? A przecież rodzice mnie wychowali tak jak Was na katoliczkę i tradycjonalistkę. W dzieciństwie wszystkie święta lubiłam i tak jak Wy się z nich cieszyłam.
Tylko, gdy zaczęła się ta głupota z oblewaniem wszystkich po kolei, miałam dość, ale tylko tego jednego dnia świąt. Przez wiele lat siedziałam w domu, nawet wtedy gdy miałam psa, żeby od nikogo nie oberwać wiadrem wody po głowie. Naprawdę nic miłego. I nie rozumiem kto i po co to wymyślił. Anglik na lekcji angielskiego nie bardzo wiedział o co chodzi. Oni nie mają takiego kretyńskiego zwyczaju. I nie mówcie mi tu nic o płodności, którą się w ten sposób czci.
Czy każda kobieta chce mieć dzieci? To tylko Wasze ograniczone wyobrażenia. Sądzę nawet, że nie wymyślone przez kobiety tylko przez facetów, co to im się wydaje, że uwiążą każdą jak sukę do kaloryfera swoimi dziećmi. Tym zawsze mówię mojej duszy nikt nie uwiąże i nic kompletnie, a już na pewno nie dzieci.
Zwyczaj oblewania jest tylko jednym z powodów, dla których świat nie lubię ani trochę.
Drugi to jakaś mania sprzątania, jakby innych okazji nie było. Niby dlaczego w święta akurat mam mieć czyste okna, czyste firanki i zasłony, wypastowaną podłogę, wytrzepany dywan, wytarte kurze i umyte wszystkie mebla. Pytam się, czy bez tego świętować nie mogę i nie mówcie mi tu nic o dobrej energii, która dzięki temu krąży w całym domu. Ja i tak znajdę tę energię w swoim totalnym bałaganie i to ode mnie nie od jakieś energii, zależy jak się czuję.
Obżarstwo to kolejny powód, dla których świąt nie lubię. Znów zadam pytanie, czy moja radość i szczęście mają zależeć od tego ile smaków poczuję na języku. Totalna bzdura. Dlatego w święta mam ochotę stosować głodówkę. Jeść tylko sam ryż i kaszę albo pić soki. Na pewno nie jajka. Wybaczcie, ale dla mnie mają one nieładny zapach. Te ugotowane oczywiście, nie schowane w naleśnikach i ciastach. Jak widzę takie gotowane to zaraz sobie przypominam wieś, gdzie spędziłam naprawdę dużo czasu. Widziałam dość dobrze nie tylko jak się kurze na pieńku obcina głowę i jak się zabija świnię, chociaż wujek mówił nie patrz. Widziałam też skąd wychodzą jajka. Takie super milutkie miejsce dla wszystkich facetów, którzy sobie marzą o seksie analnym.
W każdym razie ja jajek jeść nie będę, żeby je nawet sam papież poświęcił.
Następny powód mojego niezadowolenia to ogólny niesmak związany z tzw. święceniem potraw. Po pierwsze to ja nie potrzebuje dobrych słów księdza, bo sama w sobie mam wiele dobrych słów, którymi mogę modlić się do Boga w sposób bezpośredni. I jestem pewna, że On poprzez moją modlitwę poświęci każde moje jedzenie.
Po drugie najważniejsze, co święcą księża. W zasadzie wszystko, co im się w koszyku położy, a ja nie zgadzam się na święcenie przerobionych zabitych ciał zwierząt. Równie dobrze możecie sobie zjeść swoich krewnych po śmierci.
Co Was powstrzymuje? Tabu jedzeniowe, które w naszym kraju obowiązuje również w przypadku psów i kotów, a Chińczycy je jedzą, może wiedzą, że mądrość mają taką samą jak kury i świnie. Je też można oswoić i wołać po imieniu.
Tylko tutaj wszyscy o tym nic nie wiedzą. Tak, niewiedza jest czasem bardzo wygodna. Ja niestety w pewnym momencie ją odrzuciłam i teraz proszę nic mi się nie podoba.
Ostatni powód. Wszyscy oczekują od świąt nie wiadomo czego, że gwiazdka im spadnie z nieba, że będą tacy szczęśliwi, a to nie tak. Nie potrafisz się cieszyć każdego dnia? To w święta tym bardziej nie będziesz potrafił, bo zbyt wiele chcesz od nich. Najpierw naucz się cieszyć chwilą, tym co jest tu i teraz, a potem spróbuj w święta.
Nie powiedziałam nic o zmartwychwstaniu. Ale co mogę powiedzieć. Wiem, że data narodzin Jezusa została sfałszowana i przebiegle z marca przeniesiona na grudzień, żebyśmy mogli przy okazji święcić narodziny światła.
Nie wiem jak było z Jego śmiercią. Wiem jednak, że zmartwychwstanie świetnie się kojarzy z odradzającym się na wiosnę światem przyrody i pewnie tak jak wiele innych rzeczy zostało przekręcone przez ,, mądrych ,, księży.
Na koniec dodam, że nie jest to krytyka katolików i tradycjonalistów. Tylko, tylko, powtarzam dwa razy, żebyście zrozumieli, moje poglądy.
Nie zgadzacie się z nimi, to piszcie komentarze zamiast bezmyślnego gapienia się w ekran.
P. S. Wesołych świąt wszystkim życzę.

Tag: Fantastyczne

2 komentarze:

  1. Jako katolik już się obawiałem, że nie wspomnisz nawet o najważniejszym w tym wszystkim, czyli Zmartwychwstaniu :-). Widzisz, przynajmniej dla mnie ten dzień jest ważny właśnie z tego powodu, że jak wierzę, jest to dzień pamiątki zmartwychwstałego Chrystusa. I nie jest ważne tutaj to, czy faktycznie akurat tego dokładnie dnia Jezus Zmartwychwstał - przecież nie świętujemy żadnych liczb, godzin, czy dni tygodnia. Chciałbym raczej świętować Zmartwychwstanie każdego dnia, a święto Wielkiej Nocy traktować analogicznie do dnia ślubu/wesela. Przecież życie małżeńskie nie kończy się w tym jednym dniu, jest to (a przynajmniej powinien być) dopiero początek Drogi do codziennego świętowania. Mimo tego, właśnie do tego dnia każdy przygotowuje się jak najlepiej może - sprzątamy, stroimy się, chcemy mieć wszystko dopięte na ostatni guzik. Jeśli ktoś jednak nie świętuje Wielkanocy, bo na przykład nie wierzy w Zmartwychwstanie, wtedy oczywiście nie ma takiego obowiązku, podobnie, jak osoby nie związane w żaden sposób z nowożeńcami :) Co do zabijania zwierząt i ich spożywania, to osobiście marzy mi się taka sytuacja, żeby ludzie spożywali mięso wyłącznie z okazji takich uroczystych dni - kilka razy do roku, w małych ilościach. Niestety dzisiaj dania mięsne są zdecydowanie nadużywane - nie traktujemy już ich jako posiłek odświętny. Osobiście zgodnie z katolicką tradycją zjadam wyłącznie mięso ryb ;) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo dziękuję za komentarz. Cieszę się, że zamiast patrzeć tylko niby obojętnie na to, co napisałam, zareagowałeś i też napisałeś.
    Ja patrzę na to święto trochę inaczej, bo już katoliczką nie jestem, chociaż z kościoła oficjalnie się nie wypisałam, ale czy muszę się aż wypisywać, żeby nie być katoliczką? Myślę, że nie.
    Owszem lubię Jezusa, ale nie lubię kościoła. Jego przeinaczeń. Nie wierzę w to, co mówią księża. Nie mam pewności, co do tych ryb, czy rzeczywiście Jezus je jadł i rozmnażał dla innych? Nieważne, że tak jest napisane, bo właściwie kto to napisał. Na pewno nie Jezus.
    Mnie też chodziło o codzienne świętowanie,codzienne staranie się, a nie tylko wtedy, gdy są święta. Wtedy wszyscy nagle się budzą i chcą łapać szczęście. Ja to tak widzę, a Ty możesz widzieć inaczej.
    Poza tym chyba nigdy nie lubiłam robienia wielkiego hallo, że się tak głupio wyrażę z jednego dnia. Wolę zwykłą codzienność, niż super połysk i strój. Wolę swój bałagan niż porządek. I nawet w dniu swojego ślubu wcale się nie starałam. Zaprosiłam kilku gości, założyłam spódnico-spodnie, a o godzinie 22ej zniknęłam z mężem w swoim mieszkaniu. Goście zostali z rodzicami. Sam widzisz żadnego świętowania nie znoszę. Tylko zwyczajnie życie tu i teraz. Dlatego napisałam to , co napisałam. Nie znaczy to, że w coś wierzę czy nie wierzę, chociaż to zmartwychwstanie dla mnie trochę podejrzane. Chyba za dużo się naczytałam.
    Na koniec dodam, że szanuję poglądy innych wbrew wszelkim pozorom. Lubię tylko głośno gadać, pisać o swoich poglądach. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń